Koparką połamał mu nogi

Najpierw była pyskówka i pobicie, potem w ruch poszedł ciężki sprzęt. Kości nóg zmiażdżonych łyżką od koparki pękły w kilku miejscach, doszło do otwartego złamania. – Musiałem trzymać nogi, patrzeć, czy są w całości. Wszystko latało – opowiada poszkodowany rolnik

- Na szczęście wszystko działo się na dość miękkiej ziemi. Gdyby to było na twardym gruncie, na jakimś asfalcie, chyba obcięłoby mi nogi – uważa poszkodowany, który od kilku dni jest w pilskim szpitalu
- Na szczęście wszystko działo się na dość miękkiej ziemi. Gdyby to było na twardym gruncie, na jakimś asfalcie, chyba obcięłoby mi nogi – uważa poszkodowany, który od kilku dni jest w pilskim szpitalu

Czułem, jak kości ocierają się o siebie. Koszmarny widok. Wszystko mam potrzaskane i zmiażdżone

– mówi Andrzej Czerwonka, który od kilku dni leży w pilskim szpitalu.

Mam połamane piszczele. Jedna z nóg jest złamana w jednym miejscu, druga w kilku, wraz z otwartym złamaniem, które sprawiło, że straciłem wiele krwi

– opisuje. Z pola zabrali go znajomi, którzy widząc zamieszanie zbiegli się i… kto wie, czy nie uratowali mu życia…

Wsadzili mnie na skuter, którym pojechaliśmy w kierunku wsi. Po drodze musiałem trzymać nogi, patrzeć, czy są w całości, tak wszystko latało. Ból okropny, przeszywał mnie na wylot. Przenieśli mnie w samochód i jechaliśmy dalej. Wezwane pogotowie spotkaliśmy po drodze

– opowiada poszkodowany. Nie czekali na ambulans na polu, żeby nie tracić czasu. Krwawienie było bardzo silne, spowodowało utratę dużej ilości krwi, ograniczyło je dopiero założenie prowizorycznych opasek zaciskowych.

Trzeba było podjąć zdecydowane działania. Bałem się, że się wykrwawię. Wiadomo było, że karetka nie wjedzie na pole

– dlatego znajomi przetransportowali poszkodowanego na własną rękę.

Wgniatał w ziemię

Pole należące do Andrzeja Czerwonki leży w pobliżu ziemi napastników. Przyznaje, że ich relacje trudno nazwać sąsiedzkimi.

Już jakiś czas drzemy koty

– potwierdza, że między stronami dochodziło do spięć, nigdy jednak z tak dramatycznym finałem. W środę pod wieczór rolnik wykonywał oprysk.

Oni robili coś po przeciwległej stronie pola, jakieś prace koparką

– relacjonuje.

W pewnym momencie jeden ze sprawców tak nią stanął, że zablokował mi przejazd. Kazałem mu odjechać…

– opowiada. Wtedy zaczęła się pierwsza utarczka słowna, po której napastnicy mieli ruszyć w kierunku rolnika.

Zaczęli mnie dusić i bić gdzie popadnie, ale w końcu puścili

– mężczyźni mieli się rozejść na jakiś czas. Jednak po chwili ich drogi ponownie się skrzyżowały. Doszło do kolejnej słownej potyczki z jednym ze sprawców, a drugi w tym czasie zaatakował koparką.

Nie zdążyłem zareagować. Przewrócił mnie łyżką i wgniótł nią w ziemię. Poruszał nią jeszcze, wtedy czułem, jak wszystko mi łamało, trzaskało

– opowiada rolnik. W ich kierunku zaczęli biec inni mieszkańcy, którzy widzieli zdarzenie. W koparkę poleciały kamienie.

Starałem się resztką sił czołgać w stronę opryskiwacza, żeby się schować. Gdyby nie to, na pewno otrzymałbym kolejny cios łyżką, która tym razem mnie nie dosięgła

– relacjonuje Andrzej Czerwonka dodając, że po tym mężczyźni zaczęli uciekać.

Gdyby nie mieszkańcy…

Atak w takim szale poszkodowany interpretuje tylko w jeden sposób…

Próbował mnie zabić

– jego zdaniem, operując takim sprzętem nie celuje się konkretnie w nogi, ale po prostu w człowieka.

Gdyby nie reakcja innych, nie wiem, co by się stało

– mówi przytłumionym w telefonie głosem trzydziestodwulatek. Ci, którzy pojawili się na miejscu z pomocą, nie chcą wypowiadać się o zdarzeniu. To oni wezwali pogotowie i powiadomili policję. Funkcjonariusze zatrzymali obu mężczyzn, to ojciec (69 rocznik) z synem. Obaj trafili do aresztu, z którego syn został zwolniony. Jego ojca tymczasowo aresztowano. Został przesłuchany, zarzuca mu się spowodowanie ciężkich obrażeń ciała. Jak powiedział nam prokurator rejonowy Sebastian Drewicz, mężczyzna złożył obszerne wyjaśnienia, twierdzi, że działał w obronie koniecznej, nie przyznaje się do winy. Podczas zdarzenia wszyscy trzej mężczyźni byli trzeźwi.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że aresztowany to brat mężczyzny, którego kilka miesięcy temu podczas zasadzki policjanci zatrzymali w tej okolicy po jedenastu latach poszukiwań.

Najpierw krew, teraz obowiązki

Na szczęście wszystko działo się na dość miękkiej, świeżo usypanej i niezagęszczonej ziemi. Gdyby to było na twardym gruncie, na jakimś asfalcie, chyba obcięłoby mi nogi

– sądzi poszkodowany rolnik.

Potrzebuję przynajmniej pół roku na wyleczenie, drugie tyle na rehabilitację. takie są prognozy lekarzy

– mówi Andrzej Czerwonka.

W domu czeka na niego małżonka i dwoje małych dzieci. Mieszkańcy Piecewa i innych miejscowości zadeklarowali pomoc rodzinie młodego rolnika w prowadzeniu gospodarstwa.

To naprawdę super chłopak, kilka dni temu uczestniczył z nami w sołtysiadzie, nigdy niczego mi nie odmówił. Może liczyć na nasze wsparcie. Inaczej sobie tego nie wyobrażam

– mówi sołtys Piecewa Angelika Głyżewska. Pierwszej pomocy przyjaciele i znajomi już udzielili – kto mógł, jechał w ostatnich dniach do Piły, aby oddać krew, której ranny wiele stracił wskutek dramatycznego zdarzenia.

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu