Gdybym nie miał „jobla”...

Od ponad 40 lat jest prezesem klubów piłkarskich, najpierw Głomii Dolnik, a obecnie Piasta Głubczyn. O tym co było, jak jest i czy jeszcze coś z tego będzie rozmawiamy z Romanem Masionem

Roman Masion od ponad 20 lat jest związany z Piastem. I choć momentami ma tego dosyć, nie potrafi podjąć ostatecznej decyzji
Roman Masion od ponad 20 lat jest związany z Piastem. I choć momentami ma tego dosyć, nie potrafi podjąć ostatecznej decyzji

Pierwsze mecze w nowym sezonie za Wami. Udany początek?

Muszę przyznać, że drużyna się ustabilizowała. Rozegraliśmy już 5 meczów sparingowych, na które przychodziło średnio około 15 zawodników. Jak graliśmy mecz z Dziembowem było ich aż 17. Łącznie do klubu należy ich 27, to jest całkiem dobrze. Średnia wieku to z kolei 24-25 lat. Mamy też czynnego zawodnika, który gra od 35 lat w naszej drużynie. Na ostatnim meczu z Zelgniewem świętował zresztą 50. urodziny – Ireneusz Martin. Poza tym w tym roku dołączyło do nas 6 nowych zawodników. Przykre jest jednak to, że z samego Głubczyna mamy ich tylko dwóch, a gdyby tak chłopaki chcieli, to moglibyśmy mieć drużynę tylko z naszej miejscowości, tak jak lata temu. Dziś są tutaj zawodnicy z Piły, Skórki, Dolnika i Krajenki. Taka mieszanina, ale niektórzy to naprawdę dobre chłopaki.

Co ma Pan na myśli mówiąc: niektórzy to dobre chłopaki?

W dzisiejszych czasach jest zupełnie inaczej. Kiedyś, jak jeszcze grałem w Głomii, w latach 60., a Piast Głubczyn był tylko drużyną przy szkole podstawowej, to naprawdę to zaangażowanie i ta współpraca były większe. Dziś to już na wstępie zawodnicy pytają: a co ja z tego będę miał? Kiedyś chodziło tylko o piłkę, o to żeby grać, dobrze się bawić. Młodzież obecnie jest bardziej roszczeniowa. Nie słuchają nauczycieli, rodziców i trenerów również. Są też i problemy na boisku, w drużynach, trudno im stanowić zespół. Kiedyś moja kuzynka, będąc na jednym z meczów jako ratownik medyczny, powiedziała do mnie: „Słuchaj, oni naprawdę dobrze grają, ale tutaj potrzeba psychologa. Oni niedługo się pozbijają, w ogóle nie grają zespołowo”. I to jest problem, bo przecież ja im zawsze tłumaczę, że na boisku jeden meczu nie wygra. Mimo wszystko nie zawsze biorą to sobie do serca. Za moich czasów to była współpraca, zresztą także i poza boiskiem.

Nie chciałby Pan zrezygnować z funkcji prezesa, przekazać ją komuś innemu?

Pewnie, że tak. Dosyć często się nad tym zastanawiam. To już nie chodzi o samych chłopaków, bo jak oni będą chcieli, to naprawdę Piast ma jeszcze szansę na sukces. Mam takich nowych dwóch zawodników z Piły, oni obrali sobie za cel, że w tym sezonie wyjdą z B-klasy, za co trzymam kciuki i wierzę, że się im uda. Najgorsze jednak jest to, że biurokracja jest coraz większa. Okręgowy Związek Piłki Nożnej nakłada kolejne opłaty, stawia wymagania. Czasami mam wrażenie, jakby to było celowe, aby taki klub przestał istnieć. Kiedyś tego wszystkiego nie było. Zupełnie gdzieś to co najważniejsze, czyli piłka, przestała się liczyć. No ale mimo wszystko nadal nie potrafię podjąć ostatecznej decyzji. Zresztą jedni mają takie hobby, że chodzą na dziewczyny, na ryby, na grzyby, a ja mam, jak to się mówi, „jobla” na punkcie piłki nożnej.


To dopiero 40% wywiadu. W dalszej części zadałem m.in. takie pytania:

Mówi Pan o kolejnych opłatach, wymaganiach. Piłka nożna na tym poziomie wcale nie jest taka tania…

Czyli ta rywalizacja jest nie tylko na boisku?

A co z samym Piastem? Będzie dobrze?

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń...

To tylko fragment artykułu (pozostało 4566 znaków). Aby czytać dalej ...

Subskrypcja na portalu

Zyskaj już dziś pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Wykup subskrypcję

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu