Szlachta się bawi

Ona waćpanną jest dłużej, on kroku jej dotrzymuje. Razem Szwedów biją i na zamkach się bawią. Czyli o tym, jak Joanna i Jacek do XVII wieku przeszli

Z rodzinnymi pasjami jest tak, że trzeba się nimi cieszyć, póki dzieci tego chcą. Gdy podrosną, mogą zmienić upodobania
Z rodzinnymi pasjami jest tak, że trzeba się nimi cieszyć, póki dzieci tego chcą. Gdy podrosną, mogą zmienić upodobania

Hej! A gdzie to wasza panna?

Jestem

– odpowiedziała dość pewnym głosem Lepakówna.

Usłyszawszy to przybyły zdjął czapkę, rzucił ją na ziemię i skłoniwszy się, rzekł:

Jam jest Jacek Martyn.

Oczy panny Joanny spoczęły błyskawicą na twarzy Martyna, a potem znów wbiły się w ziemię; przez ten czas jednak zdołała panienka dojrzeć ciemną, mocno podgoloną czuprynę, smagłą cerę, bystre oczy przed się patrzące, ciemny wąs i twarz młodą, a wesołą i junacką.

On się zaś w bok ujął lewą ręką, prawą do wąsa podniósł i tak mówił:

Jeszczem na Kaszubach nie był, jeno tu ptakiem śpieszyłem do nóg panny łowczanki się pokłonić. Prosto z obozu mnie tu wiatr przywiał, daj Boże, szczęśliwy.

Opis zdjęcia

Samuel najpierw walczył z kolegami na patyki, a dziś to rycerz pełną gębą

Tak spotkanie przyszłych kochanków opisałby Henryk Sienkiewicz. Gdyby Joanna i Jacek Oleńką i Andrzejem byli.

A nas szereg nieszczęść połączył. Mnie oszukał mąż, Jacka zdradziła żona i tak się znaleźliśmy

– mówi Asia, zasiadając za stołem w rodzinnym domu Martynów. Położony na skraju Czyżkowa, za lasem, gwarantuje ciszę i spokój. Podwórza bez bramy strzegą psy, zboża rude i pręgowane koty, a na łące w dolinie pasą się konie. Wśród nich wykupiona z rzeźni Jadźka, klacz, która uwielbia zgiełk bitwy.

Także nie ma co się smucić, gdy spotykają nas nieszczęścia, bo z reguły zwiastują one coś dobrego

– uważa szlachcianka Joanna. Pijemy malinową herbatę zaparzoną przez jej mości pana i przenosimy się w czasie.

Bourtange we wschodniej Holandii, rok 1640. Twierdzę w kształcie gwiazdy oblegają Hiszpanie. Na polu bitwy Jacek od Martynów rozgryza zębami ładunek z prochem, wsypuje go do lufy, ubija, podsypuje proch. Lont już się tli. Odmuchaj lont. Fasuj lont. Przemierz do panewki. Pal! Słychać huk, świat przesłania dym, a iskry prochu wypalają otworki w ubraniu. Joanna od Lepaków śmieje się całą sobą. Zawsze w bitwie zapanować nad radością nie umie. I niczym Baśka z „Potopu” rwie się do szabli. Fechtunku uczyli ją mistrzowie z zamku w Tenczynku, a zgrzyt ostrzy rozpala jej serce. Lubi też walczyć babą, drewnianym młotem. Jednak pod budowaną przez 150 lat cytadelą zamiast ostrza nosi wodę. Szkoda jej pięknego stroju, mówią szlachcice. Oni nacierają trzy godziny, a ona jako markietanka (niektórzy śmieją się, że jak wodzianka, ta z programu Kuby Wojewódzkiego) daje im pić. A Jacek? Jacek w ferworze walki zapomina, że to zabawa. Kiedy widzi rycerzy nacierających na niego z muszkietami gotowymi do strzału, gdy on swój dopiero ładuje, myśli: Boże, zaraz zginę!...

To tylko fragment artykułu (pozostało 9506 znaków). Aby czytać dalej ...

Subskrypcja na portalu

Zyskaj już dziś pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Wykup subskrypcję

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu