Jakub Pruchnowicz od blisko 25 lat montuje gniazda dla najrzadszych ptaków w Polsce. Dla rybołowów, bielików, puchaczy i bocianów czarnych. Jedną z platform zamontował kilka dni temu w Nadleśnictwie Okonek, przez teren którego Polskie Sieci Energetyczne poprowadziły swoją energetyc zną magistralę. Jakie są szanse, że gniazdo zostanie zasiedlone przez rybołowy? Czy farmy wiatrowe mają wpływ na obecność gatunków drapieżnych? Czy zmieniający się klimat i działalność człowieka wpływają na populacje rzadkich gatunków ptaków?

W ubiegłym roku na terenie Nadleśnictwa Okonek wybudowano jeden z odcinków wielkiej trakcji energetycznej. Polskie Sieci Energetyczne zrealizowały inwestycję sprawnie. W lesie postawiono kilkadziesiąt słupów energetycznych wysokich na ponad 50 metrów. Zanim jednak je posadowiono, należało wyciąć w środku lasu pas, którym miała przebiegać napowietrzna linia energetyczna.
W zamian za wycinkę Polskie Sieci Energetyczne musiały zrekompensować straty przyrodnicze. Postanowiono, że na terenie Nadleśnictwa zostaną zamontowane dwie platformy gniazdowe dla rybołowów. Jedna platforma została zamontowana na jednym ze słupów energetycznych, druga na drzewie.
– Te miejsca nie były przypadkowe. Wskazał je prof. Krzysztof Mizera, znany ornitolog z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, od lat zaangażowany w ochronę ptaków drapieżnych i projekty związane z ochroną rybołowa. Profesor jest członkiem Komitetu Ochrony Orłów – wyjaśnia Zbigniew Dolla, nadleśniczy Nadleśnictwa Okonek.
– Rybołów wybiera sobie do gniazdowania miejsca na skraju kompleksów leśnych, na najwyższym drzewie. Ten ptak lubi mieć wszystko na oku, w trosce o swoje potomstwo. To bardzo wrażliwy gatunek, niezwykle trudny, jeżeli chodzi o rozmnażanie. W Polsce jest tylko nieco ponad czterdzieści par tych ptaków, z czego jedna gniazduje na terenie Nadleśnictwa Lipka – mówi nadleśniczy. Jedną z platform, tę na drzewie, montował Jakub Pruchnowicz, który zajmuje się tym od ponad dwudziestu lat.
– W swoim życiu zamontowałem około 360 platform dla ptaków. Najwyższa znajdowała się na wysokości ponad czterdziestu metrów – wspomina, przyznając, że ma kolegów, którzy robią to jeszcze dłużej. Platforma składa się z trzech części – podstawy wykonanej z drewnianej kratownicy oraz wieńca z gałęzi świerka i buka.
– Wieniec wykonuje mój kolega z okolic Leszna. Robi go przy użyciu specjalnego prawidła, tak by nadać mu odpowiedni kształt i rozmiar. Na koniec wieniec wypełnia się drewnianymi zrębkami, tak by ptak mógł sobie gniazdo właściwie wymościć – tłumaczy. Tak wykonaną platformę pan Jakub wnosi kilkadziesiąt metrów nad ziemię i odpowiednio montuje w koronie drzewa. Całość trwa kilka godzin, bo platformę należy zamocować tak, by nie spadła nawet podczas silnego wiatru.
Gniazda dla rybołowa niemal zawsze montowane są na wierzchołkach sosen, bardzo rzadko innych drzew.
– Myślę, że statystycznie około 40 procent gniazd zostaje zasiedlonych – mówi po chwili namysłu.
– Nie można liczyć, że po roku gniazdo będzie miało swoich mieszkańców. To trwa. Czasem pięć, sześć lat. A czasem nigdy do zasiedlenia nie dojdzie i nie ma co z tego robić tragedii. Taki jest świat przyrody, w którym nie da się wszystkiego przewidzieć – tłumaczy spokojnie. Jako przykład podaje platformę w Międzyrzeczu.
– Montowałem ją osiem lat temu. Co roku jeździłem sprawdzać, czy rybołowy ją zasiedliły. Niestety. Zamiast ptaków byli tylko wędkarze. Pomyślałem sobie, że w takich warunkach, gdzie ciągle ktoś podjeżdża nad zbiornik samochodem, rybołów się nie pojawi. Kiedy już straciłem wiarę, okazało się, że pojawiły się rybołowy! – mówi z zadowoleniem.
– Jak sprawdzam? Mam lornetkę i lunetę. Obchodzę dokładnie drzewo, na którym posadowione jest gniazdo. Szukam odchodów, resztek jedzenia, czasem gałązki, która wypadła z gniazda – tłumaczy.
Rybołów to faktycznie jeden z najrzadziej występujących ptaków w Polsce. Jego populacja rośnie, ale niestety bardzo powoli. W tym roku może wzrosnąć do 50 par. Czy wynika to ze zmian klimatycznych? – Niekoniecznie. To bardzo wrażliwy gatunek, który żywi się rybami, zawsze jakąś rybę sobie znajdzie nawet w najmniejszym zbiorniku wodnym – wyjaśnia.

Co innego bocian czarny, dla którego Jakub Pruchnowicz również buduje gniazda.
– To bardzo skryty gatunek, który lubi spokój. Żyje w starych, podmokłych lasach, których niestety przez zmiany klimatu ubywa. Coraz mniej jest cieków wodnych, dlatego gatunek ten jest niezwykle wrażliwy na jakiekolwiek zmiany. Tam, gdzie się pojawia, często wyznaczane są specjalne strefy ochronne, które mają go chronić przed ciekawskim okiem człowieka – mówi.
– Bocian czarny nie żyje tak jak bocian biały, niemal wspólnie z ludźmi – śmieje się Jakub Pruchnowicz. Strefa ochronna w okresie lęgowym wynosi aż 500 metrów. Taka strefa dla bociana czarnego wyznaczona jest między innymi w Nadleśnictwie Lipka.
Na szczęście populacja gatunków ptaków drapieżnych bardzo powoli, ale rośnie. Niestety, presja człowieka jest tak silna, że gatunki coraz częściej gniazdują bliżej ludzkich siedlisk, często zdobywając pożywienie w miejscach, które do niedawna były im zupełnie obce. Zdobywany pokarm bywa również przyczyną ich upadku.
– Obserwujemy to – mówi na podstawie swoich doświadczeń i obserwacji znajomych, z którymi działa wspólnie w Komitecie Ochrony Orłów.
Faktem jest, że znaczącą przyczyną ginięcia ptaków są przyczyny antropogeniczne, czyli wycinka lasów, zanieczyszczenie powietrza, wód i gleb, osuszanie terenów podmokłych, urbanizacja i budowa dróg czy emisja gazów cieplarnianych. Komitet Ochrony Orłów gromadzi w kartotece informacje o martwych, osłabionych i rannych ptakach drapieżnych oraz sowach. Są one dowodem strat ponoszonych przez populacje tych gatunków. Przykładem może być sytuacja z maja tego roku. Nad jednym ze zbiorników nad Wartą wycięto drzewo z gniazdem. Członkowie Komitetu Ochrony Orłów zauważyli na miejscu wycięte z premedytacją drzewo gniazdowe. Runęło ono na ziemię wraz z pisklętami w wieku co najmniej czterech tygodni. Na miejscu znaleziono ich szczątki. Najgorsze jest to, że w całym starym drzewostanie lęgowym ścięto tylko jedno drzewo – właśnie to, na którym znajdowało się gniazdo.
Martwe ptaki drapieżne i sowy stanowią materiał badawczy. Korpusy stanowią źródło próbek tkanek do badań poziomu skażenia pestycydami i metalami ciężkimi, bo i takie sytuacje się zdarzają tam, gdzie mamy do czynienia z monokulturami rolnymi. Ornitolodzy mówią wprost, że brakuje łąk i nieużytków, które stanowią naturalną przestrzeń do zdobywania pokarmu dla ptaków drapieżnych i nie tylko.
– Jednym z głównych zagrożeń dla rybołowa jakim jest strzelanie do nich na stawach rybnych. Niestety w poprzednich latach zostały znalezione martwe lub ranne osobniki w pobliżu stawów rybnych. Tutaj potrzebna jest edukacja wśród stawiarzy. Ale znamy takich właścicieli, którzy są przyjaźnie nastawieni do tych ptaków – mówi Jakub Pruchnowicz.
A co z farmami wiatrowymi? Jakub Pruchnowicz mówi wprost, że są udokumentowane przypadki, gdy ptaki drapieżne ginęły po uderzeniu w łopaty turbin wiatrowych.
– To nie jest częsta sytuacja, ale się zdarza. Szczególnie ofiarami turbin padają ptaki młode, będące w trakcie przelotów. Moim zdaniem turbiny nie powinny być stawiane w miejscach, gdzie bytują rzadkie gatunki ptaków szponiastych. Ale wiadomo, zawsze coś za coś – podsumowuje.
Czy w Nadleśnictwie Okonek pojawią się rybołowy? – W tej chwili trudno to ocenić. Tak jak mówiłem, trzeba cierpliwości. Może któregoś dnia w zamontowanym przeze mnie gnieździe pojawi się para rybołowów. Byłbym bardzo szczęśliwy – śmieje się. Nadleśniczy Zbigniew Dolla mówi, że w tej chwili na terenie Nadleśnictwa nie zaobserwowano jeszcze rybołowów.
Mariusz Leszczyński
Autor video Robert Antosz - Nadleśnictwo Okonek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze