:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
teraz 14°C

Jastrowie w hołdzie bohaterom

Uroczystości obchody, Jastrowie hołdzie bohaterom - zdjęcie, fotografia
Portal zlotowskie.pl 01/08/2019 11:15
SIER 01
Jastrowie, plac Jana Pawła II godz: 16:50

Po raz pierwszy w Jastrowiu odbędą się obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego

Zapraszamy wszystkich jastrowian i nie tylko na wydarzenie poświęcone pamięci bohaterów Powstania Warszawskiego.

1 sierpnia 1944 roku, punktualnie o 17:00 (godzina W) rozpoczął się największy zryw wolnościowy w  czasie II wojny światowej. 

Dlatego dziś, w 75. rocznicę wybuchu Powstania jastrowianie oddadzą hołd bohaterom. Zrób to i Ty. 

Spotykamy się o 16:50 na placu Jana Pawła II. 

Łukasz Opłatek

Reklama

Jastrowie w hołdzie bohaterom komentarze opinie

  • gość 2019-08-01 11:55:34

    Powstanie Warszawskie to było z góry przewidziane samobójstwo i zagłada Warszawy. Nie ma 100%-owych dowodów na wyczyny kombatantów więc tak jak ze ZBoWiD-owcami trzeba brać poprawkę,

  • Gość - niezalogowany 2019-08-01 16:03:45

    Zgroza. To nie Złotowskie, to kraj ubecki - "Powstanie Warszawskie to było z góry przewidziane samobójstwo i zagłada Warszawy ..." Samobójstwem było 5 lat żyć w okupacji, codziennie wychodzić na ulicę, poszukiwać jedzenia i opału na zimę. Powstanie Warszawskie to była nadzieja na nowe życie, jak również krzyk, że ma być to życie po polsku. "Nie ma 100%-owych dowodów na wyczyny kombatantów więc tak jak ze ZBoWiD-owcami trzeba brać poprawkę ..." To nie była gra komputerowa na kilka godzin. Wstań i przetrwaj 63 dni - wtedy wróć i napisz czy były to wyczyny na 100%.
    Krzysztof

  • gość 2019-08-01 18:45:09

    Dowódcy podziemia doskonale wiedzieli że idzie ofensywa ze wschodu i zachodu na III Rzeszę, chodziło niektórym z AK o ambicję by Sowieci nie zdobyli Warszawy co już było praktycznie przesądzone (kwestia dni, bo Rosjanie wzmacniali swe siły i celowo opóźnili ofensywę) ). W imię czyichś ambicji zginęło tysiące ludzi i zrównano (z zemsty) Warszawę równo z ziemią. Ci co naprawdę bohatersko walczyli przez 63 dni dawno wąchają kwiatki od spodu, będący nastolatkami w tamtych czasach dziś mszą mieć najmniej 90 lat.

  • Gość - niezalogowany 2019-08-01 19:57:41

    Wybitna propaganda, trzeba przyznać, że demony przeszłości dobrze operują i się świetnie mają.
    Propaganda zawsze zostanie tylko propagandą niezależnie czy płynie z Berlina czy z Moskwy. Radziłbym poczytać i posłuchać wypowiedzi dowódców powstania - zdanie: "Dowódcy podziemia doskonale wiedzieli ..." to zwykłe kłamstwo, kłamstwo podparte manipulacją.
    Stwierdzenie, że "w imię czyichś ambicji zginęło tysiące ludzi i zrównano (z zemsty) Warszawę równo z ziemią" pachnie niemczyzną - wiatr rozwiał już resztki niemieckiego trotylu. Ducha UB jednak też rozpoznamy - czerwoni dostali zadyszki spiesząc nad Wisłę, a następnie czekając na polowe kuchnie, najedli się w pośpiechu kapusty z grochem i sporo czasu zeszło im w zagajnikach na walce z biegunką. Sytuacja zresztą powtarzała się w kolejnych dniach. Nawet Stalin musiał się zabarykadować w wychodku aby umknąć przed podpisaniem porozumienia na ladawanie liberatorow na wschodnich lotniskach.
    Ubecka biegunka zbiera żniwo i w dniu dzisiejszym. Propagandziści przegapili nawet fakt kto walczył w powstaniu i że od tamtych dni świat się zmienił.
    Krzysztof

  • gość 2019-08-01 22:17:25

    Jan Ciechanowski - polski historyk mieszkający od końca lat 40. w Wielkiej Brytanii - jako nastolatek walczył w Powstaniu Warszawskim, został ranny i dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych.

    - Już podczas powstania zastanawialiśmy się, jak to się stało, że doszło do jego wybuchu. Poszliśmy w bój bez broni. Gdy 1 sierpnia moja kompania nacierała na gmach Sejmu, na 170 ludzi mieliśmy 3 karabiny, 7 pistoletów, 1 pistolet maszynowy strzelający tylko ogniem pojedynczym i 40 granatów. Jak zobaczyliśmy, że właściwie nie mamy broni, to pytaliśmy dowódcę: z czym do gości? Ale byliśmy zdyscyplinowanymi żołnierzami - na rozkaz stanęliśmy do walki i na rozkaz ją zakończyliśmy - mówił Ciechanowski.

    Historyk jest zdeklarowanym krytykiem decyzji o wybuchu powstania. Uważa, że dowództwo AK popełniło poważne błędy, których konsekwencje okazały się katastrofalne. "Powstanie zakończyło się straszliwą klęską, katastrofą i ruiną, która nie dotknęła żadnej innej stolicy w Europie od czasu najazdu Hunów na Rzym. 200 tys. ludzi zginęło, 500 tys. wygnano i skazano na poniewierkę. Miasto zrównano z ziemią" - mówił Ciechanowski.

    Historyk przypomniał słowa Bora-Komorowskiego, który powiedział, że powstanie militarnie było wymierzone w Niemców, ale politycznie - w Rosjan. - Te rachuby okazały się całkowicie mylne. Powstanie było na rękę Niemcom, ponieważ stwarzało doskonałą okazję realizacji powziętego już wcześniej planu zniszczenia stolicy. Dla Niemców zrównanie Warszawy z ziemią było równoznaczne z przetrąceniem kręgosłupa polskości. Zrealizowali ten plan stosunkowo niewielkim kosztem - straty Niemców w powstaniu wyniosły nieco ponad 1700 osób. Rzeź żołnierzy AK była też na rękę Rosjanom - powiedział Ciechanowski.

    Historyk uważa, że decyzja o wybuchu powstania była nieprzemyślana. Przypomniał, że co najmniej do połowy lipca 1944 roku Komenda Główna AK nie brała pod uwagę powstania w Warszawie. Ze stolicy wysyłano ludzi i broń na wschód, by wesprzeć kolejne etapy akcji "Burza". Plany operacyjne zmieniono niemal w ostatniej chwili, mając już wiedzę o militarnym i politycznym fiasku podobnych wystąpień w Wilnie i Lwowie.

    Do 14 lipca 1944 roku Tadeusz Bór-Komorowski w ogóle nie myślał o powstaniu w Warszawie. W depeszy do Londynu z tego dnia stwierdził nawet, że doprowadziłoby to tylko do wielkich strat. Zmienił zdanie o 180 stopni 21 lipca po spotkaniu z Tadeuszem Pełczyńskim i gen. Leopoldem Okulickim, przyjmując ich argumenty o załamaniu Wehrmachtu i zbliżaniu się Sowietów. Zdaniem Ciechanowskiego, wielki wpływ na decyzję Bora miał gen. Okulicki, który parł do powstania.

    Gen. Komorowski podjął ostateczną decyzję 31 lipca, ponieważ mu powiedziano, że czołgi rosyjskie pojawiły się pod Pragą. Dowódca Okręgu Warszawskiego AK płk Antoni Chruściel "Monter" stwierdził, że jeśli tego dnia nie zapadnie decyzja o powstaniu, to dłużej nie będzie mógł utrzymać ludzi w półalarmie - potem nie będzie mógł ich zebrać i wybuch powstania opóźni się. Dowódcy powstania liczyli, że Rosjanie wejdą do Warszawy za 3 do 7 dni, jednocześnie mając świadomość, że powstanie nie może liczyć na poparcie Stalina. Ciechanowski zgadza się z oceną Władysława Andersa, który wybuch powstania określił jako "nieszczęście" i "zbrodnię".

  • gość 2019-08-01 22:23:11

    Decyzja o wywołaniu Powstania Warszawskiego była aktem nieodpowiedzialności, który doprowadził do największej tragedii narodowej. To gwóźdź do trumny polskiej niepodległości - pisze dla Wirtualnej Polski Piotr Zychowicz. I choć zwykle mówi się o jednomyślności dowództwa AK, które miało być zgodne co do wybuchu Powstania, również wśród najwyższych oficerów znaleźć można było przeciwników insurekcji. Jednym z nich był płk. Janusz Bokszczanin, który już wtedy przekonywał, że wiara w to, że Sowiety przyjdą na pomoc walczącej Warszawie jest absurdem.
    - Oczywiście chciałbym przeżyć, ale najważniejsze jest, aby Polska odzyskała niepodległość - to ostatnie słowa młodego powstańca, który otrzymał śmiertelny postrzał od Niemców. Dramatem tego chłopca oraz wszystkich żołnierzy poległych w Powstaniu Warszawskim, było to, że ich śmierć nie mogła w żaden sposób wpłynąć na to, czy ich ukochana Polska będzie, czy nie będzie niepodległa. Sprawa ta była już bowiem przypieczętowana.

    W momencie gdy Armia Czerwona zaczęła zalewać Polskę - a więc na początku 1944 roku - jasnym stało się, że Polska niepodległości nie odzyska. Nic, żadne spektakularne gesty, żadne całopalenia narodowe, nie mogły nas już wówczas uratować. Dowództwo Armii Krajowej mogło więc wywołać nie jedno, a dziesięć lub dwadzieścia takich powstań jak w Warszawie. Doprowadzić do zburzenia 20 największych polskich miast, a nie tylko stolicy i sprowokować zagładę nie 200 tysięcy, ale 10 milionów Polaków - a i tak Polska nie uniknęłaby sowieckiej okupacji.

    - Polska w sensie politycznym wojnę przegrała - mówił Jan Karski na przełomie 1943 i 1944 roku. - Gdyby nasi politycy, zamiast żyć pobożnymi życzeniami, mieli odwagę spojrzeć prawdzie w oczy, usiedliby razem i zastanowili się, jak mamy tę wojnę przegrać. Powinniśmy zacząć myśleć o tym, jak oszczędzić krajowi strat i ofiar, jak go uzbroić i przygotować najlepiej do tego, co go czeka.
    Jak wiadomo Komenda Główna AK poszła inną drogą. Drogą pomnażania naszych i tak olbrzymich strat. Niestety cała polska krew przelana w Powstaniu Warszawskim została przelana na darmo. A o "rozumie politycznym" sprawców Powstania niech świadczy następująca wypowiedź najważniejszego z nich, czyli gen. Leopolda Okulickiego: "Musimy stoczyć wielką bitwę w Warszawie, i to niezależnie od ceny. Niech się walą mury, niech płynie krew. Tylko nasza walka, nasza śmierć, nasza ofiara może zmienić stanowisko wielkich mocarstw".

    Wypowiedź ta nie tylko przeraża niebywałą wręcz dezynwolturą z jaką Okulicki traktował życie miliona mieszkańców stolicy, ale również bezgraniczną naiwnością tego oficera i brakiem zrozumienia podstawowych mechanizmów, jakimi kieruje się międzynarodowa polityka. Rzeź Warszawy nie mogła bowiem oczywiście wstrząsnąć sumieniem świata, z tej prostej przyczyny, że świat nie miał i nie ma sumienia. Ma tylko interesy.
    Najbardziej szokującym aspektem planu, jaki przyświecał grupie oficerów, która doprowadziła do Powstania, było jednak bez wątpienia liczenie na pomoc sowiecką. Ci nieszczęśni ludzie naprawdę wierzyli, że Armia Czerwona przyjdzie na pomoc Armii Krajowej. A wspólna walka z Niemcami na ulicach stolicy doprowadzi do porozumienia politycznego między Polską, a Związkiem Sowieckim. Kompromisu AK ze Stalinem.

    To, że ci ludzie żywili podobne nadzieje po 17 września 1939 roku, deportacjach roku 1940, zbrodni katyńskiej, spacyfikowaniu AK na Ziemiach Wschodnich i utworzeniu PKWN w Lublinie, musi dzisiaj wzbudzać bezgraniczne zdumienie. Po cóż Stalin miałby dzielić się władzą nad Polską z dowódcami AK i premierem Stanisławem Mikołajczykiem, skoro był całkowitym panem sytuacji i miał już przygotowaną ekipę polskich renegatów, którzy mieli w jego imieniu rządzić naszym krajem.

    Wbrew powtarzanym dzisiaj kłamstwom, o jednomyślności jaka towarzyszyć miała decyzji o wywołaniu Powstaniu, w samej Komendzie Głównej AK wywoływała ona ostry sprzeciw. Na czele stronnictwa realistów stał płk. Janusz Bokszczanin - człowiek, któremu powinniśmy stawiać pomniki - który przekonywał, że wiara w to, że Sowiety przyjdą na pomoc walczącej Warszawie jest absurdem.
    Ostrzegał, że gdy AK przystąpi do akcji, Niemcy zaczną wyrzynać Polaków, a bolszewicy zatrzymają ofensywę i będą się z satysfakcją przyglądać, jak Hitler wykańcza za nich polskich patriotów. - Jak możecie panowie liczyć na pomoc naszego śmiertelnego wroga? - pytał Boksczanin oficerów prących do walki. W odpowiedzi został uznany przez nich za defetystę, zarzucono mu tchórzostwo.

    Podobnego zdania co Bokszczanin był jednak choćby znajdujący się we Włoszech generał Anders. - Żołnierz nie rozumie celowości powstania w Warszawie - stwierdził, gdy dowiedział się o wybuchu walk. - Nikt nie miał u nas złudzenia, żeby bolszewicy pomogli stolicy. W tych warunkach stolica mimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy, kto ponosi za to odpowiedzialność.

    Przede wszystkim jednak zdecydowanym przeciwnikiem powstania był sam Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski. Mało tego, w szeregu instrukcji do kraju Sosnkowski wywoływania powstania zabronił. Jest to wstydliwy fakt, który apologeci decyzji powstańczej próbują zamieść pod dywan. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że Powstanie Warszawskie było aktem niesubordynacji wojskowej. Oficerowie KG AK rzucając Warszawę do walki zbuntowali się przeciwko swojemu dowództwu.
    Wspomniany wyżej Władysław Anders w jednym z wywiadów powiedział: "Począwszy od carskiej podchorążówki, a skończywszy na wyższej szkole wojennej, uczono mnie, że akcję bez nadziei zwycięstwa trzeba odwołać. Nie należy podejmować takich akcji, które nie mają szans powodzenia. Stosuje się to szczególnie w wypadkach, kiedy może być w nie wciągnięta duża ilość osób cywilnych".
    Powstanie Warszawskie było właśnie tą akcją. W przededniu bitwy, w Warszawie znajdowało się bowiem blisko 20 tysięcy znakomicie uzbrojonych i wyszkolonych niemieckich żołnierzy i policjantów. Wielu z nich było zaprawionymi w bojach weteranami. Ponieważ zamiarów AK nie udało się utrzymać w tajemnicy, okupant ufortyfikował kilkaset budynków na terenie stolicy zamieniając je w małe twierdze. Dysponował również wsparciem artylerii, czołgów i lotnictwa.
    Zasady sztuki wojennej są nieubłagane. W takiej sytuacji, AK - jako strona nacierająca - aby pokonać Niemców musiałaby dysponować przytłaczającą przewagą liczebną. Jej żołnierze musieli zaś znakomicie wyszkoleni i uzbrojeni w olbrzymie ilości nowoczesnej broni szturmowej. Tymczasem AK broni nie miała. 1 sierpnia udało się jako tako uzbroić tylko co siódmego spośród żołnierzy AK, którzy stawili się na mobilizację. A więc około... 3 tysięcy ludzi.

    Zdecydowana większość z nich była poniżej 20 roku życia, nie miała wyszkolenia wojskowego, a Powstanie miało być ich pierwszą akcją bojową. Olbrzymie bohaterstwo, wola walki i gotowość do poświęceń tych dzielnych polskich nastolatków nie mogły tu nic zmienić. Dowódcy AK, zrobili najgorszą rzecz, jaką dowódcy mogą zrobić swoim żołnierzom - postawili przed nimi zadanie niewykonalne. Powstanie było z góry skazane na klęskę.

    Gdy podczas odprawy młodsi stopniem oficerowie powiedzieli płk. Antoniemu Chruścielowi, że podejmowanie walki bez broni jest szaleństwem, ten odparł: "nie posiadających broni uzbroić w siekiery, kilofy i łomy"... Niezdolni do zdobycia broni mieli zaś "pójść pod sąd". Wypowiedzi te do dziś muszą budzić bezbrzeżny smutek. "W żadnej armii, poza sowiecką, nie wydawano rozkazów zdobywania broni na wrogu. I atakowania nieprzyjacielskich pozycji z gołymi rękoma" - pisał prof. Paweł Wieczorkiewicz. "W przedwojennej armii polskiej takie coś było nie do pomyślenia. Jest granica szafowania ludzkim życiem".

    - Nie mieliśmy zupełnie broni - relacjonował Jerzy K. Malewicz "Janek". - Na około 80 powstańców było coś 7 sztuk prywatnej broni, w tym dwa karabiny i pięć pistoletów czy rewolwerów. Przyrzeczonej broni dowództwo nie dostarczyło. Nie mieliśmy hełmów ani butów, które sobie zorganizowałem później. Tam rozmawialiśmy ze starszymi mężczyznami, uczestnikami czy I, czy II wojny światowej, którzy mówili: "oni was wyrżną, oni mają armaty, czołgi, samoloty, a wy nic".

    Doświadczeni weterani oczywiście mieli rację, straty oddziału Malewicza wyniosły… 90 procent. Tak właśnie wyglądał ten pierwszy powstańczy szturm o godzinie "W". Atakujące niemieckie bunkry słabe oddziały AK zostały zmasakrowane ogniem karabinów maszynowych. Nie udało się zdobyć żadnego z kluczowych obiektów, a straty własne były zatrważające. Jak wynika z zachowanych relacji już 1 sierpnia 1944 roku wieczorem "Bór" uznał Powstanie za przegrane.

    Rozpoczęły się wówczas upokarzające zabiegi o sprowadzenie na pomoc bolszewików. Ci jednak - jak przewidział to płk. Bokszczanin i inni realiści - nie mieli na to najmniejszej ochoty. Zagłada Polski i jej najlepszych synów leżała bowiem w ich interesie.
    W wyniku Powstania Warszawskiego milionowe miasto, stolica Rzeczypospolitej, zostało obrócone w perzynę. Zburzone zostały muzea, pałace, świątynie i inne bezcenne zabytki. Z dymem poszły archiwa, biblioteki, niezliczone dzieła sztuki. Metodycznie, niezwykle brutalnie eksterminowano co najmniej 150 tysięcy cywilów. Do tego należy doliczyć blisko 20 tysięcy poległych żołnierzy i tysiące warszawiaków zmarłych w obozach.

    W wyniku tej bitwy straciliśmy w sumie 200 tysięcy ludzi. Resztę mieszkańców miasta rozpędzono na wszystkie strony świata. Zgładzono przy tym patriotyczną elitę, która walczyła w szeregach Armii Krajowej, najwspanialsze młode pokolenie, jakiego kiedykolwiek się dorobiliśmy. Był to gwóźdź do trumny polskiej niepodległości. Kres II Rzeczypospolitej z całym jej światem wartości. Był to koniec Polski, jaką znali i tworzyli od pokoleń nasi ojcowie i dziadkowie.
    Dzieło sowietyzacji Polski bez Warszawy i bez Polskiego Państwa Podziemnego, które przestało istnieć w wyniku powstania, było znacznie łatwiejsze. Rany, które ponieśliśmy podczas tej bitwy, nie zabliźniły się do dziś i nie zabliźnią się nigdy. Kolejne pokolenia Polaków będą żyły w cieniu tej tragedii, podnosząc jej fatalne konsekwencje. Cześć jaką obdarzamy uczestników Powstania Warszawskiego, nie oznacza, że nie wolno nam dyskutować na temat zasadności decyzji o jego wywołaniu.

  • gość 2019-08-01 23:30:12

    W czwartek obchodzimy 75. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Profesor Adam Leszczyński z Uniwersytetu SWPS podkreślał, że w ocenie historyków ocena zrywu z 1944 roku jest jednoznaczna. - Ono było spektakularną klęską na wielu poziomach. Politycznie: nie udało się przejąć władzy w Warszawie legalnemu rządowi wojskowo: stolica nie została wyzwolona. Trzeba dodać też katastrofę humanitarną i w wymiarze substancji narodowej: zniszczono pamiątki, zabytki, archiwa. Powstanie skończyło się ogromna tragedią – podkreślał Leszczyński i dodawał: Z przemówień polityków nie sposób się dowiedzieć, że powstanie przegrało.

    W tym kontekście Agata Kowalska, prowadząca "Analizy" TOK FM, przypomniała słowa prezydenta Andrzeja Dudy z środy. - Tutaj stały oddziały powstańców, które chciały nadal walczyć w Śródmieściu o wolną Polskę i wolną Warszawę (...) Dziś, tutaj, na tym placu, cztery pokolenia Polaków śpiewają "Ojczyznę wolną pobłogosław Panie". To dzięki temu pierwszemu pokoleniu, które wtedy na ulicach Warszawy się krwawiło, walczyło z bronią w ręku o wolną Polskę (...) to dzięki jego odwadze, bohaterstwu, determinacji Polska jest – mówił prezydent przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego.

    Prof. Leszczyński mówił, że celów takich wypowiedzi, może być kilka. - To w pewnym sensie gloryfikacja czynu zbrojnego w pamięci narodowej. Tyle, że jest o manipulacja pamięcią historyczną. Powstanie zostało przegrane, a niepodległość odzyskaliśmy dzięki porozumieniu politycznemu w 1989 roku, a nie czynem zbrojnym – ocenił ekspert i dodał: Opowieść o Powstaniu Warszawskim, które było prawie zwycięstwem, to stawianie historii na głowie.

    Zdaniem prof. Leszczyńskiego politycy prawicy mijają się z prawdą historyczną. - Pokazuje się, że wzorem prawdziwej patriotycznej postawy jest wykrwawianie się na barykadzie, co jest w istocie zaprzeczeniem tych postaw, które w istocie odniosły sukces – mówił dalej przedstawiciel Uniwersytetu SWPS.

    Jak podkreślał, to także element "delegitymizacji III RP". - Pokazanie, że właściwym patriotyzm polski, to ten beznadziejny zryw przeciwko dwóm totalitaryzmom, z czego ten czerwony sowiecki, był dla Polaków groźniejszy. To często element przesłania polityków PiS. W takim tonie mówił mniej więcej w zeszłym roku senator Jan Żaryn. Sens jego wypowiedzi był taki, że co prawda powstanie upadło, ale uniemożliwiło skomunizowanie polskiej duszy – wyjaśniał ekspert.

    Prof. Leszczyński przekonywał, że politycy prawicy "przyciskani" popadają w argumentacyjne "mitotwórstwo". - Opowiadają, że to była bariera przeciwko mentalności komunistycznej czy, że narodów uratował swoją tożsamość. Warto pamiętać, że lekcją Powstania Warszawskiego dla "Solidarności" było to, żeby wyrzec się właśnie walki z bronią w ręką – podsumowywał prof. Adam Leszczyński.

  • Gość - niezalogowany 2019-08-03 10:44:02

    No Gappa wyleciał ze Złotowa to go do Jastrowia przygarnęli Będą żałowali

  • gość 2019-08-03 19:42:45

    Wszyscy piszą historię na nowo. Upiększają ją. Mówcie prawdę, ale prawda niestety jest bardzo przykra dla wszystkich stron.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Eko-Trans Mariola Kujawa Skup Złomu Usługi Transportowe-Prace Ziemne-Rozbiórki ul.Ks.B.Domańskiego 27 Krajenka


Planuje zakup w 2019/2020

Planuje zakup w 2019/2020 mieszkania 3pok. lub małego domu do remontu. Proszę o kontakt osoby zainteresowane sprzedażą w tym czasie.


Mechanika Pojazdowa-Serwis

MECHANIKA POJAZDOWA AUTO MAR naprawa zawieszeń pojazdów naprawa układów hamulcowych wymiana sprzęgieł naprawa i wymiana układu wydechowego..


Auto Szpon Elektromechanik

Oferuję usługi elektromechaniczne : naprawa rozruszników oraz alternatorów, instalacje elektryczne, systemy: airbag, abs, esp, centralne zamki, car..


AGRO-KREDYT DLA ROLNIKÓW

AGRO KREDYT DLA ROLNIKÓW - najwyższa przyznawalność, najlepiej liczony dochód. Dedykowany doradca dla rolników, dojazd do klienta. Tel. 508-615-949


Praca od zaraz!

UWAGA! W związku z dynamicznym rozwojem firmy, firma euroFASADA Więcbork poszukuje pracowników do produkcji stolarki aluminiowej, do montażu..


Mechanika Pojazdowa Części

AUTO MAR Warsztat samochodowy zaprasza na: Obsługę i naprawę klimatyzacji, Wulkanizacje, Wymianę zawieszeń, sprzęgieł, olejów, hamulców, pasków,..


Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"