Wykryto nowe nielegalne przelewy. Na czyje konto poszły pieniądze, czy zrobiła to ta sama osoba co poprzednio? Kto jeszcze jest zamieszany w aferę w urzędzie?
W Urzędzie Gminy w Okonku trwa kontrola finansowa po tym, jak okazało się, że zastępca burmistrza robił nielegalne przelewy. Władze gminy twierdzą, że proceder trwał od dłuższego czasu i w sprawę zamieszanych jest więcej osób. Podczas weryfikacji dokumentów znaleziono schemat działania, według którego dokonywano nielegalnych transakcji. Samorządowcy z innych gmin nie mogą wyjść ze zdumienia, że w Okonku uprawiano taki proceder. Sprawę bada policja, a nowego skarbnika jak nie było, tak nie ma.
Znaleźli klucz
Dwa tygodnie temu burmistrz Okonka Mieczysław Rapta mówił, że sprawa nieszczęsnych przelewów z gminnej kasy na prywatne konto jest rozwojowa. Dzisiaj to potwierdza. – W dalszym ciągu porządkujemy sprawy księgowań i przy okazji niektóre sprawy wychodzą na jaw. Najważniejsze, że wpadliśmy na pewien klucz, mechanizm, który ułatwia nam poszukiwania – tłumaczy.
W każdym przypadku pojawia się ten sam schemat działania, który był zastosowany przy przelewach, do których przyznał się były zastępca burmistrza Okonka. Niestety, z uwagi na dobro śledztwa burmistrz nie chce ujawnić, na czym ten mechanizm polegał.
Trudno w tej chwili powiedzieć, czy nowo wykryte nielegalne przelewy dotyczą tej samej osoby co poprzednio, czy też zamieszane są w to inne osoby. – To jest przedmiotem prowadzonego dochodzenia – ucina krótko Mieczysław Rapta. – Jedno w tym wszystkim chciałbym zaznaczyć: zawiadomienie złożone przeze mnie 22 grudnia nie obejmowało konkretnej osoby, tylko konkretne czyny. Tematem dochodzenia będzie wykrycie sprawców, z wyjątkiem tych dwóch poprzednich transakcji, do których pan Sochaj się przyznał – dodaje.
[[reklama]] [[nowa_strona]] Zaufanie
Jak mogło dojść do takich nieprawidłowości, skoro przelewy podpisują trzy osoby do tego upoważnione, w tym burmistrz? Mieczysław Rapta tłumaczy, że działa tu zasada zaufania, bez której trudno w ogóle pracować w takiej instytucji jak urząd gminy. – Zanim przelew trafi do mnie, musi go podpisać główna księgowa i skarbnik. Z tym, że ja dostaję zbiorczy wydruk, na którym jest kilkadziesiąt przelewów. Nie tylko ja, ale żaden burmistrz nie jest w stanie tego sprawdzić. To musi odbywać się w księgowości – twierdzi.
Na wszystkie przelewy są podkładki, najczęściej faktury, jedynie zwroty dotacji nie mają czegoś takiego. I właśnie w tej sferze mogło dojść do niekontrolowanych przelewów. Trudno jednak uwierzyć w to, że mogła tego dokonać tylko jedna osoba. Ale na te wątpliwości odpowie już śledztwo, które prowadzone jest przez specjalistów z Komendy Powiatowej Policji w Złotowie. [[reklama]] Bez wyobraźni
Sytuacją, jaka wydarzyła się w Okonku, zdziwieni są wszyscy, którzy mają coś wspólnego z gminnymi pieniędzmi. Burmistrz Krajenki Stefan Kitela twierdzi, że u nich nic podobnego nie mogłoby się wydarzyć. – Najpierw siada do komputera skarbnik, wpisuje swoje hasło i się loguje. Potem odchodzi i siadam ja, robię to samo. Ja nie znam jej hasła, a ona mojego. Żaden „lewy” przelew nie przejdzie – mówi włodarz Krajenki.
Podobnego zdania są inne osoby. – Zawsze znajdzie się sposób, żeby pieniądze z gminy wyprowadzić. Warunek jest jeden: tego nie zrobi pojedyncza osoba, muszą być w to zamieszane przynajmniej dwie. I naprawdę trzeba nie mieć wyobraźni, żeby wierzyć w to, że sprawa się nie wyda. Finanse gminy to są naczynia połączone, jeśli w jednym miejscu nie gra, to odbija się to na innych składnikach – tłumaczy główny księgowy z jednego z urzędów, chcący jednak zachować anonimowość.
Z tego, co do tej pory odkryto można wnioskować, że jeszcze wiele ciekawych rzeczy dowiemy się o funkcjonowaniu gminy Okonek w ostatnich latach. Niestety, na wizerunku gmina straci, przykładem brak chętnych na stanowisko skarbnika.
Ryszard Mikietyński
www.sxc.hu
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze