Walentynowski kabaret BOOM wraca na scenę

Skład tworzą Albin Pawłowski i Dariusz Wiśniewski

Choć minęło wiele lat - panowie Albin Pawłowski i Dariusz Wiśniewski nadal doskonale czują się jako kabareciarze. Ćwiczą teksty przed kolejnym występem
Choć minęło wiele lat - panowie Albin Pawłowski i Dariusz Wiśniewski nadal doskonale czują się jako kabareciarze. Ćwiczą teksty przed kolejnym występem

Czytasz tekst premium, który został udostępniony dla wszystkich Czytelników portalu.
Zostań stałym Czytelnikiem.

Zaloguj się i subskrybuj wszystkie treści portalu.


To wszystko przez sołtysa. To on namówił nas na reaktywację

– śmieją się Albin Pawłowski i Dariusz Wiśniewski, którzy po niemal dekadzie przerwy postanowili powrócić do kabaretowych ról. Zobaczyć ich można było już m.in. podczas Dnia Seniora i Dnia Kobiet. Czy to początek nowego rozdziału kabaretu rodem z Walentynowa?

Kabaretowy autobus

Tytułowe Kopydłowo ma duży związek z ideą, która powstała w Walentynowie na przełomie 2005 i 2006 roku. Telewizyjne „Spotkanie z Balladą”, emitowane w latach 1972 – 1990 oraz 1993 do 2006 traktowało w mocno przerysowany sposób o radościach i troskach życia na wsi.

Głównym pomysłodawcą, organizatorem, reżyserem i scenarzystką naszego kabaretu była Marta Konek

– wspomina Albin Pawłowski, który przez około dwa lata działalności BOOM–u obsadzany był w głównych rolach.

Widocznie się do tego nadawałem. Miałem też już wtedy trochę scenicznego obycia, zdobytego przez lata gry w góreckim Misterium.

Pierwsza próba odbywała się w gospodarstwie agroturystycznym Grażyny i Zbigniewa Łososiów.

Premierowy program miał zostać zaprezentowany podczas Dnia Seniora, który w Walentynowie odbywa się od końca lat 80–tych. Jeden ze szlagierowych skeczy nosił tytuł „Antonio i Julia” – mówi Dariusz Wiśniewski, który jako posiadacz bujnego wąsa wcielał się w rolę kobiecą. – Darek jako Julia skrzeczącym głosem pytał: „Antonio, czy Ty mnie kochasz?”, na co odpowiadałem słowami „Rozmowy lirycznej” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego: „Kocham Cię w słońcu. I przy blasku świec. Kocham Cię w kapeluszu i w berecie...” itd. Do dzisiaj pamiętam ten tekst. Pamiętam też reakcje publiczności, gdy Darek odwracał się do nich twarzą, a spod chusty zawiniętej na głowie jawił się jego szeroki uśmiech, trzepoczące rzęsy i... wąsy

– wspomina Albin Pawłowski.

Pierwszy występ kabaretu stanął jednak pod znakiem zapytania.

Dzień wcześniej runęła hala targowa w Katowicach. To był 29 stycznia 2006 roku – mówi Albin Pawłowski. Mimo obaw, jak zostaną odebrani i czy wypada zagrać

– wystąpili. Przed własną publicznością przełamali pierwsze lody.

Co innego próba a co innego, gdy staje się przed ludźmi. Wszystko trzeba powiedzieć z głowy, dbać o grę, mimikę twarzy. Trema zawsze przy tym była i jest

– oceniają panowie.

Tamte czasy można nazwać złotymi dla kabaretu BOOM.

Nie graliśmy tylko my. W sumie zaangażowanych w kabaret było kilkanaście osób. Gdy dochodzili do tego nasi – miejscowi widzowie, rodziny, a czasem statyści, to zdarzało się, że wyjeżdżając na występ robił się z tego autobus ludzi

– mówi Albin Pawłowski. BOOM szybko wyszedł też poza gminę, zdobywając uznanie od Miasteczka Krajeńskiego, przez Dziewierzewo koło Kcyni, po Górzną i Ługi. Publiczność doceniała zaangażowanie aktorów–amatorów i skecze, które mieli w repertuarze. – W sumie, w najlepszym czasie zrobiła się z tego ponad godzina programu – mówi Dariusz Wiśniewski.

I nigdzie nas nie wygwizdano

– dodaje Albin Pawłowski. Zdarzyło się nawet, że supportowali występ kabaretu Koń Polski, który przyjechał do Łobżenicy, grając dla kilku setek ludzi.

Sutanna

„Antonio i Julia”, „Grabarz”, „Krowa” czy „Rondo” to tylko niektóre z tytułów skeczy, jakie wystawiał kabaret BOOM. Repertuar stale dopracowywano, podobnie jak rekwizyty.

Mieliśmy wystąpić w Witrogoszczy Osadzie. W jednym ze skeczy miałem zagrać księdza. Chcąc być bardziej wiarygodnym, stwierdziłem, że dobrze byłoby zdobyć na ten występ sutannę. Po jednej ze mszy w Górce Klasztornej postanowiłem zaczepić brata Mariana i poprosić go o wypożyczenie stroju. Gdy zajrzałem do zakrystii, okazało się, że siedział w niej ówczesny rektor, ks. Piotr Pietrzyk MSF. Zapytał mnie, w czym pomóc, na co odpowiedziałem tylko, że przyszedłem do brata Mariana. Skinął głową, a ja czekałem dalej na korytarzu. Gdy pojawił się brat Marian powiedziałem mu co i jak. Zamyślił się, po czym wprowadził mnie do zakrystii i pomysł przedstawił rektorowi. Pomyślałem sobie, że już pewnie po zawodach, ale okazało się zupełnie inaczej. Ksiądz Piotr widział nasz pierwszy występ i stwierdził, że taką ideę warto wesprzeć. Pożyczył mi na czas nieokreślony swoją zapasową sutannę. Koloratkę zrobiłem sobie z brystolu

– wspomina Albin Pawłowski. Co więcej, był na tyle wiarygodny w swojej roli, że podczas innego z występów publiczność była przekonana, że w kabarecie występuje prawdziwy ksiądz.

Byliśmy trochę spóźnieni i organizator jeszcze w drodze zadzwonił do nas, że z autobusu wychodzimy prosto na scenę. Skoro więc wkroczyłem w sutannie, mogli pomyśleć, że jestem księdzem

– dodaje. Na tym jednak historia z sutanną się nie zakończyła. – Gdy ks. Piotr odchodził z Górki, chciałem mu oddać jego strój. Stwierdził jednak, że ma on zostać jako rekwizyt kabaretu i na pamiątkę. Tak też się stało – mówi Albin Pawłowski.

Sołtys

Po ponad trzech latach i wielu występach kabaret zakończył działalność. Jednak jesienią 2017 roku, na pomysł jego reaktywacji, wpadł sołtys Zenon Polachowski, który niegdyś grał w składzie BOOM m.in. „doktora Konowała”.

To było po żniwach. Mieliśmy pewne obawy, bo wiele lat minęło, jednak Zenek przekonywał nas, przy każdej możliwej okazji, że damy radę

– mówi Dariusz Wiśniewski. Panowie wzięli się za opracowywanie nowego repertuaru, dla najwyżej dwóch– trzech kabareciarzy. 

Nie chcieliśmy czegoś odtwarzać, bo publiczność od razu by to zauważyła. Z drugiej strony nie mieliśmy już takich możliwości jak kiedyś, zarówno jeśli chodzi o ilość aktorów jak i możliwości zapamiętywania tekstu. Trzeba było wymyśleć coś, co będzie zabawne, nietrudne i niezbyt długie. Jako pierwszy oceniał nas sołtys i stwierdził, że jest dobrze

– mówi Albin Pawłowski. Panowie utwierdzili się w przekonaniu, że nie utracili dawnego kunsztu podczas tegorocznego Dnia Seniora i Dnia Kobiet, gdzie ich występ zachwycił publiczność. Czy pójdą więc za ciosem?

A kto to wie...

– śmieją się. Szybko jednak dodają, że skoro przybyło im dziesięć lat na karku, może stworzyć kabaret „Starszych Panów z Walentynowa”.

Już dziś zyskaj pełnie możliwości jakie oferuje nasz portal.

Subskrypcja na portalu