:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Interwencje czytelników, Walczy dobre imię męża - zdjęcie, fotografia
Portal zlotowskie.pl 13/05/2019 18:00

Trzy lata temu w wypadku w gorzelni w Starej Wiśniewce straciła męża. Od wtedy walczy o Jego dobre imię i pamięć. Z Renatą Głowacką, wdową po Ryszardzie Głowackim, rozmawia Julita Milczyńska

Przypomnijmy. Ryszard Głowacki zginął tragicznie 20 października 2016 r. w wyniku wybuchu deflegmatora w gorzelni w Starej Wiśniewce. Został tam oddelegowany do pracy przez POM w Wyrzysku, gdzie wiele lat pracował. Usunięcie awarii polegało na zlutowaniu pękniętego płaszcza deflegmatora. Podczas prac przygotowawczych do lutowania nastąpił wybuch oparów alkoholu, w wyniku którego Ryszard Głowacki poniósł śmierć na miejscu. Protokół BHP, sporządzony przez Inspekcję Pracy, był miażdżący dla pracodawcy. Na tej podstawie, rok po wypadku, prokurator wydał akt oskarżenia przeciwko prezesowi i wiceprezesowi POM w Wyrzysku, który trafił do Sądu Rejonowego w Złotowie. Prokurator wypadek w gorzelni rozdzielił na dwie sprawy: jedna przeciwko POM Wyrzysk, druga przeciwko gorzelni w Starej Wiśniewce, do odrębnego rozpatrzenia. Dzień przed drugą rocznicą wypadku, tj. 19 października 2018 roku, prokurator prowadzący sprawę umorzył postępowanie przygotowawcze przeciwko kierownictwu gorzelni w Starej Wiśniewce. Sprawa przeciwko POM trwa… Renata Głowacka pomocy szuka u Elżbiety Jaworowicz w „Sprawie dla reportera” i u Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro.

***

Julita Milczyńska: Bardzo brakuje Pani męża?
Renata Głowacka: Nie wie Pani nawet, jak bardzo... W ogóle nie mogę od 3 lat uwierzyć, że już go nie ma i nie będzie. Nie mogę ustawić nawet jego zdjęcia nigdzie w domu. Gdy postawiłam zdjęcie, to nic tylko chodziłam i płakałam. Żałuję nawet, że jego zdjęcie jest na pomniku. A kiedy idę na cmentarz to już całkiem się rozklejam…

Byliście Państwo dobrym małżeństwem?
Myślę, że tak. Wie Pani – nie ma małżeństw, gdzie jest życie usłane różami, prawda? Mój mąż był bardzo czułym i dobrym człowiekiem. Miał złote ręce, które wszystko potrafiły zrobić, był niesamowicie pracowitym i oczytanym człowiekiem. Wnuki uwielbiały dyskutować z dziadkiem na różne tematy.

Mąż z zawodu był kowalem, a pracował także jako ślusarz i spawacz.
Tak, pracował w POM–ie, tutaj w Wyrzysku, 2 minuty drogi od domu… I to POM zlecił mu naprawę w Starej Wiśniewce.

I tego dnia wyszedł normalnie do pracy?
Tak i wie Pani co? Tego dnia do południa poszłam do miasta. Trzy minuty po 10:00 zatrzymał mi się zegar i poszłam po baterie… Wychodząc ze sklepu zobaczyłam stojących na ulicy pracowników POM–u, którzy kierowali swoje kroki w moim kierunku… Już zbladłam. Pomyślałam od razu, że się coś stało! I oni mówią do mnie, że w Starej Wiśniewce był wybuch. Zapytałam od razu, czy komuś coś się stało. Nie chcieli mi nic powiedzieć…

I co było dalej?
Córka miała akurat w tym dniu urlop i od razu pojechała do szpitala do Złotowa. Ja myślałam, że skoro był wybuch, to jest tam dużo rannych i że będą ich wozić do Złotowa. A mąż córki przyjechał po mnie. I jak byliśmy w połowie drogi, koło krzyżówki na Złotów z Łobżenicy, moja córka do mnie zadzwoniła mówiąc, że nikogo do szpitala nie przywieźli z tego wypadku. Pomyślałam, że może to są poparzeni ludzie i wożą ich do Piły do szpitala. Druga córka była akurat w Pile na tomografii, więc zadzwoniłam do niej, żeby się rozejrzała w tej sprawie. Jednocześnie byliśmy w drodze do Złotowa.

A do męża Pani nie próbowała dzwonić?
Powiem pani, że człowiek działa w takim afekcie, a że mąż w pracy nie mógł używać telefonu, wiedziałam, że nie ma sensu do Niego dzwonić, tylko należy jak najszybciej tam dojechać.

Dojeżdżacie na miejsce i...?
Najpierw pojechaliśmy do Złotowa, zabraliśmy córkę i razem ruszyliśmy do Starej Wiśniewki. Tam już był wiceprezes POM–u i jakiś inny pracownik. Zapytałam od razu, widząc ich twarze, czy mój mąż żyje. Oni tylko kiwnęli głową, że nie. Córka zaczęła krzyczeć: mamo, mamo, Tata tu jest. Obok stał już karawan. Nie pozwolili mi Go już zobaczyć, już był wydany zakaz prokuratorski.

Widziała Pani męża po wypadku?
Tak, po sekcji zwłok. Bardzo chciałam zobaczyć męża. Uderzył go trzpień kolumny odpędowej podczas wybuchu. To były ułamki sekund. Mąż na pewno nawet się nie zorientował, co się dzieje. Na twarzy wyglądał dużo młodziej niż normalnie. Reszta ciała była zakryta.

Co najbardziej Panią boli?
Po pierwsze to, że mojego męża, od razu po śmierci, publicznie przed innymi pracownikami oskarżono o błąd. Gdzie nie mógł już nawet się obronić. To oskarżenie szerokim echem odbiło się w Wyrzysku, w naszej rodzinnej miejscowości. Przede wszystkim zabolało to nas jako rodzinę. W dniu wypadku nie było można przecież nic jednoznacznego na ten temat powiedzieć. Nikt z nas nie znał przyczyny wypadku: ani policja, ani prokuratura. Dopiero po siedmiu miesiącach od zdarzenia, po zapoznaniu się z opiniami biegłych, dowiedzieliśmy się, że mój mąż w niczym nie zawinił.

Zastrzeżenia ma Pani także do pracy Prokuratury?
Ja nie opisałam [m.in. w przygotowywanym liście do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro – przyp. red.] nawet wszystkiego, czego prokurator nie zrobił… Nie zrobił na przykład nic, żeby wyjaśnić niezgodności w zeznaniach świadków, nie wyciągnął wniosków z bilingów połączeń, rozdzielił zarzuty na dwie osobne sprawy... W swoim zarządzeniu powierzył prowadzenie śledztwa Komisariatowi Policji w Lipce, gdzie policjant, z którym rozmawiałam, powiedział do mnie, że najpierw musi się w ogólne nauczyć słowa deflegmator. Do momentu umorzenia postępowania przygotowawczego prokurator nie odniósł się do wszystkich punktów wniesionych z mojej strony zastrzeżeń. Po tym jak całą sprawę i mnie potraktował i on, i sędzia, czułam się pokrzywdzona, odrzucona i bezradna.

Zaczęła więc Pani sama działać?
RG: Tak, z córką, z rodziną. Najpierw poszukaliśmy biegłych do spraw spawalnictwa i gorzelnictwa, co według prokuratury było praktycznie niemożliwe. Znaleźliśmy go w Krajowej Radzie ds. Gorzelnictwa, gdzie przekierowano nas do Poznania, do zespołu Zespołu Rzeczoznawców Stowarzyszenia Inżynierów Techników Przemysłu Spożywczego. Sprawę przeciwko pracodawcy męża przedłużano ponadto, przedkładając zaświadczenia lekarskie. Do wszelkich kontaktów z prokuraturą i policją włączyła się moja córka, ponieważ po wypadku nie mogłam sobie z tą całą sytuacją poradzić.

Kowalstwo było pasją Pana Ryszarda


I tak mija siedem miesięcy.
Tak, po siedmiu miesiącach od wypadku biegli wydali opinie. Biegły ds. spawalnictwa, biorąc pod uwagę kompetencje mojego męża, stwierdził, że swoją pracę wykonywał zgodnie ze sztuką. Natomiast biegłemu ds. gorzelnictwa prokurator postawił pytanie, czy przedsiębiorca, zlecający naprawę, dopełnił wszelkich procedur związanych z należytym przygotowaniem urządzenia do usunięcia awarii, w tym zdjęciu plomb zabezpieczających urządzenie, czyszczenie i opróżnienie zbiornika z gazów znajdujących się wewnątrz, czy przyjęta metoda czyszczenia dawała gwarancję bezpiecznego usunięcia awarii. Chcę tutaj nadmienić, że wszelkie przygotowania urządzenia do naprawy leżały w gestii gorzelni. Gorzelnia jest zakładem o szczególnie wysokim stopniu zagrożenia wybuchem i pożarem. W takiej strefie nie ma mowy o jakichkolwiek nieprawidłowych metodach pracy czy nie przestrzeganiu podstawowych przepisów BHP.

Jednak, jak pisze biegły ds. gorzelnictwa w swojej opinii, że aby zachować należytą staranność w przygotowaniu instalacji do naprawy należałoby skorzystać z instrukcji wykonywania prac niebezpiecznych, której tam nie było.
Tak, ze względu na charakter pomieszczeń w bezpośrednim sąsiedztwie kolumny odpędowej niedopuszczalne jest wykonywanie jakichkolwiek prac z otwartym ogniem bez całkowitego zatrzymania pracy całej instalacji od kolumny poprzez deflegmator do chłodnicy. Można to uzyskać poprzez opróżnienie instalacji z zacieru i spirytusu bądź doprowadzenie procesu destylacji do końca i przepłukanie do stanu, w którym w instalacji nie będzie już alkoholu. Nie spełniono tych wymagań, gdyż nie zatrzymano odpędu żadną z tych metod. Gorzelnia nie zachowała jakiejkolwiek staranności w przygotowaniu instalacji do naprawy. Przepłukano tylko urządzenie po stronie wodnej, co jest absurdem i tylko taka czynność nie spełnia wymaganych norm. Kolumna godzinę po wybuchu miała 86ºC, była pełna zawierającego alkohol gorącego zacieru. To są fakty! Nie usunięto gorącego, parującego zacieru, gdyż w notatce policji w dniu wypadku jest napisane, że na wysokości 1,5 metra od podłoża jest rozerwana rura, a na podłodze leży rozlany zacier. Nie usunięto spirytusu z kolumny odpędowej, a pod deflegmatorem jest zbiornik, w którym może znajdować się nawet 100 litrów spirytusu. Brak odcięcia deflegmatora od kolumny odpędowej i skraplacza spowodował, że opary spirytusu mogły swobodnie się przemieszczać przez deflegmator i skraplacz. Gorzelnia nie zachowała podstawowych procedur ani odnośnie przepisów BHP, ani związanych z prawidłowym przygotowaniem urządzenia do naprawy w strefie pożarowo i wybuchowo niebezpiecznej związanej z produkcją spirytusu.

I dlatego nie może się Pani pogodzić z faktem, że umorzono to postępowanie?
Tak, walczę o dobre imię męża i się z tym nie pogodzę. Pracownicy gorzelni zostali przesłuchani przez policję odnośnie swoich uprawnień i szkoleń, w tym z zakresu BHP. Zeznali, że przeszli wszystkie szkolenia, czyli byli świadomi wszystkich wykonywanych czynności związanych z prawidłowym czy też nieprawidłowym przygotowaniem urządzenia do naprawy. Chcę jednocześnie nadmienić, że osoba kierownika gorzelni, który był na terenie gorzelni w dniu wypadku i uczestniczył we wszystkich czynnościach, została przez prokuratora całkowicie pominięta!

To znaczy?
Kierownik gorzelni przesłuchiwany był tylko pod kątem posiadanych uprawnień i szkoleń, a nie pod kątem wykonywanych w dniu wypadku decyzji i czynności. A z wielu akt sprawy wynika, że kierownik musiał uczestniczyć w wielu czynnościach w dniu wypadku, między innymi zaprowadził mojego męża na górę do naprawy. Dlatego wnioskowałam także o sprawdzenie monitoringu gorzelni. Rozwiązałoby to wiele wątpliwości co do przyjazdu celnika, godzin wystawienia protokołu rozplombowania plomb deflegmatora i kolumny. Bo te godziny też się nie zgadzają… Nie zlecono tego.

Kontaktowała się Pani z prokuratorem?
Oczywiście, przez dwa lata prowadzonego śledztwa często kontaktowaliśmy się z prokuratorem osobiście, pisemnie bądź telefonicznie. Przez cały okres trwania śledztwa spotykałam się ze stwierdzeniem prokuratora, że nie ma podstaw (nie ma paragrafu) do oskarżenia gorzelni o spowodowanie wypadku. Bardzo się zbuntowałam, kiedy prokurator powiedział mojemu adwokatowi, że będzie umarzał postępowanie przygotowawcze w sprawie gorzelni. Zapytałam więc prokuratora osobiście, jak to możliwe, że mimo tylu nieprawidłowości umarza postępowanie przygotowawcze. Powiedział wówczas, że „nie zamyka nam drogi, aby dociec prawdy”. Miałam wrażenie, że rozmawiam z osobą nie znającą dobrze całej sprawy lub nie chcącą jej znać. Odniosłam wrażenie, że prokurator chciał, abyśmy my – rodzina byli śledczymi, policjantami i prokuratorami w jednym. Z jednej strony prokurator chciał współpracy z rodziną, z drugiej strony, moim zdaniem, ją ignorował.

Postępowanie przygotowawcze w sprawie gorzelni zostało umorzone. Sprawa POM–u trwa.
Tak i – moim zdaniem – jest celowo przedłużana. W sprawie gorzelni z kolei zamknęli nam już drogi. Zostaje tylko Ministerstwo Sprawiedliwości i telewizja. Mam wrażenie, że śmierć mojego męża w całej sprawie po prostu nie istniała. Jak ginie zwykły, szary człowiek, jego śmierć jest niezauważalna. Mój pierwszy adwokat napisał mi: życzę powodzenia w przebijaniu szklanego sufitu w sprawie karnej. Czyżby to były te niewidzialne bariery i przeszkody, o których nie mógł mi powiedzieć? W wyniku tragicznej i niepotrzebnej śmierci straciliśmy męża, ojca i dziadka, wspaniałego człowieka, który był kowalem swojego i naszego losu…

Sprawa przeciwko POM w Wyrzysku jest w toku. Pani zdaniem kto ponosi winę za śmierć męża – gorzelnia i POM w równym stopniu?
Wiem, że pracodawca męża, nie przestrzegając BHP, nie dopełnił wielu ciążących na nim obowiązków, ale uważam, że mimo to, gdyby gorzelnia prawidłowo przygotowała urządzenia do naprawy, nie doszło by to tragicznej śmierci mojego męża. Uważam, że większą winę za to zdarzenie ponosi kierownictwo gorzelni w Starej Wiśniewce. Dlatego nie mogę pogodzić się z sytuacją umorzenia sprawy i sięgam wyżej.

Reklama

Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Kopanie stawów

Świadczymy usługi kopania i pogłębiania STAWÓW - w promieniu około 100 km od 89-300 Wyrzyska. Posiadamy własne koparki gąsienicowe oraz..


Zobacz ogłoszenie

Kupię Mieszkanie Bezczynszowe

Młode małżeństwo kupi mieszkanie w Złotowie! może być do remontu, min.3-pokojowe. Bezpośrednio!


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"