:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
teraz 7°C
USUNIĘTE Informacje, chcę musieć - zdjęcie, fotografia
Portal zlotowskie.pl 19/07/2015 00:00

O finansach, których nie można rzucić z dnia na dzień, rozwiązaniach, które przychodziły do głowy nocą, ucieczkach, do których nigdy nie doszło i emerytalnych planach ze skarbnik gminy Złotów Krystyną Schilling rozmawia Patrycja Kajewska

Jest Pani w gminie cenionym pracownikiem.


Nie mogę mieć na swój temat takiego zdania, aczkolwiek muszę przyznać, że zawsze starałam się pracować najlepiej jak umiałam. Jeśli ktoś to docenił, to jest mi bardzo miło.


Wskazuje na to chociażby postawa wójta i radnych, którym trudno było się pogodzić z Pani decyzją o przejściu na emeryturę. 


Zawsze współpracowało nam się dobrze. To się czuje, czy się „nadaje na tej samej fali”, czy nie. Miałam wrażenie, że zarówno pan wójt jak i radni czuli się ze mną bezpiecznie. Myślę, że też nie dałam powodu, by było inaczej. Co prawda nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej, ale zmiana osoby, nie chcę tutaj używać pojęcia „na stanowisku” skarbnika, może rodzić jakieś obawy. Z obecnym wójtem współpracowaliśmy wcześniej, kiedy jeszcze był przewodniczącym rady. Znamy się, więc myślę, że rozumiemy się dobrze. Jeśli idzie o radnych, to trochę ich się przewinęło od 1992 r....


Pani decyzja w zasadzie dla nikogo nie powinna być zaskoczeniem, ponieważ jakiś czas temu wykonała Pani pierwsze podejście do tego tematu, a mimo to było inaczej. Wiele osób dowiedziało się o niej dopiero z materiałów sesyjnych.


Do grudnia 2013 roku wolałabym nie wracać, bo to były zupełnie inne okoliczności, w których podejmowałam decyzję o odejściu na emeryturę. Rzadko kiedy odwołany skarbnik jest powoływany na nowo i muszę przyznać, że czasami nie do końca dobrze się z tym czułam. Skoro sprawy zaszły tak daleko, powinnam dać spokój i już nie wracać. Dlatego tym razem postanowiłam nie opowiadać wokół, tylko ostatecznie postanowić i upublicznić decyzję. Z wypowiedzeniem byłam u wójta już w marcu. Miałam odejść z końcem czerwca, ale wskutek rozmów po raz drugi na jakiś czas odłożyłam tę decyzję.


Dlaczego podjęła ją Pani właśnie teraz?


Dlatego, że jest to najbardziej optymalny okres w roku budżetowym. Wcześniej takim optymalnym okresem był rzeczywiście czerwiec. Zamknięty i rozliczony rok budżetowy albo też półrocze to najlepszy moment. Za niedługo rozpoczną się prace związane z planowaniem budżetu na 2016 r. i znów na odejście nie byłby właściwy czas. Finansów nie można rzucić z dnia na dzień. To też był powód, ze zdecydowałam się wrócić w grudniu 2013, bo to była kompletnie nieodpowiednia pora odejścia. A poza tym jestem już trochę zmęczona. Mam za sobą lata pracy – czas odpocząć. Zawsze, idąc promenadą i patrząc na ludzi, myślałam: kiedy ja będę tak spacerować, w spokoju podziwiać naturę? Już czas. Zwłaszcza, że przez całe życie w tyle głowy miałam pracę, nie umiałam się od niej odciąć, wyłączyć. Nie mam pod tym względem dobrego charakteru.


Z punktu widzenia pracodawcy – ma Pani wymarzony charakter.


Tak to niestety jest, kiedy ma się do czynienia z publicznymi pieniędzmi. Nie można sobie odpuścić i powiedzieć: jakoś to będzie. Wszystko musi się zgadzać. Zresztą nie uznaję półśrodków.


Jest Pani pracoholiczką?


Czy ja wiem? Są takie okresy w roku, przynajmniej ja tak miałam, że się nie wyrabiałam w 8 godzinach. Rzecz w tym, że były to okresy dość długie, zwykle od października do kwietnia. Trzeba było zamknąć rok stary, przygotować budżet na rok nowy, przygotować, przypilnować i rozliczyć inwentaryzację, zrobić kolejne sprawozdania itd. Ale pracoholiczką chyba nie jestem (uśmiech).


Podczas sesji, w trakcie której radni odwołali Panią ze stanowiska usłyszeliśmy, że praca często była dla Pani najważniejsza. Wiem też, że często myślała Pani o niej podczas bezsennych nocy.


To prawda. Tak nawiasem mówiąc ponoć z wiekiem przychodzą bezsenne noce i mnie właśnie taka przypadłość dopadła. Kiedy nie mogłam spać, kłębiły się w mojej głowie najróżniejsze myśli i to najczęściej związane z pracą, ale muszę Pani powiedzieć, że w takie właśnie noce przychodziło mi do głowy wiele cennych rozwiązań. Przychodziłam rano do pracy i wcielałam je w życie. Nawet mówiłam koleżankom, że znów spać nie mogłam i to czy tamto wymyśliłam (śmiech). Mimo tego wiem, że stawianie pracy na pierwszym miejscu nie zawsze było właściwe. Nie umiałam oddzielić jej od domu, a powinnam, bo w końcu przyszedł czas, który chciałoby się komuś poświęcić, a tego kogoś już nie ma... Nawet Pani nie wie, że nieskończenie wiele razy, szczególnie na początku swojej pracy, zawsze po bilansie, planowałam „uciec” z pracy, znaleźć inną, ale na planach zawsze się kończyło.


Dlatego, że cierpiało przez nią życie rodzinne?


Wcześniej, kiedy nie było głównej księgowej Emilii Konopińskiej i mieliśmy w księgowości o jeden etat mniej – tak. Nie miałam wtedy żadnego zastępstwa i tyle pracy, że nawet nie było kiedy wykorzystać urlopu. Ostatnimi laty mam Emilkę. Ona odciążyła mnie w wielu sprawach.


Słuchając wszelkich sprawozdań, które Pani składała, bardzo długich zresztą, można było dojść do wniosku, że cyferki to Pani żywioł.


Rzeczywiście, zawsze robiłam to, co lubiłam, ale muszę przyznać, że w życiu nie planowałam związać się z księgowością, Moim wymarzonym zawodem był zawód nauczyciela. Nie udało mi się go zdobyć, ponieważ w 1968 roku, kiedy zaczęłam naukę w „Ekonomie”, zlikwidowano liceum pedagogiczne, które wtedy było wstępem do kształcenia nauczycielskiego. Strasznie tego żałowałam. Z takiego obrotu spraw cieszył się za to mój syn, który zawsze mówił: Dzięki Bogu, mamo, że nie zostałaś nauczycielką. Pewnie dlatego, że jestem zbyt wymagająca.


Biorąc pod uwagę Pani doświadczenie niełatwo będzie znaleźć na Pani miejsce kogoś z taką wiedzą i z podobnym obyciem samorządowym.


Nie ma ludzi niezastąpionych. Co prawda zupełnie „surowej” osoby na miejscu mojego następcy nie widziałabym, ale trzeba pamiętać, że na starcie każdy ma prawo mieć trudności. Ja też je miałam. Wspominając początki mojej pracy zawsze wracam myślami do pani Stelmach, dawnej skarbnik miasta Złotowa, która była dla mnie niedoścignionym wzorem. Kiedy potrzebowałam pomocy dzwoniłam właśnie do niej. Zresztą wiele osób było mi przychylnych – długo mogłabym wymieniać nazwiska.


Kogo widzi Pani na swoim miejscu?


Nie ukrywam, że od jakiegoś czasu przygotowywałam na swoje miejsce Emilię Konopińską – obecną główną księgową

.
Uważa Pani, że sprawdziłaby się w roli skarbnika?


Wracając do tego, co mówiłam przed chwilą – swoje trzeba przejść. Prędzej czy później każdego czekają problemy – ja na przykład, na początku, jako młoda dziewczyna, mierzyłam się z finansowym połączeniem gmin Radawnica, Kleszczyna i Złotów, z przejęciem z Kuratorium Oświaty najpierw przedszkoli, a potem szkół podstawowych, dalej – z powołaniem do życia Związku Gmin Krajny, który powstał z inicjatywy gminy Złotów, powstaniem Zakładu Wodociągów i Kanalizacji gminy Złotów czy przekazaniem szkół podstawowych w zarząd stowarzyszeniom... By jeszcze wspomnieć o pierwszym okresie wykorzystywania funduszy unijnych. Trochę tych wyzwań było. Dziś młodym pracownikom jest o tyle łatwiej, że każdy ma dostęp do internetu i fachowej literatury.

Odpowiadając na Pani pytanie – z pewnością by sobie poradziła. Uważa więc Pani, że lepszym skarbnikiem byłaby osoba z urzędu, czyli pani Emilia, niż inna, równie dobrze wykształcona, ale nie znająca tej właśnie gminy od podszewki?


W zasadzie w każdej gminie problemy są mniej więcej podobne i tutaj bez większego znaczenia jest, czy jest to ta gmina, czy inna. Mam na myśli inny aspekt. Można mieć głowę pełną teorii, masę fakultetów, ale to nie wszystko. Emilka, jako główna księgowa, jakby nie było ma już pewne doświadczenie. To, że ktoś w czymś siedzi, naprawdę dużo daje. O wielu problemach na bieżąco obie nie raz dyskutujemy. W ubiegłym roku, z uwagi na moją częstą i dość długą nieobecność, pani Emilia zastępowała mnie. Choćby z tego powodu, myślę, że jej wiadomości są zupełnie inne od tych, jakie miałaby osoba z zewnątrz, nawet pracująca w innej gminie, ale zajmująca się innymi, być może prostszymi, ściśle określonymi czynnościami.


Pani ma wykształcenie ekonomiczne?


Skończyłam najpierw ekonomikę i organizację przedsiębiorstw, a potem zrobiłam licencjat z zarządzania finansami firmy. Nie mam więc wielkich „papierów”.


Ale ma Pani wiedzę.


Zawsze jednak mi się wydaje, że więcej nie wiem niż wiem (śmiech). Tym bardziej, kiedy te nasze przepisy prawne są tak „stabilne”. Czytać, czytać i jeszcze raz czytać – to jest klucz. Ja, kiedy np. siadałam na balkonie, nigdy nie brałam ze sobą harlequina tylko fachowe książki.


Ale tak się nie odpoczywa...


A dlaczego nie? Jeśli jeszcze znajdzie się ciekawy artykuł, to można czytać i czytać (uśmiech). Poza tym w pracy najzwyczajniej nie miałam na czytanie przepisów czasu. A do tego jeszcze jak by to wyglądało, gdybym w pracy siedziała i czytała. Interesant pomyślałby, że nie mam co robić, więc czytam.

Najgorzej, jak by nie zauważył, co czytam...


Wracając do samorządowych spraw. Nie jest tajemnicą, że trzymała Pani budżet gminy żelazną ręką. Jak bardzo wójt liczył się z Pani zdaniem?
Nie wiem, czy aż tak żelazna ręką. Starałam się, aby na podstawie materiałów, które przygotowywałam panu wójtowi i radzie, gmina nie poszła w jakimś złym kierunku. Przeinwestować można szybko, dłużej i trudniej z dołka wyjść. A przewidywać w naszych warunkach nie jest łatwo. Jednocześnie jednak zależało mi, by aż tak mocno nie blokować realizacji zadań. Bardzo się cieszyłam, jak gdzieś tam słyszałam, że w gminie Złotów dość dużo udaje się zrobić. Skarbnik, który będzie tylko mówił, że na nic nie ma, nie jest ani wójtowi, ani radzie potrzebny. Co do liczenia się wójta z moim zdaniem: nie raz myślałam, że chyba ufa mi bardzo mocno, ale im bardziej świadoma byłam jego zaufania, tym większą czułam odpowiedzialność. Starałam się tego zaufania nigdy i w żadnym polu nie zawieść. Gdyby stało się inaczej, byłoby to dla mnie coś najgorszego, co mogłoby mnie spotkać. Chyba bym tego nie przeżyła.

Pytam, ponieważ wielokrotnie Piotr Lach którąś ze swoich decyzji uzasadniał właśnie rozmową z Panią.


Bo też wiele decyzji wiąże się nierozerwalnie z finansami i uważam, że odpowiedzialny wójt nie może postępować inaczej. By daleko nie sięgać, wiele takich sytuacji było w tym roku, ponieważ wszystkie wolne środki skierowaliśmy na budowę obiektu środowiskowego w Radawnicy. To spowodowało, że inne zadania musiały zostać odłożone, ale mimo tego apetyty były różne. Musiałam je tonować. Nie mogłam iść na wszystko, co mi proponowano, bo deficyt (w tym roku co prawda niewielki) mielibyśmy zupełnie inny, a kwota planowanych kredytów znacznie by wzrosła.


Przeżyła Pani transformację ustrojową, naczelnika i dwóch wójtów. W którym momencie pracowało się najspokojniej?


Nie da się porównać pracy w gminie przed transformacją i po. Przed transformacją budżet gminy planowało się na podstawie wskaźników, inaczej mówiąc trzeba było gotowe dane nanieść na preliminarz, opisać i był budżet. Ówczesny urząd gminy z naczelnikiem na czele nie mógł np. zaciągać kredytów czy pożyczek. Obce było pojęcie jakiegokolwiek długu. Inwestycji praktycznie gmina nie realizowała. I to był zdecydowanie najspokojniejszy okres. A później? W zasadzie spokój zależał od rodzaju zadań, z jakimi przyszło w danej chwili się zmierzyć. Wiadomo, że im trudniejsze zadania do wykonania, tym spokój mniejszy.


Zapytam inaczej – jak pracowało się z Piotrem Lachem?


Bardzo dobrze, czyli tak jak z poprzednim szefem. Obu szefów nie da się porównać. To są dwa zupełnie odmienne charaktery, zupełnie inne osobowości. Obecny jest spokojniejszy, poprzedni miał troszkę wybuchowy charakter. Obaj jednak, i wójt Trela pracował, i obecny wójt Lach pracuje, jak się to mówi: całym sobą. Nawiasem mówiąc, ja też mam wybuchowy charakter.


Nigdy nie dała się Pani poznać z tej strony.


A ile mnie to wysiłku kosztowało (uśmiech).


Jakie sytuacje doprowadzały Panią do pasji?


Do pasji... Troszkę się nieraz wściekałam (śmiech). Bardziej chyba bałam się, że coś nie wyjdzie, że sobie z czymś jako gmina nie poradzimy. Ale jak już – to chyba te bardzo drobne. Bo ja już tak mam, że chciałabym, aby wszystkie procedury były zachowane, by wszystko chodziło jak w zegarku. Tym bardziej, że opracowanie wszelkich procedur, wbrew pozorom, nie jest proste. A dzisiaj wszystko i wszędzie opiera się na procedurach.


Kończy Pani pracę. Tak po prostu zamknie Pani za sobą drzwi i zostawi za plecami 43 lata pracy?


Może tak by było najlepiej, bo inaczej ten „ogon” jeszcze długo będzie się za mną ciągnąć... Jeśli jednak będzie wola skorzystania z mojego doświadczenia, wiedzy – chętnie posłużę pomocą czy radą. A i może łatwiej byłoby mi wtedy przejść w stan emeryta? Ale to już jest jakby poza mną i zależy od decyzji, jakie zostaną podjęte przez radę w najbliższym czasie w odniesieniu do nowego skarbnika.


Planuje Pani zorganizować pożegnanie dla współpracowników?


Wypadałoby. Nie wyobrażam sobie odejść bez słowa. Myślę, że znajdę chętnych na pożegnalną kolację. Jeśli moim współpracownikom za wiele dokuczyłam, może nie zechcą się ze mną spotkać i będą się cieszyć, że odchodzę (uśmiech). W tym miejscu jeszcze raz chciałam wszystkim koleżankom i kolegom podziękować za współpracę, z niektórymi - wieloletnią. Wszyscy razem pracowaliśmy, by całość w miarę poprawnie funkcjonowała.


Co będzie Pani robić na tej upragnionej emeryturze?


Wie Pani, jednak nie wiem, czy upragnionej. Może zapiszę się do chóru? Może zacznę też chodzić na niektóre zajęcia Uniwersytetu Trzeciego Wieku – nauczę się na przykład porządnie pływać i przy tej okazji schudnę (śmiech)? Więcej niż dotąd będę jeździć rowerem, może będę brać udział w rajdach dla emerytów? Zapewne będę dużo czytać – już nie o rachunkowości i o finansach, a ulubione pozycje. Na pewno się nie zanudzę, choć początki na emeryturze będą pewnie trudne.


A działka – marzenie każdego emeryta?


Absolutnie! Nie chcę już nic musieć. Chcę robić tylko to, na co będę mieć ochotę. A z działką to jest tak – urosło zielsko, muszę iść wyplewić, przyszła wiosna – muszę siać. Nie, ja już nic nie chcę musieć, ale jeśli idzie o działkę, to chętnie będę korzystać ze wszelkich zaproszeń (uśmiech).

Reklama

Nie chcę musieć komentarze opinie

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Eko-Trans Mariola Kujawa Skup Złomu Usługi Transportowe-Prace Ziemne-Rozbiórki ul.Ks.B.Domańskiego 27 Krajenka


REMONTY wykończenie wnetrz

-Malowania -Tapetowanie -Podwieszenie sufitów -Gładzie -Tynki -Montaż paneli podłogowych i innych


Usługi hydrauliczne ,HGS

Usługi hydrauliczne C.O-CWU ,montaż kotłów 5 kl. Autoryzowany serwis DEFRO, sterowanie podłogowe, instalacje sanitarne, instalowanie sterowników..


Skup pilarek uszkodzonych

Jeśli posiadasz uszkodzoną pilarkę marki Stihl, która leży w garażu i się kurzy to zapraszam do kontaktu. Chętnie odkupię od Ciebie taką maszynę.


Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"