Buszuję coraz odważniej. Rozmowa z pasjonatką fotografii

– Patrzą na mnie jak na dziwoląga, bo jakiś na zielono ubrany babsztyl leci nad ranem z aparatem do lasu – mówi Monika Zelek, której pasją są fotograficzne łowy

Fotografia otworzyła pani Monice oczy na świat. Zwłaszcza ten dziki
Fotografia otworzyła pani Monice oczy na świat. Zwłaszcza ten dziki

Co Pani widzi, gdy patrzy przez obiektyw aparatu?

Dzięki niemu w ogóle zaczęłam zauważać otaczający mnie świat. Że świeci Słońce, że zieleń jest zielona, bo obok nas istnieje świat, o którym nie miałam dotąd pojęcia. Nie zauważałam go w codziennym biegu.

Gdy już zatrzyma Pani ten świat na zdjęciu, mówi Pani: wow!?

Czasem tak, dlatego że chwytam na zdjęciu chwile tak ulotne i dla mnie nowe. Gdy spotykam zwierzęta czy pięknie padające światło, to mówię: wow! Zachwycam się światem i cieszę się, że mogę w nim żyć.

Wcześniej Pani tego nie zauważała?

Nie tak intensywnie, do czasu gdy zachwyciłam się zdjęciem zobaczonym w internecie. Był na nim batalion o świcie nad Biebrzą, w otoczeniu pięknych kropel rosy. Batalion jako ptak był mi w ogóle nieznany. Wtedy zastanowiłam się, czy też mogłabym czegoś takiego doświadczyć. Tak postanowiłam kupić aparat. To było trzy lata temu.

Mieszka Pani w Lipce od zawsze i od zawsze te tereny słyną z bogactwa przyrody, a dopiero trzy lata temu Pani to odkryła. Zdumiewające.

Są lasy, jeziora, łąki i choć wcześniej je widziałam, to jednak nie zaglądałam w nie głębiej. Dopiero od niedawna buszuję w nich odważniej. Fascynują mnie zwierzęta i przygoda związana z ich podchodzeniem. Ubieram się w maskujące kolory, nie używam perfum i wychodzę do lasu przed świtem lub po południu, choć nie wiem, czy cokolwiek spotkam. Czasem, po godzinach przygotowań, wracam z niczym. A czasami idę „na żywca” i spotykam zwierzęta, których przysłowiowy Kowalski na pewno nie spotka na ulicy.

Opis zdjęcia

(fot. Monika Zelek)

Co w takim razie ma Pani „ustrzelone”?

Gratką dla mnie są borsuki. Dwa lata temu spotkałam maluszka, który doprowadził mnie do swojej rodziny. W ubiegłym roku rodzina borsucza miała troje młodych, w tym roku - pięcioro. Obserwuję to miasto borsucze regularnie. Teraz ta rodzinka przygotowuje się do zimy – kopie nowe nory (było ich dotąd dziewięć, w tym roku powstały dwie nowe, więc jest ich w sumie jedenaście, nigdy nie wiadomo z której wyjdą) i włóczy ściółkę, by wymościć swoje gniazdko. Gratką dla mnie jest też łasiczka, kuna leśna, bobry, zimorodek.

Jak Pani podchodzi do kwestii obrabiania zdjęć? To co Pani pstryknie jest naturalnie piękne, czy też ulepsza Pani swoje dzieło w komputerze?...

To tylko fragment artykułu (pozostało 6020 znaków). Aby czytać dalej ...

Subskrypcja na portalu

Zyskaj już dziś pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Wykup subskrypcję

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu