Rolnik choruje za dychę

– Stawka 10 zł chorobowego za dzień jest żenująca – mówi sołtys Małego Buczka Paweł Tuschik. – Nieraz mówiłem żonie, że może lepiej poszlibyśmy ulice zamiatać...

Pan Paweł, jak to rolnik, sam naprawia maszyny, więc wie czego się po nich spodziewać
Pan Paweł, jak to rolnik, sam naprawia maszyny, więc wie czego się po nich spodziewać

Panie Pawle, co można zrobić za przysłowiową dychę?

W tej chwili nic, bo za dychę nikt nie chce niczego zrobić. Nawet za głupie zbieranie kamieni trzeba zapłacić za godzinę więcej. A ta dycha chorobowego jest za dzień. Co ja mogę za to zrobić?

Zaznaczmy, że aby dostać 10 zł chorobowego rolnik musi być niezdolny do pracy przez miesiąc, ciągiem.

Czyli może dostać 300 zł miesięcznie. A ja ostatnio na jedną wizytę u lekarza wydałem 150 złotych. To chorobowe jest śmiechu warte.

Może jednak lepiej byłoby, aby rolnicy podlegali pod ZUS? Płaciliby więcej, ale też świadczenia mieliby wyższe.

To niemożliwe. Kilka lat temu rząd miał taki pomysł, ale się z niego wycofał, bo po takiej zmianie za dużo ludzi poszłoby po zapomogi. Rolnicy nie są w stanie zapłacić tych pieniędzy ze swoich dochodów.
Poza tym,  o czym mało kto wie, rolnik płaci dodatkowo 1 zł od 1 ha na osobę ubezpieczenia zdrowotnego.

Chwila, przecież rolnicy otrzymują dotacje z Unii Europejskiej. Polska wieś najbardziej skorzystała na naszym wejściu do wspólnoty.

Dotacje są pomocą, to prawda, ale one wystarczą na nawozy, opryski i tak dalej. Jeśli ktoś ma ziemię wyższej klasy, to zarobi, a ci na gorszych ziemiach mają problem z utrzymaniem się. Dopłaty to tylko wyrównanie cen produktów. Gdy byłem młody, a nie byliśmy wtedy w Unii, to pieniądze za pracę wylatywały mi z kieszeni. Pobrałem ziemię w dzierżawę, o 1 w nocy wracałem z pola, ale to się opłacało. Przy wejściu do UE ceny produktów skoczyły. Tona saletry kosztowała już nie 550 - 600 zł, a 1000 złotych. Prowadzę zapiski co ile kosztowało i ile wydałem (robił to mój dziadek i tata też). Przed wejściem do UE sprzedawałem krowy za
1 zł za kilogram, a za ile ludzie kupują wołowinę w sklepie? Mleko kosztowało 40 groszy.

Teraz kosztuje kilka razy więcej.

Tak, ale za jaką pracę? Nikt by nie chciał jej wykonywać. I przy jakich kosztach produkcji? Nieraz mówiłem żonie, że może lepiej poszlibyśmy ulice zamiatać za najniższą krajową. We dwoje mielibyśmy 3 tys. złotych i mógłbym robić z tymi pieniędzmi co byśmy chcieli. A w gospodarstwie jak się 500 czy 1000 zł zarobi, to trzeba jakąś część czy oponę kupić…
Powiem panu, że w rolnictwie miało być lepiej już gdy byłem dzieckiem. Potem miało być lepiej w latach siedemdziesiątych, w dziewięćdziesiątych i po wejściu do UE też miało być lepiej.

Skoro tak źle, to po co być rolnikiem? Może trzeba rzucić tę pracę?

Pewnie, ale kto mnie przyjmie w wieku 50+? Nawet za granicą mnie nie wezmą, bo będę niewydajny. W gospodarce pracuję od dziecka, z przerwą na wojsko i pół roku pracy w nadleśnictwie. Ale od roku 1988 jestem tutaj bez przerwy. I jestem zmęczony.
Jeszcze gdy miałem czterdzieści lat, skakałem przez wszystkie płoty, a dzisiaj gdy widzę półmetrowy płot, to patrzę gdzie jest furtka.

A w telewizji oglądamy piękne, zmechanizowane i skomputeryzowane gospodarstwa, w których rolnik – menadżer nawet nie brudzi sobie rąk.

Są takie wielkie gospodarstwa, ale są one nieliczne. Poza tym ci wielcy mają kredyty, które spłacać będą kolejne pokolenia. Tymczasem większość rolników ma małe i średnie gospodarstwa i w nich często łączy produkcję roślinną i zwierzęcą, by związać koniec z końcem.

Pan też tak robi, choć gospodaruje Pan na około pięćdziesięciu hektarach.

Za słabą bonitację gleby mam. Z 40 ha ziemi ornej mam ledwie 20 ha przeliczeniowych. Na kilkunastu hektarach mogę butem odgarnąć ziemię i z tego piasku murować.
Choć ten rok jest sprzyjający, bo jest dużo opadów. Ale gdy nie pada, to plony są niewielkie.

Myślał Pan o dodatkowym ubezpieczeniu?

Ci więksi rolnicy na pewno się ubezpieczają, ale takich mniejszych rolników jak ja na to nie stać. Rolnik nie ma czasu i pieniędzy na chorowanie. Choć to zależy jakie choroby, bo niektóre nie są tak drogie.

Co w takim razie zrobić, by stawki chorobowego były wyższe?

To nawet dziecko z przedszkola wie. Trzeba usunąć z systemu pseudorolników, których jest może jedna piąta (choć oni też muszą być gdzieś ubezpieczeni). Wtedy pieniędzy na leczenie będzie więcej. Bo przecież ci udający rolników, a na co dzień żyjący z innej pracy też chorują i wyciągają kasę z KRUSu. Trzeba po prostu sprawdzić kto jest prawdziwym rolnikiem.

A teraz prawdziwy rolnik zaciska zęby i mimo choroby pracuje?

Po co mam brać zwolnienie i się denerwować? Będę pracować i jeździć po lekarzach jednocześnie. Może nawet do szpitala pójdę. Najwyżej nie dożyję do emerytury. Bo gdy tak patrzę po okolicznych wsiach to widzę, że nikt z rolników, którzy od dziecka pracowali w gospodarstwie długo nie żył. Wiele osób nie zdążyło wziąć emerytury lub brało ją rok czy dwa. Rolnictwo to jest bardzo ciężki zawód. Do tego uzależniony głównie od pogody. Można wszystko zrobić dobrze, a i tak nie ma się gwarancji powodzenia i zysku.

Dlatego Pańskie dzieci nie chcą przejąć ojcowizny?

Mam dwoje dzieci, ale nie chcą być na gospodarstwie, bo widziały jak ciężko pracowali ich dziadkowie i widzą jak pracujemy my. Nie chcą takiego życia. Dzień i noc, świątek, piątek i w niedzielę trzeba się uwijać. Nie ma urlopu ani święta. Nawet na pójście do kościoła trzeba sobie wygospodarować czas.
Chodzi też o dochód. Dużo młodzieży wyjechało stąd do pracy na Zachód. Gdy taki młody chłopak zarobi 1300 euro, czyli jakieś 5000 zł i ma wolne weekendy, to on w życiu nie zostanie na gospodarce. I gdzie te 5 tys. na miesiąc? Nie ma szans. Ale może dzieci kiedyś zmienią zdanie?

Już widać, że polska wieś się starzeje. I słabnie. Panu lekarz zalecił, by się Pan oszczędzał.

W jaki sposób? Mam kilkadziesiąt hektarów i bydło mleczne, i pracuję przy tym tylko z małżonką. Kończę właśnie sianokosy, mam 15 ha łąk, które sam muszę skosić, przesuszyć, zrolować i zebrać. Można sobie wyobrazić ile na to trzeba roboczogodzin. Zwłaszcza przy obecnej pogodzie – co obeschnie, to znowu moknie i na nowo trzeba siano obracać.

Zmęczenie może doprowadzić do wypadku. W okresie żniw jest ich w rolnictwie najwięcej.

Mówili o tym ostatnio w telewizji. W rolnictwie jest w ogóle najwięcej wypadków.

Przyzna Pan, że często na własne życzenie rolników. Niektóre ich maszyny są w fatalnym stanie.

No dobrze, może wielu wypadków udałoby się uniknąć gdyby rolnicy lepiej dbali o sprzęt, ale firmy produkujące części zamienne do maszyn sprzedają nam buble. Łożyska, tuleje, sworznie mają luzy fabryczne, przez co szybciej się wyrabiają. Nie ma tutaj żadnej kontroli jakości.
U mnie w gospodarstwie wypadków nie było, bo ja do włączonej maszyny z gołymi rękami nie podchodzę. Na ruchomych częściach są osłony i tego pilnuję. Poza tym większość napraw przeprowadzam sam. A potem sam na tych maszynach pracuję.

To kiedy Pan odpoczywa?

Mój urlop to są zebrania i sesje, bo jestem radnym i sołtysem.
Chorobowe jest żenujące, więc gdy boli, to trochę ratuję się ziołami, czasem do lekarza pójdę. Gdy się skaleczę, to sam sobie radzę. Ale gdy chorowałem na kręgosłup i chodziłem na czworakach, to musiałem poprosić jednego ze starszych rolników, by zasiał mi zboże (osoby niepracujące w rolnictwie nie potrafią ich wykonać). Taka to jest praca w rolnictwie.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu