Wczoraj, krótko przed godziną 11.00, w Jastrowiu wybuchł gwałtowny pożar budynku mieszkalnego, który w zaledwie kilkanaście minut strawił dach i poddasze, pozbawiając domu osiem osób. Dzięki błyskawicznej reakcji służb i urzędników poszkodowani jeszcze tego samego dnia otrzymali lokale zastępcze.
Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do służb ratunkowych krótko przed godziną 11.00. Żywioł rozprzestrzeniał się w tak szybkim tempie, że gdy pierwsze zastępy straży pożarnej dotarły na miejsce, w ogniu znajdowało się już praktycznie całe poszycie dachowe. Dokładne miejsce powstania ognia oraz przyczyna pożaru nie są jeszcze znane.
W chwili pojawienia się płomieni wewnątrz budynku przebywała jedna osoba, która zdołała bezpiecznie ewakuować się jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych.
W trwającej wiele godzin akcji ratowniczo-gaśniczej uczestniczyło 10 zastępów straży pożarnej, czyli około 60 strażaków. Podczas działań na poddaszu ratownicy sukcesywnie zrywali dachówki i rozbierali spalone elementy konstrukcji, aby dotrzeć do ukrytych źródeł ognia oraz zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się pożaru. Oprócz walki z żywiołem strażacy zabezpieczyli budynek i wynieśli z płonącego obiektu dwa psy.
Po opanowaniu ognia rozpoczęło się żmudne dogaszanie ukrytych zarzewi. Zniszczenia konstrukcji okazały się tak poważne, że powrót mieszkańców do swoich mieszkań stał się niemożliwy

Wtedy rozpoczęła się kolejna walka – tym razem o zapewnienie poszkodowanym dachu nad głową. Urząd Miasta i Gminy Jastrowie oraz Zespół Mieszkań Wspomaganych zareagowały natychmiast, nie dopuszczając do sytuacji, w której pogorzelcy zostaliby bez schronienia choćby na jedną noc.
Samotny mężczyzna zajmujący jeden z lokali otrzymał mieszkanie zastępcze w Nadarzycach. Z kolei dla siedmioosobowej rodziny z piątką dzieci w wieku 9, 10, 13, 13 i 16 lat oraz ich dwoma uratowanymi psami zabezpieczono duże, czteropokojowe mieszkanie w Sypniewie, znajdujące się w budynku miejscowego ośrodka zdrowia.
W międzyczasie na pogorzelisku trwała walka o uratowanie ocalałego mienia. Do akcji wkroczyli koledzy z pracy ojca wielodzietnej rodziny. Zorganizowali transport i pomagali wynosić ze zniszczonego domu sprzęt AGD, meble oraz inne przedmioty, którym udało się przetrwać pożar. Wszystkie uratowane rzeczy były na bieżąco przewożone do nowego lokalu w Sypniewie.
Dzięki zaangażowaniu współpracowników udało się ocalić znaczną część dorobku życia rodziny.
Przenosiny rodziny do lokalu nad przychodnią lekarską w Sypniewie uruchomiły prawdziwą lawinę solidarności. Mieszkanie było puste i wymagało przygotowania do zamieszkania. Trzeba było posprzątać pomieszczenia, wnieść uratowane sprzęty oraz zorganizować miejsca do spania dla piątki dzieci.
W pomoc zaangażowali się radni, mieszkańcy Sypniewa oraz liczni wolontariusze. Prace trwały do późnych godzin nocnych.
Równolegle w mediach społecznościowych oraz na lokalnych grupach opublikowano listę najpotrzebniejszych rzeczy. To, co wydarzyło się później, zaskoczyło nawet samych organizatorów pomocy. Odzew mieszkańców Sypniewa, okolicznych miejscowości i osób z odległych części regionu okazał się ogromny.
Pomoc zaczęła napływać w tak szybkim tempie, że już do wieczora udało się zgromadzić wszystkie najpotrzebniejsze artykuły – kołdry, poduszki, ręczniki, odzież oraz obuwie dla dzieci w konkretnych rozmiarach.
Na razie nie ma jeszcze informacji, czy zostanie uruchomiona oficjalna zbiórka pieniędzy dla rodzin poszkodowanych w pożarze. Dalsze działania pomocowe związane z organizacją codziennego życia siedmioosobowej rodziny będą koordynowane bezpośrednio na miejscu.
Agnieszka Wieleba
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze