Rozsądek czy błąd radnych?

Złotowianin jest oburzony postawą rady miejskiej, która nie wyraziła zgody na zmianę planu zagospodarowania przestrzennego. Dzięki niemu miał mieć nabywców-inwestorów na działkę, a miasto korzyści z działalności nowego podatnika. W wyrównanym głosowaniu uchwała nie przeszła

Władysław Thomas apelował do radnych, ale większości nie przekonał
Władysław Thomas apelował do radnych, ale większości nie przekonał

Czytasz tekst premium, który został udostępniony dla wszystkich Czytelników portalu.
Zostań stałym Czytelnikiem.

Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu.


Na ostatniej sesji radni decydowali o przystąpieniu do sporządzenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego miasta w dwóch obszarach: strefy przemysłowej między ulicą Kujańską i Za Dworcem, a także dla terenu położonego przy ulicach Wioślarskiej i Partyzantów.
Dyskusję wywołała pierwsza kwestia. Zmiana planu miała być podjęta za sprawą Władysława Thomasa, który złożył wniosek o zmianę, argumentując to zainteresowaniem inwestorów należącym do niego terenem – dzięki zmianie planu mieliby uruchomić na tym gruncie działalność. Po komisjach, które odbyły się przed sesją było wiadomo, że niektórzy radni nie chcą dać zgody na przystąpienie do zmiany planu, co kosztowałoby miasto spore pieniądze – na komisjach mówiono nawet o kwocie stu tysięcy złotych.

Trudno uwierzyć

Władysław Thomas pojawił się na sesji i zabrał głos. Zaznaczył, że od czterdziestu lat jest właścicielem terenu przy ulicy Brzozowej, którego dotyczyła uchwała.

Odkąd pamiętam, tereny te miały być przeznaczone pod inwestycje przemysłowe. Było robione studium, w urzędzie od czterdziestu lat wisi ciągle ta sama mapa, a żadna zmiana nie została przeprowadzona

– podkreślił, że na dokumencie tym do teraz zaznaczona jest również obwodnica, która miała przechodzić przez jego grunty, a która nigdy w tym miejscu nie powstała. Złotowianin podkreślił, że jedną z przyczyn, które sprawiły, że na gruncie nie doszło przez lata do żadnej inwestycji był rosnący na tym terenie las.

Wreszcie nadszedł czas na wyrąb lasu. Dostałem zezwolenie

– przekonywał radnych, że pozostały po nim dwie działki idealnie nadające się pod przemysłowe inwestycje.

Przygotowałem działki i są praktycznie do zagospodarowania od zaraz. W takim momencie dowiedziałem się, że następuje coś, w co trudno uwierzyć

– nawiązał do niechęci części radnych do podjęcia uchwały o zmianie planu.

Dołoży do kosztów

Poprzedni burmistrz, Stanisław Wełniak, w 1996 roku (…) obiecał na piśmie, które znajduje się w urzędzie, że do 2000 roku tereny te będą przekształcone na przemysłowe i przygotowane dla inwestorów

– tymi słowami Władysław Thomas zwrócił się przede wszystkim do radnego Jerzego Kołodziejczyka, wieloletniego zastępcy burmistrza Złotowa.

Minęły 22 lata i nic nie zrobiono. Działki mam gotowe, inwestor może wchodzić, ale nie chce czekać, aż urzędnicy dokonają przekształceń

– podkreślał, że inwestor chce wejść na gotowe i działać. Stwierdził, że w mieście wiele mówi się o potrzebie inwestowania, ale działania tego nie potwierdzają. Za wzór W. Thomas wskazał gminę Złotów i to, jak rozwija się strefa wokół miasta.

Tam bardzo szybko podejmują stosowne decyzje

– mówił o wójcie i gminnych radnych.

Trzeba przyjąć jakieś priorytety w sprawach gospodarczych

– zachęcał miejskich radnych przed głosowaniem. Zadeklarował gotowość częściowego pokrycia kosztów przygotowania planu.

Na ile będzie to możliwe

– podkreślił, że nie chce czekać kolejnych dekad na zmianę. Władysław Thomas w rozmowie telefonicznej wyjaśnił nam dlaczego tak bardzo zależy mu na uchwaleniu planu zagospodarowania, skoro inwestor może budować na podstawie warunków zabudowy wydanych przez burmistrza.

Jeśli nie będzie planu muszę te działki ponownie zalesić. Taką mam decyzję ze starostwa powiatowego, od której nie mogę się odwołać, może to zrobić tylko burmistrz

– wyjaśnia właściciel około 25 hektarów gruntu, który przyznał, że potencjalny inwestor zwrócił się o wydanie warunków zabudowy do burmistrza i czeka na decyzję.

Przy okazji

Władysława Thomasa poparł burmistrz.

Trzeba zdejmować te bariery jak tylko możemy. Plan pozwala nam w sposób harmonijny, zrównoważony, rozwijać miasto, jest najlepszym narzędziem do zainteresowania inwestorów

– Adam Pulit uznał, że nie powinno być przeszkodą to, że inwestor chce zlokalizować kapitał na prywatnym gruncie.

To miejsca pracy, to powierzchnia do opodatkowania

– argumentował. Jego zdaniem należy zmieniać przeznaczenie gruntów leśnych i rolnych, gdy jest to wskazane, jak w tym przypadku.

W tym obszarze mamy inne bolączki, które trzeba rozwiązać

– mówiąc o tym, dlaczego plan ma objąć tak obszerny teren, burmistrz nawiązał do „placu cyrkowego”…

Który jest gruntem miasta i nie znalazł do tej pory zainteresowania w żaden sposób. Droga, która go ogranicza, ulica Sosnowa, jest właściwie wyjeżdżoną zwyczajowo drogą. Chciałem ją zmodernizować, ale nie mogłem, bo nie jest wydzielona i właściwie geodezyjnie nie istnieje

– zdaniem Adama Pulita jest kilka zagadnień, które przy okazji zmiany planu miasto również może załatwić. Dodał też, że firma ENGIE oraz Miejski Zakład Wodociągów i Kanalizacji wnoszą o zalegalizowanie pasów technicznych, co także można uwzględnić w planie.

Radna Agnieszka Jęsiek–Barabasz również zabrała głos przed głosowaniem. Podkreśliła, że rozmawiała z mieszkańcami ulicy Sosnowej…

Są za tą zmianą ze względu na to, że uregulowałyby się ich sprawy związane z tą ulicą. Przede wszystkim problem z MZWiK–iem i kanalizacją

– jej zdaniem należało wsłuchać się w głosy tych mieszkańców.

Dlatego sprzeciw

Na wypowiedź radnej Jerzy Kołodziejczyk oznajmił, że nie jest to jedyny problem, jaki od lat występuje na tej ulicy. Radny podkreślił, że nigdy nie było zresztą zgody na lokalizowanie funkcji mieszkaniowej w tej części miasta.

Na pewno przy zmianie planu ta sprawa wróci

– zapowiedział, bo, jak przyznał, do zmiany planu musi dojść, ale nie teraz.

Druga rzecz to zakres opracowania planu. Naprawdę nie widzę potrzeby, żeby opracowywać plan dla tej strefy przemysłowej od ulicy Kujańskiej praktycznie do ulicy Za Dworcem. Sytuacja jest taka, że te zakłady mają swoje tereny, praktycznie 90% tego opracowania to tereny prywatne zakładów, które tam istnieją. I oni doskonale sobie radzą w zagospodarowaniu terenu poprzez decyzje o warunkach zabudowy. Nie ma sensu wydawać naprawdę dużych pieniędzy na opracowanie planu…

– stwierdził J. Kołodziejczyk.

I sprawa, moim zdaniem, najbardziej istotna, czyli to, że w tym roku przystąpimy do oceny planów zagospodarowania i oceny studium zagospodarowania przestrzennego

– przypomniał, że mija w tym roku trzynaście lat, jak studium zostało uchwalone, a skoro zmiany mają być kompleksowo omawiane za kilka miesięcy, wnoszenie ich na tym etapie mija się z celem.

Nie wyobrażam sobie, żebyśmy przystępowali teraz do uchwalania następnych planów bez obejrzenia tego studium i ewentualnych zmian, których konieczność zajdzie. Dodam jeszcze, że po tym naszym studium, i to bodaj z dziesięć lat później, może osiem, swoje studium uchwaliła gmina Złotów. My w naszych rozwiązaniach musimy również uwzględnić te rozwiązania, które oni proponują, zwłaszcza jeśli chodzi o rozwiązania drogowe. Trzeba będzie też sprawdzić to wszystko pod kątem, czy nasze tereny przemysłowe nie będą wchodziły w tereny mieszkalne gminy

– zaznaczył były wiceburmistrz Złotowa. Tymi wypowiedziami argumentował swój sprzeciw do uchwały, dodając…

Z taką perspektywą, że w następnej kadencji należy przystąpić do zmiany studium i wtedy dopiero rozstrzygać te wszystkie sprawy.

Od tego należało zacząć

Adam Pulit skomentował wypowiedź radnego Kołodziejczyka, oceniając, że propozycja byłego zastępcy burmistrza przeczy potrzebie sprawności działania samorządu.

Jeżeli odłożymy to w czasie, sami macie państwo odpowiedź na pytanie, jak sprawnie działamy, czy ten inwestor będzie do zatrzymania i czy wykorzystamy potencjał tego terenu do rozbudowy zakresu przemysłowego

– skomentował. I dodał:

To co pan mówił nie jest zgodne z prawem. Może wtedy jak pan pracował były inne przepisy, teraz są inne. Dzisiaj wprost się mówi, że kiedy uchwala się plan miejscowy, w wyniku którego następuje zmiana przeznaczenia dróg rolnych i leśnych na cele nierolnicze i nieleśne, sporządza się dla całego obszaru przeznaczonego w studium. I to jest aktualna podstawa prawna, której jestem zobowiązany przestrzegać.

W dyskusję włączył się Krzysztof Koronkiewicz. Radny oznajmił, że po komisjach nie wiedział, czy być za, czy przeciw tej uchwale, ale po wysłuchaniu Władysława Thomasa poprze uchwałę.

Myślę, że nie możemy tego trzymać na przyszły rok. Będzie nowa rada, stary albo nowy burmistrz

– jego zdaniem procedura ponownie zostanie na jakiś czas zablokowana.

Trochę logiki

– K. Koronkiewicz zachęcał, żeby ponownie nie odkładać tematu.

Krystian Cichański zasugerował, że cała dyskusja jest jałowa w kontekście tego, że tak naprawdę radni nic nie wiedzą o rzekomym inwestorze i o tym, czy rzeczywiście jest tak poważnie zainteresowany tym gruntem.

Od tego pytania powinniśmy wyjść. Zmiana planu przestrzennego nie dzieje się z miesiąca na miesiąc, to trwa około roku jeśli nie dłużej

– mówił, że może się okazać, iż dzisiaj w temacie panuje spora presja, rada da zielone światło, ruszą działania, pieniądze będą wydane, a inwestor… Krystian Cichański przyznał wprost, że o żadnym inwestorze nie słyszał. W podobny sposób wypowiedział się Henryk Golla.

Może jest pan w stanie potwierdzić, że rozmowy są tak zaawansowane, że warto do tego planu przystąpić?

– zwrócił się do burmistrza Krystian Cichański.

Co to za inwestor?

Jerzy Kołodziejczyk dodał, że na obszarze, który obejmuje uchwała, mieści się zabudowa mieszkaniowa i hektarowa działka.

Nie chciałbym być czarnowidzem, ale sądzę, że jak tam zostanie uchwalona strefa przemysłowa, ci ludzie wystąpią o wykup tej działki razem z tym budynkiem i niestety, ale będą mieli rację

– były wiceburmistrz przestrzegał, że to spowoduje kolejne koszty w budżecie. Przewodniczący rady Krzysztof Żelichowski zapytał, czy miasto rzeczywiście będzie miało obowiązek wykupu. Burmistrz nie odpowiedział na te pytania, stwierdził, że do tych kwestii musieliby się odnieść merytoryczni pracownicy magistratu. Krzysztof Żelichowski odparł, że radni mają podjąć uchwałę na sesji, więc na niej powinni poznać wszystkie za i przeciw. Głos zabrał radca prawny urzędu.

Oczywiście jest tak, że jeśli w przypadku zmiany planu nastąpi utrata wartości nieruchomości, takiemu właścicielowi przysługują odpowiednie roszczenia, w tym odszkodowawcze, które mogą dotknąć budżetu

– przyznał Paweł Tabor, dodając, że podobnie działa to w drugą stronę.

Natomiast na tym etapie trudno mówić o szczególnych roszczeniach, bo nie znamy treści planu

– dodał radca prawny.

Odpowiedź dotycząca inwestora wciąż nie padała, radny Żelichowski przyznał jedynie, że słyszał, że w miejscu tym ma powstać jakieś składowisko. Wiceburmistrz Małgorzata Chołodowska dodała, opierając się na piśmie od Władysława Thomasa, że jest kilku zainteresowanych kupnem gruntu, jednak nie chcą boksować się z urzędami, lecz od razu budować hale produkcyjne i prowadzić działalność gospodarczą. Żadne dodatkowe informacje nie padły. Uchwała nie zyskała poparcia większości: siedmioro radnych zagłosowało za, siedmioro przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu.
Nad planem dla Wioślarskiej i Partyzantów nie było podczas sesji dłuższej dyskusji, jedynie na komisjach. W zasadniczej części uchwała pozwala na rozbudowę Centrum Wypoczynkowo–Konferencyjnego Zacisze.

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu