:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Piątkowy spacer z psiakami z przytuliska w Ferdynandowie. Katarzyna Korycka-Walasiak zachęca wszystkich zainteresowanych do przyłączenia się do tego typu akcji

O miłości do zwierząt, psim losie w schroniskach, o tym, jak przekonać się, że jesteśmy gotowi, by w naszym domu zamieszkał pies. Rozmowa z Katarzyną Korycką-Walasiak

Od kilku lat jest Pani mocno kojarzona w gminie Łobżenica z działaniami na rzecz zwierząt. Odpowiada Pani m.in. za utworzenie w stolicy gminy koła Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i Punktu Tymczasowej Opieki w Ferdynandowie. Ta sympatia do „braci mniejszych” trwa od zawsze?

Zdecydowanie tak. Od zawsze w naszym domu były jakieś zwierzaki, głównie psy. Czasem rasowe, czasem nie. Z tych rasowych mieliśmy m.in. jamnika, owczarka podhalańskiego i ogromnego jużaka syberyjskiego. Na ogół braliśmy je od znajomych, ale zdarzało się też, że były to zwierzęta przez kogoś porzucone, które przygarnialiśmy. Wówczas nie zakładałam, że mogłabym zająć się działalnością na ich rzecz jakoś szerzej. To że do tego doszło wynikło z kilku zdarzeń.
Pierwsze miało miejsce, gdy postanowiliśmy, że weźmiemy psa ze schroniska, bo nasz dotychczasowy pupil odszedł. Mieszkaliśmy już wówczas poza Łobżenicą. To było duże schronisko w okolicach Łodzi. Tego co tam zobaczyliśmy nie da się przedstawić inaczej niż stwierdzeniem, że był to obraz nędzy i rozpaczy. Przepełnione, brudne boksy. Zaniedbane i chore psy. Dramat. Wzięliśmy psa i, jak się później okazało, zwierzę było śmiertelnie chore. Nie pożyło długo. Zbulwersowała mnie zarówno ta niedbałość o zwierzęta, ale też fakt, że nam, adoptującym, nikt nie powiedział, że zwierzę jest tak poważnie chore i właściwie zaraz umrze. Niedługo wcześniej straciliśmy jednego psa, potem drugiego. To było trudne przeżycie, zwłaszcza dla dzieci.

Druga sprawa, która przyczyniła się do mojej działalności w TOZ ściślej wiąże się już z Łobżenicą. Wróciłam tu na stałe w lipcu 2010 roku. Mieliśmy wówczas seterkę irlandzką, z którą chodziłam na spacery. Pies był bardzo łagodny, dobrze ułożony, jednak często te spacery nie należały do przyjemności. Wszystko przez to, że Łobżenica była pełna wałęsających się samopas psów. Co ważne, były to psy mające swoich właścicieli. Baliśmy się, że mogą zaatakować naszą Ferę. Miałam obawy, gdy to syn wychodził z nią na spacer. Któregoś razu wrócił przestraszony, mówiąc, że po raz kolejny jakiś obcy pies stanął mu na drodze i obszczekał naszego. Innym razem –na szczęście to ja byłam wtedy na spacerze – doszło nawet do starcia. To był problem, który należało jakoś rozwiązać, nie było tylko pomysłu jak. Co ciekawe, to była miejscowa specyfika, bo takie rzeczy, np. w Złotowie, Pile czy innych miastach, w których bywałam, się nie działy. Na którymś ze spacerów zaczepił mnie pan Andrzej Mojsiewicz. Też leżało mu to na sercu. Zaproponował, by w Łobżenicy stworzyć grupę ludzi, która działałaby na rzecz zwierząt. Ponieważ sam był już poważnie chory, zaproponował, czy nie wzięłabym tego na siebie. Miałam pewne obawy, jednak rozeznałam temat i doszłam do wniosku, że najlepiej, abyśmy powołali lokalne koło TOZ, podpięte pod pilskie struktury tej ogólnopolskiej organizacji. Oficjalnie na terenie gminy zaczęliśmy działać w styczniu 2012 roku, zrzeszając kilkanaście osób w różnym wieku, od kilkunastu do siedemdziesięciu kilku lat. Wówczas postanowił się do nas też przyłączyć obecny burmistrz.

Szybko też zaczęło być o Was głośno.

Było kilka spraw, którymi należało się zająć od zaraz. Poza wałęsającymi się psami był problem ze zwierzętami, które przebywały przy urzędzie. Nie twierdzę, że miały tam źle czy że źle się nimi opiekowano, wręcz przeciwnie, jednak było to rozwiązanie dość prowizoryczne. Staraliśmy się np. pomóc znaleźć im prawdziwy dom zamiast tego chwilowego, zapewnić profesjonalne leczenie. Tak naprawdę głośno o nas zrobiło się przy okazji wydarzenia „Mój zwierzak” w Liszkowie w 2012 roku. Jako koło TOZ postaraliśmy się, by przekazać właścicielom zwierząt pakiet informacji i wskazówek, jak w różnych okresach roku dbać o swoich pupili. Dzięki sponsorom mieliśmy trochę przydatnych gadżetów i fantów, które mogliśmy rozdać. To spotkało się z bardzo dobrym odzewem.

Głośno zrobiło się też już po wyborach na przełomie 2013 i 2014 roku. Najpierw podjęliśmy sprawę zaniedbanego psa, którego niestety nie udało się uratować. Zamarzł w kojcu, na podwórku swoich właścicieli. O tym fakcie powiadomiliśmy policję i nie pozwoliliśmy zamieść sprawy pod dywan. Następnie, po fali wiosennych porzuceń zwierząt, kojarzono w okolicy, że gdy ktoś znajduje np. psa, może mnie o tym fakcie powiadomić, a postaram się pomóc. Taka sytuacja miała miejsce na osiedlu Leśnym. Zadzwonił telefon. Pan przedstawił sytuację, mówiąc, że przygarnął znajdę, ale nie może jej zatrzymać, bo ma swoje psy i kota. Wszystko wskazywało też na to, że zwierzęta się ze sobą nie dogadują. Ponieważ miałam zapewniania o wsparciu w takich sytuacjach ze strony urzędu i burmistrza, sprawę przekazałam tam. Natrafiłam jednak na opór. Zlekceważono moją prośbę, by jakoś zaradzić zaistniałej sytuacji. Nie mogłam też zostawić człowieka z porzuconym psem, skoro obiecałam pomóc. To był powód, dla którego postąpiłam dość stanowczo. Wzięłam tego psa na smycz i poszłam z nim do urzędu. Skontaktowałam się też z TOZ w Pile, by się poradzić. Sytuacja zbulwersowała ich na tyle mocno, że powiadomili o tym lokalną telewizję. Wyszło to wszystko może trochę na wyrost, nie tak jak chciałam, ale przyniosło efekt. Urzędnicy zadziałali. Pies trafił do jednego z rolników, gdzie ma bardzo dobre warunki. Mnie za to w magistracie przypięto łatkę „Postrzelonej baby od psów” i chyba uznano za wroga, bo telewizja jednak przyjechała i powstał materiał. To pozwoliło jednak usiąść do rozmów i stworzyć podwaliny pod Punkt Tymczasowej Opieki. Wówczas miejscem, gdzie tymczasowo mogły trafiać takie porzucone psy, było gospodarstwo p. sołtys Kościerzyna Małego. Ja wzięłam na siebie koordynację adopcji.

Dlaczego tak bardzo stara się Pani wraz z pozostałymi z ekipy TOZ, by zwierzęta nie trafiały do schronisk?

Bo warunki w wielu schroniskach pozostawiają wiele do życzenia. To niestety bardzo dobry biznes, zwłaszcza jeśli to samorządy płacą za utrzymywanie zwierząt. Najgorzej, jeśli są to opłaty jednorazowe, wtedy psy znikają w dziwnych okolicznościach, np. umierają masowo z powodu jakiegoś wirusa, ot tak – przypadkiem... W bardzo wielu schroniskach dobro zwierząt niekoniecznie znajduje się na pierwszym miejscu. Pamiętam co widziałam w Łodzi. Mogłabym też przytaczać spostrzeżenia z wizyt w innych tego typu obiektach. Wiele już na ten temat powiedziano, napisano, nagrano czy sfotografowano. Najmniejsze szanse na przetrwanie mają tam zwierzęta, które uległy wypadkom. Ich specjalistyczne leczenie jest bowiem drogie, a jeśli wypadek spowoduje np. częściowy paraliż, to i szanse na adopcję spadają drastycznie. Łatwiej i taniej jest zwierze uśpić. Podobny los czeka zwierzęta stare. Dlatego właśnie podjęliśmy działania, by na terenie gminy Łobżenica powstał Punkt Tymczasowej Opieki nad Zwierzętami w Ferdynandowie. Nie było łatwo. Ścieraliśmy się w pewnych kwestiach w urzędzie, szło głównie o pieniądze i to, w jaki sposób to miejsce ma być zagospodarowane. Ostatecznie wygląda to całkiem nieźle. Psy mają boksy z drewnianymi podłogami, solidne budy. Jest grupa wolontariuszy, która przy nich pomaga, wyprowadza na spacery. Przynosi to też realne korzyści dla gminy, bo psy faktycznie przebywają tam tymczasowo. Nie odsyłamy ich do schronisk, nie trzeba opłacać ich wywiezienia, tylko znajdujemy domy. Tu bardzo pomaga internet. Jego siła jest tak wielka, że szukanie domu dla porzuconych zwierząt dawno już przekroczyło granice gminy i rozpościera się niemal na całą Polskę. Działamy sprawnie, bo od kiedy w stolicy gminy działa TOZ doszło już do kilkudziesięciu adopcji.

Mówiła Pani o porzuceniach zwierząt. Do Świąt Bożego Narodzenia jest jeszcze trochę czasu, więc można dobrze zastanowić się, czy pies bądź kot to najlepszy prezent pod choinkę. Można się o tym w jakiś sposób przekonać, nie krzywdząc zwierząt?

Sporo rozmawiam o tym podczas pogadanek w szkole, które prowadzę od kilku lat. Okazuje się, że to, iż za zwierzę należy wziąć odpowiedzialność bardziej rozumieją dzieci niż dorośli. U tych drugich ta świadomość też jest już z roku na rok lepsza. Ludzi dobrej woli jest więcej, ale nie należy spoczywać na laurach. Dobrą metodą, by przekonać się, czy poradzimy sobie z opieką nad psem jest udział w naszych spacerach jako wolontariusz. Zwierzęta są ich bardzo spragnione, więc zapraszamy wszystkich chętnych. Inny pomysł, by zweryfikować oczekiwania swoje bądź swoich dzieci podsunęła mi była dyrektor SP w Łobżenicy. Wskazała, że gdy dziecko chce mieć psa i obiecuje, że będzie się nim zajmować, warto np. kupić smycz i zrobić próbę. Przez tydzień – dwa zlecić dziecku wychodzenie na spacery: przed szkołą, po szkole i przed spaniem –  tak, jakby ten pies już był w naszym domu. Można też wylewać z miski wodę, wysypywać karmę i przekonać się czy dziecko będzie pamiętać o uzupełnieniu następnych porcji. To często błyskawicznie weryfikuje początkowy zapał dziecka. Jeśli na takim etapie nie będziemy gotowi, by podjąć wyzwanie, jakim jest opieka nad zwierzęciem, lepiej dajmy sobie spokój.

Działalność w TOZ pochłania Pani mnóstwo czasu, mimo to nie odpuszcza Pani. Co na to rodzina?

Mają czasem pretensje, że za bardzo się w to angażuję, ale podchodzą do tego z dużym zrozumieniem. Bywa, że podczas spotkania rodzinnego dzwoni telefon, a w słuchawce słyszę: „Pani Kasiu, znaleźliśmy psa. Co robić?”. Wówczas nie mogę powiedzieć „proszę zadzwonić jutro”. Działanie jest od razu. Telefon, internet – pospolite ruszenie, akcja na pół Polski. Natomiast późniejsza satysfakcja, że się pomogło, że zrobiło się coś dobrego, że zwierze znalazło kochającego właściciela i prawdziwy dom wiele wynagradza. Nie potrafiłabym już chyba inaczej.

Rozmawiał Sz. Chwaliszewski.

Reklama

Ludzi dobrej woli jest więcej komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

ZATRUDNIĘ FRYZJERA / FRYZJERKĘ

Zatrudnię fryzjera/fryzjerkę w salonie fryzjerskim w Sadkach k. Nakła nad Notecią. Praca 5-6 dni w tygodniu - do uzgodnienia. Zapewniam uczciwe..


Zobacz ogłoszenie

Oddam w dzierżawę ziemię

Oddam w dzierżawę 29 ha przepięknie położonych nad rzeką gruntów rolnych NATURA 2000, w tym 14 ha stanowią TUZY. Pozostała część to ziemie orne w..


Zobacz ogłoszenie

HALE STALOWE

AGRO-HALL oferuje kompleksowe wykonanie Hali stalowej wraz z projektem i wszelkimi formalnościami, o dowolnych wymiarach, dowolnej konstrukcji. Hala..


Zobacz ogłoszenie

Pracownik budowlany

Witam. Poszukuję pracowników do budowy hal stalowych. Mile widziane doświadczenie przy pracach na budowie. Zimową porą praca na hali. Miła..


Zobacz ogłoszenie

WYKOP POD WĄŻ DRENARSKI -

ROLNIKU - ZALEWA CI POLE ? TA OFERTA JEST DLA CIEBIE ! OFERUJEMY WYKOP POD WĄŻ DRENARSKI PRZY UŻYCIU NIWELATORA LASEROWEGO DZIĘKI CZEMU WYKOP JEST..


Zobacz ogłoszenie
Reklama



25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"