Wywiad z Jackiem Szewczykiem to jedna z ciekawszych rozmów, jakie czytałem ostatnio. Jest chyba pierwszym znanym mi dyrektorem publicznej, wiejskiej szkoły, który otwarcie mówi, że wiejskich szkół nie da się utrzymać na obecnych zasadach.

Zazwyczaj dyrektorzy nawołują do ratowania swoich placówek za wszelką cenę, twierdząc, że dzieci będą miały tu lepiej, że wieś straci, że jak szkoły nie będzie, to niczego nie będzie. Nikt oczywiście słowem się nie zająknie, ile to ma kosztować, bo to przecież nikogo nie obchodzi – podatnik zapłaci.
I teraz wychodzi dyrektor wiejskiej szkoły i mówi, że przy takiej demografii to się nie uda, że jak ma być szkoła, to niech będzie do południa, a po południu ma tu być straż, Koło Gospodyń Wiejskich, świetlica, bo inaczej to się w żaden sposób finansowo nie zepnie.
Tak sobie myślę, że dyrektor Szewczyk to jakiś kamikadze, że mówi publicznie, otwarcie o takich rzeczach – w przeciwieństwie do wielu samorządowców, którzy tego tematu boją się jak diabeł święconej wody. Z drugiej strony, może właśnie takich ludzi nam potrzeba, którzy nie owijają w bawełnę, nie cedzą słów… I ta wyliczanka, jak niewielu nauczycieli ze wsi pracuje w wiejskiej szkole… Może dlatego nie boi się mówić, bo wie, że na jego miejsce i tak nikt nie przyjdzie. Bo niby gdzie taki drugi by się znalazł, któremu jeszcze chciałoby się zarządzać szkołą?
Szewczyk dotknął sprawy, z którą za chwilę wszyscy będziemy się borykać. Kto utrzyma te wszystkie obiekty: sale, świetlice, siedziby, żłobki, przedszkola, szkoły, stadiony, place zabaw, wiejskie skwerki? Dziś problemem nie jest wybudować, problemem będzie to utrzymać. Często jadę przez Prochy w gminie Zakrzewo. Patrzę na plac zabaw i boisko, wybudowane w szczerym polu. Zawsze pusto, żadnego dziecka, nawet nie chcę wiedzieć, ile to kosztowało. Za kilka lat większość tych nowo wybudowanych obiektów będzie świecić pustkami i albo samorządowcy się ogarną i będą robić tak, by wszystko się ekonomicznie bilansowało, albo ci nieliczni, którzy będą jeszcze żyć w gminach i miastach, pójdą zwyczajnie z torbami, ponosząc konsekwencje budowlanych ambicji włodarzy i radnych.
Podoba mi się dyrektor Szewczyk, bo w swojej wypowiedzi obnaża samorządowe realia. Też uważam, że wszystko trzeba liczyć co do złotówki i patrzeć, czy jest to ludziom potrzebne, czy nie, czy mieszkańcy będą mieli z tego korzyść, czy nie. W końcu to są ich pieniądze.
Kto ma nad tym czuwać? Również my, mieszkańcy. To jest nasz obowiązek. Dziś publikujemy artykuł na temat możliwości publicznego wglądu do umów, jakie samorządy zawierają z podmiotami, płacąc im za usługi. Tylko jedna gmina w naszym powiecie ma publiczny rejestr – kilka lat temu wprowadzono tę zasadę w Złotowie. Inne gminy w internecie tego nie publikują, wskazując, że nie ma takiego obowiązku. Ale jak ktoś chce, to mu taką umowę pokażą. 99,99% mieszkańców nawet nie ma świadomości, że jakaś umowa została zawarta, nie wiedzą nawet, że mają prawo ją zobaczyć.
W Złotowie rejestr jest publikowany, ale… nie wszystkie umowy są jawne. Że niby nazwiska nie można ujawnić. To na co komu taki rejestr, chciałoby się zapytać, skoro nie wiadomo, komu miasto zapłaciło za daną usługę? Przecież to się nijak nie klei. Po to są rejestry, by ludzie mogli sprawdzić, za co jest płacone i komu. Okazuje się, że spora grupa samorządowców nie chce upublicznienia na swoich stronach internetowych rejestrów umów, zasłaniając się tym, że będzie się to wiązać z dodatkową robotą. To kolejny przykład, jak punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia. Oto ludzie, którzy byli kandydatami na wójtów, burmistrzów i prezydentów apelowali o przejrzystość, a kiedy już nimi zostali, zasłaniają się ciężką, dodatkową robotą, jeśli zapisy o upublicznieniu umów miałyby wejść w życie.
Piotr Steffen ostatnio zapytał byłego burmistrza, czy jakby nie przychodził do pracy przez kilka dni, to czy by się coś stało? Ten szczerze mu odpowiedział – urząd to w pewnym sensie samograj, obeszliby się i beze mnie.
Wracając jednak do rejestru umów i pieniędzy – wszędzie tam, gdzie dokładnie patrzy się na ręce tym, którzy wydają publiczne pieniądze, wszędzie tam wydaje się je efektywniej i lepiej. I chyba Szewczykowi o to chodzi: że jeśli jego szkoła ma się utrzymać, jeśli boiska i hale mają być otwarte dla wszystkich, to trzeba zacząć naprawdę wszystko dokładnie liczyć. Jak swoje.
Mariusz Leszczyński

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A może tak w końcu napiszecie kto kogo odwiedził w Okonku 2 grudnia, tydzień temu o 6 rano???? Naprawdę czy tak trudno jest prawdę pisać, haha
Teraz taki szczery, a przed wyborami straszył rodziców dzieci i nauczycieli w Sypniewie że szkoła ma być do zamknięcia i agitował za obecną burmistrz
Najlepiej byłoby zlikwidować na terenach wiejskich szkoły, świetlice, place zabaw i boiska, a za zaoszczędzone pieniądze zbudować korty tenisowe dla tenisistów ze Złotowa, ewentualne zasponsorować jachty, jacuzzi, sauny, kursy samorozwoju dla wybrańców. A wieśniaki niech piją jabole na przystankach. Prawda?
W Okonku RMD się nie patyczkował. Zlikwidował 6 szkół na wsiach. Dziś są do likwidacji jeszcze 2 szkoły....
Po co ich szkolic jak i tak pojada pracować w Holandii ? czy w Norwegi,Irlandii czy w Niemczech.
Karol co przez to rozumiesz?
A może tak w końcu napiszecie kto kogo odwiedził w Okonku 2 grudnia, tydzień temu o 6 rano???? Naprawdę czy tak trudno jest prawdę pisać, haha
Teraz taki szczery, a przed wyborami straszył rodziców dzieci i nauczycieli w Sypniewie że szkoła ma być do zamknięcia i agitował za obecną burmistrz
Najlepiej byłoby zlikwidować na terenach wiejskich szkoły, świetlice, place zabaw i boiska, a za zaoszczędzone pieniądze zbudować korty tenisowe dla tenisistów ze Złotowa, ewentualne zasponsorować jachty, jacuzzi, sauny, kursy samorozwoju dla wybrańców. A wieśniaki niech piją jabole na przystankach. Prawda?