:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  12°C pochmurno z przejaśnieniami

Ja cię, sąsiadko, załatwię, czyli wojny sąsiedzkie

Interwencje czytelników, sąsiadko załatwię czyli wojny sąsiedzkie - zdjęcie, fotografia

Krzyczą, grożą, ubliżają. Biją, niszczą, pozywają. Bo, jak mówił Pawlak: Wróg? A wróg! Ale mój, swój, nasz – na własnej krwi wyhodowany!

Czytasz tekst premium udostępniony specjalnie dla Ciebie.
Zostań stałym Czytelnikiem portalu


Niniejszym zawiadamiam o możliwości popełnienia przestępstwa przez X., polegającego na tym, że gdy rozbierała piece, to jej syn cały gruz wpieprzył do rzeki. No kto robi takie rzeczy? Wezwałam kontrolę. Cięła drzewo, a cały syf wywiozła tam, gdzie były kiedyś ubikacje, na działce gminnej. No kto robi takie rzeczy? A na pewno za śmieci płaci? Ma zgłoszone wszystko, nawet to małe dziecko, które urodziło się w zeszłym roku? No właśnie. Proszę to sprawdzić.

I jeszcze jej synusia. Jest złośliwy, blokuje mi ciągle dojazd do szamba. Zwróciłam mu uwagę, to powiedział „spierdalaj, to jest moje”, takie usłyszałam słowa od gówniarza. Coś jest nie halo, nie uważa Pan, Panie prokuratorze? To nie koniec! Muzykę jak włączał, to moje półtoraroczne dziecko o mało mi z łóżeczka nie wyskoczyło. Chwileczkę! Poszłam raz zwrócić uwagę, drugi raz, nie, to było robione złośliwie. Wezwałam policję. Niewiele to dało.

Niech Pan sobie nie myśli, to ona jest złośliwa. Rury od kanalizacji mam po budynku puszczone, takie dostałam pozwolenie, to mówi, że ochronę środowiska na mnie naśle. A co, w gminie nie zgłaszała, że ją zalewam? Musiał mi mąż rozpieprzyć łazienkę, żeby hydraulik mógł sprawdzić, czy cieknie za kibelkiem. Kto mi to teraz naprawi?

Teraz to ta X. mnie nadzorem budowlanym straszy. A ja się nie boję. To ja mogę jej takiego bałaganu narobić na dzień dzisiejszy, że się nie pozbiera. Ale nie chcę robić tego dymu. Nie wiem nawet czy ta przybudówka, w której mieszka, jest zalegalizowana, bo w aktach notarialnych, które my mamy, jej nie ma. O!

Ale to wszystko, Panie prokuratorze, to jest wina naszego sąsiada z dołu, tego starego. On siu, siu, siu i ją nastawia. Przecież my do niej nic nie mamy. Człowiek by chętnie się odzywał, ale ona się unosi, że Bóg wie kim jest. Tak się nie robi. Pewnie Pan zapyta, czemu nie rozmawiamy z tym z dołu? Ho, ho, co on tu wymyślał, to głowa mała. Donosy na nas pisali. Jego syn wiecznie się odgrażał, że nas załatwi. Mieszkaliśmy kiedyś obok siebie, to tam też się mnie ciągle czepiał. Donos do Pana prokuratura zrobiłam, może Pan pamięta, i odpuścił. Powiedziałam: mi nie zależy, ale ja tobie mogę zrobić koło pióra.

A jak się komuś życie tutaj nie podoba, koło mnie, to niech się wyprowadzi. Ja mam mieszkanie wykupione. Najpierwsi to myśmy tutaj mieszkali. Jeszcze tu knajpa Liliput na dole była.

Na okoliczność powyższego proszę o przeprowadzenie następujących dowodów:
- przesłuchanie świadków:
- dopuszczenie dowodu z dokumentów, zdjęć i filmów
Z poważaniem K.

Ps. Proszę mnie informować o wszystkich czynnościach podejmowanych w związku z opisaną sprawą, w tym m.in. o terminach przesłuchań świadków

***

Nazywam się B. i piszę z taką sprawą. Poszłam z dziećmi na festyn w Podgajach. Kiedy po trzech godzinach wróciłam do domu, nie chciałam wierzyć własnym oczom - zabawki na podwórku były połamane, pocięta kanapa i ubrania, przebite opony w rowerach, porozlewana farba, poprzewracane śmietniki. Zawiadomiłam policję. Kiedy im powiedziałam, kto to zrobił, stwierdzili, że nikogo bezpodstawnie nie wolno oskarżać, bo jeszcze za to mogę odpowiedzieć. Kazali spisać straty i założyć sprawę cywilną. Bez gwarancji powodzenia, bo nie ma dowodów, że zrobiła to sąsiadka z naprzeciwka. Wszyscy we wsi mówią, ale po cichu, bo się jej boją, że ona powinna się leczyć. Wszystkim dokucza. Kiedyś okładała mnie pięściami. Tata był po operacji, ale jakoś udało mu się wstać z łóżka, chwycił trzonek od miotły i ją pogonił. Takie rzeczy się tutaj działy. My w Podgajach nie mamy żadnych wrogów oprócz niej.

Powiem jeszcze jak to się zaczęło. Kiedyś pod sklepem sąsiadka wyzywała od różnych moje dziecko. Kiedy zwróciłam jej uwagę, to rzuciła się na mnie, zaczęłyśmy się szarpać. Chwyciła butelkę, uderzyła nią mnie, potem chciała mi poderżnąć nią gardło. Na szczęście byli w sklepie mężczyźni, to ją odciągnęli. Podałam ją do sądu i wygrałam sprawę. Sąsiadka ma do odrobienia 1500 zł, ale nie pracuje, bo podobno noga ją boli. Dzisiaj widziałam, jak w Okonku dźwigała pełne torby i jakoś nie kulała...

W sądzie przegrała, ale nie odpuściła. Pokazuje takie gesty, że aż wstyd na kobietę w takim wieku. Chodzi wszędzie z nożem. Gdyby podczas festynu był ktoś z nas na podwórku, to kto wie, jakby się to skończyło. My wiemy, że ona te zabawki zniszczyła, bo nikt inny nie czuje do nas urazy. Z innymi sąsiadami żyje nam się bardzo dobrze. W tym domu mieszkają trzy rodziny i nikt przez trzydzieści lat nie powiedział drugiemu złego słowa. Jak komornik zacznie jej zabierać to, co ma odpracować, to dopiero zacznie się wojna, strach będzie wyjść.
Proszę o interwencję.

Skarga

My, mieszkańcy Lędyczka, jesteśmy obserwowani dzień i noc. Czy nie ma na to kary? Każdy nasz krok jest obserwowany. Człowiek krępuje się opalać we własnym ogrodzie. Mało tego, na każdej szopce, murze sąsiad zainstalował lustra - siedząc w domu wie, co w każdej chwili robimy. To jest jakiś wiejski Big Brother! Sąsiad tłumaczy policji, że kameruje ze względów bezpieczeństwa. Tylko kto mu zagraża? Tu mieszkają spokojni ludzie. Chyba że chodzi mu o podglądanie, jak dziewczynki na ogrodzie się opalają.

***

Na początku chcę zaznaczyć, że chcę pozostać anonimowa. Nie wycinam liter z gazet, to by było głupie. Piszę o rodzinie P. z Jastrowia. Sześć osób, w tym dwoje dzieci. Piją, kłócą się, biją. Zbierają złom, w tym kable, które potem spalają. Nie dość, że klepią biedę, to jeszcze mają psa. Kiedyś był tak głodny, że zjadał własne odchody.

Latem ci P. okradają nam ogródki, to przestaliśmy je uprawiać. Okradają szopki. Tutaj na ulicy za dużo jest patologii i nic już na lepsze się nie zmieni. Butelki przed domem po libacjach, bijatyki, krzyki, podejrzane towarzystwo, palące się śmietniki.

Moim marzeniem jest wyprowadzić się z tej ulicy, ale nikt nie chce się zamienić na mieszkanie.
P. to proszę nie słuchać. Oni twierdzą, że nie kradną i nie podpalają. Że nikt im tego w oczy nie zarzucił. Nie wierzą, że ludzie się ich boją. Że świętego spokoju chcą, mówią. Tylko do mnie pretensje mają. Że plotki o nich rozsiewam, że ich oczerniam.

Niedawno do gazety P. powiedziała, że nawet cześć mi mówi. Że jak ktoś ma problem to trudno.
I co Pan o tym myśli?

O co kłócą się sąsiedzi?

O wodę:

W Ostródzie sąsiedzi tak się pożarli o dostęp do wody, że doszło do użycia broni palnej. Na szczęście poszkodowany miał tylko poparzoną twarz, bo sąsiad strzelił ślepakiem.

O miedzę:

Woźniki, województwo łódzkie. Sąsiad uderzył kobietę szpadlem, ta zalała się krwią i zemdlała. Rodziny od lat kłócą się o przebieg granicy między ich działkami.

Inny przykład podał swego czasu tygodnik „Wprost”. W gminie Kock na Lubelszczyźnie 48-letni rolnik zniszczył sąsiadowi uprawy, jeżdżąc traktorem z kultywatorem po polu obsianym żytem. Od dawna kłócą się oni o granicę między działkami. Zboże rosło na spornej ziemi.

O rybki:

Jak doniósł „Fakt”, w grudniu 2017 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał właściciela dwóch kotów winnym tego, że jego czworonogi przeszły na sąsiedzką posesję, a następnie spałaszowały pływające w oczku wodnym rybki. Proceder wyszedł na jaw, kiedy pan Patryk zauważył, że jego staw staje się coraz bardziej pusty. Kiedy zaczął mu się przyglądać, wyszło na jaw, że rybki zostały pożarte przez Lulu i Miłkę – koty należące do sąsiada. Jak zauważył spostrzegawczy sąsiad, czworonogi nie tylko stołowały się na jego posesji, ale też załatwiały tam swoje potrzeby.

O dostęp do lodówki:

4 cm miała rana cięta na nosie mieszkańca Sejn, który pokłócił się z sąsiadką o dostęp do lodówki znajdującej się w użytkowanej przez kilka osób kuchni. Pan dostał także gazem po oczach.


Do prokuratora

Nie wiemy już co robić. Terroryzuje nas sąsiad. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Policja twierdzi, że zrobiła w tej sprawie wszystko, a my boimy się wychodzić na dwór. A to wszystko w bloku nauczycielskim w Jastrowiu.

Ten pan trzaska drzwiami, krzyczy, pluje. Wyrwał żywopłot, który posadziliśmy koło bloku, pod jego oknem nic nie może rosnąć. Dzisiaj jak szłam z synową koło urzędu miasta, to wyskoczył z bramy i wypinał na nas tyłek. Zawiadomiliśmy policję, ale on ich nie wpuszcza. To trwa już od kilku lat. Najpierw było trzaskanie drzwiami, potem walenie czymś w ściany i podłogę przez całą noc. Jak człowiek się z nim mija, to wypina tyłek, pluje, ludzie się śmieją. Jak przechodzę koło jego drzwi, to nagle się one otwierają i huk; zawału można dostać. Pies boi się na dwór wychodzić. Sąsiadowi, który zwrócił mu uwagę, prysnął w oczy gazem. Któregoś razu zalał sąsiadom piwnice, wezwano strażaków i policję. Ich również nie chciał wpuścić, dopiero kiedy strażacy zagrozili, że wyważą drzwi, zgodził się wpuścić jednego. Okazało się, że uszkodził instalację gazową.

Ten pan ma wyrok sądowy za zakłócanie spokoju, za niszczenie zieleni. Ma komornika za to, że nie płaci za mieszkanie, to już kolejne wezwanie. I nic się nie dzieje. My ze swej strony zrobiliśmy już chyba wszystko. Mamy świadomość, że on jest chory, ale niech wreszcie ktoś się nim zajmie, bo dojdzie do nieszczęścia. Wszyscy przejrzą na oczy dopiero jak się coś stanie.

Mieszkańcy

Szanowni Państwo!

Faktycznie często mamy do czynienia z tzw. „pieniaczami”. Taka osoba często jest niezadowolona ze wszystkiego, co ją otacza, np. z sąsiada. Znam wielu ludzi, którzy notorycznie szukają wokół siebie wroga. W każdej jednostce policji na terenie naszego powiatu są takie nazwiska, które zawiadamiają nas wielokrotnie o poczynaniach znajomych, sąsiadów itp. Każda scysja, spotkanie się na podwórku czy mieście kończy się zawiadomieniem w prokuraturze. Dochodzi do tego, że jeśli nie mamy zawiadomienia od danej osoby w ciągu miesiąca, dwóch, to jesteśmy zaniepokojeni, czy coś złego się nie wydarzyło... Jeżeli jest to osoba w podeszłym wieku, to ustalamy wręcz, czy wszystko z tą osobą jest w porządku. Kłótnie sąsiedzkie to dla nich codzienność. Ale tak na poważnie, to czy warto marnować na nie czas?

Sebastian Drewicz, Prokurator Rejonowy w Złotowie

Bywa też i tak, że zawiadamiają nas o różnych dziwnych zdarzeniach osoby ze stwierdzonymi chorobami psychicznymi. Ich też nie możemy zbagatelizować. A te osoby np. wysyłają pisma mailem do wszystkich prokuratur w Wielkopolsce. I prokuratorzy ustalają, jakiego terenu sprawa dotyczy, a potem przesyłają ją do właściwego organu. Każdą taka osobę staramy się wysłuchać. To masa nikomu niepotrzebnej pracy.

Chcecie Państwo wiedzieć, co bym zrobił na Waszym miejscu? W niektórych sprawach nie reagowałbym na pewne zachowania. Nakręca to tylko spiralę nienawiści. Ludzie przychodzą wypłakać mi się na ramieniu, a ja staram się znaleźć czas, by z nimi porozmawiać. I tłumaczę, i proszę: nie żal Wam życia na sądy, prokuratury itd.? Konflikt z sąsiadem często staje się sensem ich życia. Zakładają teczki kolejnych spraw i mają je tak prowadzone, że można tylko pozazdrościć. Operują sygnaturami spraw i pytają: a pamięta pan, że w roku 2006 w takiej sprawie zrobił pan tak?

Natłok kolejnych zawiadomień ze strony takich osób sprawia, że staja się oni dla organów ścigania mało wiarygodni. Niezadowoleni z naszych decyzji skarżą je do różnych innych organów oraz instytucji i sprawy ponownie trafiają do nas. Mamy tomy spraw którymi nie powinniśmy się w ogóle zajmować. Czasami zła relacja z sąsiadem bądź znajomym przybiera skale problemu ogólnopolskiego. Nazwiskami tych osób operują już prokuratorzy z Prokuratury Okręgowej, Prokuratury Regionalnej a nawet Prokuratury Krajowej.

Sebastian Drewicz, Prokurator Rejonowy w Złotowie

Kartka dla sąsiada

Na pomysł, jak zwracać uwagę niesfornym sąsiadom, jednocześnie nie popadając z nimi w konflikt wpadli mieszkańcy Gdańska. Zaproponowali straży miejskiej stworzenie „Kartki dla Sąsiada”. Można na niej napisać prośbę o nieśmiecenie, ściszenie muzyki lub o sprzątanie po psie. I taką wiadomość wrzucić do skrzynki na listy sąsiada.


Ja cię, sąsiadko, załatwię, czyli wojny sąsiedzkie komentarze opinie

  • Lida - niezalogowany 2018-08-03 12:27:02

    Ze Wschodu sa normalni ludzie.patola jest obok nas niestety zamiast porozmawiac w oczy to wola anonimy.

  • Janusz - niezalogowany 2018-08-03 09:39:38

    Grażyna, przecież ty rodowita Warszawianka zza Buga.

  • GrażynkaP - niezalogowany 2018-08-03 08:54:02

    Pomyliłeś mnie z kimś innym ,ja i moja rodzina ma korzenie tutaj.

  • Czytelnik - niezalogowany 2018-08-02 22:06:36

    Jeden drugiemu jest dziś wrogiem My już może nie ale nasze dzieci doczekają się że jeden drugiego szukać bedzie

  • Hasal - niezalogowany 2018-08-02 21:03:27

    To w wiekszości potomkowie oprawców z UPA stad takie a nie inne problemy.

  • XXXX - niezalogowany 2018-08-02 19:52:18

    wróć komuno wróć MASAKRA CO SIĘ DZIEJE ot demokracja hahaaaaa przynajmniej MO RZĄDZIŁO teraz nie ma kto oj CUDA

  • Do grażynki p @ - niezalogowany 2018-08-02 18:58:23

    Aleś ty pusta jest ! A co na wschodzie to tylko patologia mieszka ?! A od którego miejsca zaczyna się wschód ?! Może od Człuchowa albo Malborka ?! Moim zdaniem metr wokół ciebie jest patologia niezależnie od tego gdzie jesteś @ !

  • JanuszP - niezalogowany 2018-08-02 18:45:48

    Głupia babo, przecież razem przyjechaliśmy ze Wschodu, my też patologia i nienormalni?

  • GraźynkaP - niezalogowany 2018-08-02 18:30:10

    Powiem tak, ta patologia przyszła ze wschodu nie obrażając normalnych mieszkańców. To tyle...

Dodajesz jako: Zaloguj się