:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Biznes i praca, Śmierdzi żywi - zdjęcie, fotografia
Portal zlotowskie.pl 04/09/2018 09:49

Jednym wywraca wnętrzności, innym już nie szkodzi. Jak żyje się z zapachem kompostowni za progiem?

Jest sprawiedliwy, dzieli wieś na pół. Raz jest u tych z bloków, co to im je pegeer postawił, raz w okolicach kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Tego, co to się w nim okien nie otwiera. Bo jak się otworzy, to może już się nie zamkną. A to spore ryzyko, bo smród jest taki, że, jak pisał Włodzimierz Nowak, wchodzi głęboko w nozdrza, układa się w mózgu i nie chce wyjść przez tygodnie.

Smród. Fetor. Odór. Smrodek. Jednym działa na nerwy, jakby ktoś je drapał zębami widelca*, inni do niego przywykli. 

Ja tam mówię, że jak nie śmierdzi, to nie mają ludzie pracy. Jak śmierdzi, to ludzie pracują

– opowiada mieszkanka Borucina. Staje na ganku, przodem do kompostowni, zaciąga się i mówi:

O widzi pan, jak coś tam ruszą, to czasem zaleci.

Inna, bardziej wyczulona, choć z kompostownią i pieczarkarnią umową związana, czuje inaczej:

Ludzie przejeżdżają, to się śmieją: o, Borucino, po zapachu poznają.

Borucino to niewielka wieś w gminie Okonek. Jest tu sklep po geesie, dziś w prywatnych rękach, z zaciekami na suficie, jest kościół kłujący niebo strzelistą wieżą i kilkaset dusz. Takich jak wszędzie, coraz luźniej związanych z Kościołem. Kiedyś na kolejkę do sprzątania świątyni dwa i pół roku się czekało, dziś o połowę krócej. Chętnych do zamiatania, mycia i ukwiecania domu bożego coraz mniej.

Bo tam trzeba 50 zł na kwiaty rzucić...

– wyjaśnia mieszkanka wsi.

Na portalu „Fajna Polska” czytamy: Polska naprawdę jest fajna, zobacz to, czego nie widzą inni. Na mapce jest też Borucino, zaznaczone czerwoną łezką. Informacji zero, jakby nigdy nikt tu nie był. Albo gorzej – nie znalazł tutaj niczego „fajnego”.

Tymczasem wieś położona 9 km od Jastrowia ma ciekawą historię. To typowa ulicówka, niegdyś przydworska, która pod koniec XX wieku liczyła 50 numerów (przez poprzednie 200 lat ledwo się podwoiła). Założona została w 1579 r. przez Klausa Sommitza, na polecenie księcia Jana Fryderyka. W dokumencie „Szczegółowe Opisanie Współczesnego Stanu Przedniego i Tylnego Pomorza (wchodzącego w skład) królewskiego Księstwa Pruskiego wydane przez L.W. Brügemann’a w Szczecinie w 1784. roku czytamy: „Burzen (Borucino) posiadłość rycerska (szlachecka) ½ mili na poł.–zachód od Ratzebuhr (Okonka), 13 chłopów, 7 chałupników, 1. karczma, 1. kuźnia, 1 nauczyciel, 25 dymów (obejść), kościół podległy synodowi w Neu–Stettin (Szczecinku), ale od 1711 został filią kościoła w Hasenfier (Ciosańcu), w 1623 przybył pastor i zamieszkał w Borucinie; urodzajna rola, dobre pastwiska, drzewa (drewno) bukowe i świerkowe, ale nie ma żadnego rybołówstwa; graniczy z rzeką Czarną i zachodnio–pomorskim miastem Jastrow (Jastrowie). (Borucino) stanowiło dawne lenno rodzin von Falk i von Münchow i przeszło w posiadanie starosty Aegidiusza Christopha von der Osten jako nowe lenno Ostenów. Po podziale w dniu 9 marca 1742 przeszło na pogrobowego syna starosty Gerarda Kazimierza, referendarza trybunału Aegidiusza Georga Wilhelma von der Osten, który między 12 i 13 lipca 1773 wraz ze swą matką i siostrą osiadł oddzielnie w tym majątku.”

Był sobie PGR

W 1996 roku o szóstej rano Borucino jest ciemne. Zwłaszcza zimą. Bezrobocie w gminie Okonek dobija procentami do mocy polskiej wódki, a w B. pewnie przebija pędzony tu i ówdzie samogon.

Na kilkuset mieszkańców pracę ma jedna pani. Rano boi się iść przez wieś, bo jest ciemno, wszyscy śpią

– twierdzi Roman Frąk z firmy Okechamp – jednego z największych na świecie producentów pieczarek. Firmy, która uratuje ludzi porzuconych przez Państwowe Gospodarstwo Rolne (o tym za chwilę). W literaturze traktującej o przemianach gospodarczych w Polsce po upadku komunizmu nazywa się ich sierotami. Skoro tak, to Borucino jest jednym wielkim sierocińcem. Bidulem tych, którzy do niedawna żyli z pracy w ponad 1400 ha gospodarce. Tych, co to zajmowali się chowem krów, cieląt, koni...

Dziś większość z nich ma nowy dom – Okechamp. Firmę, która sama siebie dzieli na dywizje, jakby rzeczywiście składała się z różnych formacji wojska.
Tymczasem dla laików rozkłada się prosto – na pieczarkarnię, która nie zatruwa życia i daje jeść oraz kompostownię, która chwilami zieje oparami niczym smok wawelski. – Dusimy się normalnie jak psy – mówi małżeństwo, które mieszka w jednym z bloków przy wjeździe do wsi. Na termometrze jest ponad 30 stopni, więc smród z „pracującego” kompostu lepi się do człowieka jak rozgrzana smoła do butów.

W domu to bardzo czuć. Ostatnio jest masakra. Ludzie okna zamykają, bo nie idzie wytrzymać – twierdzi kobieta, która od kilkunastu lat pracuje w pieczarkarni. Tam, w wentylowanych i klimatyzowanych halach nic nie śmierdzi. Gorzej jest w domu. Na ogrodzie posiedzieć czasem nie można, tak dusi. Ale żyć się z tym da?

– pytam.

No da, chociaż nieraz człowiek by wolał, żeby się nie dało…

Dziś bloki mają wolne, fetor czuć w okolicach sklepu. Budynek z metalowymi prętami zespawanymi w kształt kwiatu pamięta czasy pegeeru. Tak samo jak otaczający budynek rudy płot ozdobiony reklamami piw. W sklepie ludzie narzekają wspólnie. W grupie zawsze raźniej.

To jest nie do zniesienia, w tym roku jest tragedia

– słowa klientów relacjonuje ekspedientka. Rodowita borucinianka uciekła do oddalonego o kilka kilometrów Pniewa. Znalazła tam miłość, ale nie spokój.

Teraz dwa dni z rzędu budziłam się i „to” czułam. Mówię do męża: ja pierdzielę, czuję sam smród z pieczarek

– opowiada oparta o ladę. Kobieta nie wierzy, że ze smrodem z kompostowni nie da się niczego zrobić. Podejrzewa, że firma nie tylko kurzy nawóz ze słomą tam miesza. Musi być w tym jakaś chemia, zastanawia się. No bo dlaczego drzewka, które posadzili uschły? A dzieci to dlaczego chorują? Astmy, alergie mają…

Nie wiem, tak tylko to sobie tłumaczę jako człowiek. To jest chemia tam, to nie śmierdzi samo z siebie. Co sobie to sobie, ale oni to muszą mieszać z jakąś chemią, żeby to wyrosło. Przecież to nie wyrośnie grzyb na zwykłym gnoju...

Czasami w Borucinie rzeczywiście chce się ż..., nieważne że pisane z błędem


Na królewskim stole

Pierwsi na pieczarkę wpadli Chińczycy, którzy uprawiali wiele gatunków grzybów. W Europie zaś rozsmakowali się w niej Francuzi. Pieczarka była drogim rarytasem. Firma Okechamp zachwalając swój produkt powołuje się na słynnego znawcę kuchni Anthelme’a Brillat–Savarina. Ten prawnik, sędzia i miłośnik kuchni, w wydanej w 1825 roku książce „Fizjologia smaku” zalecał podawać pieczarki z takimi specjałami jak raki, kapary czy najlepsze gatunki wina i koniaku. Z Francji te białe aromatyczne grzyby trafiły na stoły w całej Europie. Z pewnością rosły wówczas bez sztucznych dodatków. – W uprawie pieczarek nie stosuje się w ogóle substancji chemicznych. Jedynym sposobem stymulacji ich wzrostu i ochrony jest stabilizacja temperatury i wilgotności powietrza. Można więc powiedzieć, że to jedno z niewielu warzyw produkowane w 100% metodą naturalną – twierdzą specjaliści z Okechampu.

Pieczarki spotkać też można w naturze. Pieczarka łąkowa (Agaricus campestris) rośnie na łąkach i skrajach lasów. W Europie występuje ok. 60 gatunków pieczarek. Wśród nich są nie tylko gatunki jadalne, ale także trujące, jak pieczarka żółtawa.

Firma z Borucina zachwala walory smakowe i lecznicze swoich grzybów. Podaje, że zawierają one sporo potasu, żelaza, miedzi oraz witamin, głównie D i B2. Podobno też mogą pomóc w profilaktyce leczenia raka piersi i prostaty.

Według badań Eurostatu, Polska, obok Holandii, jest liderem w produkcji pieczarek w Europie i jako jedyny kraj notuje tendencję wzrostową. Rocznie na naszym kontynencie produkuje się ok. 1 mln ton pieczarek. Według szacunków branży, co czwarta pieczarka spożywana w Europie pochodzi z naszego kraju. Według danych Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych w Polsce produkcją pieczarek zajmuje się ok. 5 tys. firm. Większość z nich posiada uprawy na powierzchni kilkuset metrów i produkuje pieczarki sezonowo – od września do maja. Okechmp robi to przez cały rok na powierzchni 40 tys. m kwadratowych.

– Pieczarkarnia była, jest i będzie, bo budują halę dalej – uważa była pracownica firmy. Jej zdaniem po wielu latach w Borucinie firma lokalizacji nie zmieni.

Oni się już z tego nie wycofają, bo tu za duży kapitał jest włożony, a Holendrzy są zadowoleni z polskich pracowników

– mówi posiłkując się pamięcią córki. Razem wyliczają, że Okechamp działa tu 25 lat. Widać brak wydarzeń kurczy czas. W rzeczywistości spółka powstała w 1997 roku, a dwa lata później zaczęła we wsi produkcję pieczarek. W międzyczasie uruchomiła produkcję kompostu.

To ta działalność jest problemem Borucina. To odór z kompostowni sprawia, że rodzonych tu ludzi zostaje coraz mniej, a nowi nie chcą się osiedlać. – Jak ktoś chce mieszkanie kupić i przyjedzie oglądać gdy nie śmierdzi, to jest zafascynowany. Jednym tak się spodobało! A przyjechali drugi raz, a tu tak śmierdziało, że kobieta powiedziała: w życiu!

Nos w kompost

Niemiec wiedział co robi

– przekonuje Roman Frąk z firmy Okeczamp gdy pytam o lokalizację kompostowni. – Gospodarstwo posadowił tak, że większość zapachów wiatr zabiera w drugą stronę, od wsi – mówi, gdy spotykamy się w siedzibie firmy. Przy pieczarkarniach rzeczywiście nie śmierdzi. Pan Roman zachwala nowoczesną technologię, zresztą porządek widać tu na każdym kroku. Od bramy z ochroniarzem poczynając. Jedziemy jednak do kompostowni, by powąchać temat u źródła.
Na ogromnym, wybetonowanym placu zalegają tony słomy mieszanej z kurzakiem. Kurzy pomiot to doskonały nawóz – pełen azotu i wapnia. Zastosowany wprost „spala” rośliny, ale po zmieszaniu ze słomą zmienia się w idealny kompost pod produkcję grzybów. Składniki mieszane są za pomocą wysokich i szerokich na kilka merów kombajnów. Jest bezwietrznie, więc powietrze jest wolne od fetoru. Dopiero przewożony przez wielkie ładowarki materiał paruje i wydziela charakterystyczny zapach. Intensywny, aż gęsty. Ale nie śmierdzi tak, jak kilka dni wcześniej w centrum Borucina. Roman Frąk tłumaczy, że to dzięki napowietrzaniu. Wzdłuż placu biegną rowki, którymi do nawozu dostarczane jest powietrze, dzięki czemu nie zachodzą w nim procesy gnilne.

Po wstępnej obróbce materiał trafia do tuneli pasteryzacyjnych (na terenie firmy jest ich ponad 40). Tu także jest napowietrzany. Z kolei odcieki trafiają do specjalnego zbiornika – kosztował 2 mln złotych. R. Frąk zapewnia, że firma  dba o ekologię.

To kosztuje, ale nie możemy na tym oszczędzać

– twierdzi. 

Idziemy zobaczyć końcowy etap produkcji. W hali gotowy kompost czeka na zapakowanie w białe foliowe worki z logo firmy. Jest suchy niczym trociny i w ogóle nie cuchnie. Teraz rozumiem co miała na myśli jedna z mieszkanek wsi, gdy mówiła, że Holendrzy wkładają nosy w kompost i nic im nie śmierdzi.

Rocznie Okechamp produkuje kilkadziesiąt tysięcy ton kompostu. Współpracuje w tym zakresie z rolnikami z regionu. Oni dostarczają do kompostowni słomę (do Borucina suną ciężarówki i ciągniki załadowane balotami), w zamian dostają resztki podłoża użytego do produkcji grzybów. Roman Frąk przekonuje, że pieczarka wszystkich składników z kompostu nie wyciągnie. Podaje przykład jednego z rolników, który niemal wyjałowioną glebę przywrócił do stanu używalności. Dzięki pokompostowi.

Aż do śmierci

Okazuje się, że Borucino miewa wolne od smrodu. Czasem przez wiele dni ludzie nie pamiętają, że mają pod nosem kompostownię. A potem przychodzi taki dzień, że fetor wywraca im wnętrzności. Dzień, w którym miejscowi mówią: „Porażka, ale trzeba żyć”.

I żyją. Gdy pytam młodych o odór z kompostowni, to wzruszają ramionami. Na oko trzynastoletni chłopak mówi, że wcale mu on nie przeszkadza. Nieco starsze dziewczęta zagadnięte na przystanku twierdzą, że owszem, chcą się wyrwać z Borucina, ale wcale nie przez zapachy. Po prostu. Może nie chcą być jak starzy mieszkańcy, którzy narzekają. Na brak autobusu do Okonka czy Jastrowia, jakby utknęli między tymi miasteczkami. Na „dmuchany” chleb w sklepie, taki co to idzie go zdusić jak watę cukrową, i brak chętnych na mieszkania (trzeba tu żyć aż do śmierci – mówią).

Być może po prostu nie chcą się wiązać z pieczarkarnią, a w Borucinie byliby na nią skazani. Choć z drugiej strony Okechamp jest w tej popegeerowskiej wsi jak szalupa na pustym morzu. Wsi właściwie bez rolników.

Pieczarkarnia podstawia autobus, który zwozi ludzi z okolicy, zjeżdża z górki i już jest się w zakładzie. Firma płaci na czas, organizuje festyny, przez fundację pomaga dzieciom pracowników. A że czasem smrodzi tak, że za żadne pieniądze człowiek nie chciałby tego wąchać? Był czas przywyknąć, mówią jedni. Coś z tym trzeba zrobić, wołają inni.

Tymczasem, co podkreśla Roman Frąk, w Polsce wciąż nie ma ustawy antyodorowej. Prace nad nią wleką się latami (dziś odpowiedzialny za nią jest Główny Inspektorat Ochrony Środowiska), a ta opieszałość dziwi w obliczu stwierdzeń specjalistów, że mierzenie odorów – ich intensywności i częstotliwości – jest łatwe. Kłopotliwa jest natomiast ocen ich uciążliwości. Wszystko zależy od wrażliwości nosa. A nos, jak wiadomo, każdy ma swój.

Łukasz Opłatek

*Anthony Doerr „Światło, którego nie widać”

Reklama

Śmierdzi, ale żywi komentarze opinie

  • Czesław - niezalogowany 2018-09-04 15:25:31

    Gdyby nie Okechamp Borucino by dawno zaorano.

  • Zażenowany.... - niezalogowany 2018-09-04 16:34:33

    Moze i by zaorano...ale ludzie żyli by mimo to....a w tej firmie obiecuja gruszki na wierzbie...zarobic zwyklym szarym pracownikom nie dadzą ...tylko wymieniają....sie stołkami...i wiecznie im mało i ma mało...zbliza sie podwyrzka krajowa...bo na inna nie ma co liczyć...wiec upierdola premie jak zwykle to robią....ale cóż ....nauczyli sie mówić...to sie zwolnij....a zarabiaja wiecej ci co kradna i podpierd.....ja.!!dzis takich się docenia...pozdrawiam i miłej pracy

  • Gość - niezalogowany 2018-09-05 15:45:28

    Ok już tak nie narzekajcie 2.5tys na rękę i jeszcze wam mało.... Jak tak wam źle to do Dino jeździjcie może tam docenicie to co macie na miejscu ewentualnie do okonka do tartaku a później o własne pieniądze się będziecie prosić a jak dobrze pójdzie to przez sąd dostaniecie!!!!

  • Zażenowany.... - niezalogowany 2018-09-06 07:40:27

    "Gościu "...to zapraszamy po te 2.5 tysiąca......jesli nawilzasz pupę wazeliną ...moze tyle dostaniesz....z czego i tak bedziesz musiał wyciagnąć by dojechac ...bo nie wszyscy moga jeździć zapewnionym autobusem za który wszyscy płacimy....

  • gość 2018-09-06 09:23:54

    Wow ja codziennie do pracy 15 KM ponad własnym autem albo rowerem nikt mi nie zapewnia transportu. Pieniądze są jakie są. Co do waszego zapachu w Borucinie to przy zapachu ze Złotowskiego chociażby wysypiska to jest pikuś. Pragnę nadmienić że w każdej wiosce minimum jeden rolnik co jakiś czas leję gnojówę na swoje pole i śmierdzi o wiele gorzej niż u was nie macie co narzekać.

  • Popo - niezalogowany 2018-09-06 22:28:26

    Po Borucine bizony pędzą

  • POPEK - niezalogowany 2018-09-06 22:30:20

    Aż mnie jaja za przeproszeniem hehe swędzą ;)

  • Gość 3 - niezalogowany 2018-09-07 21:09:57

    Trochę chyba za kolorowo napisane. Jakie autobusy??? Owszem są Ale nie dla Wszystkich . Festyny??? Hmmmmm.....dawno i nie prawda. A śmierdzi tak że nozdrza się wywijają na drugą stronę. Mają i to dużo osoby na stanowiskach może i tak nie wnikam A zwykłym pracownikom nie dadzą zarobić. Pracownik z 10 letnim stażem zarabia tyle samo co świeżo zatrudniony. Powinni wypowiedzieć się pracownicy i opowiedzieć jak ich kaszel męczy i to nie od papierosów.....

  • Hanuś - niezalogowany 2018-09-09 10:22:17

    Dobrze jest się pomądrować jak się tam nie mieszka. Ten smród w nocy człowieka budzi,drzewa usychają,ludzi coraz więcej jest chorych -od czego ???? Praca jest owszem za pieniądze jakie wszędzie oferują,ludzie w dni wolne idą na umowę zlecenia żeby więcej zarobić może z tąd kwota 2.500 tyś a gdzie czas dla rodziny i na odpoczynek ??? Szkoda że szlachta z Jastrowia nie mieszka w Borucinie bo ciekawe czy byli by zadowoleni z zapachów???Sami mieszkają z dala od miejskiego zgiełku a robole niech wąchają i zapier........ją za marne grosze.SZKODA SŁÓW !!!!!!!!!!

  • Zażenowany.. - niezalogowany 2018-09-09 13:51:41

    Hanus...zgadzam sie z toba w 100% ale dla sprostowania ....jest kilku takich cwaniaków....co zleconka za dodatkowa kese robia w czasie godzin pracy.....a robota pozostawiona ..innym robolom......a samemu mimo Łochów roboczych wydaje sie że siedzi przy biurku w krawacie...a ręce lewe do roboty...i jeszcze jedno sam byl robolem i zapomniał jak sam dygał ale wraz ze zmiana stanowiska wyżej poprzewracało się w głowach... co niektórym...znecanie sie psychiczne...i ganianie jak psa...jest chyba karalne....a co niektorzy udają że nic sie nie dzieję....a dla czego bo wszystko mimo i tak zamiataja pod dywan....robota moze i nie jest az taka zła...ale szacunek dla innych a przede wszystkim dla samego siebie po przekroczeniu bramy nie istnieje....choc tyle się o tym mówiło....ale to tak jak wespniesz sie na szczyt góry...i uslyszysz tylko puste echo.....

  • Hanuś - niezalogowany 2018-09-09 18:32:01

    Też tam pracowałam paręnaście lat i szczerze ???? NIE MAM ZAMIARU WRACAĆ !!! Auta służbowe na prywatne wyjazdy no tylko pozazdrościć !!! Szkoda że do kibla nie jeżdżą bo darmowe paliwo. Nie jednemu firma dupę uratowała i tak jak piszesz zmiana stanowiska odbiła do głowy . Powinien zarząd zwolnić co niektórych za UCZCIWĄ pracę to ciekawa jestem jak długo by popracowali za 2100 brutto ??? Szkoda słów na to wszystko naprawdę !!! Szkoda tylko tych ludzi co idą do pracy i nie wiedzą o której wrócą.

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Kopanie stawów

Świadczymy usługi kopania i pogłębiania STAWÓW - w promieniu około 100 km od 89-300 Wyrzyska. Posiadamy własne koparki gąsienicowe oraz..


Zobacz ogłoszenie

Kupię Mieszkanie Bezczynszowe

Młode małżeństwo kupi mieszkanie w Złotowie! może być do remontu, min.3-pokojowe. Bezpośrednio!


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"