Ekipa z Bługowa przebierała się już w stroje ludowe, w rodzinę animowanych jaskiniowców, w drużynę Myszki Miki, w bollywoodzkich artystów estradowych, a kilkanaście dni temu, podczas ostatnich dożynek, w gości z Afryki. Po co to robią? – Żeby się dobrze bawić – mówi Elżbieta Gliwa, członkini rady sołeckiej tej wioski. Sama na scenie nie występuje, ale aktywnie uczestniczy w życiu swojej wioski i z satysfakcją ogląda występy grupy, w której m.in. pojawia się jej córka. – A przy okazji można też coś wygrać – o powodach udziału drużyny z Bługowa mówi małżonek pani Elżbiety, Zygmunt, także czynnie angażujący się w społeczne życie wioski. Jest z nimi kolejna członkini rady sołeckiej, Edyta Polachowska. Cała trójka jest zgodna, że koniem pociągowym tej ekipy jest sołtys Anna Grubich. – Tak naprawdę składa się na to wszystko więcej osób, to nie jest tak, że ja coś wymyślę i jest – szybko ripostuje sołtysowa. Wskazuje chociażby na Ewę Czarnottę, która jest drużynową krawcową. – To Ewa przygotowuje większość naszych strojów – podkreśla Anna Grubich. – Im bardziej kostiumy są wymyślne, tym więcej jest przy nich pracy – podkreśla małżeństwo Gliwów. Do tego dochodzi choreografia występu, piosenki, rymowanki, tańce. Ile kosztuje to pracy? – Gdyby wszystko skumulować, pewnie ze trzy, cztery tygodnie – ocenia Gliwa. – Te dwa tygodnie to minimum – wtrąca sołtysowa.

Alicja Haraf i Anna Grubich to jedne z liderek grup przebierańców w swoich sołectwach
Dobrodziejstwem jest oczywiście internet, bo w sieci można znaleźć wszystko. Lumpeksy też się przydają, tam również można zdobyć skarby, które pomagają w przygotowaniu oryginalnych strojów. – Lubimy takie aktywne życie. To tak jak z wieńcem. Moglibyśmy go nie robić. Niektórzy śmieją się z nas, że nie mamy gospodarzy w naszej wiosce, a wieniec przygotowujemy – podkreśla sołtysowa. – Ale przecież zboża mamy naokoło pełno, więc dlaczego nie mamy robić dożynkowych wieńców? Tym również my się zajmujemy – dodaje Elżbieta Gliwa.

Rytmiczna muzyka, dziewczyny tańczące przy rurach, łańcuchy na szyjach, czyli "burdel na kółkach" podczas dożynek w Scholastykowie w 2013 roku
Problem w tym, że zaangażowanych jest niewielu mieszkańców wioski, a najtrudniej namówić do wspólnych wygłupów młodzież. – Wstydzą się, są niechętni – przyznaje Anna Grubich. Sołtysowa ma jednak stałych uczestników, na których niemal zawsze może polegać. Bez zaciągu spoza sołectwa niestety nie da się obejść. – Jest moja siostra, bratowa, brat, a nawet przyszły zięć – mówi, podkreślając, że niektórzy mieszkają poza powiatem. Ewa i Bolesław Syska, Ewa Czarnotta, Magdalena Zelek, Mariola Pękała, Julia Rittau, Natalia Ziach, Zygmunt Gliwa, Łukasz Grabowski, Katarzyna Gliwa, Zbigniew Wota, Edyta Polachowska, Marta Czarnotta, Joanna Pachuc, Alicja Rittau, Oliwia Zielnik, Wojtek Gajkowski, Dariusz Wiśniewski no i oczywiście sołtysowa – to lista osób, które przynajmniej raz reprezentowały Bługowo podczas sołeckich przebieranek. – Wszystkim serdecznie dziękuję za dotychczasowe zaangażowanie. Piotrowi Rittau, mojej siostrze Sylwii Bełz, dzięki której powstają tak fantastyczne projekty, bratowej Agnieszce Wiśniewskiej oraz córce Weronice. Szczególne podziękowania kieruję do naszej wspaniałej krawcowej Ewy Czarnotty, która zarywa wiele nocy, aby powstały te kreacje – podkreśla Anna Grubich.

Cześć chłopaki. Niezłe z nas... myszki
– To naprawdę fajna zabawa, zachęcam, żeby angażowało się w nią więcej osób. Nie ma czego się wstydzić – sołtys Bługowa zachęca innych mieszkańców swojej wioski, a także pozostałe sołectwa. – To jest wielka frajda, ja bardzo się tym cieszę, wręcz tym żyję, gdy nadchodzi czas dożynek. A jak jeszcze przy okazji nas docenią, to tym fajniej – przyznaje. Sołtysowa zapewnia, że pomysłów mają jeszcze wiele, znacznie trudniej z ich realizacją. Swego czasu nosili się z zamiarem prezentacji Marilyn Monroe. Nie zdecydowali się i w tym roku wyprzedziło ich w tym względzie Osowo.

Ci jaskiniowcy przyjechali na dożynki z Bługowa
Biała sukienka, peruka i „puchate” nogi Arkadiusza Tomke na długo pozostaną zapewne w pamięci uczestników tegorocznych powiatowo-gminnych dożynek. We wcześniejszych latach sołectwo reprezentowała m.in. diabelsko-anielska ekipa, raz drużyna zafundowała publiczności „burdel na kółkach” (była muzyka lat 80-tych i tańczące przy rurach piękności), innym razem był to prawdziwie królewski dwór. Nie zabrakło nawet karety, którą drużyna dotarła na dożynki. Muzycznym, a raczej śpiewnym liderem jest wspomniany Arkadiusz, ale myli się ten, kto sądzi, że on jest w tej grupie jedynym pociągowym. – Ta hydra ma przynajmniej trzy głowy – mówi Mirosław Haraf, wskazując m.in. na siebie i swoją małżonkę Alicję. Grupa tych, którzy przez lata wystąpili przynajmniej raz, reprezentując wieś podczas sołeckich przebieranek, jest oczywiście znacznie dłuższa. Obok wspomnianych w gronie tym są: Przemysław Oszczypała, Jan Mucha, Diana Błąd, Danuta Mucha, Elżbieta Tomke, Barbara Kamińska, Amadeusz Skrentny, Emilia Milachowska, Izabela Lipińska, Seweryn Skrentny, Ewa Haraf, Grzegorz Kotlęga, Sylwia Kurkowska, Grzegorz Kurkowski, Marek Kamiński, Adam Haraf, Piotr Olek, Adrian Kulka, Paulina Tumasz, Justyna Kierzk, Marek Kamiński, Wojciech Milachowski i Leszek Dunikowski – oto artyści-amatorzy rodem z Osowa. Choć nie tylko z tej miejscowości, bo małżeństwo Harafów i Arek Tomke są zgodni z Anną Grubich – trudno namówić dzisiaj ludzi do takiej zabawy, zwłaszcza młodych, którzy z reguły najzwyczajniej się wstydzą.

Te stroje potwierdziły, że Osowo to królewska wieś
– Pomysły właściwie same przychodzą. Zawsze jest kilka, z których wybieramy jeden. Już po zakończonych dożynkach często jest już wstępna koncepcja kolejnego występu – mówi Alicja Haraf. Jej małżonek przyznaje, że niektóre pomysły przez lata odpadały, ale nie zdradzą ich, bo wciąż są możliwe do wykorzystania. – To, co robimy, zależy od tego, co mamy. Pomysł na królestwo Osowo zrodził się z tego, że mieliśmy karetę – przyznaje Mirosław Haraf. Podobnie jak w przypadku Bługowa, także tutaj wyjątkowe miejsce zajmuje osoba odpowiedzialna za stroje. – To moja mama, Anna Haraf – mówi Mirosław. Strój Elvisa, który miał w tym roku, a który zrobił ogromne wrażenie na publiczności, szyty był na miarę. – My składamy zamówienie, a mama siedzi dniami i nocami, przygotowując stroje. Jest naszym cichym bohaterem – mówi wdzięczny syn, podkreślając, że mama nie jest z zawodu krawcową, ale ma w tej branży niemałe doświadczenie. – Przede wszystkim bardzo to lubi – mówi o teściowej Alicja. Pomysłów ekipa ma co nie miara. Na przykład złote zdobienia muzyków z lat 80-tych we wspomnianym „burdelu na kółkach” imitował krowi łańcuch. Niemal rajem są oczywiście dla nich wspomniane już lumpeksy. – Nie będę ukrywać, że gdy wchodzę do jednego ze złotowskich, który mam upatrzony, pani od razu pyta, za co tym razem będę się przebierać – mówi radny powiatowy.

Elvis nie był może oryginalny ale strój miał szyty na miarę
– Nie ma już u nas żadnego skrępowania. Może jedynie mała trema – o występach przed liczną publicznością mówi Mirosław. Jego małżonka i Arkadiusz są zgodni, że chyba nie ma rzeczy, której nie byliby w stanie wykonać. Podobnie jak ekipa z Bługowa przyznają, że podstawą jest dobra zabawa, ale wątek rywalizacji też ma jakieś znaczenie. – Chodzi głównie o to, żeby się bawić – mówią Alicja i Arek.
– No i o to, żeby Bługowo nie wygrało – dodaje z uśmiechem Mirosław.
W tym wszystkim jest jeden szkopuł. Mirosław Haraf zauważa, że z roku na rok spada liczba sołectw uczestniczących w turnieju. Czyżby Bługowo i Osowo tak wywindowały poziom, że zniechęca to pozostałych do szalonej zabawy? W tym roku na powiatowo-gminnych dożynkach było sześć zespołów, ale w tym dwie przyjezdne drużyny spoza gminy. Nasi rozmówcy liczą, że w kolejnych latach gminne wioski będą aktywnie włączać się w tą wyjątkową zabawę. Bo takich kostiumowych szaleństw nie ma podczas dożynek chyba nigdzie w powiecie. Nie zawsze potrzeba do tego dużej liczby prób. Nasi rozmówcy przyznają, że wiele z tych pomysłów rodzi się spontanicznie, na ostatnią chwilę. Tym większa jest radość, gdy publiczność docenia takie zaangażowanie. Bo w ostateczności, to wszystko powstaje nie tylko dla zabawy wykonawców, ale właśnie widowni. – Zawsze powtarzam: śmiejmy się z własnej głupoty, a będziemy mieli ubaw do końca życia – stwierdza Arek Tomke.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze