Starsza Pani narozrabiała - nowe fakty w sprawie składowiska chemikaliów

Trop w sprawie 300 ton chemikaliów, nielegalnie składowanych w Jastrowiu, prowadzi do firmy widmo, której prezesem jest... 73-letnia kobieta

(rys. Karol Bobkowski)
(rys. Karol Bobkowski)

Czytasz tekst premium udostępniony specjalnie dla Ciebie.
Zostań stałym Czytelnikiem portalu


Pod koniec marca w Jastrowiu na jednej z posesji przy ul. Narutowicza odkryto nielegalne składowisko odpadów chemicznych. Po tym jak o sprawie doniesiono policji, do akcji wkroczyły także prokuratura oraz Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Już wtedy podejrzewano, że jest to kolejny przypadek popularnego, szczególnie w zachodniej Polsce, procederu. Polega on na tym, że firma zarabia na odbiorze groźnych odpadów od przedsiębiorstw zza zachodniej granicy, po czym zamiast je zgodnie z prawem utylizować, porzuca je w Polsce. Gdy działania podejmuje policja, często okazuje się, że firmy już nie ma lub jest zarejestrowana na tzw. słupa, często starszą osobę. Faktycznych sprawców trudno jest namierzyć. Najgłośniejszą tego typu sprawą było odnalezienie tysięcy ton odpadów w hangarach na pilskim lotnisku. Firma zwożąca chemikalia była zarejestrowana na 60-letniego rencistę z Poznania, który okazał się niewypłacalny, a utylizacja odpadów kosztowała ok. 10 mln zł.

Bizneswoman czy słup?

Po dwóch miesiącach od odkrycia składowiska w Jastrowiu można powiedzieć, że pierwsze przypuszczenia się potwierdziły. Kontrola przeprowadzona przez WIOŚ stwierdziła, że na działce przy ul. Narutowicza znajduje się około 300 t zapakowanych w beczki i różnego rodzaju inne pojemniki chemikaliów, głównie lakierów, farb i rozpuszczalników organicznych. Choć udało się namierzyć firmę, która dzierżawiła teren od prywatnego właściciela (ten twierdzi, że nie wiedział o tym, w jakim celu jest wykorzystywana jego działka), to jednak dotąd nie udało się nawiązać z nią kontaktu. Dowiedzieliśmy się tylko, że na czele spółki stoi 73-letnia prezes, która albo jest bardzo przedsiębiorcza, bo widnieje jako członek zarządu w jeszcze kilku spółkach, albo, co bardziej prawdopodobne, została wykorzystana jako tzw. słup. Wiemy też, że udało się dotrzeć do firmy, która wcześniej była właścicielem odpadów i być może dzięki niej uda się zidentyfikować faktycznych sprawców porzucenia chemikaliów w Jastrowiu. Od urzędnika WIOŚ mamy informację, że w związku z podejrzeniem międzynarodowego przemieszczenia odpadów o sprawie poinformowano Generalnego Inspektora Ochrony Środowiska.

Kto posprząta?

Śledztwo w sprawie trwa, a odpady nadal znajdują się w Jastrowiu - nie stwarzają ponoć niebezpieczeństwa. Burmistrz Piotr Wojtiuk zapewnia, że po otrzymaniu stosownej informacji od WIOŚ podejmie wkrótce procedurę administracyjną zmierzającą do ich usunięcia i utylizacji. Wszystko wskazuje na to, że zobowiązany zostanie do tego właściciel działki. Wszystko dlatego, że nie można skutecznie skontaktować się z nikim z firmy, która dzierżawiła teren, a poza tym umowa ta jest już nieaktualna, więc to właściciel terenu odpowiada za to, co się tam znajduje. Można jednak przypuszczać, że koszty utylizacji, które w podobnych sprawach idą w miliony złotych, przewyższą możliwości właściciela. W takiej sytuacji wykona to zastępczo gmina, która poniesione koszty będzie potem próbowała odzyskać z majątku właściciela gruntu.

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu