Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny

Ryszard Sikora rozlicza swoją działalność w radzie powiatu i zapowiada odejście z samorządu

To ostatni rok Ryszarda Sikory w roli samorządowca
To ostatni rok Ryszarda Sikory w roli samorządowca

Za rok koniec kadencji i kolejne wybory samorządowe...

Uprzedzając chciałbym coś wyjaśnić. Kiedyś takie słowa powiedział nieżyjący już Adam Hanuszkiewicz, że sztuką nie jest wejść na scenę, ale z niej zejść. Coś w życiu się zaczyna, coś się kończy. Ja już to mówiłem w 2010 r., jak odchodziłem z urzędu burmistrza po 29 latach. Razem z 7 latami w radzie powiatu to będzie 36-37 lat w samorządzie. Wystarczy. Niech przychodzą młodzi. Jak zaczynałem na funkcji naczelnika, zostałem powołany przez wojewodę w 1982 r., to miałem 31 lat, także też byłem młody. Taka jest kolej rzeczy. Ja mam już wnuka 20-letniego. Koniec, definitywny koniec. Wiem to już od dawna.

Wróćmy zatem do poprzednich wyborów. Startował Pan z komitetu m.in. ze Stanisławem Wełniakiem i Tomaszem Fiedlerem, którzy tworzą teraz opozycję, a Pan wraz z Piotrem Jończykiem znalazł się po stronie rządzących. Jak do tego doszło?

Koledzy rzeczywiście mają dużo do powiedzenia, ale tak to jest, że ze strony opozycji jest łatwiej. Tak się stało, że starosta i jego ugrupowanie zaproponowali mi funkcję przewodniczącego komisji samorządowej i na to przystałem, bo opozycja, która liczy cztery osoby, nic wielkiego poza dyskusją nie wnosi. Może koledzy mają inne spojrzenie, ja natomiast mam taki charakter, że nie lubię się kłócić o rzeczy, których nie da się zmienić, a szukanie problemów nie zawsze mi odpowiada.

Można więc powiedzieć, że jest Pan w drużynie z Jadwigą Harbuzińską-Turek. Jak Pan ocenia jej zawodowe relacje z córką na stanowisku dyrektor szpitala?

Nie chcę źle oceniać dyrektor szpitala. Znam ją osobiście i widać, że jest zaangażowana. Jest jak jest, a po niedawnej sytuacji, w której sędziowie trybunału orzekają we własnej sprawie, to dla mnie jest normalne. Z tego co się orientuję to dyrektor Harbuzińska świetnie sobie radzi w szpitalu.

Pozostawmy na boku kompetencje. Chodzi o to, że mama jest w organach, które mają wpływ na to, czy córka zostanie zatrudniona, czy dostanie premię.

Jesteśmy takim narodem, że ciągle coś widzimy złego. Co ona jest winna, że jest córką swojej matki albo co jest matka winna, że ma córkę, która jest lekarzem i ubiegała się o stanowisko dyrektora? Oczywiście zawsze jakiś niesmak pozostaje, bo ludzie gadają, ale jeśli to funkcjonuje dobrze, to ja nie widzę problemu.

Łączenie przez Pana funkcji radnego powiatowego i pracy w Powiatowym Urzędzie Pracy także budziło kontrowersje....

To tylko fragment artykułu (pozostało 11304 znaków). Aby czytać dalej ...

Subskrypcja na portalu

Zyskaj już dziś pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Wykup subskrypcję

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu