:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
teraz 12°C
Motoryzacja, Dostałem drugie życie - zdjęcie, fotografia
Portal zlotowskie.pl 31/01/2019 07:00

Zbigniew Betscher wraca do zdrowia po dramatycznym wypadku.

Gdy rozpoczynamy rozmowę dzwoni leżący na stole telefon – rozbrzmiewa dźwięk, który z łatwością rozpozna każdy, kto choć trochę interesuje się sportem. To melodia ze słynnych Wyścigów Pokoju, jakie w latach komuny były jednymi z najważniejszych wydarzeń kolarskich. Zbigniew Betscher przykłada urządzenie do ucha, po kilku chwilach serdecznie dziękuje za otrzymane życzenia. Tego dnia, 17 stycznia, kończy 71 lat.

– Zdrowia. To najważniejsze – z jego ust pada odpowiedź na pytanie o to, czego życzy sobie przy okazji swojego święta. Niewiele bowiem zabrakło, a urodzin wcale by nie obchodził. W wypadku, jaki miał w ubiegłym roku, niemal stracił życie. Po kilku miesiącach wraca do formy, ale droga wcale nie była łatwa.

Po co kusić los

– Rower szosowy dałem już synowi. Na szosę nie będę jeździł. Ale górala zostawiłem. Teraz będę do tego podchodził tylko turystycznie – naszą rozmowę zaczynamy oczywiście od rowerów, największej życiowej pasji złotowianina. Pomimo siedemdziesiątki na karku, pan Zbyszek wciąż przecież czynnie uprawiał umiłowane kolarstwo. Niby amatorsko, ale z zaangażowaniem bliskim temu, jakie cechowało je dekady temu, gdy był czynnym zawodnikiem. Nie był w tym sam, grupa pasjonatów ze Złotowa i okolic, mimo bardzo dojrzałego wieku jej członków, jest spora. Ci mężczyźni nie wsiadają na kolarzówki jedynie okazjonalnie. Przeciwnie – to wręcz regularne treningi.

– Rocznie robiłem około piętnaście tysięcy kilometrów – uświadamia nasz rozmówca.

– Wszystko mam zapisane w zeszycie – otwiera wyraźnie zużyty kajet.

– Po tym, jak w młodości sam jeździłem, później zacząłem trenowanie chłopców. To trwało do 1989 roku, po czym miałem sporo lat przerwy. Około 2004 roku wróciłem do jeżdżenia – podkreśla, że kontynuacja kolarskiej pasji, w dużej części realizowana już na emeryturze, trwała kilkanaście lat. Pan Zbigniew przyznaje, że jeszcze kilka tygodni temu wcale nie było pewne, że kolarzówka pójdzie w odstawkę. Podjął już jednak ostateczną decyzję.

– Nie chciałbym, żeby do czegoś doszło. Na szosie jest inna jazda. Niebezpieczniej. Jak jedziesz w kilku, na kole się siedzi. Wystarczy moment i się przewrócisz. Zdrowie zaczęło mi się od nowa, nie chciałbym kusić losu. Przemyślałem to wszystko i troszkę jednak się boję. Kiedyś to było nie do wyobrażenia – pojawiający się lęk oznacza jego zdaniem, że nadszedł czas spasowania. Podobnie z motocyklem. Co, znając jego twardy charakter, też wcale nie było takie pewne.

Gang Starych Baranów

Motocykle to druga pasja złotowianina.

– Jeżdżę na nich od lat. Kiedyś jednak znacznie mniej, nie miałem tyle czasu. Ograniczałem się do tego, że jeździłem do pracy. Obiecałem sobie, że jak będę na emeryturze kupię większy sprzęt i będę więcej jeździć turystycznie. Najpierw była trzysta pięćdziesiątka, po niej sześćsetka, którą później sprzedałem Kaziowi Kowalskiemu z Krajenki i dwa lata temu kupiłem hondę shadow o pojemności 1100  – tak przez ostatnie lata pan Zbyszek rozkoszował się pasją. Żona przez jakiś czas również ją dzieliła, nawet sama jeździła. Ale hondy już nie prowadziła.

– Jest za ciężka, waży 270 kg – podkreśla Z. Betscher. Małżonka bała się tak dużej maszyny.

– Nawet jako pasażerka jechałam na niej tylko dwa razy – pani Zofia podkreśla, że mąż kupił ją bez jej wiedzy.

Pan Zbigniew nie był skazany na samotne podróże. I tutaj zawiązała się grupa.

– Mamy nawet nazwę i jednolite koszulki. Gang Starych Baranów – szeroko się uśmiecha wypowiadając nazwę ekipy. Czasami jeździmy w komplecie, czasami w trzech–czterech, ale najczęściej we dwóch, właśnie ja z Jackiem – mówi o koledze, który podróżował z nim również w dniu wypadku.

– Najczęściej to były weekendowe przejażdżki. Robiliśmy trasy po 150–170 km, absolutnie bez żadnego ścigania. Spokojna, równa jazda – nigdy wcześniej nie mieli też żadnego zdarzenia. Aż do słonecznej niedzieli 19 sierpnia ubiegłego roku.

Zły nawyk

Pan Zbyszek najechał na motor kolegi na odcinku Rzeczenica – Przechlewo, na wysokości miejscowości Koprzywnica w powiecie człuchowskim. Zupełnie nie pamięta zdarzenia. Dojeżdżali do skrzyżowania.

– Jechały dwa samochody na drodze podporządkowanej. Ponoć dość szybko dojeżdżali do skrzyżowania, dlatego Jacek asekuracyjnie przyhamował. Zbyszek chyba w tym momencie się zagapił. Ale nie wiemy czemu. To nie były nawet sekundy, a ułamki sekund – opowiada pani Zofia. Jej mąż ma świadomość, że zawinił. – Jechałem bardzo blisko Jacka. Za blisko. Tak, jak jeździ się rowerem szosowym podczas wyścigów czy na treningu. W kolarskim języku mówi się: siedziałem na kole. To była zła jazda – mówi o nawyku, który ewidentnie został z wielu lat dosiadania kolarzówki.

– Jackowi to się nie podobało. Nie raz zwracał mi na to uwagę – przyznaje Z. Betscher. Później oszacowano, że pan Zbigniew mógł najechać na motocykl kolegi z prędkością 80–100 km/h. Podciął jego maszynę i kolega poleciał po asfalcie. Nie stało mu się nic poważnego, był tylko poobijany. Natomiast pana Zbigniewa wyrzuciło w powietrze. Poleciał do rowu. Leżał kilka metrów dalej. – W pierwszej chwili Jacek mnie szukał. Nie wiedział, gdzie jestem – złotowianin relacjonuje kolejne chwile, gdy na miejscu zdarzenia pojawiły się też inne osoby.

Dramatyczne obrazy

Jednym z pierwszych na miejscu wypadku był Marek Jędrzejszyn z Połczyna Zdroju. Jechał z żoną. Dojeżdżali do skrzyżowania, gdy doszło do zderzenia. Zatrzymał się także inny kierowca, razem podbiegli do pana Jacka, podnieśli motocykl jego, a także pana Zbyszka.

– Miał przebity zbiornik paliwa, z którego ciekła benzyna na rozgrzane cylindry, pozostawienie leżącego motocyklu groziło wybuchem – relacjonuje. Za chwilę podbiegli do leżącego w rowie Zbigniewa Betschera.
– Miał nienaturalnie wykręconą głowę i się nie ruszał. Nie dawał oznak życia – pan Marek, który posiada dyplom ratownika medycznego obawiał się, że doszło do skręcenia karku. Kiedy odchylił szybkę kasku, przez otwór dostrzegł, że dzieje się coś bardzo niedobrego.

– Od uderzenia głowa zaczęła puchnąć. Twarz była sina, pan Zbyszek miał na nosie okulary, które niemalże wrosły w opuchliznę  – wspomina, że poszkodowany nie mógł oddychać, charczał dusząc się. Wspólnie z kolegą zdjął kask (to była przyczyna ucisku krtani i braku oddechu), wtedy pan Zbyszek złapał powietrze. Świadek zdarzenia przyznaje, że obraz spuchniętej i sinej twarzy na lata zostanie mu w pamięci. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widział. Nie wiedział, czy ranny jest świadomy, ale prosił, żeby się nie ruszał. – Bałem się, żeby jeszcze bardziej się nie uszkodził, był w miarę w bezpiecznej pozycji, leżał na boku. Głowę miał opartą o skarpę rowu, ale skierowaną lekko w dół, co uniemożliwiało zachłyśnięcie – do czasu przyjazdu służb ratunkowych, po które zadzwoniła małżonka pana Marka, razem z kierowcą innego samochodu trzymali głowę w bezpiecznej pozycji.

– Odpięliśmy także kombinezon, żeby mógł lepiej oddychać – wtedy zauważyli też krwawiące, cięte rany brzucha. Pierwsi na miejsce przyjechali strażacy, którzy przełożyli poważnie rannego na deskę i przekazali medykom.

– Podziękowali nam za reakcję – relacjonuje Marek Jędrzejszyn. Przyznaje, że kompan pana Zbigniewa był w dużym szoku. Przez moment obawiali się, że z tego powodu i jemu będzie potrzebna pomoc medyczna. Świadek wypadku potwierdza, że gdy pana Zbigniewa zabierano z miejsca zdarzenia był pełen obaw, czy przeżyje. Widząc jego stan, wręcz w to wątpił.

Zbigniew Betscher i kompani, z którymi dzieli pasję, czyli Gang Starych Baranów


Kontakt

– Bardzo to przeżyłem. Po przyjeździe do domu szukałem informacji ze szpitala w Koszalinie, do którego ponoć przetransportowano pana Zbyszka. Nikt mi nie udzielił żadnych informacji, dzwoniłem także do szpitali w Szczecinku i w Pile. To, że nie miałem tych informacji było bardzo niedobre, źle wpłynęło na moje samopoczucie. Cały czas miałem w podświadomości siną, spuchniętą twarz człowieka, którego starałem się ratować, jeszcze gorsze było to, że nie wiedziałem czy przeżył. Szukałem w internecie informacji na ten temat, dzwoniłem do straży pożarnej, niestety zero wiadomości. Potwierdzili mi tylko, że trafił do Koszalina. Znalazłem informację z lokalnej gazety o tym wypadku, podpisałem się pod zdjęciem i dzięki temu odnalazła mnie siostrzenica pana Zbyszka. Zadzwoniła do mnie pani Zosia, żona p. Zbyszka, i przekazała szczęśliwą informację o tym, że żyje. Dzięki Bogu, że tak się stało. Obecnie pani Zosia przekazuje mi informacje o tym, jak szybko mąż dochodzi do zdrowia. Bardzo się z tego cieszę, naturalnie mam nadzieję, że wspólnie z żoną już nie długo pojedziemy w odwiedziny do państwa Betscherów – dodaje Marek Jędrzejszyn.

Nowy kask przed wypadkiem

Po strażakach na miejscu wypadku pojawił się ambulans, ale stwierdzono, że stan poszkodowanego jest zbyt poważny, żeby tak go transportować. Dlatego do koszalińskiego szpitala pana Zbigniewa zabrał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

– Na mózgu były dwa krwiaki. Oka w ogóle nie było widać, tak opuchnięta była twarz. Krwiak był też przy śledzionie, do tego złamany był też bark i uszkodzony staw skokowy w lewej nodze – opisuje stan męża pani Zofia. Nigdy nie zapomni fatalnego widoku twarzy z potężną opuchlizną oka, którego w ogóle nie było widać.

– A ten bark miałem złamany już trzeci raz – pan Zbigniew nawiązuje do wcześniejszych, kolarskich kontuzji.

– Zbyszek miał też na początku problem z oczami. Nosi soczewki i prawdopodobnie pod wpływem uderzenia doszło do jakiegoś uszkodzenia, na szczęście krótkotrwałego – dodaje małżonka.
Ci, którzy znają pana Zbigniewa przyznają, że skutki wypadku prawdopodobnie byłyby gorsze, gdyby nie był tak wysportowany. Nie mają też wątpliwości, że życie uratował mu kask.

– Kupiłem go kilka tygodni wcześniej. Jacek mi doradzał. Mówił, żebym kupił porządny, bo ten, który miałem wcześniej nie był najwyższej jakości. Miałem takie trzy czy cztery, ale w końcu go posłuchałem i kupiłem porządniejszy – po wypadku kask nie był mocno uszkodzony, miał kilka otarć.

Upór małżonki

– Nic nie kojarzę. Nawet wyjazdu ze Złotowa – Zbigniew Betscher przyznaje, że w pamięci powstała kilkutygodniowa wyrwa. Ponad dwa tygodnie spędzone w koszalińskim szpitalu, a nawet pierwsze tygodnie już po powrocie do domu – nie wie nic z tego okresu. Lekarze uznali, że nie ma potrzeby dłuższej hospitalizacji, że krwiaki mogą wchłaniać się w domu, dlatego w trzecim tygodniu kuracji mógł wrócić do Złotowa.

– Przez pierwsze dni nie było lekko. Nie jestem okazałej postury, a Zbyszek ma prawie sto kilogramów – przyznaje pani Zofia, która mogła liczyć na wsparcie najbliższych: syna, szwagra i bratanka. Pan Zbigniew był całkowicie zdany na ich pomoc.

– Po kilku dniach próbowaliśmy stawiać pierwsze kroki. Zbyszek trochę się podłamywał, mówił, że to nie ma sensu. Nawet się buntował. Ale ja jestem konsekwentna. Mówiłam: dawaj, chociaż dwa kroki, i tak stopniowo szło coraz lepiej. Później zaczęliśmy wychodzić na taras, dalej do ogrodu, a później spacerowaliśmy po osiedlu – dzisiaj pan Zbigniew siada już za kierownicą auta, wrócił też do pracy, gdzie na części etatu dorabia do emerytury.

Po lewej honda pana Zbigniewa, z prawej maszyna jego kolegi


Życie raz darowane

– Basia, siostra męża brata, zadzwoniła do mnie z informacją o wypadku. Początkowo wiedzieliśmy tylko tyle, że Zbyszka zabrał śmigłowiec, było więc wiadomo, że stało się coś poważnego. Lekarz przyznał podczas pierwszej rozmowy, że nie wiadomo, jak to będzie… – sierpniowy wypadek sprawił, iż pani Zofia przeżyła dramatyczne deja vu. Lata temu bardzo poważnemu wypadkowi uległ ich syn, który wracał do domu po treningu kolarskim. To było w 1989 roku, Marcin miał siedemnaście lat.

– Był w jeszcze gorszym stanie, przez sześć tygodni był kompletnie nieprzytomny – wspomina kobieta.
– Zbyszek był przytomny, ale jakby bez świadomości. Tylko mruczał, charczał – porównuje. Dopiero z czasem wróciła mowa, najpierw tylko pojedyncze słowa, i zdolność rozpoznawania osób. Także najbliższych, bo początkowo nawet ich nie rozpoznawał.

– Koledzy przychodzili do Zbyszka, a on tego samego dnia zastanawiał się, kiedy go odwiedzą – pani Zofia podkreśla, jak duże były problemy z pamięcią. Do teraz nie funkcjonuje ona idealnie. – Ogólnie nie czuję się tak dobrze, jak przed wypadkiem. Organizm jednak to odczuł – Zbigniewowi Betscherowi trudno ocenić, czy to tylko konsekwencja tego, że wypadł z aktywnego trybu życia, czy jednak wypadek pozostawi w organizmie ślad na zawsze.

– W każdym razie motor po naprawie idzie na sprzedaż. Nie był poważnie uszkodzony. Dziura w baku jest zrobiona, zbiornik czeka na malowanie. Do wymiany jest też światło i licznik. To wszystko, takie pierdoły. Nie chcę jednak na niego siadać – choć przyznaje, że jeszcze niedawno nie brał tego pod uwagę. Przez jakiś czas wypierał możliwość rezygnacji z motocykla.

– Dzisiaj wiem, że to za duże ryzyko. Raz życie zostało darowane i nie chciałbym kusić losu, gdy dostałem drugie.

Piotr Steffen
Fot. Piotr Steffen, Sławomir Dereszkiewicz

Reklama

Dostałem drugie życie komentarze opinie

  • gość 2019-01-31 07:14:21

    Zdrówka Zbyszku :)

  • Gość - niezalogowany 2019-01-31 09:43:55

    Życzę zdrowia .Pozdrawiam

  • gość 2019-01-31 20:24:10

    Życzę pełnego powrotu do zdrowia - trzymaj się. Ja z kolarstwa przerzuciłem się na windsurfing i kiteboarding; dużo akcji a szansa pokaleczenia się mniejsza. Zdzisław B. z Mexyku.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

HGS HYDRAULIK

Usługi hydrauliczne C.O-CWU ,montaż kotłów 5 kl. sterowanie podłogowe, instalacje sanitarne, instalowanie sterowników pokojowych TECH .


Szwaczka do szycia rękawiczek

Poszukuję szwaczki do szycia rękawiczek skórzanych na maszynie laszówce, oraz osoby, która posiada umiejętność uszycia wkładów do rękawiczek z..


Praca od zaraz!

UWAGA! W związku z dynamicznym rozwojem firmy, firma euroFASADA Więcbork poszukuje pracowników do produkcji stolarki aluminiowej, do montażu..


Eko-Trans Mariola Kujawa Skup Złomu Usługi Transportowe-Prace Ziemne-Rozbiórki ul.Ks.B.Domańskiego 27 Krajenka


Auto Szpon Elektromechanik

Oferuję usługi elektromechaniczne : naprawa rozruszników oraz alternatorów, instalacje elektryczne, systemy: airbag, abs, esp, centralne zamki, car..


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"