Reklama

Na majątku zawrzało

14/11/2011 00:00
Dawniej był tu jeden właściciel i problemy miał tylko swoje. Dzisiaj popularny majątek w Węgiercach jest w rękach kilku osób, które oprócz swoich muszą mierzyć się również z problemami współwłaścicieli. Poszło o drogi, prywatne, z których korzysta cała wieś

Majątek - tak ludzie nazywali sporą działkę w Węgiercach jeszcze przed wojną. Po zmianach ustrojowych plac przy drodze powiatowej stał się własnością kilku osób. Ilu? Trudno ustalić. Niektórzy zmarli, zostali spadkobiercy, a jakby tego było mało, i Skarb Państwa rości sobie prawo do niewielkiego w nim udziału.
[[reklama]]
Z roku na rok liczba osób mających jakieś związek z działką rozrasta się, są dzierżawcy, użyczenia. Jak dobrze policzyć, to w tej chwili około ośmiu podmiotów ma coś wspólnego z majątkiem. Dzisiaj mieszkają tam dwie rodziny, pozostali są właścicielami gruntu, domy mają jednak w innych częściach wsi. Prawna sytuacja właścicieli jest nie do pozazdroszczenia, bo dotąd nie mają wydzielonych swoich części. Wszyscy rządzą na wszystkim. Teren jest ogólnodostępny i każdy bez problemów może tam wejść. Sprawę komplikuje dodatkowo fakt istnienia od kilkudziesięciu lat dróg gruntowych, z których korzystają także mieszkańcy wsi, dojeżdżając na pola albo skracając sobie drogę przez wieś. I to owe drogi stały się solą w oku współwłaścicieli terenu.

Zamknąć - nie zamykać

Sprawa rozgrywa się między dwiema rodzinami. Po jednej stronie Helena i Czesław Kwaśniewscy, małżeństwo zamieszkujące od ponad dwudziestu pięciu lat położony na wzgórzu majątku domek, po drugiej Jan Zając, pracownik Urzędu Gminy w Tarnówce, radny Rady Powiatu Złotowskiego, również właściciel działki w 1/6 oraz starego magazynu.

– Pani, my chcemy tylko spokoju na stare lata - żalą się Kwaśniewscy, którzy poprosili o pomoc. Twierdzą, że zostali w walce o swoje zupełnie sami. Od kilku miesięcy walczą o odrobinę prywatności na działce, której, podobnie jak Jan Zając, w 1/6 są współwłaścicielami. Największym problemem jest droga, która prowadzi kilka metrów od ich domu i przecina plac między domem a obórką. - Kiedyś przejechał tędy może jeden, dwa samochody - opowiada Helena Kwaśniewska. - A teraz to jak na autostradzie. Ze wszystkich właścicieli tylko my mieszkamy przy drodze, nic dziwnego, że innym to nie przeszkadza - żali się kobieta, dodając, że maszyny rolnicze z roku na rok są coraz cięższe, co nie pozostaje bez znaczenia na stan jakby nie było prywatnej drogi, należącej do kilku właścicieli, a nie do całej wsi. - Tyle lat już to wytrzymujemy, ale ile można - dodaje Czesław Kwaśniewski. Mówią, że z terenu powinni korzystać ci, którzy mają do niego prawo, a nie kto popadnie. Małżonkowie ustawili więc tablice ostrzegające, że jest to teren prywatny, (informując o tym współwłaścicieli). Jak na złość od czasu pojawienia się tablic, samochodów jest więcej. Niektórzy zrozumieli i nie jeżdżą przez majątek, gdy nie muszą, ale są też tacy, co przyznają nawet sami mieszkańcy wsi, którzy celowo podjeżdżają pod okna Kwaśniewskich. I pewnie nie bez znaczenia w tym wszystkim jest fakt, że innemu współwłaścicielowi korzystanie przez mieszkańców z dróg na majątku nie przeszkadza.

- Drogi leżą na terenie prywatnym, taki jest stan prawny, ale jest jeszcze coś takiego jak zasady dobrego współżycia z sąsiadami - mówi Jan Zając. - Nie mogę zamknąć ludziom drogi, nie wyobrażam sobie, żeby brat pana Kwaśniewskiego musiał ze swojej posesji wyjeżdżać gdzieś przez byłe tory, a zimą nie miał wyjazdu z posesji gdy pod nosem ma drogę. To jest znaczny skrót, który udrażnia przejezdność po drodze powiatowej. Maszyny rolnicze nie blokują drogi publicznej, która w Węgiercach charakteryzuje się szczególnie niebezpiecznym zakrętem - argumentuje radny powiatowy, dodając, że nie zgadza się z postawionymi przez Kwaśniewskich tablicami, tym bardziej, że jak twierdzi, część tej działki stanowi współudział Skarbu Państwa i może być wydzielona jako istniejące drogi. - Ci państwo mają takie same prawo do zarządu jak ja i pozostali właściciele. Ustawienie tablicy to nie jest zwykły zarząd, to jest przekroczenie zarządu. To może tylko stanowić większość, czyli więcej niż połowa, która wystąpi do sądu i ustanowi coś innego.
[[reklama]]
Nie mogą zamknąć sobie drogi

Jan Zając kategorycznie nie zgadza się na zamknięcie, a tym samym zlikwidowanie dróg wewnętrznych, o co walczą Kwaśniewscy, tłumacząc to nie tylko dobrymi stosunkami z mieszkańcami, ale także dbaniem o własny i innych współwłaścicieli interes. - Drogi są już od kilkudziesięciu lat i uważam, że powinny zostać, nawet jeśli miałoby dojść do podziału działki. Nie ma innej możliwości jak pozostawianie dróg i dopiero przy drogach dokonanie podziału. Wyobraża sobie pani, że wydzielę działkę i zafunduję sobie współwłasność przejazdu przez czyjąś działkę, tzw. służebność, a na końcu państwo Kwaśniewscy zamkną mi drogę? Kto by na to się zgodził? Ja się nie zgadzam.

Zaczęło się od podziału

Od ponad dwudziestu lat współwłaścicielom udało się przeżyć bez większych zgrzytów. Jakim cudem? Jan Zając przyznaje, że sprawa zaczęła się, gdy działkę chciał wydzielić jeszcze inny ze współwłaścicieli z zamiarem jej sprzedaży obecnemu dzierżawcy. - Zaczął się problem, bo Kwaśniewscy wpadli na szalony pomysł: jak on dzieli, to my też, drogi zamykamy, zabieramy, a pozostali współwłaściciele i korzystający z tych dróg od 60 lat, Kwaśniewskich nie obchodzą - kwituje Jan Zając.

Małżonkowie potwierdzają, że noszą się z zamiarem sprzedaży domu, dlatego starają się o podział działki. Na starość zostali sami w wielkim domu, ale mają problemem z jego sprzedażą, bo nikt nie chce się pakować we wspólnoty. - Dom jest naszą własnością, ale nie ma podziału. Pan Zając nie wyraził na to zgody. Na nic się nie zgadza - żali się kobieta, załamując ręce. - Ze strony państwa Kwaśniewskich musi być rozsądek, działkę można podzielić, ale nie można podchodzić do sprawy w ten sposób, że zamkniemy drogi, a wy róbcie sobie co chcecie - odpiera zarzuty urzędnik. - Tu chodzi o rozsądek, z jednej i z drugiej strony, o pozostawienie dróg przejazdowych, w innym wypadku będziemy wchodzili sobie z przejazdem w służebność - przekonuje.

Od roku nęka nas młody

Od roku atmosfera wokół sprawy przybiera na sile. Teraz nie chodzi już tylko o podział działki, ale o sąsiedzkie złośliwości. Kwaśniewscy czują się osaczeni i nękani szczególnie przez młodszego syna Jana Zająca. Żalą się, że od lat dbali o wspólny teren wszystkich, a teraz muszą patrzeć, jak ktoś niszczy ich pracę, jak jeździ samochodem po majątku, ostro hamuje i na złość puszcza głośno muzykę. Mają żal też do innych młodych mieszkańców, którzy urządzili sobie na majątku miejsce na ognisko, bez ich zgody i aprobaty. - Tylko wysypisko butelek i normalnie balangi - mówią Kwaśniewscy. - Ludzie nie pytają nas o zdanie, czy mogą tu robić ognisko, a przecież to prywatny teren, to my tu mieszkamy. Na plac zabaw zgodziliśmy się, ale nie na coś takiego - złoszczą się. - Zdajemy sobie sprawę, że mieszkańcy sądzą, że to my awantury wszczynamy, ale tylko dbamy o swoje.

Syna broni Jan Zając, który przypomina, że ma on takie samo prawo przebywać na majątku jak państwo Kwaśniewscy. - Mój syn ma prawo tamtędy jeździć, coś zawozić, coś sobie przywozić, zwłaszcza, że stoi tam nasz magazyn. Nikt tego nie może mu zabronić - zapewnia, dodając jednak, że ostatnio doszło już do tego, że po każdej wizycie syna na majątku pyta go, gdzie jeździł, jak i czy nie zrobił szkód. - Czy tak to powinno wyglądać? Bo z drugiej strony co to znaczy, że trochę darni wyleciało przy hamowaniu? Tym bardziej, że ten młody człowiek wie, że jeśli coś się stanie, ma i to posprzątać.

Chcą podziału, ale na innych warunkach


Obie strony wikłające się w coraz większy konflikt zgodne są tylko co do jednego: chcą podziału działki. Każdy ma jednak zupełnie inną wizję. Bo jeśli coś można przy tym zyskać, kto nie dbałby o własny interes? I jeśli do tego dodać jeszcze pozostałych współwłaścicieli, to może się okazać, że podział jest niemożliwy, bo każdy widziałby go inaczej. Gorzej, że dzieje się to w małej społeczności, która czasami tylko podsyca konflikt, a potem obserwuje doprowadzonych do złości ludzi.

A. Głyżewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama