By nikt przeze mnie nie płakał

Zapisuje dzieci niczym białe kartki. Uczy je odróżniać dobro od zła i przelewa na nie swoją miłość. To Annie Pawłowskiej zawdzięczamy teatr rodziców i dzieci

Pani Ania w swoim żywiole. Wszystkie dzieci jej są
Pani Ania w swoim żywiole. Wszystkie dzieci jej są

A. Pawłowska: I ja mam opowiadać? Dla mnie to nie jest takie proste, bo ja wolę pracować niż mówić. Dla mnie praca jest służbą. Chcę dawać radość innym i chyba mi się to udaje.

Ł. Opłatek: Nauczyciel rzadko kojarzony jest z radością.

A ja już w pierwszej klasie szkoły podstawowej napisałam w zeszycie (mam go do dzisiaj, a szkoła mieściła się tu gdzie teraz przedszkole), że chcę zostać nauczycielką lub krawcową. Udało mi się te dwie rzeczy połączyć. Przez lata pracowałam w Szkole Podstawowej w Głomsku i tam szyłam dla dzieci stroje na występy. Gdy szkołę zlikwidowano, część z moich prac przywiozłam tutaj.

Szczęściara z Pani – robi Pani to, co kocha.

No tak. Tylko czasami rodzina mówi mi, że to przedszkole zajmuje cały mój czas. Moja siostrzenica, gdy była młodsza, mówiła : ta szkoła i przedszkole to zawsze mi cię zabiera... Powiedz im, że ja też chcę ciebie mieć! Dużo czasu zajmuje mi praca „pozadydaktyczna”. Mam hopla na punkcie dekorowania i szycia strojów. Uwielbiam szyć dla dzieci, mogę to robić i robię całymi godzinami. Właśnie skończyłam torby na zakupy oraz lalki, przytulanki i bożonarodzeniowe kartki, które sprzedawać będziemy podczas kiermaszu. Lubię też malować i wycinać. Jestem artystyczną duszą.

Do Przedszkola Publicznego w Zakrzewie trafiła Pani siedem lat temu.

Dostałam tę pracę, bo, tu pewnie Pana zdziwię, pracowałam wcześniej z tutejszymi nauczycielkami – przez blisko dwa lata prowadziłam w Zakrzewie aerobik. Dojeżdżałam z Głomska rowerem, bo nie miałam i nie mam samochodu. Pani dyrektor znała mnie już i dała mi szansę.

Podobno była dyrektor Publicznego Przedszkola im. Królewny Śnieżki wysoko stawiała poprzeczkę swoim pracownikom.

I dobrze, bo to pomaga się rozwijać. A że ja miewam szalone pomysły, to np. od czterech lat prowadzę teatr, w którym z rodzicami i dziećmi wystawiamy sztuki. Na pierwszy ogień poszedł „Słoń Trąbalski”, potem „Calineczka”, „Czerwony Kapturek” i ostatnio „Kopciuszek”. Nie wiem, jak będzie w tym roku, bo nie zawsze są rodzice chętni do pracy w teatrze, a nie chcę do niej nikogo zmuszać. Planuję muzyczno - taneczne jasełka, bo dzieci wolą się ruszać niż uczyć długich tekstów.

Można zapytać, po co Pani to robi. Łatwiej byłoby odbębnić swoje godziny i już.

Można, pewnie. Czasami gdy jestem zmęczona, mówię sama do siebie: Po co ty to robisz? Mam takie chwile, ale one mijają bardzo szybko. W końcu robię to, by dać radość innym. Chcę też, by coś po mnie zostało.

Łatwiej się daje radość dzieciom czy dorosłym?

U dziecka może i łatwiej wywołać uśmiech, ale dla mnie nie ma to większego znaczenia czy mówimy o dziecku, czy dorosłym. Nie oczekuję pochwał za swoją pracę. Pracuję, bo praca nadaje sens mojemu życiu.

Tyle że Pani pracuje z dziećmi niemal 35 lat. Jak Pani wytrwała tak długo w zawodzie?...

To tylko fragment artykułu (pozostało 8572 znaków). Aby czytać dalej ...

Subskrypcja na portalu

Zyskaj już dziś pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Wykup subskrypcję

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu