Brudna gra teczkami

Piotr Pokajewicz odkrywa teczki i przekonuje, że padł ofiarą zamierzonego, politycznego ataku

Choć SB gromadziło informacje o nim, to on sam na nikogo nie donosił, co potwierdza zawartość teczki TW Student
Choć SB gromadziło informacje o nim, to on sam na nikogo nie donosił, co potwierdza zawartość teczki TW Student

W kwietniu gruchnęła wieść, że Piotr Pokajewicz, przewodniczący Platformy Obywatelskiej w powiecie złotowskim, który w przeszłości kandydował m.in. na burmistrza Jastrowia, był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa w latach 1989–1990. Oznaczałoby to, iż dopuścił się kłamstwa lustracyjnego, składając wcześniej oświadczenie o braku takiej współpracy, co groziłoby mu zakazem pełnienia funkcji publicznych na 3 lata. Wówczas wiadomo było jednak tylko tyle, że w archiwach IPN znajduje się teczka „tajnego współpracownika pseudonim „Student” dot. Pokajewicz Piotr”, co można było sprawdzić na stronie internetowej instytutu.

W oczekiwaniu na teczki

Wiadomość odbiła się szerokim echem nie tylko w lokalnych mediach. O przewodniczącym PO, który współpracował z SB, mówiono m.in. w Radiu Poznań, o czym sam zainteresowany dowiedział się od znajomych. Piotr Pokajewicz sprawę komentował lakonicznie, wyjaśniając, że nigdy na nikogo nie donosił. W oświadczeniu opublikowanym na łamach naszej gazety pisał: „IPN podało informację o istnieniu teczek z moim nazwiskiem, ale nie podało żadnych informacji o ich zawartości, której pewnie nie ma. Nie wiedziałem o stworzeniu teczek, a tym bardziej o nadaniu mi jakiegoś pseudonimu”. Informował także, że wystąpił do IPN o udostępnienie mu teczek dotyczących jego osoby, co, zgodnie z przepisami, powinno być zrobione w terminie nie przekraczającym 4 miesięcy. Długo jednak nie mógł uzyskać takiego wglądu i dopiero niedawno, po 7 miesiącach, przekazano mu jego akta. Na ten czas niemiłosiernie długiego oczekiwania zawiesił się w obowiązkach przewodniczącego PO w powiecie.

Ale jestem też działaczem społecznym, prowadzę stowarzyszenie i na to to także rzutowało. Było mi niezręcznie. Mam robić zebrania, zagrzewać ludzi do pracy społecznej w sytuacji, gdy padły na mnie takie oskarżenia

– P. Pokajewicz przyznaje, że był to dla niego trudny czas, gdyż wiele osób nie czekało na jakiekolwiek dalsze wyjaśnienia i już go osądziło.

Spotkałem się z taką reakcją odrzucenia, wprowadzonego dystansu, do zachowań typu: nie wsiądę z tobą do samochodu włącznie. Bo jak można z donosicielem? Nie mówiąc o hejcie, który rozlał się w internecie, gdzie nazywano mnie zdrajcą, donosicielem. To nie są rzeczy miłe

– opowiada o reakcjach ludzi.


W daleszej części artykułu przeczytasz m.in. o tym, co kryły teczki "Studenta", kto stał za ujawnieniem tych akt oraz czy będzie proces lustracyjny przed sądem...

To tylko fragment artykułu (pozostało 9835 znaków). Aby czytać dalej ...

Subskrypcja na portalu

Zyskaj już dziś pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Wykup subskrypcję

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu