Reklama

Komuna już była, a wędkarze chcą po prostu łowić

Z okazji mijającego roku przypominamy Wam najlepsze teksty z ostatnich dwunastu miesięcy - tym razem w wersji otwartej!

 

W efekcie działań Wód Polskich z Polskiego Związku Wędkarskiego systematycznie ubywa jezior i członków. Czy rozwiązaniem tego problemu byłoby połączenie swoich sił? O opinię w tej sprawie zapytaliśmy przedstawicieli wszystkich złotowskich kół wędkarskich

Jeszcze niedawno było ich sześć. Koło PZW przy OSM w Złotowie zawiesiło jednak działalność w lipcu 2022 roku. Podczas obchodów jubileuszu 75-lecia Koła Miejskiego w Złotowie prezes Paweł Kuczyński zaproponował, żeby połączyć pozostałe pięć kół w jedno, duże i prężnie działające.

Reklama

- Odbyłyby się nowe wybory, wybralibyśmy wspólnie nowego prezesa i nowy zarząd. To tylko pomysł, pytanie czy jest taka wola? Bo jeśli tak, to trzeba siąść i przegadać szczegóły – stwierdza prezes Miejskich.

- Niestety nie mamy instrumentów, żeby się przeciwstawić Wodom Polskim. Ich konkurencja jest za duża, dlatego osobiście zamiast „walki” z nimi, optowałbym za dialogiem i szukaniem nowych rozwiązań – przekonuje. Co na ten temat myślą pozostali prezesi?

Nie będzie sentymentów

Stanisław Brzeziński prezes Koła „Karaś” w Złotowie, były wiceprezes Zarządu Okręgu Noteckiego, a obecnie szef Komisji do Spraw Zagospodarowania i Ochrony Wód, mówi nam, że jak dotąd nikt się oficjalnie z takim pomysłem do Karasia” nie zgłaszał.

Reklama

- Jeżeli koła sobie radzą, prowadzą swoją gospodarkę i są na plusie, to pozwólmy im na to, komuna już była – stwierdza z humorem i zapewnia, że takie zmiany niczego dobrego nie wniosą.

- Na zebraniu sprawozdawczym mogę taką sondę puścić wśród naszych członków, ale raczej z góry wiadomo jaki będzie jej efekt – przewiduje komendant-koordynator Społecznej Straży Rybackiej w Okręgu Nadnoteckim PZW w Pile. W jego ocenie duże koło, to także duże ambicje jego prezesów i duże pieniądze do rozdysponowania, czyli pokusy. Stanisław Brzeziński przypomina również, że próby podobnych aliansów były już w przeszłości, m.in. za czasów prezesa Czesława Trusińskiego. Wtedy na taki pomysł nie zdecydowało się żadne z kół, Stanisław Brzeziński przewiduje, że oficjalne deklaracje obecnych zarządów będą podobne.

Reklama

- Próby tworzenia takiej jedności są trochę na siłę. W Pile równolegle działa około 11 kół, wszystkie jakoś sobie radzą i nie mają takich ciągot. Wskazywanie Wód Polskich jako wspólnego „wroga” niczego tutaj nie zmieni, bo wszelkie decyzje zapadają znacznie wyżej – zaznacza. Okręg jest jedynie dzierżawcą wód, których właścicielem są w większości Wody Polskie czy samorządy. Zazwyczaj właściciele respektują termin dzierżawy, ale nie jest to regułą.

- Nasze wody to teren zlewni bydgoskiej i poznańskiej. Poznań nie spieszy się do przejmowania wód, ale już władze w Bydgoszczy są na tym polu dużo bardziej aktywne. O tym czy właściciel przedłuży nam umowę decyduje siła rynku. To czy będziemy w stanie wygrywać przetargi zależy w dużej mierze od tego, jakie będą nasze zasoby finansowe. Te z kolei przekładają się na ilość członków – wyjaśnia prezes Brzeziński, którego koło od lat opiekuje się Jeziorem Piaskowym, czyli popularną Zamzą.

Reklama

Problem w tym, że wielu wędkarzy opuszcza szeregi PZW, wybierając bardziej kompleksową i przede wszystkim tańszą ofertę Wód Polskich. Z oficjalnych danych Okręgu Nadnoteckiego wynika, że na chwilę obecną ubyło 23, 2 % członków PZW, w stosunku do stanu ubiegłorocznego. Są to jednak dane uwzględniające tylko 42 z 60 kół, do rozliczenia pozostało ich więc jeszcze 18. Prezes Brzeziński przewiduje, że ostatecznie będzie to skala kilkunastu procent. W kole „Karaś” w ubiegłym roku wędkowało 180 członków, w tym już tylko 138. Stanisław Brzeziński podkreśla, że naturalną rzeczą jest, że wędkarze migrują z koła do koła.

- W „Karasiu” to około 30 procent ogółu. Kolejne 20 procent to działacze silnie związani z kołem, a pozostali, to ci, którzy chcą tylko uiścić opłatę i po prostu sobie wędkować. - W okręgu były głosy, żeby o 10 – 15 % podnieść składki, ale to były głosy odosobnione. Nie możemy podnosić stawek, jeśli chcemy być konkurencyjni dla Wód Polskich. Ludzie nie będą kierować się sentymentem, tylko pójdą tam gdzie będzie taniej.

Reklama

Sami dla siebie

W najmniejszym złotowskim kole – Metalplaście ubytek ludzki jest najmniejszy. Z 74 członków w roku 2022 do dziś pozostało 64 wędkarzy. Odeszli głównie ci, którzy mieli pomost lub łódkę na jeziorze Śmiardówka, które z końcem sierpnia 2022 roku przeszło pod kuratelę Wód Polskich. Koło Metalplast działa od 47 lat, na początku związane z firmą o tej samej nazwie, później stało się grupą niezależną, gromadzącą dobrych znajomych czy członków tych samych rodzin. Niewiele tu nowych twarzy, wszyscy znają się od lat i wspólnie dzielą swoją wędkarską pasję. Niewielkie rozmiary służą aktywności, członkowie koła prężnie działają, organizują liczne zawody, choć oficjalnie nie mają pod opieką żadnego akwenu, dbają o porządek na „swoim” fragmencie linii brzegowej Jeziora Zaleskiego, a na zebraniach pojawia się 1/4 wszystkich wędkarzy. Wzorowy porządek w szeregach Metalplastu podkreślają też pochwały administracji Okręgu Nadnoteckiego. Pomysł połączenia złotowskich kół jest w Metalplaście znany i niemal jednogłośnie uznany za niemający racji bytu.

- Związanie się pozostałych kół z Kołem Miejskim niczego nie zmieni, bo wszelkie najważniejsze decyzje, jak zmiany wysokości składek czy nieujmowanie w składkach emerytów, i tak zapadają na najwyższym szczeblu – mówi nam prezes koła Metalplast, Maja Massel Chara, podkreślając, że w chwili obecnej każdy wędkarz ma wybór, do którego koła chciałby należeć, gdyby rządy jedynie słusznego koła z jakichś względów mu nie odpowiadały.

Reklama

Większe koło będzie mieć w okręgu więcej swoich przedstawicieli, sprzeda też więcej znaczków, co byłoby równoznaczne ze zwiększonymi wpływami na fundusz koła.

- Nasze sportowe inicjatywy finansowane są w całości ze środków, które okręg wysyła na konto koła po zakończeniu sprzedaży pozwoleń i to nam wystarcza na podstawowe potrzeby, nie musimy obracać nie wiadomo jakimi kwotami. My cały czas działamy, chociaż jesteśmy małym kołem i niewiele nas widać. Jesteśmy sami dla siebie, dogadujemy się ze sobą i bardzo cenimy tę naszą „rodzinną” atmosferę. Raczej nie widzimy siebie w takim kole – molochu – stwierdza prezeska Metalplastu, wskazując na koniec, że w jej ocenie walka z Wodami Polskimi mija się z celem i wielkość koła nic tutaj nie zmieni.

Reklama

Bobry robią swoje, kłusownicy swoje

Ryszard Stanek funkcję prezesa Koła „Sandacz” piastuje od 20 lat. O pomyśle Koła Miejskiego wcześniej nie słyszał, choć podkreśla, że takie plany „miejscy” mieli już kilka lat temu.

- Nie ma takiej możliwości, nie ma takiej opcji – mówi krótko.

- Nie po to odchodziliśmy z Koła Miejskiego, żeby teraz do niego wracać. Gdybym jako prezes koła podjął taką decyzję, straciłbym zaufanie swoich członków. Na dzień dzisiejszy to do nas przyszło około 30 wędkarzy związanych wcześniej z Kołem Miejskim. Proszę ich zapytać dlaczego zdecydowali się na taki krok – argumentuje.

Reklama

Dwa lata temu w „Sandaczu” zarejestrowanych było 236 wędkarzy, na chwilę obecną jest ich 186. Po przejęciu Jeziora Śmiardówka przez Wody Polskie, koło nie ma już oficjalnie pod opieką żadnego akwenu.

- Jeśli Wody Polskie nadal będą przejmować te akweny, na których kończą się dzierżawy, to będzie ciężko. Mówię to jako człowiek, który w PZW jest od ponad 50 lat – stwierdza z żalem Ryszard Stanek, podkreślając, że to nie koniec zmian, bo w kolejce czekają już m.in. jeziora Miejskie i Zaleskie, na które też wkrótce skończą się obowiązujące dzierżawy.

Reklama

- Można by walczyć z Wodami Polskimi, ale zmiany musiałyby się zacząć od głowy, czyli od zarządu głównego. Teraz nie można się dogadać ani z Bydgoszczą, ani z Olsztynem, wody są zaniedbywane, bobry robią swoje, kłusownicy swoje... Aż serce ściska – mówi nam prezes „Sandacza”.

Tylko tyle i aż tyle

Koło Unimetal w Złotowie, które do marca tego roku miało pod swoją opieką Jezioro Proboszczowskie, tworzy w chwili obecnej 77 członków.

- Nikt ze mną nie rozmawiał na ten temat, dlatego nie chce wychodzić przed szereg i ferować żadnych wyroków – stwierdza prezes Józef Lawrenc.

Reklama

- Może się kiedyś okazać, że nie będzie innego wyjścia i powstanie jedno silne koło, które tylko w ten sposób będzie mogło w miarę prężnie działać. Nie jest tajemnicą, że tylko niewielka część członków chce się społecznie udzielać. Pomysł połączenia złotowskich kół to temat, który musiałby być podjęty przez wszystkie koła i nie powinien być rozstrzygany na łamach gazety, tylko w gronie zainteresowanych działaczy. Wcześniej w naszym kole postaramy się wykrystalizować jakieś stanowisko, porozmawiamy z kolegami z innych kół i wtedy podejmiemy wiążącą decyzję - zapewnia nasz rozmówca, wskazując, że Wody Polskie przejęły Jezioro Borówno, Jezioro Sławianowskie czy Śmiardówka, a w związku z tym zaczyna się robić kłopot.

- W jakim kierunku to dalej pójdzie, naprawdę nie wiem. Moim zdaniem PZW przeżywa kryzys i to mocny, poszczególne koła borykają się z brakiem chętnych do pracy. Coraz mniej jest ludzi gotowych działać z otwartym sercem i to jest kluczowy problem. Wydaje się, że pomysł prezesa Kuczyńskiego to próba szerszego spojrzenia na problem, ale czy znajdzie on uznanie pozostałych kół, pokaże samo życie - kończy Józef Lawrenc.

Także Arkadiusz Leszek Michalski, który szefuje obecnie strefie złotowskiej, podejrzewa, że pomysł aliansu miejscowych kół jest pokłosiem masowego opuszczania związku przez wędkarzy. W skali okręgu członków jest o około 4 tysiące mniej, niż w roku ubiegłym.

- Koła wypracowały sobie przez lata swoje modele działania i to w nich odbywa się cała praca u podstaw. Dobrze widać to na zawodach strefowych, gdzie tyle ile kół, tyle jest sposobów na organizację. Zawsze są jakieś różnice, ale w ogólnym ujęciu wydaje mi się, że to najwłaściwsze podejście – przekonuje.

- Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby inni działacze podeszli do tego pomysłu z dystansem. W świetle przepisów na 150 członków w danym kole przypada jeden delegat, dlatego to te mniejsze koła są w pewnym sensie premiowane, bo choćby miały i 40 członków, też maja prawo do swojego przedstawiciela – wyjaśnia.

Jaki kurs przyjąć wobec Wód Polskich?

- W mojej ocenie wędkarze chcą po prostu łowić, a nie walczyć i zastanawiać się, kto zarządza danymi wodami. Są takie przesłanki, że Wody Polskie wcale nie chcą zniszczyć Polskiego Związku Wędkarskiego, musielibyśmy się po prostu dostosować do ich warunków. Niestety, na chwilę obecną rozmowy te są prowadzone na poziomie krajowym. W mojej ocenie, siłą rzeczy, najmniejsze koła będą najprawdopodobniej wygasały, i to nie dlatego, że są z jakiegoś powodu gorsze, bo czasami jest w nich lepsza praca, niż w tych większych. Niestety w końcu zabraknie ludzi gotowych do angażowania się w działalność swoich komórek, i to chyba jest najsmutniejsze w tej sprawie. Tylko tyle i aż tyle.

Leszek Chełmowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/05/2025 15:57
Reklama


Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama