Nie jestem pamiętliwa – Iwona Piątkowska opowiada o pracy w GOPSie

Czasem się boi i wzywa policję, a z drugiej strony odbiera telefony całą dobę i pomaga. O pracy w pomocy społecznej i pierwszych zwrotach 500+ opowiada kierownik Iwona Piątkowska

W pomocy społecznej nie raz można by załamać ręce i liczyć na opatrzność, ale  I. Piątkowska nigdy nie zostawia nierozwiązanych spraw
W pomocy społecznej nie raz można by załamać ręce i liczyć na opatrzność, ale I. Piątkowska nigdy nie zostawia nierozwiązanych spraw

Pomoc społeczna to trudna praca, dlaczego Pani się na nią zdecydowała?

Wiedziałam, że nie jest to lekki kawałek chleba, ale skoro radziłam sobie w trudnych sytuacjach, to uważałam, że nadaję się na pracownika socjalnego. Tak sobie to tłumaczyłam jakieś dwadzieścia lat temu.

Życie zawodowe zaczęła Pani w SKR w Drożyskach Wielkich, w bukaciarni.

Skończyłam technikum rolnicze na kierunku technik hodowca, zootechnik. Pierwszego dnia stażu powiedzieli mi, że bukaciarnia to miejsce nie dla mnie i żebym poszła do gminy. Uparłam się, byłam zootechnikiem, nie urzędniczką.

Co podobało się Pani w tej pracy?

Inaczej pracuje się ze zwierzętami inaczej z ludźmi,jednak do jednych i drugich trzeba mieć wrażliwość i cierpliwość. Po stażu dostałam pracę w pegeerze w Białobłociu – byłam zootechnikiem i brygadzistą przez kilka lat. Później z rodziną przeprowadziliśmy się do Józefowa, gdzie byłam magazynierem.

Pegeery upadły, więc musiała Pani szukać innej pracy.

Przez rok byłam bezrobotna, a że było wolne miejsce w administracji GOPSu w Złotowie, to skorzystałam. Tam miałam pierwszy kontakt z klientami pomocy społecznej i tam zdecydowałam się na podjęcie studiów na kierunku pracownik socjalny, a później na pedagogice. Od trzynastu lat kieruję ośrodkiem w Zakrzewie.

Pracownik socjalny to naprawdę „człowiek orkiestra”?

On jest lekarzem, psychologiem i księdzem, bo ludzie się przed nim otwierają. Kiedyś ciężko było namówić klientów do mówienia o swoich problemach, wychodzili z założenia „nie mów nikomu co się dzieje w domu”. Obecnie mają zaufanie do swoich pracowników socjalnych, otwierają się, mówią o wielu sprawach, bolączkach i problemach, proszą o pomoc w ich rozwiązaniu.

„Socjalny” musi być też majsterkowiczem i pomóc pani Helence drzwi naprawić, bo ta nie ma pieniędzy na nowe. No i znać na terapii, bo alkoholicy rożne kity wciskają, żeby kasę z ośrodka wyrwać.

Oj nie, nam się kitu nie wciśnie, bo my naszych klientów dobrze znamy. Co do pomocy rzeczowej, to u nas bardzo dobrze działa współpraca ze sponsorami i byłymi naszymi klientami. Niedawno potrzebowaliśmy pilnie kuchenki gazowej i następnego dnia już ją mieliśmy, od sponsora.


Pozostało jeszcze 81% tekstu...

To tylko fragment artykułu (pozostało 9626 znaków). Aby czytać dalej ...

Subskrypcja na portalu

Zyskaj już dziś pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Wykup subskrypcję

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu