Robert Łobodziński czyli człowiek od skór

Rozmowa o tym jak zamienić hobby w zawód, czym zajmuje się rymarz, a czym kaletnik oraz co można zrobić ze skóry

- Nie ma rzeczy trudnych do wykonania ze skóry, są tylko pracochłonne - mówi Robert. (fot. Aleksandra Piórkowska)
- Nie ma rzeczy trudnych do wykonania ze skóry, są tylko pracochłonne - mówi Robert. (fot. Aleksandra Piórkowska)

Obserwując od kilku lat Twoją działalność związaną z motocyklami odnoszę wrażenie, że przygoda ze skórami rozpoczęła się właśnie przez jednoślady.

Osiemnaście lat temu rozpocząłem pracę w miejscowych zakładach meblarskich. To dało mi początkowe doświadczenie związane z obróbką skór. Pierwszy własny projekt wykonany od początku do końca powstał w 2003 roku. Słusznie zauważyłeś, że miało to związek z motocyklami. Moje stare spodnie na motocykl się rozpadały. Wówczas niełatwo było kupić coś z wieszaka, a jeśli już jakiś towar był dostępny, kosztował sporo pieniędzy. Postanowiłem, że skoro radzę sobie ze skórą, sam uszyję sobie takie spodnie. W kurniku u teściowej znalazłem starą maszynę do szycia marki Łucznik. Pierwsze próby przeszycia skóry się nie powiodły. Wziąłem więc tę maszynę na warsztat, naprawiłem w niej co trzeba, odpowiednio wzmocniłem i przerobiłem. W tej konstrukcji znalazło się m.in. koło pasowe od pralki Frani i napinacze na grube, tapicerskie nici. Do tego doszła stosowna, konkretna igła i maszyna zaczęła przebijać skórę. Ponieważ nie miałem doświadczenia w szyciu ubrań rozłożyłem na fragmenty stare spodnie, żeby stanowiły wzór. Wykroiłem kształty w nowym materiale, zszyłem, przymierzyłem i to było to. Nie musiałem wnosić żadnych poprawek.

Opis zdjęcia

Solidna obroża i smycz z wytłoczonym pupilem - żaden problem (fot. z arch R. Łobodzińskiego)

Wtedy nad głową zapaliła Ci się żarówka, że to może być pomysł na własną działalność?

Robiłem to dla siebie, więc nie rozważałem wówczas takiego scenariusza. Jednak faktem jest, że przy pierwszej okazji, gdy ktoś z motocyklowej braci zauważył moje nowe spodnie i opowiedziałem mu tę historię, zaczęły się pytania: a mnie też zrobisz? Następnie zaczęły się pytania, czy uszyłbym też kamizelkę albo jakąś kurtkę, czy może siodło. Właściwie do 2016 roku to było tylko hobby, ale wtedy skala takich pytań i propozycji zrobiła się tak duża, że postanowiłem całkowicie wycofać się z branży meblarskiej na rzecz własnej manufaktury.

Można nazwać Cię rymarzem, przedstawicielem ginącej profesji?


Pozostało jeszcze 76% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

...

To tylko fragment artykułu (pozostało 11624 znaków). Aby czytać dalej ...

Subskrypcja na portalu

Zyskaj już dziś pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Wykup subskrypcję

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu