:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Pozostałe, Zdzisław Gwizdała wrócić sportu - zdjęcie, fotografia
Portal zlotowskie.pl 22/01/2019 06:45

Zdzisław Gwizdała zakończył pracę w Urzędzie Gminy Złotów. Zamierza w jeszcze większym stopniu poświęcić się społecznej pracy na rzecz lokalnego sportu oraz podróżom, m.in. do USA.

27 grudnia 2018 roku zakończył Pan urzędniczą pracę na stanowisku związanym z gospodarką nieruchomościami, rolnictwem i melioracją, publiczną infrastrukturą oświetleniową dróg ulic i placów oraz współpracą z organizacjami pozarządowymi. To było trudne rozstanie?
Pracę w urzędzie rozpocząłem w 1992 roku, dokładnie 1 czerwca 1993, była to już praca na czas nieokreślony. Wówczas zajmowałem się głównie koordynacją i rozwojem na terenie gminy działalności sportowej oraz krzewieniem kultury fizycznej. Sport niby był, ale brakowało kogoś, kto by nad nim czuwał. Jeżeli chodzi o rozstanie, to trudno odejść tak po prostu. Pracowałem tam 26 lat, zawsze w bardzo dobrej atmosferze i wśród bardzo dobrych ludzi. Teraz kiedy kładę się spać nadal myślę, co by było jeszcze do zrobienia w urzędzie, czy wszystkie wnioski, które prowadziłem, są zakończone pozytywnie. Zdarza się, że tam dzwonię albo koleżanki czy koledzy dzwonią do mnie. Kiedy jadę do miasta, odwiedzam urząd.

Wiele osób kojarzy Pana głównie z działalnością na rzecz sportu, tymczasem ma Pan też osiągnięcia jako zawodnik.
Sportem na poważnie zająłem się w wieku 13 lat, reprezentując Technikum Rolnicze w Złotowie. Moim trenerem był Andrzej Jarosik. Od tamtego czasu regularnie ćwiczyłem bieganie. Moją domeną były dystanse od 400 metrów do 5000 metrów. Biegałem też w sztafetach. Największym, poważnym sukcesem była wygrana podczas zawodów wojewódzkich na Górze Chełmskiej w Koszalinie. To był rok 1971, miałem wówczas 17 lat. Wtedy poznałem Bronisława Malinowskiego, który niedługo później zrobił oszałamiającą karierę. Ja z bieganiem musiałem się rozstać w 1975 roku ze względu na stan zdrowia.

Zawodnicy, którzy reprezentowali swój region podczas zawodów sportowych w tamtych czasach często mówią, że sukcesem dla nich były nie tylko wyniki, ale także to, że poznawali świat. Pan też tak na to patrzył?
Każdy od życia dostaje szansę, dostaje jakiś talent. Albo go wykorzysta, albo nie. Ja jestem zadowolony z tego, co udało mi się osiągnąć. Starty, a później praca dawały mi satysfakcję. Co do poznawania świata, to z pewnością jako zawodnikowi było mi łatwiej go odkrywać. Reprezentując technikum objechałem praktycznie całą Polskę. Byłem też w NRD, co jak na tamte czasy nie było czymś oczywistym. Przy czym nie wyglądało to w taki sposób, że ktoś dowoził nas na miejsce, opiekował się nami – zawodnikami. Trzeba było radzić sobie samemu. Wsiadało się w autobus albo pociąg, jakoś, często z problemami, przygodami docierało się na miejsce, wyciągało się z plecaka strój i biegiem na start. Z pewnością była to motywacja do startów, ale jednak na pierwszym miejscu zawsze stawiałem sport.

Wspomina Pan o problemach i przygodach. Któraś szczególnie zapadła Panu w pamięci?
Jechałem na Mistrzostwa Polski w Biegach Przełajowych w Sulejówku. Jedyna możliwość dotarcia tam możliwie o czasie była taka, że miałem zarwaną noc. Stwierdziłem, że krótki sen nadrobię w pociągu i na starcie będę w miarę wypoczęty. Jakież było moje zdziwienie, gdy się przebudziłem i okazało się, że mój pociąg stoi na bocznicy w okolicach Łodzi. Trzeba było kombinować, żeby dostać się do tego Sulejówka. Nie wiem, jakim cudem, ale zdążyłem na start. Nie było już mowy o rozgrzewce, wypoczęty też za bardzo nie byłem. Przebrałem się i do biegu. Wynik był taki sobie. Jednak biorąc pod uwagę, jaki ciąg zdarzeń go poprzedził, nie było się czemu dziwić.

Reprezentował Pan tylko technikum czy były plany, by występować też w innych barwach lub robić karierę zawodową?
Dużo wtedy biegałem, bo w sumie ciągle organizowano jakieś zawody, jak nie regionalne, to wojewódzkie, jak nie zakładowe, to np. kombinatów PGR. Zdarzało mi się występować, reprezentując PGR w Złotowie. Co ciekawe, w tych zawodach można było spotkać kadrowiczów z reprezentacji Polski. Gospodarstwa nie miały często swoich zawodników, więc sięgały po tych znanych, sprawdzonych w danych regionach. Co do zawodowstwa to były jednak inne czasy niż teraz. Trudno byłoby z tego wyżyć, a jeszcze inną kwestią jest to, jak już mówiłem wcześniej, że bieganie musiałem przerwać ze względów zdrowotnych.

Wtedy postanowił Pan być działaczem?
Znałem się już wtedy z Zenonem Mrotkiem, on mnie to tego nakłonił. Chodziło o to, żeby zająć się młodzieżą, żeby rozkręcać Ludowe Zespoły Sportowe. Podstawą bowiem zawsze jest człowiek. Jeżeli nie ma pasjonata, który coś pociągnie, nakłoni innych, można by tak siedzieć i czekać, aż coś się samo wydarzy. Nic się samo nie stanie. Niestety ludzi chcących się w cokolwiek zaangażować jest coraz mniej, a nas, wiekowych już działaczy, też nie przybędzie. Ćwierć wieku temu mieliśmy w Nowinach porządną drużynę piłkarską. Były wyniki, graliśmy w klasie okręgowej, w ramach Pucharu Polski mierzyliśmy się z drużyną Orła Białego z Wałcza, pokonując ich.

Co sprawia, że jak to się mówi: „to już nie wróci...”?
Nasza drużyna z Nowin, którą miałem przyjemność poprowadzić, rozpadła się, gdy zawodnicy zaczęli wyjeżdżać na zachód za pracą, za chlebem. Część z nich została tam na stałe. To byli chłopacy, którzy mogli pograć spokojnie jeszcze przez kilka lat. Ten scenariusz powiela się w większości małych i średnich miejscowości i trudno się temu dziwić. Z drugiej strony, nigdy nie zamierzałem też przechodzić nad tym do porządku dziennego. Dwa lata temu, także w Nowinach, złożyłem drużynę dziecięcą. Dziewięciu chłopców brało udział w turniejach halowych z sukcesami. Wygraliśmy nawet z jedną z miejscowych szkółek piłkarskich. Teraz to trochę przygasło. Starsi z tej ekipy mają po kilkanaście lat i to już nie dla nich. Młodszych z kolei było zbyt mało.

Wróćmy do tematu działaczy. Tu też wspomina Pan o tym, że jest Was coraz mniej. Dlaczego?
Bo to niewdzięczna praca związana ze sporą odpowiedzialnością. Niedawno podczas zjazdu Gminnego Zrzeszenia LZS zostałem jego prezesem. Wskazano na mnie, bo wiele osób z tego środowiska stwierdziło, że bycie działaczem to społeczna robota, gdzie trzeba pisać wnioski, dzielić pieniądze, pilnować rozliczeń, prowadzić dokumentację, a ja mam w tym doświadczenie. Wszystko musi grać. Wiele lat temu te obowiązki leżały po stronie gminy, teraz po stronie organizacji, które ubiegają się o dofinansowanie z urzędu. Zapewne stąd niechęć wielu do dorzucania sobie dodatkowych rzeczy na braki. Mnie ta robota nie przeraża ani nie zniechęca. Chętnie się jej będę podejmował dopóki starczy mi sił.

Ostatni rok pracy w urzędzie był dość wymagający. Pracując w komisji szacującej straty zmierzył się Pan z klęską suszy w rolnictwie i zapewne z rzeszą niezadowolonych gospodarzy, oczekujących na pomoc. Puszczały Panu czasem nerwy?
Faktycznie to był szczególny, bardzo trudny rok. Nie jestem osobą konfliktową, więc nerwy trzymałem i trzymam na wodzy. Potrzebna była i jest też cierpliwość, jeśli wniosek danego gospodarza trzeba było poprawiać po raz trzeci, bo był źle wypełniony przez wnioskodawcę. Z drugiej strony to wyglądało czasem różnie. Byli rolnicy, którzy wymachiwali w urzędzie pięściami, bo ich zdaniem szacowanie było nie takie jak być powinno, każdy chciał się bowiem załapać na 70% szkód, bo to wiązało się z największym odszkodowaniem. Uważam, że jako komisja oceniająca straty rzetelnie wykonaliśmy tę pracę, przygotowując około 500 protokołów, dużo pracując w terenie, objeżdżając szczegółowo całą gminę. Jeżeli chodzi o suszę, to była jedna z klęsk. Wcześniej mieliśmy do czynienia z wymarznięciami upraw bądź opadami deszczu, którego spadło tak wiele, że nie dawało się wjechać na pole. Ze strony nas, urzędników, nigdy nie było złej woli wobec gospodarzy, a to, że czasem gdzieś tam wyżej, na innych szczeblach władzy, zapadają kontrowersyjne decyzje...

Zostawmy już urząd i sport. Co innego Zdzisław Gwizdała zamierza teraz robić, gdy ma dość sporo czasu wolnego?
Na przykład podróżować, bo ciekawość świata mi z wiekiem nie minęła. Mam plan, żeby latem, tj. w czerwcu, lipcu i sierpniu, kiedy nie ma rozgrywek, polecieć do USA. Mam tam dwójkę dzieci, córkę, która jest kardiologiem i syna, doktora rehabilitacji. Córka mówi, że wnuczka już tęskni za dziadkami. Byłem tam już cztery razy. Podoba mi się ten kraj, głównie z tego względu, że jeżeli człowiek tam uczciwie pracuje, stać go na podstawowe rzeczy bez specjalnych wyrzeczeń. Stać go na dom, samochód, utrzymanie siebie i rodziny oraz wakacje.

Nie myślał Pan o tym, żeby też się tam przenieść? Teraz byłaby okazja.
Nigdy nic nie wiadomo. Pewnie gdybym był z dziesięć lat młodszy łatwiej byłoby podjąć taką decyzję. Mam jeszcze jedną córkę tu w Polsce. Gdyby i ona chciała wyjechać do Stanów, to byłby temat do poważnego zastanowienia się. Póki co zostaję. Mam tu jeszcze co robić.

Sz. Chwaliszewski

Reklama

Zdzisław Gwizdała - czas wrócić do sportu komentarze opinie

  • Janusz Patriak - niezalogowany 2019-01-24 14:24:59

    Wielki szacun pozdrawiam

Dodajesz jako: |
Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

AGRO-KREDYT DLA ROLNIKÓW

AGRO KREDYT DLA ROLNIKÓW - najwyższa przyznawalność, najlepiej liczony dochód. Dedykowany doradca dla rolników, dojazd do klienta. Tel. 508-615-949


Zobacz ogłoszenie

Planuje zakup w 2019/2020

Planuje zakup w 2019/2020 mieszkania 3pok. lub małego domu do remontu. Proszę o kontakt osoby zainteresowane sprzedażą w tym czasie.


Zobacz ogłoszenie

Kopanie stawów

Świadczymy usługi kopania i pogłębiania STAWÓW - w promieniu około 100 km od 89-300 Wyrzyska. Posiadamy własne koparki gąsienicowe oraz..


Zobacz ogłoszenie

Zatrudnię opiekunkę do osoby

Zatrudnimy opiekunki osób starszych do Niemiec. Tel.: 32 237 47 04 lub 730 555 570 [email protected]


Zobacz ogłoszenie

Kalendarz

Najbliższe imprezy
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez zlotowskie.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Angelika Leszczyńska, Mariusz Leszczyński “Leszczyńscy” S. C. z siedzibą w Złotów 77 – 400, Wojska Polskiego 2

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"