:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  26°C lekkie zachmurzenie

Gwiazda na palcach

Informacje, Gwiazda palcach - zdjęcie, fotografia

Jako 9-latka poszła do szkoły z internatem, a wcześniej ćwiczyła samotność na letnich obozach. Dzięki temu ma zostać baletnicą, którą oglądając będziemy mówić „wow!”

Wyjaśnijmy to od razu. Szpagat to nie jest jak najszersze rozłożenie nóg. Nie ważne, czy francuski (damski), czyli z jedną nogą w tył, a drugą w przód, czy też turecki (męski) z rozkrokiem aż do ziemi. Zapomnijcie o tym, co widzieliście na szkolnych akademiach.

Szpagat to odpowiednie ustawienie bioder, to sztuka, nad którą trzeba ciężko pracować

– przez ostatnie cztery lata Aleksandra Piątek stała się specjalistką od baletu. Ma go w głowie codziennie. Jest jego zakładniczką. To przez córkę. Natalia od 9 roku życia chodzi do Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Olgi Sławskiej – Lipczyńskiej w Poznaniu. Jednej z pięciu tego typu publicznych szkół w Polsce.

W internacie spotkałam matki dziewczynek trochę starszych od Natalki. Jak one to wytrzymują?

– spytałam.

My jesteśmy cały czas niespokojne, a dziewczynki są szczęśliwe

– mówi pani Aleksandra.

Cena marzeń

Rok 2009. Natalka Piątek z otwartą buzią pochłania obrazki z telewizora. Najsłynniejsza lalka świata – Barbi tańczy w balecie. Od wirujących strojów może zakręcić się w głowie. I Natalce się kręci.

Tatusiu, ja chcę być baletnicą

– mówi z przekonaniem, a ojciec prosi o pomoc wujka Google. Pod hasłem „balet Piła” znajduje Studio Tańca „Flow” Hanny Gładych. Jadą.

W przedszkolu Natalka miała główne role, bardzo ładnie śpiewała i wykazywała zdolności aktorskie. Gdy ktoś pokazał jej jakiś układ, natychmiast go powtarzała

– mama nastolatki stara się prowadzić rozmowę, ale mąż Maciej przypomina, że to historia ich córki. Niech sama mówi. On jest od wspierania dzieci, choćby w najbardziej szalonych pomysłach. Wozi, radzi, wysłuchuje. Jest.

W studio w Pile rozciągałam się i uczyłam tańca. Najważniejsza była lekcja tego, że wychodząc na scenę nie muszę się bać –

Natalia chętnie opowiada o sobie. Mówi, że to dzięki wylewanym po nocach łzom. Samotność hartuje, ale też pozbawia lęku przed obcymi. Tylko raz dziewczynka powie do matki:

Tyle miesięcy musiałam być tam sama. A w internacie był korytarz i pokoje… Czasem płakałam do trzeciej nad ranem. Koleżanki tak samo

– trzynastolatka opowiada o tym jak o filmie. Trochę strasznym, ale nieprawdziwym.

Teraz już nie płaczę. W te wakacje nie mogłam się doczekać powrotu do szkoły

– zapewnia. A jednak łzy wyryły w niej coś głębszego. Gdy mama pyta przez słuchawkę telefonu „chciałaś?”, w nastolatce coś pęka:

Mamo, ja wtedy miałam dziewięć lat, mogłam dużo chcieć kiedy byłam dzieckiem!

Kto by pomyślał, że dziecięca zachcianka Natalii przerodzi się w pasję, a może i sposób na życie. Fot. Hanna Gładych

Ale teraz mówisz, że jesteś szczęśliwa…

– pani Ola tłumi emocje, choć serce jej się kraje. Czy taka jest cena spełniania marzeń naszych dzieci?

Taniec boli

To może być szafa, kanapa, skórzany fotel, w którym tata lubi oglądać telewizję. A na co dzień wystarczy komoda w internacie. Podwijasz palce i wsuwasz stopę pod mebel. Boli, a ty dociskasz jeszcze bardziej. Masochizm? Nie, balet.

Liczy się siła stopy, bo aby podnieść nogę do góry, trzeba ją trzymać stopą. Dlatego podbicie w balecie jest tak ważne, samo się nie wypracuje

– Natalia pochyla się do przodu i z pasją opowiada o treningach. O bólu fizycznym i psychicznym.

Owszem, boli. W szczególności gdy porównujesz się do kogoś i mówisz: mamo moja koleżanka podnosi nogę na 180 stopni, a ja ledwo na 90. Wtedy idziesz do świetlicy (po zajęciach, w wolny dzień  też) się rozciągać i to boli. Boli, bo koleżanka cię pcha

– po trzech latach w szkole baletowej widać, że dziewczyna żyje artystycznym światem. Wychodzi na zajęcia gdy jest ciemno i pod osłoną mroku wraca. Matematyka, historia, biologia, do tego wiedza o tańcu i teatrze. I sam taniec. Klasyczny, hip–hop, ludowy. Ze wszystkiego Natalia ma piątki.

Lubię zdobywać wiedzę. Po powrocie do internatu sprzątam, a potem powtarzam lekcje. Dzięki tej metodzie nie muszę zakuwać przed sprawdzianami

– śmieje się złotowianka, a może raczej poznanianka. W Złotowie nie ma zbyt wielu znajomych. Dzięki ocenom, a dokładniej piątce minus z tańca klasycznego, w ogóle rozmawiamy. Kilka miesięcy temu Natalia odrzuciła naszą propozycję.[[pay]]

W I klasie miałam 4 – z klasyki i to naciąganą. Patrząc teraz na filmiki wiem dlaczego ją miałam. Szczerze mówiąc nawet 3 bym sobie nie dała. W II klasie miałam 4. W trzeciej wreszcie dostałam 5. Nie wiedziałam jak mój los się potoczy. Gdy dostałam 5–, to wiedziałam, że mogę coś o tym powiedzieć, bo jestem w tym lepsza

– trzynastolatka wygląda na pewną siebie. A rodzice utwierdzają ją w przekonaniu, że świat stoi przed nią otworem.

Już w Złotowie miała bardzo dobre wyniki w nauce. Do tego w szkole muzycznej uczyła się gry na fortepianie, bo trzeba myśleć o tym, co będzie robić po tańcu

– pani Aleksandra nie kryje dumy z pociechy, tylko mąż co i rusz szturcha ją, by dała spokój. Niech Natalia mówi. Za jego komentarz wystarczy to, że on pyta córkę jak było na zajęciach z klasyki, a żona o matematykę.

Tak się wspieramy

– wtrąca A. Piątek. Oboje chwalą się trzecim miejscem córki w Miejskim Konkursie Recytatorskim w Poznaniu i odtwarzają w laptopie nagranie, na którym ich dziewczynka śpiewa.

Natalka jest w internacie szkół artystycznych, a w szkole ma wybitnych pedagogów. To ludzie światowi, którzy przepięknie się wysławiają, że aż czasem człowieka to onieśmiela

– mówi mama przyszłej baletnicy.

Z brzydkiego kaczątka...

Jeszcze jedno wyjaśnienie – taniec zaczyna się od leżenia. W pierwszym telefonie przez łzy Natalia skarży się mamie, że nie tańczy. Przecież na egzaminie do szkoły baletowej w Poznaniu zbadali jej kręgosłup, stopy i rozciągnięcie. Było ok. Może nie robiła szpagatu, ale przecież miała to „coś”. Dlaczego nie tańczy? To przez to, że na badanie przyszła w legginsach i koszulce, a inne dziewczyny były w paczkach baletowych*?

Córciu, najpierw musisz zdobyć podstawy

– tłumaczy jej mama, choć sama o tańcu w balecie ma blade pojęcie. 9–latkę uspokaja to, że wszystkie dziewczynki leżą tak samo.

Pani mówiła nam jak pracują nasze mięśnie i co mamy zrobić, by były właściwie ustawione

– wspomina Natalia.

W połowie klasy pierwszej stanęłyśmy do drążka i zaczęłyśmy robić pierwsze proste ćwiczenia. Właściwie przez dziewięć lat wykonuje się te same ćwiczenia, tylko w innych, trudniejszych kombinacjach

– dodaje.

Nogę podnosi się stopą – te słowa Natalii Piątek to dla laika spore zaskoczenie

Gdzie tu magia, którą oglądamy w „Jeziorze Łabędzim”, czy „Dziadku do orzechów”? Gdzie ta lekkość ruchów? Jeszcze ukryta w sali, przy drążku, przed lustrem.

Profesor Krystyna Frąckowiak powtarza nam, że taniec to jest głowa. I wyraz, i to jak ktoś pracuje. Trzeba mieć silny charakter. Jestem w klasie z różnymi osobami. Jedni są lepsi, inni gorsi, ale nie mogę się porównywać. Muszę pamiętać, że mimo wzlotów i upadków robię to po to, by w przyszłości tańczyć

– aż trudno uwierzyć, że mówiąca to osoba ma trzynaście lat. Kilka lat starsza od niej młodzież rzadko wie co chce w życiu robić.

Mam motywację gdy patrzę na inne tancerki, które też były w szkole i nie wiedziały co mają robić, a teraz patrząc  na nie mówię wow! Dlatego z przyjaciółkami chodzimy na świetlicę, bierzemy karimaty, piłki, gumy i ćwiczymy. „Dziewczyny, jak codziennie, to codziennie!” Jedna napędza drugą

– tu trzeba przyznać rację pani Oli. W „zwykłej” szkole tylko niektóre dzieci chcą być gwiazdami, w szkole Natalii błyszczeć chcą wszyscy. A scena wciąga. Im większa, tym mocniej.

Grałam żołnierza w „Dziadku do orzechów”, występowałam z  Filharmonią  Poznańską i to było cudowne. W wakacje brałam udział w warsztatach: Międzynarodowy Festiwal Tańca w Lądku Zdroju czy w Letniej Szkole Artystycznej w siedzibie Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk w Koszęcinie. Gdy jestem na scenie, publiczność może na mnie patrzeć i mówić „wow”. Tańcząc czuję się jakbym latała. To jest coś co kocham i co chcę robić w życiu

– zapewnia nastolatka.

Rosnąć, czy nie?

Czytam o baletnicach. Wiem, że im niższe, drobniejsze, tym lepiej. A Natalia ma już 173 cm wzrostu i 52 kg wagi. To już za dużo?

Mamy nadzieję, że jeszcze urośnie

– zapewnia Aleksandra Piątek. Mówi tak pomimo że do „Dziadka do orzechów” jej córka ledwo się załapała, ze względu na wzrost.

Są teatry za granicą, które przyjmują tancerki od 180 cm

– mówią zgodnie rodzice przyszłej tancerki.

W tym roku podczas rozdania świadectw została wyróżniona za wszechstronność artystyczną

– M. Piątek wierzy w karierę pociechy. Takiej jaką ma jej ciocia Dominika, tancerka Teatru Wielkiego w Poznaniu, a może i większą. Natalia zresztą ma na siebie pomysł.

Nie chcę od razu pójść do teatru tańczyć. Chciałabym wyjechać za granicę do szkoły, w której mogłabym rozwijać umiejętności taneczne. Potem marzy mi się Covent Garden Theatre

– dziewczyna stawia sobie poprzeczkę wysoko. Marzy jej się etat neoklasyczki, bo w tańcu nowoczesnym może wyrazić siebie.

Wie nawet co będzie robić po zejściu ze sceny.

Tak około czterdziestki zostanę pedagogiem. Koleżanki mówią „pomóż”, bo tak dobrze tłumaczysz. Lubię pomagać, pomimo tego, że balet to jest konkurencja

– mówi Natalia Piątek.

Ostatnie słowo należy do jej mamy, która twardo stąpa po ziemi, choć point (usztywnianych baletek) nie używa. 

Córciu, żeby zostać pedagogiem trzeba się uczyć przedmiotów ogólnych, pamiętaj.

*spódniczka baletowa[[/pay]]


Gwiazda na palcach komentarze opinie

  • Pannaanna - niezalogowany 2017-10-23 23:46:39

    Super

Dodajesz jako: Zaloguj się