:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Rolnictwo,  - zdjęcie, fotografia
Portal zlotowskie.pl 23/05/2019 12:20

Upływa 25 lat od zapoczątkowania wielkiego procesu transformacji w polskim rolnictwie. Z dnia na dzień zamykano PGR–y, gospodarstwa rolne, spółdzielnie. Za nimi stali ludzie. Każdy z nich to inna historia.

W gminie Lipka PGR–y były w Scholastykowie, Bługowie, Białobłociu i Lipce Winiarni. Doliczając do tego zespołowe gospodarstwa rolne – ZGR i spółdzielnie rolnicze – SR mamy sporą część gminy. Zmiany do lipczan, jak i ludzi w całej Polsce, przyszły nagle i niespodziewanie, nikt nie był na nie przygotowany. Do dziś przejeżdżając przez wsie widać pozostałości budynków – niektóre z nich straszą, inne zyskały nowe życie. Widać też ludzi, którzy nie zawsze odnaleźli się w nowej rzeczywistości. Czasem siedzą i czekają na lepsze czasy lub… na powrót do przeszłości.

Lipka Winiarnia – tu było pegeerowskie przedszkole


Wiatr zmian

– Ja byłam dozorcą – mówi Leokadia Kachelek.

– Pracowałam 10 lat i 11 miesięcy. Wraz z mężem odeszliśmy tuż przed zmianami. Paweł, mąż Leokadii, był magazynierem, kierowcą, kombajnistą.

– Wszystko, co było trzeba, to robiłem – mówi, podkreślając, że przepracował w spółdzielni 25 lat.

– Straciłem zdrowie w PGR. Oboje pracowali pod skrzydłami ś.p. Stanisława Redzimskiego i Mariana Wcisło.

– Gospodarstwo funkcjonowało bardzo dobrze, nie miało sensu tak od razu tego zamykać – stwierdzają małżonkowie.

– Mieliśmy działki, trzynastki, deputaty. Kto tylko chciał to bardzo dobrze żył. Dzisiaj każdy dąży do bycia eko i jedzenia zdrowej żywności, a jaka była wtedy jak nie eko i na własnych oczach wyhodowana? – pytają retorycznie. Kachelkowie podkreślają, że w Batorowie i najbliższych okolicach ludzie poradzili sobie nie najgorzej z tą nagłą zmianą, bo poza spółdzielnią mieli coś swojego – małe gospodarstwa. I gdy przyszedł wiatr zmian zajęli się na powrót swoim. Spółdzielnia Rolnicza nie była jedynym ich źródłem dochodu. Nie postawili wszystkiego na jedną kartę. W SR pracowało około dwudziestu osób: Misztal, Bieliński, Wruck, Urban, Mrócek, Szeląg… Tych pamiętają.
– Dzisiaj ten cały obiekt jest w prywatnych rękach – mówi Leokadia, wieloletnia radna Rady Gminy Lipka.

– Rolnicy magazynują tam częściowo zboże, ale zasadniczo to woła o pomstę do nieba. Wstyd i hańba.

Fabryka pod niebem

Edward Rumiński był prezesem spółdzielni w jej najlepszych czasach. Był rok 1991. Dziś ma 73 lata. Jest chodzącą historią wzlotów i upadków polskiego rolnictwa. Pracę w rolnictwie zaczął w 1966 roku. PGR–y, SR, kombinaty – zna to od podszewki.

– Zmiany wynikały wyłącznie z przesłanek politycznych – wspomina – chociaż prawda jest też taka, że były gospodarstwa dobre i złe, dobrze i źle zarządzane. I pewnie te gorsze i tak by upadły. Według niego naprawdę trudno doszukać się wzorca, na jakim opierano funkcjonowanie PGR.

Lipka Winiarnia – pozostałości po PGRze


– Nawet w Rosji nie było takiego bałaganu – mówi.

– Jak zaczynało się psuć w jednym, to zaczęto ludzi „przerzucać” między nimi. Nie opłacało się to, robił się bałagan, słaba logistyka, słaba komunikacja – wyjaśnia.

– Są rejony, w których ludzie do dziś nie poradzili sobie z transformacją – puentuje, dodając jednak, że w osądach trzeba być obiektywnym i delikatnym, nie można nikogo krzywdzić i wrzucać do jednego worka.

– Trzeba znać dobrze dane środowisko – mówi Edward.

– Jeśli w PGR pracowały całe rodziny, a ludzie byli ściśle związani z tym miejscem, nie mieli i nie umieli robić nic innego, to jak mieli sobie poradzić? Opinią nieprawdziwą i krzywdzącą, wygłaszaną zwłaszcza przez tych, którzy nie mają pojęcia o tamtych czasach jest to, że w PGR się nic nie robiło: czy się stoi, czy się leży… A rolnictwo to jest fabryka pod niebem, tu się pracuje piątek, świątek i niedziela. Nie ma wolnego.

Edward Rumiński z Batorowa z nostalgią wspomina stare czasy


Choroba społeczna

– Nieprawdą jest też, że ludzie nie byli wykształceni – mówi zbulwersowany.

– Mieli kursy, szkoły. Żeby zostać chlewmistrzem, mastalerzem, kombajnistą trzeba to umieć. To byli mistrzowie w swoim fachu. Były i luzaki, jak wszędzie. Żyłem z nimi i znam to środowisko dobrze – podkreśla.

– Gdyby się nic nie robiło, to by nie powstało to, co tu widzimy, nikt tego nie wyczarował, to powstało z pracy ludzkich rąk. Edward wzdycha.

– Te czasy przeminęły z wiatrem, jest teraz czas konsumpcji, szybkiego życia, każdy coś tylko chce i chce to mieć szybko. Wtedy ludzie powoli się dorabiali, doceniali wartość pieniędzy, wykształcili dzieci, kupili mieszkania. To były ich wartości. Ludzie byli szczęśliwi.

– Dziś my – pokazuje na sąsiadów i siebie – chorujemy na choroby zawodowe, ale PGR to też była choroba społeczna. Od 1991 roku, kiedy je rozwalono, pracę straciło 600.000 ludzi, z dnia na dzień pozbawieni zostali wszystkiego i powiedziano im na dodatek, że ich marzenia nie istnieją. Zostali na garnuszku państwa. Z zerową perspektywą, ogromnym żalem… Nie dziwię się, że słabsze jednostki nie dały sobie rady. Ale nie każdy pił. Nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka – podkreśla.

Ale to już było...

– Pracowałem w warsztacie PGR–u Lipka Winiarnia jako ślusarz – mówi Stanisław Polak.

– To była moja młodość i tam poznałem moją żonę Danusię, która była na stażu w księgowości. Dlatego dobrze to wspominam, ale nie jestem jakimś szczególnym fanem tamtych czasów. Stanisław pracował w Winiarni 13 lat.

– Zamknęli to wszystko nagle, bo Wałęsa mówił, że to, co zostało po komunie, musi zniknąć. W PGR młodzi ludzie mieli swoją pierwszą pracę. To była dla nich ucieczka, niektórzy nawet im zazdrościli. Mieli pracę, mieszkanie, czego chcieć więcej na starcie? To nie był, według mnie, zamknięty świat – wręcz przeciwnie: otwarty – każdego, kto chciał, przygarnął. Transformację przeszedłem lekko, bo ja nie byłem 24 godziny na dobę w PGR, tylko tak jakby byłem „dochodzącym” pracownikiem. Najpierw powstały kombinaty, chyba żeby zwiększyć ilość urzędników – głośno myśli Stanisław. Wspomina kierownika.

– Był nim Bruno Olszewski – gość nie do podrobienia. Do pracy jeździł motorem, takim dużym. Od razu było widać, kto tu rządzi [śmiech]. Miał przydomek „szklarz”, bo szyby naprawiał na początku pracy. Bywało śmiesznie, ale to już było i nie wróci więcej, jak mówią słowa piosenki.

Żyliśmy naprawdę intensywnie

Lidia Bełka, czyli „Kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boi”.

– Gdzie mnie skierowali, tam pracowałam – mówi była laborantka, pegeerowska przedszkolanka, pomoc kuchenna, magazynier… – Oprócz obory i funkcji dyrektora robiłam wszystko – uzupełnia.

– Ja wspominam tamte czasy bardzo dobrze, przede wszystkim dlatego, że ludzie byli inni, życzliwi wobec siebie, można było z każdym pogadać, było więcej wspólnoty, teraz każdy się zamknął we własnym kokonie. My się spotykaliśmy po pracy, w klubo–kawiarni, na zabawach, na placu zabaw z dziećmi, w porzeczkach – wspomina czasy od roku 1973 do 1994. W Winiarni pracowała do emerytury. Podczas restrukturyzacji dużo osób skorzystało z takiej możliwości.

Dzień powszedni w Bługowie


– Ludzie albo przeszli na emeryturę, albo pracowali dalej, albo wyjechali do Niemiec czy Holandii – mówi Lidia. W Winiarni, według wiedzy pani Lidii, pracowało około 200 osób. Zakład przejęła Agencja Restrukturyzacji Rolnictwa.

– Nie było sensu, moim zdaniem, to wszystko tak od razu zamykać – stwierdza. Winiarnia, jako jedna z nielicznych, nie była zadłużona. Była samowystarczalna: winiarnia, gorzelnia, tartak, zagłębie porzeczkowe, przedszkole, stołówka, klubo–kawiarnia, bloki. Małe samowystarczalne miasteczko.

– Gdyby przejęli to pracownicy, to myślę, że do dziś by produkowano najlepsze jabole w Polsce. To była praca ich rąk i by o to zadbali, a tak? Wyciśnięto nas jak cytrynę i zlikwidowano na końcu. Mąż Lidii, Franciszek, był niepisanym zastępcą kierownika gorzelni, głównym specjalistą produkcji roślinnej.

– Oboje zaczęliśmy tu pracować od razu po szkole – wspominają.

– Mieliśmy działki, ziemniaki, chlewiki, kury, kaczki, świnki, nutrie nawet – wspomina.

– Intensywnie żyliśmy, ja na tamte czasy nie narzekam.

Byłam na każdym szczeblu w Winiarni – mówi pani Lidia


Jak upadły PGR–y to i ludzie poupadali

Marta Zepf ma dzisiaj 80 lat. W PGR pracowała od 1954 roku, kiedy to przyjechała na lipkowskie tereny z województwa kieleckiego. Miała wtedy 14 lat. W PGR doiła krowy, sadziła kartofle, gotowała i sprzątała na stołówce.

– Jak upadły PGR–y to i ludzie poupadali – mówi osiemdziesięciolatka.

– Wspominam te czasy z nostalgią i żalem. Mieliśmy owce, gęsi, kaczki, kury, świnie. Mleko było za darmo, trzynastki, premie. Teraz tutaj nie ma żadnej młodzieży praktycznie. A jak upadło to popijali, no ale teraz nie popijają? Człowiek jest człowiek. Były to lepsze czasy, bo była praca i to na miejscu.

Andrzej Bielecki pracował w PGR 21 lat. Nabawił się choroby zawodowej, 30 procent uszczerbku na zdrowiu. Jeździł różnymi maszynami, w tym koparkami. Dziś ma 65 lat.

– U nas w Scholastykowie w PGR pracowały całe rodziny – mówi.

– Były PKS–y, zostały budynki, w dużej części już dzisiaj prywatne. Kosiłem lotnisko, 300 hektarów – wspomina.

– Działo się dużo, był duży ruch, samoloty wojskowe latały.

Pani Marta przepracowała w PGR Scholastykowo wiele lat

Lipka Winiarnia - pozostałości po PGR

Scholastykowo, kiedyś tu tętniło życie


Ludzie nie byli ciemni

Bogdan Pasternacki, działacz społeczny, zajmował się do niedawna świetlicą i sportem. Także pracował w PGR jako pracownik fizyczny.
– Przewrót polityczny nie był dla ludzi, tylko dla polityków. Polska to kraj rolniczy, czemu więc musiało w kraju rolniczym upaść rolnictwo? Czy to jest logiczne? Bo to było postkomunistyczne? – zadaje pytania retoryczne.

– Można było to zmienić, a nie likwidować. Nieprawdą też jest i krzywdzące, że ludzie byli ciemni, jak mówiono – śmierdzące pegeerusy. Życie kulturalne we wiosce naprawdę było na wysokim poziomie. Mieliśmy własne autobusy, wycieczki zakładowe, wyjazdy na koncerty, do teatru. A bilety były za darmo.

– Nie ma co wspominać… – mówi z żalem w głosie.

– Tu pracowało tyle ludzi. Było wsparcie dla pracowników, deputaty, pomoc. Teraz w zasadzie można na palcach dwóch rąk zliczyć, kto pozostał tutaj z tego zakładu. Cześć wyjechała, część nie żyje. Wie pani, to byli specjaliści, wykształceni ludzie. Jak tutaj to upadło to pojechali dalej za pracą – opowiada.

Powstały i upadły

– PGR–y powstały, ponieważ powstał socjalizm. Taka była wówczas potrzeba i zakończyły swoją działalność po demokratycznych przemianach. Zdecydowała ekonomia, bo na dłuższą metę nie było możliwe zatrudnianie 12–13 osób na 100 ha – mówił prof. dr hab. Eugeniusz Niedzielski z Uniwersytetu Warmińsko–Mazurskiego podczas jednej z konferencji dotyczących rolnictwa.

– Centralnie sterowana gospodarka nie zdała egzaminu – zaznaczył.

– Kluczowe znaczenie w przemianach miała Agencja Nieruchomości Rolnych, następczyni Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (AWRSP). 1 września 2017 roku powstał Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, który przejął dotychczasowe zadania ANR. Dotyczy to przede wszystkim gospodarowania państwową ziemią, a także realizacji zadań dotyczących kształtowania ustroju rolnego, w tym poprawy struktury agrarnej gospodarstw rodzinnych.

Hanna Olencka, psycholog, pracownia psychologiczna A–Test

Dlaczego niektórzy ludzie, mimo że to już 25 lat, nie przeszli jeszcze tej transformacji?
Mówiąc transformacja ma Pani zapewne na myśli zmianę w otaczającym nas świecie i nas jako części tego świata. Trzydzieści lat temu nie u każdego z nas takie zmiany się dokonały. Przed transformacją w pegeerach ludzie mieli pracę. Nie było szczególnych wymagań odnośnie kwalifikacji, posiadanych umiejętności czy zaangażowania. Zasady i regulaminy „obowiązujące” w gospodarstwach PGR miały drugorzędne znaczenie. Funkcjonowała zasada „czy się stoi, czy się leży…” Nie sprzyjało to jakiemukolwiek rozwojowi, ale dawało poczucie bezpieczeństwa.

I nagle tego zabrakło?
Tak, byli pracownicy pegeeru nie otrzymali nic w zamian i niestety często nie mieli nic do zaoferowania poza prostymi umiejętnościami, niskim poziomem wykształcenia i motywacji do pracy. Utrata poczucia bezpieczeństwa materialnego w postaci płac, deputatów, działek przydomowych i darmowych mieszkań w sytuacji drapieżnego kapitalizmu początku lat dziewięćdziesiątych nie sprzyjała podejmowaniu wysiłku do zmian. Ci, którzy taki wysiłek podjęli, szybko przekonali się, że inna praca jest trudniejsza, bardziej wymagająca i mniej płatna. Szybko nabierali przekonania, że to nie dla nich, że stali się ofiarami przemian społeczno–politycznych. Przekonani, że osiągane wyniki nie zależą od ich działania, stracili motywację do dalszych prób. W taki oto sposób nauczyli się bezradności – poczucia, że ich działania są nieskuteczne i że nie mają wpływu na ich życie.

Co pozostaje konsekwencją wyuczonej bezradności?
Na długie lata pozostały przekonanie, że w konkretnej sytuacji nic nie można zrobić, brak motywacji do działania, stany apatii, poczucia niekompetencji i wrogości oraz wycofanie się z kontaktów społecznych. Myślę, że dużym problemem społecznym jest fakt, że wyuczona bezradność przechodzi na młodsze pokolenia. Jeszcze dwadzieścia i dziesięć lat temu częste były praktyki podejmowania pracy na okres niezbędny do uzyskania zasiłku dla bezrobotnych. Nie wybiegano w przyszłość, nie myślano o rozwoju zawodowym, osiąganiu satysfakcji z aktywności zawodowej czy o emeryturach. W latach 2007–2013 funkcjonowały projekty unijne, których beneficjentami były osoby długotrwale bezrobotne. Prowadząc zajęcia z aktywizacji zawodowej kobiet nierzadko słyszałam, że do pracy nie mogą pójść, bo za mało płacą, bo już jedna osoba w rodzinie pracuje i to wystarczy. W skrajnych przypadkach uzasadnieniem niepodjęcia pracy była obawa, że ucierpią kontakty z koleżankami, na które nie będzie czasu.

Czemu ludzie tak bardzo tęsknią do tamtych czasów?
Zapewne jest grupa osób, które swoją dorosłość kojarzą z beztroską egzystencją i poczuciem bezpieczeństwa w czasach PRL. Tęsknią za lepszymi dla nich czasami. Są też tacy, i ja pewnie do nich należę, którzy tęsknią do czasów swojej młodości, kiedy to byliśmy piękni, dobrze zapowiadający się, mający przed sobą całe życie. Nie można postawić znaku równości pomiędzy tymi tęsknotami.

Ale wtedy jednocześnie uciekali do wolności?
Nie ma uniwersalnej wolności i wolność dla każdego z nas może oznaczać coś innego.

Czy jest szansa na wyrwanie się z marazmu?
Pewnie taka szansa jest, ale czy dla wszystkich? Są ludzie, którzy wolą tkwić głęboko w przeszłości, nie robiąc nic dla teraźniejszości, a tym bardziej dla przyszłości. Jestem jednak niepoprawną optymistką i wierzę, że młode pokolenie nie da się obezwładnić marazmem i zadba o własny rozwój, a tym samym o rozwój naszego kraju.

Reklama

Czar PGR-ów komentarze opinie

  • gość 2019-05-23 12:54:57

    zdjęcie z tytułem Scholastykowo, kiedyś tu tętniło życie- błąd zdjęcie z Winiarni

  • Gość - niezalogowany 2019-05-23 13:16:30

    Była praca dobrze płatna do dnia dzisiejszego moglob wszystko istnieć a nie zamknięto wszystkie pgr-y a rolnictwo polskie upadło, wszystko z pazernosci

  • Redakcja 2019-05-23 13:30:40

    Faktycznie - zdjęcie było pomylone. Poprawiliśmy. Dziękujemy.

  • Gość - niezalogowany 2019-05-23 14:14:58

    Co tam z posowieckim zakończeniem analfabetyzmu technologicznego. Żal du.e ściska bo gdzie Frania i Lipkowski Diabełek. Och to były czasy, wszyscy pili i nawet do winiarni po flaszki jeździli a i Milicja była wyrozumiała. Ech to boły piekne dni.

  • Gość - niezalogowany 2019-05-23 14:45:17

    Kiedyś pili, a kobiety kieliszek dla towarzystwa. Teraz role się odwróciły.

  • gość 2019-05-23 15:00:09

    Dlaczego się nie pisze prawdy.Po 1989 roku Leszek Balcerowicz,po Marksizmie i Leninizmie członek KC PZPR,nakazał zniszczyć PGR i tych pracowników którzy mieli rodziny.Celem było aby kacyki za grosze się uwłaszczyć majątkiem narodowym.Dziś mamy tych milionerów,którzy są powiązani z byłą komunistyczną agenturą SB i z PZPR,mają po kilkaset hektarów ziemi.Oni dziś należą do postkomunistycznych partii PO-PSL-SLD i mają gdzieś ludzi z PGR,którzy ponieśli największe koszty.

  • gość 2019-05-23 17:44:05

    Autor pewnie nie zna historii . W Scholastykowie tak jak w Lotyniu i Borucinie były SHR-y ( nie mylmy z SKR )to nie to samo co PGR-y. Była to znaczna różnica w zarządzaniu i opierały się dłużej przed upadłością.Zdjęcie ze Scholastykowa to obecnie teren prywatny , dobrze zarządzany i też tętni życiem ludzi pracujących .

  • Gość - niezalogowany 2019-05-23 17:46:53

    Kto jest bez winy niech podniesie pomocną dłoń dla popegeerowskich mieszkańców. Jestem pewien że zaraz będzie - Niech się wezmą do roboty, komunistyczne zbiorowisko, zacofane poradzieckie kołchozy, żyją z państwa i MOPSu, popierali PO PSL NOWOCZESNĄ niech idą do nich itd. Jak możemy zaobserwować życzliwość ludzi i ocena tamtych oraz obecnych czasów na forach internetowych jest nieoceniona. Wszystko zależy od tematu do dyskusji.

  • gość 2019-05-23 19:42:08

    Należy pisać prawdę.Fakty są takie że PGR,były pod kontrolą KC PZPR.Pracownicy PGR,pracowali sumiennie,przez cały tydzień nawet z niedzielami.Chlewnie czy obory były pełne świń czy krów.Ale w komunistycznej Polsce półki i sklepy były prawie puste.Prawda jest taka 80% świń,krów,zbóż czy mąki,było wywożonych do ZSRR za darmo.Tak zostali oszukani pracownicy PGR za komuny,jak i po 1989 roku przez tow.Balcerowicza.Który nakazał likwidacje PGR,jako nie rentowni a sami tym majątkiem komuniści się uwłaszczyli,kupując w 1997 roku 500 zł za hektar.

  • Gość - niezalogowany 2019-05-23 23:45:39

    Dzisiaj mają odpowiednie emerytury.....

  • gość 2019-05-23 23:52:50

    Stacja Hodowli Roślin w Scholastykowie - bardzo wysoki poziom kultury rolnej ! B. wysokie plony upraw, zamknięty cykl produkcji zwierzęcej , jedna z największych w Polsce hodowli zachowawczej odmian ziemniaków , własne laboratorium, szklarnie, gorzelnia , masarnia ! Wykształcona kadra, wysoko wykwalifikowani pracownicy ! Wiele nowoczesnego , skomplikowanego sprzętu ! Jednak w odróżnieniu od innych zakładów ówczesnej Polski i Polski wczesnej Solidarności w ZAKŁADACH ROLNYCH rzadko kiedy praca kończyła się po 8 godzinach i do domku !! 10 11 ,12 i więcej na dobę , to była norma ! Bo to było rolnictwo , a nie biurko w magistracie , czy praca w zakładzie w mieście ! Czy pili, a gdzie nie pili ! A cz teraz piją , piją jeszcze więcej /statystyki/ ! I kto chciał zniszczyć te najlepsze zakłady ? Z całą odpowiedzialności.ą twierdzę , że po pierwsze sama S olidarność silna w gębie, władze zwierzchnie i ci którzy po likwidacji / niekiedy / mające cechy mafijnych przejęć, oraz okoliczni rolnicy , którzy po jakims czasie dopiero zrozumieli , że stracili złote jajo! kTO i za ile przejął pałace w SCHOLASTYKOWIE I W dEBRZNIE WSI ? oDPOWIEDZI NA TE WSZYSTKIE PYTANIA WYJAŚNIŁY BY PRAWDĘ O KULISACH LIKWIDACJI ZAKŁADÓW ROLNYCH TRAKTUJĄC TO JAKO KOMUNISTYCZNY PRZEŻYTEK ! Polska , to taki kraj , gdzie bardzo często do władzy dorywają się półgłówki , a cierpi społeczeństwo ! Za te blisko 800 tys. pracowników i ich rodzin ,, ich los i niekiedy cierpienia ktoś powinien już dawno odpowiedzieć i to nie tylko tzw. postkomuniści , ale wszystkie rządzące bandy dzisiejszych milionerów !!

  • Gość - niezalogowany 2019-05-24 06:53:42

    Podziekujcie Walesie i jego prywatyzacji jak rozpier... Tym samym Polskę!

  • gość 2019-05-24 21:02:46

    To jest prawda Lech Wałęsa tw.BOLEK,dogadał się z komunistami Kiszczakiem,Jaruzelskim,podszywając się jako przywódca Solidarności,aby okraść Polaków zniszczyć Polskie zakłady.Dziś zdrajcy Polski i Solidarności uwłaszczyli za grosze majątkiem narodowym.To jest ta postkomuna,która dziś są milionerami z kradzieży majątku narodowego i należą do bojówek postkomunistycznych PO-PSL-SLD.

  • gość 2019-05-24 21:31:32

    Ktoś tam pisał że w PGR ludzie pili alkohol.W całej Polsce ludowej wszędzie pili wódkę a najwięcej w Gminnych,Miejskich czy Wojewódzkich komitetach PZPR.Celem było jak w ZSRR upić społeczeństwo aby nie myślało o polityce.Taka polityka była przekazana z Kremla od Józefa Stalina.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Kupię Mieszkanie Bezczynszowe

Młode małżeństwo kupi mieszkanie w Złotowie! może być do remontu, min.3-pokojowe. Bezpośrednio!


Zobacz ogłoszenie

Kopanie stawów

Świadczymy usługi kopania i pogłębiania STAWÓW - w promieniu około 100 km od 89-300 Wyrzyska. Posiadamy własne koparki gąsienicowe oraz..


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"