Reklama

Zginął jedyny żywiciel rodziny

16/01/2012 00:00
Zostawił ośmiu synów, w tym chorego Wojtusia i pogrążoną w smutku żonę. Mieszkaniec Ptuszy spadł z drabiny, zginął na miejscu. Miał 51 lat

Jak wiele nieszczęść może spaść na jedną rodzinę? Ile jest w stanie znieść jeden człowiek? Te i wiele podobnych pytań zadaje sobie rodzina Ceterów z Ptuszy. Do tragicznego w skutkach wypadku doszło kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia. Stanisław Cetera, ojciec jednego z bohaterów naszych artykułów, siedmiolatka chorującego na niedrożność przewodów moczowych, spadł z drabiny. Zginął na miejscu. Ta tragiczna wiadomość gruchnęła na wielodzietną rodzinę jak grom z jasnego nieba. Pani Zofia nie wierzyła w to co się stało, podobnie jak ośmiu synów, których zostawił pan Cetera. – Pomagał rodzinie w remoncie domu – mówi zrozpaczona kobieta. – Dlaczego? – nie może w to uwierzyć. Pogrzeb odbył się w przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia.

Ogromna pustka i zdjęcie na ścianie

Pani Zofia została sama. Do wychowania ma jeszcze sześciu synów: najmłodszego Wojtka (7 lat), Adriana (10 lat), Mateusza (15 lat), Grzegorza (17 lat), Rafała (19 lat) i Krzysztofa (21 lat). Dwóch najstarszych synów Mariusz i Jarek mają już własne rodziny. Ceterowie żyli z renty, którą dostawał pan Stanisław (był po zawale serca) oraz pomocy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Tarnówce. Mężczyzna był złotą rączką. W domu niemal wszystko potrafił zrobić sam. Dzięki temu czasami udało mu się dorobić kilka groszy i podreperować domowy budżet. Niedawno z pomocą synów zbudował dodatkowy pokój, specjalnie dla Wojtusia. Sam postawił mury i wykończył dobudówkę. Zrobił to dla ukochanego synka. Wojtek był oczkiem w głowie taty, a i ojciec zajmował szczególne miejsce w sercu siedmiolatka. Do dziś trudno Wojtkowi pogodzić się z tym, że taty już nie ma. – Wojtek ogromnie to przeżył – przyznaje pani Zofia. – Ciągle pyta: gdzie jest tata? Trudno wytłumaczyć to siedmiolatkowi. Dziś powiedział, że chce iść do tatusia – załamuje ręce kobieta. W pokoju, który zbudował dla niego ojciec, na honorowym miejscu wisi zdjęcie taty. – Wojtek sam je powiesił – mówi z trudem pani Zofia, niepewnie patrząc w przyszłość, bo wie, że nie będzie ona różowa.

Dostali pomoc


Śmierć ojca rodziny przyniosła ze sobą ogromne spustoszenie w sercach najbliższych. Pani Zofia, drobna, filigranowa kobieta zdaje sobie sprawę, że teraz na nią spadnie obowiązek wychowania synów i utrzymania rodziny. Nie będzie łatwo. Nadzieją jest renta po ojcu, którą dostaną jego synowie. Formalności jednak jeszcze trochę potrwają. Dlatego z pomocą rodzinie przyszli mieszkańcy gminy Tarnówka, odpowiadając na apel księdza proboszcza, który prosił o pomoc dla rodziny. - Dziękuję wszystkim mieszkańcom gminy oraz uczniom Zespołu Szkół w Tarnówce za wsparcie i pomoc, którą nam przekazali - mówi wzruszona pani Cetera.
[[reklama]]

Walka bez ojca

Przed tą drobną kobieta stoi jeszcze jedno, najważniejsze wyzwanie, które musi teraz zrealizować sama: walka o życie najmłodszego syna. Wojtek od wielu lat żyje tylko z jedną nerką, która nie chce się rozwijać (drugą usunięto mu, gdy miał zaledwie dwa lata). Jedynym ratunkiem dla chłopca jest przeszczep. Ma siedmiu braci, więc z dawcą nie będzie problemu. Gorzej, że czas ucieka, a Wojtek wciąż nie jest gotowy na przeszczep. Po drodze pojawiły się komplikacje z pęcherzem. Od dłuższego czasu lekarze z poznańskiej kliniki próbują leczyć tę przypadłość farmakologicznie.

Niestety, jak przyznaje mama Wojtka, nie przynosi to większego rezultatu. – Boje się, że lekarze staną przed ostatecznym rozwiązaniem: zaszycia pęcherza, a wtedy Wojtek do końca życia będzie musiał żyć z cewnikiem – mówi pani Zofia. W przyszłym tygodniu Wojtek pojedzie na kolejną wizytę do Poznania. Zawsze jeździł tam z tatą. Tym razem zawiezie go jeden ze starszych braci, który przebywa w rodzinnym domu na bezpłatnym urlopie. Jak będzie później? – Krzysiu niedawno zdał prawo jazdy, ale jak na razie to za daleka droga dla niego – martwi się pani Zofia, próbując na nowo poukładać życie rodziny. A to bez jedynego żywiciela rodziny będzie niezwykle trudne. Została wielka pustka, żal i powracające pytanie: dlaczego?

Wojtek Cetera jest podopiecznym Fundacji Złotowianka. Jeśli zechcecie Państwo wesprzeć chłopca i odciążyć choćby w ten sposób rodzinę, która znalazła się w trudnej sytuacji losowej, prosimy o dobrowolne wpłaty na konto fundacji: SBL Zakrzewo 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010 koniecznie z dopiskiem: dla Wojtka Cetera.

A. Głyżewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama