Reklama

Biegnij Złotowianko, biegnij!

11/03/2017 19:00
Takiego cudu Jezus by się nie powstydził. Chorzy, którzy nie chodzą, nagle zaczynają biegać. W Polsce potrafi to tylko fundacja Złotowianka

Nauka siadania? Cztery lata. Raczkowania? Kolejne cztery. Biegania? Kilka minut... Agatkę zalała krew, gdy miała tydzień. Przez późną diagnozę w jej mózgu zaszły duże zmiany. Dziś ma dziesięć lat, nie mówi i nie chodzi. Wszystko: lodówkę, telewizor, okno nazywa ma–ma. Ale rowerem jeździ jak rasowy kolarz.

Gdy zobaczyła rower, cieszyła się całą sobą. Te podskoki wykorzystała do fazy lotu

– Sylwia Koc–Zdanowicz opowiada o pierwszym kontakcie córki z RaceRunningiem. To nowy sport, dla niepełnosprawnych. Popularny w Skandynawii, a w Polsce raczkujący. Prekursorem RaceRunningu w naszym kraju jest fundacja Złotowianka.

Reklama

Wszystko zaczęło się od Natalii, naszej podopiecznej mieszkającej Szwecji

– mówi Angelika Leszczyńska, prezes fundacji Złotowianka. – Będąc u niej zobaczyłyśmy, że ta dziewczyna, z przepukliną oponowo–rdzeniową, która słabo chodzi, dzięki rowerowi race biega! Gdy następnie ujrzałyśmy ludzi, całe życie przykutych do inwalidzkiego wózka, stawianych do roweru race przy pomocy innych, jak nagle zaczynają biegać, już wiedziałyśmy, że musimy to zaszczepić w Polsce.

W maju 2016 roku w Złotowie odbywa się pierwsze szkolenie. Niepełnosprawni podopieczni fundacji siadają na trójkołowcach, opierają klatki na oparciach i przypięci pasami ruszają. Pozbawieni balastu przykurczonych ciał odpychają się nogami i... biegną.

Reklama

Dla Agatki to jest uwolnienie. Czuje się bezpieczna, wie, że może ruszać nogami i wie, do czego one służą. Szok!

– Sylwia Koc–Zdanowicz drogę powrotną do Piły znaczy łzami szczęścia.

Możliwości RaceRunningu poznają także inni. Karolina Szade z Łodzi ma mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe. Sama nie je, bardzo słabo mówi, jeździ na wózku. Od kilku miesięcy chwali się siódmym miejscem w wyścigu na rowerze, zdobytym na Mistrzostwach Europy w Danii. Dokładniej chwali się tym jej mama:

Gdy weszła na rower poczuła, że ruszają jej się biodra. Tu nagle wykrzyknik: Mamo, ja biegnę! Niesamowite uczucie, którego nigdy nie zapomnę.

Reklama

Powiedzmy sobie uczciwie

Fundacja Złotowianka działa od 8 lat. Ma ponad 1200 podopiecznych z całej Polski. To zaskakujące, że pod jej skrzydła ciągną ludzie z miejsc oddalonych o setki kilometrów.

Córka korzystała z turnusów w ośrodku Zabajka 2, dlatego mamy duże zaufanie do Katarzyny Klaczyńskiej, która jest wiceprezesem Złotowianki. Wiedziałyśmy, że fundacja będzie uczciwa, a różnie z tym w kraju bywa

– wyjaśnia Monika Szade. Inni podopieczni mówią o nieodpłatnych subkontach i szybkiej realizacji wypłat. Do dwóch tygodni, a w innych fundacjach może trwać to do pół roku.

Reklama

Córka była w innych fundacjach, ale tutaj jest to sumiennie robione. A to ważne, bo płacimy za rehabilitację ze swoich pieniędzy, a potem chcemy je odzyskać

– podkreśla mieszkanka Łodzi. Dobra organizacja to znak rozpoznawczy Złotowianki.

Zależy nam na tym, by nasi podopieczni otrzymywali pieniądze na czas. Już i tak mają masę innych problemów. To jednak, co przede wszystkim nas wyróżnia wśród innych fundacji, to fakt, że nie opieramy się wyłącznie o 1% i darowizny, które podopieczni sami gromadzą na swych subkontach

Reklama

– mówi Angelika Leszczyńska.

Organizujemy charytatywne imprezy, zbiórki, piszemy projekty, by z pieniędzy pozyskanych przez fundację mógł skorzystać także i ten chory, który sam nie jest w stanie zgromadzić pieniędzy na leczenie.

Nic dziwnego, że wolontariusze, a tych w fundacji ze Złotowa jest ponad 60, są tak z nią zżyci.

Ważni są ludzie, którzy w niej pracują. Są bardzo dobrze zorganizowani i zaangażowani

– mówi Karina Buczek, lat 21, studentka wychowania fizycznego w Gdańsku. Ze Złotowianką związana jest od gimnazjum, choć rodzice psioczyli, że zamiast się uczyć (była prymuską) lub pomagać w domu, ona biega lać wosk czy przygotowywać przedstawienie dla niepełnosprawnych. 

Reklama

Początkowo nie radziłam sobie z widokiem dzieci tak poszkodowanych przez los. Porażający był też widok rodziców, którzy chcą dla swych pociech jak najlepiej, a niewiele mogą

– wolontariuszka szybko przyswoiła motto fundacji: – Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia (A. Einstein).

Ciałem jestem teraz w Gdańsku, ale duszą w Złotowie. To moja mała ojczyzna także dzięki fundacji. Dzięki niej wiem, że gdy ktoś będzie potrzebował mojej pomocy, to przyjadę, by mu jej udzielić.

Gdy państwo nie pomaga

Zajęcia u logopedy kosztują minimum 50 zł, turnus w ośrodku rehabilitacyjnym – 5000 złotych. Monika Szade na opiekę nad córką dostaje od państwa 406 zł świadczenia pielęgnacyjnego.

Reklama

Ogromne pieniądze! Córka ma 643 zł renty socjalnej i 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego przeznaczonego na miesięczną rehabilitację. A rehabilitant bierze 100 zł za godzinę. Jedna wizyta w tygodniu to minimum

– skarży się mieszkanka Łodzi. Nie pracuje, bo zajmuje się córką. Karierę w księgowości zakończyła także Sylwia Koc–Zdanowicz:

Próbowałam łączyć pracę z opieką nad Agatką, ale to niemożliwe. Mam w domu dziesięcioletniego niemowlaka.

Gdyby nie pomoc fundacji Złotowianka, ich córki nie mogłyby liczyć na rehabilitację.

Reklama

Pomoc państwa jest zerowa. Dofinansowanie do turnusu, raz na dwa lata, to 1600 zł. A jeżeli rodzice przekroczą zarobki, to nie ma mowy, by je dostać. Dlatego musimy zbierać 1% podatku. Gdyby tego nie było, to moglibyśmy zapomnieć, by nasze dzieci były w tak dobrym stanie jak są

– mówi mieszkanka Piły.

Z roku na rok swój 1% przekazuje nam coraz więcej osób. Myślę, że to najlepszy dowód na to, że ufają Złotowiance

– zdradza prezes Leszczyńska.

Potrzeb jest jednak tak wiele, że tych środków ciągle brakuje. Dlatego zawsze i wszędzie będziemy apelować i zachęcać: przekazujcie Państwo swój 1% fundacji Złotowianka. Rehabilitacja dzieci niepełnosprawnych nie trwa chwilę

Reklama

– niezbędna jest cały rok. A to kosztuje.

Jesteśmy mistrzami

RaceRunning to szansa dla niepełnosprawnych. Na rehabilitację, ale też na podniesienie własnej wartości. Zbigniew Żubryj, 32–latek z mózgowym porażeniem dziecięcym, na zawodach w Danii został wicemistrzem Europy na 40 m.

Zaskoczyliśmy organizatorów i samych siebie. Na rowerze nie czułem się jak niepełnosprawny

– mieszkaniec Złotowa podkreśla, że do treningu Duńczycy dawali mu zdrowych sparingpartnerów.

Cieszę się, że ciocia Kasia Klaczyńska (w ośrodku Zabjka 2 opiekunowie zwani są ciociami i wujkami) namówiła mnie na ten sport. Czuję się prekursorem RaceRunningu, bo w Polsce nikt tego nie robi, tylko Złotowianka

Reklama

– mówi mężczyzna, który już pisze się do drużyny zakładanej przez fundację. Dzięki udziałowi w ogólnopolskiej akcji „Kilometry dobra” (Złotowianka zebrała 136 tysięcy złotych i zajęła II miejsce w kraju) fundacja zakupiła dziewięć rowerów. Wyszkoliła też kadrę.

Nie ma jednej techniki jazdy. Najlepiej jest odpychać się naprzemiennie, ale są tacy, co galopują, inni skaczą jak królik, a jeszcze inni używają tylko jednej nogi. Dla nich nieważne jest to, czy robią to ładnie, byle parli naprzód

– opowiada instruktor Radomir Klaczyński i dodaje:

Jeszcze nie spotkałem się z niepełnosprawnym, który powiedziałby o RaceRunningu: eee tam.

Jako przykład podaje Martę. 21–latkę z prętami w kręgosłupie, która podobno nigdy nie będzie chodzić. Na pierwszych zajęciach na rowerze zaczęła biegać. Bez opamiętania. Obtarła nogi o ramę, była czerwona jak cegła, ale nie chciała zsiąść. Półgodzinne zajęcia przeciągały się do półtorej godziny. Kilkudziesięciometrowy korytarz w Zabajce 2 pokonywała po sześćdziesiąt razy. Spodobał jej się wiatr we włosach.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak to jest nie chodzić, a nagle móc pobiec

– mówi R. Klaczyński.

Takich historii może być więcej. Podopieczni fundacji już zbierają na własne rowery. Karolina Szade w grudniu kupiła taki, bo Złotowianka pomogła jej założyć konto na portalu Się pomaga. Na sprzęt warty 10 tys. zł zrzucili się internauci.

Dla wielu niepełnosprawnych to cena zaporowa. Dlatego fundacja znalazła lokalnego producenta. Zenon Wiśniewski z Lipki stworzył prototyp, który może być tańszym zamiennikiem. Kosztować ma około 5 tys. złotych. Aktualnie złotowski mobiler jest w trakcie niezbędnej certyfikacji urządzenia. Jeśli wszystko pójdzie tak jak należy, drużyna RaceRunnerów przy Złotowiance wkrótce może mieć z kim konkurować. I dobrze, bo nie o wyłączność tu chodzi.

Jeździmy z pokazami RaceRunning po kraju i zachęcamy do tego sportu wszystkich

– mówi A. Leszczyńska.

Przed nami wyjazdy do Gdańska, Szczecina, Warszawy

– niepełnosprawni zapraszają nas do siebie, bo chcą te rowery widzieć, dotknąć, spróbować też poczuć wiatr we włosach. Za każdym razem, gdy widzę to wzruszenie, dziecka i rodzica, mam gęsią skórkę.

Cieszą mnie sukcesy podopiecznych, a ich osiągnięcia na tych rowerach są potężne. Nie dość, że uprawiają sport i mają frajdę, to jeszcze się rehabilitują. Ten rower jest nieziemski

– uważa R. Klaczyński. Fundacja też.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Monika - niezalogowany 2017-03-12 21:50:32

    Dziękujemy Złotowianko :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama