:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
teraz 9°C
Mimo przeciwności losu pan Ryszard zamierza czerpać z życia pełnymi garściami
Portal zlotowskie.pl 23/10/2018 18:20

Solidny urzędnik, zapalony sportowiec i dusza towarzystwa – Ryszard Sarna odszedł z magistratu. Czego żałuje, a z czego jest dumny?

Podczas Pańskiego pożegnania burmistrz Piotr Wojtiuk powiedział, że był pan tą osobą w urzędzie, do której trafiali wszyscy niezadowoleni.
Byłem kierownikiem referatu gospodarki komunalnej, więc wszystkie problemy takie jak brak wody czy prądu, dziurawe drogi, nieodśnieżony chodnik, nieskoszona trawa trafiały do mnie. Ludzie wiedzieli, że z tymi rzeczami trzeba dzwonić do Sarny, a burmistrz nawet o niektórych sprawach nie wiedział.

Jak Pan przyjmował to odium niezadowolenia?
Ono mi nie przeszkadzało, bo zawsze lubiłem kontakt z ludźmi. Tłumaczyłem im spokojnie, że to, co mogę, to zrobię od razu, a poważniejsze zadania, jak choćby utwardzenie dróg, trzeba wprowadzić do budżetu. Niecierpliwość ludzi zawsze była duża, ale ja starałem się zapewnić interesantów, że podejmę odpowiednie działania. Tłumaczyłem jednak, że ostateczną decyzje o wprowadzeniu danej inwestycji do budżetu gminy podejmuje Rada Miejska Jastrowia.
Dawałem im nadzieję.

Nie jest Pan rodowitym jastrowianinem. Jak Pan tu trafił?
Urodziłem się w Janowie Lubelskim i gdy miałem dwa latka przyjechałem z rodzicami zasiedlać te tereny. Osiedliśmy w Brzeźnicy, gdzie rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. W 1978 roku poznałem obecną małżonkę, przez dwa lata mieszkaliśmy w Złotowie, gdzie żona była farmaceutką, ale ostatecznie osiedliśmy w Jastrowiu. Dziś powiem panu, że nie wyprowadziłbym się stąd. Zżyłem się z tym miastem, z ludźmi i bardzo dobrze się tutaj czuję. Idąc chodnikiem wiem kiedy i przez kogo został on zrobiony, to jest moje miejsce.

Mówi Pan o dumie, że coś się zrobiło dla swojej małej ojczyzny?
Tak się złożyło, że niemal każda inwestycja wykonywana tutaj przez ostatnie ponad 30 lat w jakiś sposób przechodziła przez moje ręce. Chyba dobrze to wyszło, bo dziś nie muszę niczego się wstydzić ani przed nikim uciekać na drugą stronę ulicy. Więcej, jestem już na emeryturze, a ludzie wciąż do mnie dzwonią ze zgłoszeniami.

Co pan wówczas robi?
Tłumaczę, że jestem na emeryturze, ale jeszcze przedzwonię gdzie trzeba…

Po szkole średniej podjął Pan pracę w fabryce rowerów „Romet”, po odbyciu służby wojskowej studia na Politechnice Poznańskiej, które skończył z tytułem inżyniera mechanika. Dlatego dostał Pan pracę w urzędzie miasta i gminy?
Do magistratu trafiłem przez aktywność społeczną w organizacjach młodzieżowych. Zawsze lubiłem się udzielać i tak zostałem dostrzeżony.

Powiedzmy otwarcie, że zastępcą naczelnika został Pan dzięki rekomendacji partii, bo działał Pan w Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej. Zresztą kierował nią Pan.
Mówienie o tym dzisiaj nie jest popularne, ale muszę przyznać, że w pewne idee wówczas wierzyłem. W ZSMP organizowaliśmy życie kulturalne i akcje charytatywne. Także w służbie wojskowej pracowałem w organizacjach młodzieżowych.

Pańskim szefem w magistracie był Ryszard Sikora. Obaj byliście wtedy młodymi ludźmi.
On trafił do urzędu w 1982 roku, ja w 1983. Ryszard miał 32 lata, ja 24. Współpraca nam się układała, choć tej naszej pracy nie było widać, bo w tamtym czasie robiliśmy sieci wodociągowe i kanalizacyjne, więc gros pieniędzy szło pod ziemię. Oczywiście powstała też hala widowisko – sportowa, czy sala w Sypniewie.

Zostając zastępcą naczelnika nie miał Pan doświadczenia samorządowego, ani kierowniczego. Bał się Pan odpowiedzialności?
Nie miałem obaw, bo znałem teren, ludzi oraz problematykę wsi, a zajmowałem się rolnictwem. Do mnie należał rozdział maszyn rolniczych, nawozów, wapna i cementu, obsługiwałem też zebrania wiejskie. Nie były to łatwe i popularne decyzje, tyle że był to jeszcze czas ręcznego sterowania w gospodarce, a braki nie wynikały z mojej winy. W całym kraju brakowało wszystkiego.

Po sześciu latach pełnienia funkcji zastępcy naczelnika, po upadku komunizmu, został Pan pracownikiem referatu komunalnego, zajmował się Pan m.in. planowaniem przestrzennym i BHP.
Kierownikiem byłem ponad 20 lat, w sumie w samorządzie przepracowałem 35 lat. Powiem panu, że nigdy nie myślałem o czymś innym. Lubiłem to, że z okna domu widziałem urząd, miałem kontakt z ludźmi, a poza tym lubiłem się uczyć. Gdy np. weszliśmy do UE, to ukończyłem zarządzanie funduszami europejskimi. Nawet jako prace dyplomową wziąłem budowę sali gimnastycznej przy SP w Sypniewie (obiekt powstał, więc odpracowałem swój dyplom). Gdy musiałem się zająć BHP, to skończyłem zarządzanie BHP, a później kolejną podyplomówkę z przygotowania pedagogiczno – metodycznego.

Tak Pan podchodzi do wszystkie w życiu, że musi Pan temat zgłębić?
Jeśli chce się dobrze wykonywać daną pracę, to trzeba temat poznać.

Mam wrażenie, że gdyby burmistrz powiedział, że od jutra będzie Pan kierować Zakładem Energetyki Cieplnej i Usług Komunalnych, a pojutrze Ośrodkiem Kultury w Jastrowiu, to nie miałby Pan z tym problemu.
Myślę, że nie, choć nigdy w pojedynkę nie kierowałem zakładem. Nigdy jednak nie bałem się wyzwań, próbowałem różnych rzeczy. Tyle, że w swoim referacie zawsze miałem bardzo dobrze przygotowanych współpracowników. Nie musiałem ich kontrolować, bo oni byli samodzielni, z inicjatywą. Nic dziwnego, że jedna z tych osób została sekretarzem gminy, a druga kierownikiem referatu rolnictwa.

Wspomniałem o ośrodku kultury, bo znany jest Pan w gminie jako człowiek z ciągotami do sceny i publicznych występów.
Te ciągotki wynikają z faktu, że jakiś tam słuch mam i na różnych imprezach integracyjnych rwałem się do mikrofonu. Kilkakrotnie dyrektor OKJ zaproponowała mi występ na Dzień Kobiet. W ramach prezentu dla pań śpiewałem „Ona tańczy dla mnie” i „Przez twe oczy zielone”. Wystąpiłem też na dożynkach w mojej rodzinnej Brzeźnicy.
Raczej jednak nie podjąłbym się pracy w OKJ, bo obecna pani dyrektor jest tak aktywna i zaangażowana, że trudno byłoby ją przeskoczyć. Kultura w Jastrowiu jest na bardzo wysokim poziomie. Duży też w tym udział burmistrza, któremu zależy na masowym udziale mieszkańców w tych imprezach.

Dlaczego na występy wybierał Pan piosenki disco polo?
Bo disco polo jest takie na luzie, łącznie z możliwością wystąpienia w stroju sportowym. Nigdy nie miałem za sobą tańczących dziewcząt, chociaż w Brzeźnicy na scenę wpadła moja grupa fanek i zaczęła tańczyć. Spontanicznie. Oj, nie nudziłem się w życiu...

Także dzięki sportowi. Po pracy w urzędzie brał Pan deskę, narty czy łódkę i w drogę. Podobno to wiatr wyciągał Pana z domu.
Gdy tylko dobrze wiało, to brałem deskę windsurfingową i jechałem nad jezioro w Szczecinku. Zimą natomiast brałem narty i zjeżdżałem na nich na jastrowskich górkach, zaraz za przejazdem kolejowym. Swego czasu często tam jeździłem i kiedyś podszedł do mnie taki mały szkrab i spytał: dlaczego tak późno przyjechałeś? Było po 16:00, więc wytłumaczyłem mu, że pracowałem… Takich oto miałem kolegów od nart. A tak poważnie, to w kwietniu lubiłem jeździć na zakończenie sezonu narciarskiego we włoskie Alpy. Było tam wówczas tanio, sporo Polaków, nawet polskie zespoły jak Big Cyc tam grywały.

Jedną z pasji R. Sarny jest żeglarstwo. Prawda, że wygląda tu jak wilk morski?


Jak na te wszystkie sportowe hobby reagowała Pańska małżonka?
Była na tyle tolerancyjna, że mówiła: jedź. Ona wolała zostać w domu z książką. Tolerowała moje pasje, a ja w zamian zabierałem ją na żagle. Pierwszą łódką, którą sam budowałem, zabrałem ją na Jezioro Jastrowskie. Łódź była pokładowa, a żona pięknie ubrana i umalowana. No i gdy wiatr zawiał, to żona chlup do wody saltem. Na szczęście wyciągnąłem ją, bo drugiej takiej bym nie znalazł.

A co z zakupami kolejnych sprzętów? Na to też się godziła?
Zawsze zaniżałem ich wartość, choć na hobby pieniędzy nie żałuję. Dzisiaj też, gdy coś mi się podoba, to chcę to mieć. Tyle, że teraz mam łatwiej, bo dzieci są dorosłe, więc aktualny sprzęt sportowy posiadam.

Żeglarstwo, narty, windsurfing… Trochę tych sportów się uzbierało.
Z pasją jeździłem też na łyżwach. Pierwsze łyżwy miałem w dzieciństwie, były to korki i żabki przypinane do butów. Śmigałem na nich po stawie i ubitym śniegu w Brzeźnicy. Gdy zamieszkałem w Jastrowiu, to sprawiłem sobie piękne łyżwy, na których w weekendowe poranki jeździłem na lodowisku w Złotowie. Nie było o tej porze dzieci, więc lód był pięknie wyczyszczony i mogłem swobodnie pojeździć.
Grałem też towarzysko w siatkówkę, także w reprezentacji urzędu.
Niestety choroba wyeliminowała mnie z niemal wszystkich ukochanych sportów, bo mój kręgosłup jest w nich zbyt narażony na urazy. Pozostałem tylko przy żeglarstwie.

To sport, który uprawiają także Pańskie dzieci i wnuki.
Zwłaszcza syn Adam jest zapalonym żeglarzem, ale moich trzech wnuków też zabieram na wodę. Pamiętam jak kupiłem pierwszą łódkę kabinową, by móc ich bezpiecznie wozić. Postawiłem ją na podwórku, a chłopcy bali się na nią wejść. Ależ byłem rozczarowany! Miałem ochotę na siłę przywiązać ich do masztu... W końcu rozłożyłem na łódce jajka–niespodzianki i powiedziałem o tym wnukom. Podziałało.

Od kilku tygodnie jest Pan na emeryturze. Bał się Pan tego momentu, gdy rano nie będzie Pan już musiał wstać do pracy?
Nawet o tym nie myślałem, planowałem jeszcze dwa lata pracować. Natomiast  z chwilą, gdy dowiedziałem się o szpiczaku, natychmiast postanowiłem odejść, leczyć się i korzystać z życia.
Wie pan, gdy rano patrzę przez okno na urząd, to wydaje mi się, że wyszedłem z niego tylko na chwilę. Pozwalam sobie nawet na żarty, bo gdy widzę, że ktoś się spóźnił kilka minuty do pracy, to wysyłam esemesa z przypomnieniem: podpisz listę obecności.
Powiem panu, że to nie była zwykła praca w urzędzie. Zwłaszcza, gdy pojawiły się pieniądze z Unii Europejskiej. Niejednokrotnie dostawałem telefon czy maila o godzinie 18:00, że trzeba coś uzupełnić we wniosku np. na termomodernizację obiektów oświatowych. Dzwoniłem do pana burmistrza i pani skarbnik, spotykaliśmy się i pracowaliśmy nad tym.

Praca, kontakt z ludźmi, zdobywanie kolejnych dyplomów, pasje pokazują, że ma Pan duży apetyt na życie.
Tak, choć trochę jestem rozczarowany, że choroba dotknęła mnie tak szybko. Moi rodzice mają prawie po 89 lat, więc liczyłem, że coś z tej długowieczności odziedziczę. Myślałem, że będę mógł na emeryturze rozwijać swoje pasje, ale choroba mi na to nie pozwala. Wierzę jednak w przyszłość nauki, biorę udział w eksperymentalnym leczeniu. Jestem pełen nadziei, że skorzystam jeszcze z życia.

Wierzę w to mocno, bo widzę, że wciąż się Pan uśmiecha. Jest Pan pełen optymizmu.
Miałem okres załamania, gdy dowiedziałem się o chorobie, trudny też był okres autoprzeszczepu szpiku. Bałem się, czy znajdę się w 10% osób, które przeszczepu nie przeżywają... Na szczęście choroba została zatrzymana, a mi na co dzień nie towarzyszy ból.
Powiem panu, że jestem bardzo wdzięczny żonie za to, że pozwalała mi korzystać z życia.

Idzie z tej naszej rozmowy nauka, że nie ma co odkładać życia na później.
Zespół „Dżem” śpiewał, że w życiu piękne są tylko chwile i muszę powiedzieć, że ja tych chwil miałem bardzo dużo.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Reklama

Jak kłopoty, to do Sarny komentarze opinie

  • gość 2018-10-23 20:06:51

    Wspaniały "gościu". Kilka razy w życiu moje drogi się zeszły z Panem Sarną - zawsze mile je wspominam, choć były to kontakty na stopie zawodowej.
    Życzę zdrowia.

  • Fredi Mercury - niezalogowany 2018-10-25 16:00:07

    Na zdjęciu na jachcie wygląda Pan jak Brajan May z queen. Na początku lat 90-tych ojciec wysyłał mnie do wypożyczalni pana Ryśka po kasety VHS .Zdrowia życzę.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Planuje zakup w 2019/2020

Planuje zakup w 2019/2020 mieszkania 3pok. lub małego domu do remontu. Proszę o kontakt osoby zainteresowane sprzedażą w tym czasie.


Mechanika Pojazdowa Części

AUTO MAR Warsztat samochodowy zaprasza na: Obsługę i naprawę klimatyzacji, Wulkanizacje, Wymianę zawieszeń, sprzęgieł, olejów, hamulców, pasków,..


Mechanika Pojazdowa-Serwis

MECHANIKA POJAZDOWA AUTO MAR naprawa zawieszeń pojazdów naprawa układów hamulcowych wymiana sprzęgieł naprawa i wymiana układu wydechowego..


Auto Szpon Elektromechanik

Oferuję usługi elektromechaniczne : naprawa rozruszników oraz alternatorów, instalacje elektryczne, systemy: airbag, abs, esp, centralne zamki, car..


AGRO-KREDYT DLA ROLNIKÓW

AGRO KREDYT DLA ROLNIKÓW - najwyższa przyznawalność, najlepiej liczony dochód. Dedykowany doradca dla rolników, dojazd do klienta. Tel. 508-615-949


Praca od zaraz!

UWAGA! W związku z dynamicznym rozwojem firmy, firma euroFASADA Więcbork poszukuje pracowników do produkcji stolarki aluminiowej, do montażu..


Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"