Nie widać ich na zawodach. Odwalają czarną robotę. Dwóch byłych lekkoatletów z powiatu złotowskiego od lat jeździ na mistrzostwa świata i Europy
System do obsługi zawodów lekkoatletycznych można podzielić na dwie podstawowe grupy – system do obsługi konkurencji biegowych oraz system do obsługi konkurencji technicznych takich jak skok w dal, wzwyż, skok o tyczce, rzut dyskiem, oszczepem, młotem czy też pchnięcie kulą. Dniówka dla obsługi technicznej może wynieść 150 zł. - Musimy być szybcy i niewidoczni. Tam nie ma ludzi z przypadku – mówią zgodnie Maciej i Kazimierz Kowalscy. [[reklama]] Obsługa niewidoczna
Przygotowania do dużej imprezy lekkoatletycznej trwają już kilka miesięcy wcześniej, od momentu, kiedy miastu zostanie przyznana organizacja zawodów. Rola obsługi technicznej zaczyna się zazwyczaj tydzień przed mistrzostwami. Wszystko zależy od tego, czy to są zawody przełajowe, czy zawody lekkoatletyczne na stadionie. - Przy przełajach jest mniej pracy. Zazwyczaj jesteśmy dwa, trzy dni wcześniej. Trzeba opalikować trasę, powiesić reklamy, zwalić śnieg, jeśli leży na trasach, posypać miejsca niebezpieczne trocinami, wyrównać nierówności, postawić ogrodzenie - mówią lekkoatleci. Ekipa techniczna na ostatnich mistrzostwach w biegach przełajowych w Bydgoszczy liczyła 30 osób. - Dwóch z obsługi koordynuje działania całej ekipy - mówi syn. - Teraz w Bydgoszczy rano w niedzielę było odebranie trasy przez IAAF (Międzynarodowa Federacja Lekkiej Atletyki). Ostatni delegat przyczepił się i trzeba było poprawić drobne usterki na trasie. Czym wyższa ranga zawodów, tym więcej ludzi związanych z pomocą przy trasie. Do obsługi zawodów lekkoatletycznych organizatorzy biorą zazwyczaj byłych lekkoatletów, którzy mają pojęcie i wiedzą co robią. – Weźmiesz kogoś z ulicy i nie będzie on kompletnie wiedział, do czego ma się zabrać. Tutaj nie ma ludzi z przypadku – jasno deklaruje pracownik ZCAS. Rola obsługi nie kończy się w momencie oddania trasy. Mistrzostwa świata trwały jeden dzień, skończyły się o 16:00, ale obsługa pracowała prawie do godz. 20:00. - Trzeba było wszystko uprzątnąć. Nas w telewizorze nie widać, kamera nas nie łapie. Obsługa ma być niewidoczna i szybka – mówią. Tworzymy jeden organizm
Trochę inaczej wyglądają zawody na stadionie. Jest dużo większa liczba osób, dłuższe są też przygotowania. Tam też wszyscy muszą mieć jednakowe stroje. Obsługa techniczna ma swoje, sędziowie swoje, delegaci również. - Ktoś będzie coś potrzebował i musi wiedzieć, do kogo ma się zgłosić – instruuje K. Kowalski. Każdy przydzielony jest do jednej konkurencji. Jedni idą do bloków startowych, inni do oszczepu. Pracownik ZCAS jeździ na zawody już od 10 lat, syn od 5. - Zacząłem się tym zajmować za namową taty. Biegałem kiedyś w Gwdzie Piła i lekkoatletyka zawsze była mi bliska. Poszedłem do szkoły pożarniczej, jestem obecnie w Kadrze Sportu Pożarniczego w Pile, więc to naturalne, że znalazłem się w obsłudze technicznej – mówi. Ojciec i syn obsługują Czwartki Lekkoatletyczne w Złotowie. – Mamy doświadczenie z zawodów wyższej rangi, poza tym nauczyciele nie przygotowaliby tego w taki sposób. Uczymy młodych lekkoatletów zachowania na zawodach, bo często młodzież ma złe nawyki i trzeba ich uczyć elementarnych rzeczy. Tyle lat doświadczenia przydaje się - mówią zgodnie.
Na mistrzostwach Europy czy świata mogą z bliska oglądać wszystkich zawodników i zawodniczki. - Gwiazdy są na wyciągnięcie ręki. W Bydgoszczy był Maurice Greene, było kilku ambasadorów IAAF: S. Bubka, W. Kipketer, J. Isinbajewa i nie było problemu ze wspólnym zdjęciem. Zawsze są mili i uśmiechnięci. [[nowa_strona]] Na zawodach tworzą jeden wielki organizm. - Wszystkie grupy: sędziowie, obsługa techniczna, pomiarowi od Seiko, ekipa telewizyjna współpracują ściśle ze sobą. W telewizji ładnie to wygląda, ale od środka jest trochę zamieszania i trzeba szybko reagować – dodaje K. Kowalski.
Problemy zawsze są
- Najczęściej mamy problemy z delegatami. Przychodzili tacy panowie odebrać zeskok do tyczki i mówili: 5 cm w prawo. Cały stelaż trzeba było rozbierać. Przychodził za jakiś czas kolejny delegat i chciał 10 cm w lewo i znów trzeba odkręcać i przestawiać. - Ale dla mnie najgorsi są polscy trenerzy, im wiecznie coś przeszkadza. Zeskok chcą przestawiać zawsze po swojemu, bo zawodnikowi nie pasuje – mówi senior rodu. Na identyfikatorach mają sektory, w których mogą się poruszać. Nie mogą być wszędzie i bezpańsko wchodzić w każdy sektor stadionu. Jak przyznają panowie apanaże finansowe za obsługę techniczną dostają. Dniówka wynosi średnio 130 zł. Wszystko zależy jednak od rangi zawodów. - Jesteśmy w okręgu bydgoskim i głównie w kujawsko–pomorskim obsługujemy zawody. – Fajnie jest na imprezie Pedros Cup. Impreza komercyjna, ale fantastyczna atmosfera. Pod publiczkę zawody, duże show, ale robi wrażenie – z uśmiechem na twarzy mówi K. Kowalski. [[reklama]] Japończycy w maskach
Oglądając zawody od środka można zaobserwować wiele ciekawych rzeczy. - Japończycy chodzili cały czas w maskach, myśleli, że powietrze jest skażone. Dodatkowo mieli peleryny zakrywające ciało. Ciekawi byli również lekkoatleci z Tunezji i Egiptu. Na rozgrzewce mieli ręce złożone i modlili się do Allacha. Było parę sekund do startu, a oni już w boksach drą się na cały głos do Allacha, jeden przez drugiego. Zabawnie to wygląda – mówi Maciek. Jak przyznają pasjonaci królowej sportu, w lekkiej atletyce jest inna kultura kibicowania i to widać na każdym kroku. - Zawodnicy pomagają sobie wzajemnie, publiczność kulturalnie dopinguje wszystkich. Za ostatnie mistrzostwa świata w przełajach dostali podziękowania w bydgoskiej operze od samego prezydenta Bydgoszczy. – Zawsze cieszy taki gest, człowiek czuje się wtedy bardziej doceniony – zakończył K. Kowalski.
Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze