:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Ludzie i ich pasje, zostać rzeźbiarzem - zdjęcie, fotografia
20/01/2019 18:00

Marek Nowicz potrafi w swojej pracowni wyczarować z drewna wiele pięknych rzeczy. Jest samoukiem, który zamiłowanie do pracy z tym surowcem zamienił w zawód.

Jak rozpoczęła się Pana przygoda z obróbką drewna?
Bardzo wcześnie. W młodszych klasach szkoły podstawowej bardzo mocno zainteresowałem się modelarstwem, zwłaszcza modelami latającymi. Nie było gotowych zestawów, budowaliśmy je więc sami, łącząc ze sobą drewniane elementy. Sztuka polegała na tym, by konstrukcja była mocna i lekka. Moim nauczycielem był Jan Wojciechowski ze Złotowa. Pod jego okiem, w modelarni, w piwnicy bloku przy ul. Słowackiego budowaliśmy szybowce latające, którymi następnie startowaliśmy w zawodach, zdobywając indywidualnie czy też drużynowo czołowe miejsca w kraju. Mocno byłem w to zaangażowany. Do modelarni ciągnęło mnie do tego stopnia, że gdy już byłem w szkole średniej szukałem każdej możliwej okazji, żeby przyjechać do Złotowa. W ten sposób, oczywiście nie dosłownie, moja babcia umierała kilka razy, dzięki czemu ja zyskiwałem przepustkę na wyjazd.

Jednak nie został Pan konstruktorem, inżynierem lecz leśnikiem. Motyw drewna też nam się tu pojawia, lecz w zupełnie w innym kontekście. Co zaważyło na takiej decyzji?
Oprócz tego majsterkowania kochałem i kocham przyrodę, naturę. Stąd wziął się pomysł, żeby pracować w lesie, odpowiadać za gospodarkę leśną. Zawodu uczyłem się w Zespole Szkół Leśnych w Goraju. Po tej szkole rozpocząłem pracę w Nadleśnictwie Złotów, by zostać leśniczym w Witrogoszczy Kolonii. Bardzo lubiłem tę pracę i tamto miejsce. Na strychu miałem swoją pierwszą pracownię. Niestety musiałem rozstać się z zawodem z powodów zdrowotnych. Pracując w lesie nabawiłem się pyłkowicy. Pewnego razu reakcja alergiczna na pyłki była tak poważna, że niemal przypłaciłem to życiem. Gdyby nie moja żona dziś byśmy pewnie tu nie rozmawiali. To był początek końca pracy w lesie.

W wolnych chwilach budował Pan modele?
Nie było na to tyle czasu co kiedyś. Pojawiły się też nowe, poważne obowiązki. Byłem młodym chłopakiem, pojawiła się rodzina, zmieniły się priorytety. Zamiast modeli w moim warsztaciku na strychu powstawały meble. Powód był prosty: nie mieliśmy mebli, nie mieliśmy też pieniędzy, by je kupić, a nawet gdyby te pieniądze były, to także nie byłoby oczywistym, czy meble udałoby się kupić. Przyuczyłem się trochę u miejscowego stolarza i sam zacząłem je dla nas robić. Do dzisiaj mamy w domu stół, który wtedy zbudowałem. Fakt, że jego blat jest już cieńszy o kilkanaście warstw, które zniknęły w wyniku szlifowania podczas kolejnych renowacji, ale mebel nadal pełni swoją funkcję. Właściwie prawie wszystkie z mebli, które mamy w domu, to ręczna robota, wykonana z sosnowego drewna. To drewno wybierałem dość świadomie, dlatego, że lubimy prosty, nieco surowy, wiejski styl, na wzór tego co niegdyś można było znaleźć w domach na Krajnie.

Kiedy oprócz stolarki użytkowej postanowił się Pan zająć rzeźbą, z którą jest Pan obecnie najbardziej kojarzony?
To było kilkanaście lat temu, kiedy bardzo poważnie chora była moja siostra Hanna Gabriel. Poprosiła mnie wówczas, czy nie wyrzeźbiłbym dla niej anioła w drewnie. Tak to się zaczęło. Później, po jej śmierci, by ją uczcić pan Kilar zaproponował stworzenie szlaku pielgrzymkowego imieniem Hanny Gabriel, który wiedzie ze Złotowa do Górki Klasztornej. Ja dodałem do tego pomysł oznakowania  szlaków kapliczkami. Powstały odnogi od głównego szlaku do Rudnej i do Sławianowa. Do dziś te drogi wiodą przez okoliczne gminy, m.in. przez gminę Złotów i Łobżenica. Tych aniołów powstawało coraz więcej. Zacząłem się też uczyć płaskorzeźby, wykonując np. wizerunki koni czy trofea myśliwskie. Przyozdobiłem też płaskorzeźbami ptaków nasze meble.

Jak rozpoczyna Pan wykonywanie rzeźby?
Najpierw wybiera się kawałek drewna. Osobiście najbardziej lubię jesion. To twarde drzewo, w którym dobrze się rzeźbi. Wiele osób na początek poleca lipę, bo jest dość miękka. To jednak sprawia, że nie wybacza błędów. Za mocne uderzenie dłuta może sprawić, że odłupiemy większy kawałek niż zakładaliśmy. Wracając jednak do danego kawałka drewna. Należy mu się dokładnie przyjrzeć, ocenić jego potencjał, to co da się z niego zrobić. Rzeźbienie, moim zdaniem, polega bowiem głównie na tym, żeby ten kawałek materiału pozbawić tego, co jest w nim niepotrzebne, podkreślić detale. Lubię przy tym precyzję.

A jak nauczyć się rzeźbienia i snycerki?
Obecnie pomaga internet. Jest tam wiele poradników, przewodników. To ciekawa podstawa, choć z mojego doświadczenia bardziej polecam warsztaty i plenery. Sam zacząłem brać w nich udział, gdy na poważnie zacząłem się zajmować rzeźbą. Chodzi o to, że nie tylko uczymy się od kogoś innego, ale też chłoniemy atmosferę, która panuje podczas takich spotkań. Internet nas tego pozbawia.

Warto zajmować się tym zawodowo?
Warto spróbować, bo zapotrzebowanie jest duże. Problemem jest z pewnością przebicie się, wyrobienie sobie marki. To wymaga cierpliwości. Inna kwestia to wycena pracy. Kiedyś wystawiałem swoje rzeźby podczas jakiegoś wydarzenia w skansenie w Osieku nad Notecią. Pewna pani obejrzała prace, po czym stwierdziła, że są zbyt drogie. Zapytałem ją wtedy, na ile by je wyceniła. Podana przez nią cena, gdybym ją przeliczył na stawkę godzinową za płaskorzeźbę, o której rozmawialiśmy, wynosiła około 20 gr za godzinę. Na szczęście coraz więcej osób docenia to, że za rzeźbą, płaskorzeźbą kryje się wiedza, doświadczenie, wiele godzin ciężkiej pracy, że jest to po prostu ręczna robota, jedyna w swoim rodzaju, bo drugiej takiej rzeźby już nie zrobię. Każda następna różni się czymś od siebie.

Porozmawiajmy o narzędziach. Czy w tradycyjnej pracowni jest miejsce na technikę, czy używa się tylko ręcznych narzędzi?
Dłuta ręczne są głównie po to, by nadać rzeźbie, płaskorzeźbie ten ostateczny kształt. One pozwalają na tę precyzję, o której wspominałem. Co ciekawe, jednymi z lepszych dłut są dłuta chińskie. Sam używam takich, które są produkowane w fabryce mającej w tym względzie kilkaset lat doświadczenia! Raczej odradzam zestawy z dyskontów. Kosztują niewiele mniej, ale są znacznie gorszej jakości, z pewnością nie posłużą tak długo jak te z Kraju Środka. Co do techniki, to owszem, korzystamy z niej. W przypadku mniejszego formatu np. z dłuta elektrycznego, w przypadku większego z pilarki elektrycznej albo spalinowej. Pamiętam, że podczas któregoś z plenerów na Kociewiu, gdzie jeżdżę, miejscowy dziennikarz nieco szydził, że używamy takich narzędzi. Był bowiem zdania, że powinniśmy używać tylko dłut ręcznych. Zapytaliśmy go wówczas, czy do pisania też używa komputera, czy raczej gęsiego pióra i atramentu.

Wróćmy do tematu mebli. W Pana pracowni można też znaleźć zabytkowe elementy wyposażenia mieszkania, które czekają na swoje nowe życie. Dawanie im nowego blasku wiąże się z satysfakcją?
To właśnie lubię w tej pracy – wyzwania i satysfakcję, że dokonało się czegoś, co pierwotnie wydawało się niemożliwe. Pamiętam, że pewnego razu dostałem zapytanie, czy nie podjąłbym się renowacji zabytkowej biblioteki. Bazowałem na zdjęciu i stosie desek, które należało poskładać w całość, odnowić. Wszystko trwało około pół roku. W pracy z drewnem są bowiem procesy, których nie da się przyspieszyć, np. impregnowanie. Tylko ono dzieli się na etap techniczny, dekoracyjny i wykończeniowy. Całość okazała się też tak duża, że na miejsce zawoziłem ją swoim polonezem na trzy razy. Efekt przerósł oczekiwania właściciela biblioteki, który ten mebel odziedziczył. Udało się zachować dla kolejnych pokoleń rodzinną pamiątkę.

Uczy Pan swego fachu innych?
Był czas, że prowadziłem warsztaty dla dzieci. Także uczyły się rzeźby od aniołków. Czasy się jednak trochę zmieniły i pojawia się więcej obaw, że podczas takich zajęć, gdzie jednak używa się ostrych narzędzi, jeden drugiemu mógłby coś zrobić. Co prawda nie miałem nigdy tego typu wypadków, ale lepiej dmuchać na zimne. Inna sprawa, to fakt, że nie mam na to już też tyle czasu co kiedyś, m.in. ze względu na ilość pracy. Tak naprawdę każdy może zacząć przygodę z rzeźbieniem samodzielnie i to od najmłodszych lat. 95% sukcesu to są chęci. To też najlepiej widać na przykładzie dzieci. One nie mają doświadczenia, mają za to chęć coś zrobić i to robią. Z pracy ich rąk powstawały naprawdę piękne anioły.

Na koniec zmieńmy wątek. Oprócz rzeźbienia jest też Pan strażakiem, prezesem OSP w Dźwiersznie Małym. Czyżby wzięło się to z chęci ratowania drewna przed ogniem?
Może to był jeden z powodów (śmiech). Mówiąc poważnie zachęcił mnie do tego sąsiad, były prezes. Tak się złożyło, że wstąpiłem w szeregi OSP, on postanowił odejść ze sprawowanej funkcji i wybrano mnie. Wzięło się to chyba też z tego, że gdy jeszcze byłem w Złotowie mieszkałem w sąsiedztwie jednostki przy Bohaterów Westerplatte i często widziałem ich w działaniu. Podświadomie może więc do tego dążyłem. Obecnie cała moja rodzina jest w OSP. Szczególne zasługi dla jednostki ma m.in. moja córka, która, sama będąc ofiarą wypadku drogowego, uratowała jeszcze dwie inne osoby. Uważam, że straż w takich, nawet małych społecznościach jest potrzebna, nie tylko by pełnić funkcję społeczną, ale też by ratować życie i mienie. Wbrew pozorom wcale nie wyjeżdżamy tak rzadko do akcji. Przed nami pojawia się wyzwanie. Chciałbym aby OSP Dźwierszno i Izdebki stworzyły wspólną jednostkę Operacyjno Techniczną.

Rozmawiał Sz. Chwaliszewski

Reklama

Jak zostać rzeźbiarzem komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

 

Ogłoszenia PREMIUM

Mechanika pojazdowa -sprzedaż

Mechanika-Sprzedaż i wymiana opon olejów silnikowych i przekładniowych filtrów kasowanie wskaźników inspekcji świec zapłonowych i żarowych,..


Zobacz ogłoszenie

Kupię Mieszkanie Bezczynszowe

Młode małżeństwo kupi mieszkanie w Złotowie! może być do remontu, min.3-pokojowe. Bezpośrednio!


Zobacz ogłoszenie

Tłumaczenia przysięgłe, każdy

Przyjmuję do tłumaczenia każdy dokument w dowolnym języku, oferuję przystępne terminy realizacji oraz przystępne ceny. Zapraszam.


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"