Na rowerze do byle gdzie

Tak śpiewał Lech Janerka w kawałku ,,Rower''. Remigiusz Kübler z Krajenki zdaje się korzystać z tej filozofii. Na rowerze postanowił pokonać 3100 kilometrów w 25 dni, objeżdżając Polskę dookoła


Początek


Każda wielka pasja ma początek w pewnym momencie życia. W przypadku 22-letniego dziś Remigiusza przygoda z rowerowymi wojażami rozpoczęła się ponad sześć lat temu. - Otrzymałem wtedy rower, którym jeżdżę po dzień dzisiejszy. Aby wyjechać gdzieś na kilka dni namówił mnie tata. Wybór padł na Kaszuby, które są najbliżej. Trafiliśmy na idealną pogodę, przez cały tydzień nie padało – wspomina Remigiusz. Szybko okazało się jednak, że liczy się nie tylko sprzęt, ale i kondycja. W tym drugim zakresie pojawiały się wówczas pewne braki. Z każdym kolejnym rokiem było jednak coraz lepiej. W 2009 roku młody mieszkaniec Krajenki ruszył trasą wzdłuż wybrzeża Bałtyku, od Helu do Ustki. Rok później rowerowy licznik zanotował blisko 2200 kilometrów zrobionych m.in. w Kotlinie Kłodzkiej i Karkonoszach. - Pierwszym poważnym testem był wyjazd w 2011 roku w Bieszczady i Pieniny. Wysokie góry, kiepska pogoda, przez dwa dni oglądaliśmy za oknem padający deszcz. Za to piękne widoki wynagradzały trudy trasy. W 2012 roku wyprawa miała całkiem inny charakter niż dotychczasowe, ponieważ wyjechałem razem z dwoma rówieśnikami z Krajenki i ze Złotowa. Wtedy w tydzień przejechaliśmy całe wybrzeże bałtyckie, od granicy rosyjskiej aż do Świnoujścia. Wyprawa roku 2014 też była w pewnym sensie przełomowa. Po raz pierwszy kompleksowo zająłem się jej organizacją. Razem ze znajomą postanowiliśmy wyjechać podczas majówki na duńską wyspę Bornholm. Pozostałych uczestników „zwerbowaliśmy” przez forum rowerowe. Objeździliśmy prawie całą wyspę wzdłuż i wszerz. Jedynym mankamentem był wszechobecny wiatr i ziąb. Do namiotów wchodziliśmy ubrani po 4-5 warstw, a rano i tak byliśmy zmarznięci i niewyspani – mówi Remigiusz, który w taki sposób przez ostatnie lata szlifował kondycję, zdobywał doświadczenie i postanowił zrobić kolejny krok.


Ja nie pojadę?!


Już pięć lat temu w głowie Remigiusza pojawił się szalony z punktu widzenia przeciętnego rowerzysty pomysł - objechać Polskę dookoła, po to, by się sprawdzić. W lipcu 2015 roku (dokładnie 5.07.2015), w 25 dni zamierza go zrealizować i przejechać ponad 3100 kilometrów. Trasę podzielił na cztery etapy: Kostrzyn-Zakopane, Zakopane-Terespol, Terespol-Władysławowo, Władysławowo-Kostrzyn. Codziennie czeka go pobudka o godzinie 6:00 rano i 11-12 godzin w trasie. - Kostrzyn wybrałem z tego względu, że łatwo można tam od nas dotrzeć. Najbliżsi zapakują mnie do pociągu, wysiadam na miejscu i ruszam. Pierwsze 1000 km będzie najcięższe. Chcę je przejechać „ze świeżymi nogami”, potem – w okolicach Przemyśla będzie już „z górki”…- stwierdza Remi. Jak się do tego przygotowuje? - Jeżeli ktoś jeździ rowerem przez kilka lat, „wykręcając” rocznie kilka tysięcy kilometrów, to przygotowania ograniczają się jedynie do podtrzymania aktywności i skupiają się głównie na kwestiach logistycznych – mówi Remigiusz. Niemniej jednak do swojej wyprawy podchodzi z pewną dozą niepewności. - Dziennie będę musiał przejeżdżać około 120-130 kilometrów, cały swój bagaż wioząc na rowerze. Trenuję dojeżdżając rowerem na uczelnię, pokonując dystans około 15 kilometrów. Ponadto uprawiam bieganie oraz trzy razy w tygodniu chodzę na basen. Jak tylko czas i pogoda pozwalają, to biorę rower i jeżdżę po okolicznych lasach – stwierdza młody mieszkaniec Krajenki, studiujący informatykę na UMK w Toruniu. A kwestie logistyczne? Remigiusz ma ściśle rozpisany plan na miesiące, tygodnie, dni. Według niego założył sobie poszczególne etapy zbierania niezbędnego wyposażenia. - Jeśli chodzi o rower to jeżdżę na rowerze typu cross z większą korbą i z 28-calowymi kołami. Pozostały sprzęt, który będzie potrzebny podczas wyprawy, jest prawie cały skompletowany. Podczas dotychczasowych wyjazdów na każdym z nich udało się dokupić coś nowego. Jest jednak rzecz, która będzie wymagać wymiany – namiot. Poszukuję tzw. „jedynki” lub dwuosobowego, który dzięki małym wymiarom oraz niskiej wadze będzie można spakować na rower – stwierdza. No właśnie namiot, bo chłopak nie zamierza rezerwować żadnych noclegów. Pod dachem chce spać tylko wówczas, gdy pogoda będzie naprawdę bardzo niesprzyjająca. - Na polach namiotowych zwykle jest miejsce, a jeśli nie to liczę, że ktoś użyczy mi kawałek trawnika przy domu – żartuje Remigiusz. Choć informację o swoim pomyśle szeroko rozpropagował na portalach dla rowerzystów, póki co nie zgłosił się nikt, kto w 100% zadeklarowałby, że razem z nim pokona całą trasę. Wyprawa Remigiusza to też nie Tour de Pologne, gdzie za rowerzystą jedzie konkretne wsparcie techniczne. - Będę zdany tylko na siebie i ewentualnych towarzyszy. Jednak zawsze jest łączność medialna. Gdy zagubię się na trasie, włączę nawigację w smartphonie lub zadzwonię do najbliższych. Jeżeli nie złapię zasięgu to pozostanie się modlić o oświecenie. Ktoś poprowadzi… - podsumowuje, dodając, że najważniejsza jest dobra pogoda. Każde inne przeciwności da się pokonać.


***

Nam pozostaje życzyć Remigiuszowi powodzenia w spełnieniu tego marzenia. Możemy też potwierdzić, że już w lipcu czytelnicy „Aktualności Lokalnych” oraz odwiedzający portal zlotowskie.pl wraz z jego facebookowym fanpagem będą mogli na bieżąco śledzić wyprawę Remigiusza. Rowerem do byle gdzie!



Sz. Chwaliszewski, fot. z archiwum Remigiusza Küblera

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu