Przez życie śpiewająco

Pani Agacie Karpińskiej z Głubczyna pieśni i piosenki bliskie są od dziecka. Były sposobem na zabawę, naukę języka polskiego, ale przede wszystkim dawały ukojenie i nadzieję w trudnych momentach, jak choćby wtedy gdy nastała wojna

Pani Agata była jedną z pierwszych uczennic w polskiej szkole w Głubczynie. Ona i jej koledzy dbali o to, aby polskość przetrwała
Pani Agata była jedną z pierwszych uczennic w polskiej szkole w Głubczynie. Ona i jej koledzy dbali o to, aby polskość przetrwała

"Z Bogiem, z Bogiem każda sprawa, tak mawiali starzy. Kiedy wezwiesz jej pomocy, wszystko ci się zdarzy. Idziesz w drogę, chociaż krótką, z Bogiem wychodź z progu, a gdy wrócisz, niech szczęśliwie, to podziękuj Bogu...” Tak sobie jeszcze czasami nucę, jak usiądę na dworze na słoneczku...

– mówi pani Agata, która w marcu będzie obchodzić 90 urodziny.

Więcej kiedyś śpiewałam

– dodaje. A „kiedyś” słuchać jej można było przede wszystkim w kościele parafialnym w Głubczynie, który był dla niej niczym drugi dom. Pani Karpińska znała na pamięć prawie wszystkie pieśni.

O, kilkadziesiąt to na pewno! Mam też śpiewniki i w zeszytach sobie niektóre zapisywałam. Może przyda się jeszcze komuś

– mówi, sięgając do szuflady, a po chwili nucąc kolejną z nich. Tej nauczyła się jako dziecko, w jedynej polskiej szkole we wsi:

„Hej w Głubczynie jezioro, za jeziorem ciemny las. Drużyna nasza godłem się obrała, a jezioro cieszy nas...” To jeszcze nauczyciel Gliszewski nas uczył. My śpiewaliśmy, on grał na skrzypcach

– wyjaśnia.

Dzieci widzą inaczej

Agata Karpińska (z domu Ciżmowska) urodziła się w Radawnicy w 1928 roku. Razem z mamą Antoniną (z domu Bożych, pochodzącą ze Sławianowa), tatą Marianem i czwórką rodzeństwa mieszkali we dworku. Musieli go jednak opuścić. Był to ziemski majątek, w którym ówcześnie dochodziło do licznych podpaleń. Dziadek pani Agaty był stróżem nocnym, robiło się zatem niebezpiecznie. Ciżmowscy postanowili opuścić rodzinny dom. Zanim to jednak zrobili pan Marian, szukając nowego, zjeździł rowerem niemal cały powiat złotowski. Tym sposobem trafił do Głubczyna. Pracę znalazł w parafii u księdza Maksymiliana Grochowskiego, u którego doglądał zwierząt. Pani Agata miała wtedy 8 lat.

Życie w nowej miejscowości było dobre

– zapewnia nasza rozmówczyni. Ewangelicy i katolicy żyli w zgodzie. Na podwórku rozmawiało się po niemiecku, a w domu po polsku. Nie było wrogości, wszyscy byli zgodną społecznością. We wsi funkcjonowały aż trzy szkoły. Pani Agata, Polka z krwi i kości, trafiła do tej polskiej, którą utworzył ksiądz proboszcz. Placówka mieściła się w budynku należącym do pana Wojciecha Hermanna. Wtedy było to dla Polaków bardzo ważne miejsce. Tutaj podtrzymywali swoją polskość, ucząc jej kolejne pokolenia. Wiedzę młodym mieszkańcom Głubczyna przekazywali Julian Gliszewski oraz Alojzy Biedrzycki. Pani Agata zapamiętała ich doskonale, mimo że do szkoły uczęszczała zaledwie 3 lata. Gdy wybuchła wojna, uczyli się potajemnie. Nie trwało to jednak długo: wieś była pełna niemieckich żołnierzy, zatem stało się to ryzykowne. Nasza rozmówczyni zapewnia jednak raz jeszcze, że mimo wszystko między mieszkańcami nie było agresji. Wyjątek stanowiło jednak Hitlerjugend, które traktowało Polaków, swoich sąsiadów, już zupełnie inaczej.

Nie raz szyby powybijali. Mama też się bała, zawsze zastawiała okna deskami

– wspomina 89–latka. Ostatecznie pani Agata trafiła do szkoły katolickiej, gdzie obecnie mieści się podstawówka.

Mama została zmuszona. Gdyby nas nie posłała do niej, dzieci zostałyby doprowadzone do szkoły przez policję. Poza tym straszyli ją, że na Sybir nas ześlą. Wiele polskich rodzin zresztą z Głubczyna wywieziono

– mówi. Dorośli nie byli wolni od strachu. Dzieci natomiast, jak na ówczesne okoliczności, radziły sobie doskonale.

My znaliśmy niemiecki, było nam zatem łatwiej. Pamiętam jak dziś, jak cały Głubczyn był wypełniony od wojska. Tu, wzdłuż tej głównej drogi jeden samochód za drugim stał. A na górce koło kościoła były czołgi i składy amunicji. My tam chodziliśmy, gadaliśmy z tymi żołnierzami. Pozwalali nam wejść, zobaczyć, bylebyśmy tylko broni nie dotykali

– wspomina....

To tylko fragment artykułu (pozostało 8792 znaków). Aby czytać dalej ...

Subskrypcja na portalu

Zyskaj już dziś pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Wykup subskrypcję

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu