To nie supermarket z rybami. Czasem półki są puste

10/05/2025 16:01

– Jeśli ktoś nie wierzy w ocieplenie klimatu, niech spojrzy na to, jak dziś wygląda tarło ryb. Brak typowej wiosny i niespotykane w tym okresie upały powodują, że efekty naturalnego tarła wielu gatunków ryby są żadne – mówi ichtiolog Wojciech Jóźwiak, który opiekuje się wodami dzierżawionymi przez PZW w powiecie złotowskim i w Okręgu Nadnoteckim. – Z  materiałem do zarybień to nie jest tak, że idzie się do sklepu, w którym wszystko zawsze jest. Czasem pewnego towaru nie ma – i długo nie będzie – podkreśla

Dawka uderzeniowa

– Sto czterdzieści tysięcy szczupaka to ogromna liczba! To była prawdziwa dawka uderzeniowa. Gwda to bardzo długi obwód, a na tej rzece mieliśmy spore zapóźnienia, jeśli chodzi o ten gatunek. Problem był głównie z pozyskaniem materiału zarybieniowego – tłumaczy Wojciech Jóźwiak, odnosząc się do niedawno wpuszczonego narybku szczupaka w okolicach Jastrowia.

Wojciech Jóźwiak pracuje w Nadnoteckim Okręgu PZW od trzech miesięcy. Wspólnie z kolegą zajmuje się zarybianiem wyznaczonych jezior i rzek. Teraz jest idealny czas na wprowadzenie do wód letniego narybku szczupaka. W ubiegłym tygodniu do zalewów na Gwdzie, w rejonie Jastrowia i Ptuszy, trafiło 140 tysięcy  czterocentymetrowych szczupaków.

– Jeśli przeżyje 10 procent, będzie idealnie. Jeśli tylko pięć procent – i tak nie będzie tragedii. To wciąż więcej, niż gdybyśmy zarybiali narybkiem jesiennym – szczupakiem ważącym ok 300 gramów. Tłumaczę to wędkarzom, którzy, jak każdy Polak, wiedzą wszystko najlepiej. Często słyszę: „za czasów Państwowych Gospodarstw Rybackich to tej ryby było!”. A ja wtedy pytam – czym zarybiali? Okazuje się, że dokładnie takim samym materiałem co my a nawet mniejszym. Ponieważ często zarybiano wylęgiem szczupaka. – mówi Jóźwiak.

Sama produkcja materiału zarybieniowego w teorii nie jest skomplikowana. Zależy jednak od wielu czynników a przede wszystkim od pogody a w zasadzie od temperatur panujących w okrasie tarła. Problem w tym, że zarówno ikra, jak i młodociane stadia ryby są bardzo wrażliwe między innymi na zmiany klimatu. Straty wśród szczupaków są znacznie wyższe niż w przypadku innych gatunków.

– Z materiałem zarybieniowym to nie supermarket. Czasem tego towaru po prostu nie ma – powtarza obrazowo Wojciech Jóźwiak.

Halo, tu woda. Mamy problem!

– W tym roku w kwietniu mieliśmy lato. Bez okresu przejściowego, bez wiosny. Temperatura wody była o kilka stopni wyższa niż powinna. Efekt? Niektóre gatunki ryb w naturze nie rozradzały się wcale albo efekty ich tarła były mizerne – mówi Wojciech Jóźwiak i jako przykład podaje lipienia.

– Od trzech lat nie możemy pozyskać wystarczającej ilości narybku tej ryby. W Polsce jest tylko kilka ośrodków, które próbują ją rozmnażać. Lipień to gatunek który daje się udomowić i można go hodować w sztucznych warunkach. Niestety nic nie jest tak proste jak się wydaję. Ryby karmione sztucznie dają ikrę bardzo słabej jakości. Efekty tarła są mizerne. Najpewniej chodzi o dietę – nie jesteśmy w stanie odtworzyć tego, co ryba znajduje w naturze.

Lipień to  bardzo atrakcyjny wędkarsko i ważny gatunek dla wodnych ekosystemów rzek górskich, także tych z okręgu Nadnoteckiego. Stada tarłowe buduje się w oparciu o odłowy tarlaków z naturalnego środowiska,  Pierwsze dwa lata po odłowie efekty tarła są zadowalające. Później jest już bardzo słabo. A temperatura wody? Dla skutecznego tarła powinna wynosić 8–10°C w kwietniu. Tymczasem w tym roku sięgała nawet 13–14°C. Cała ikra obumiera. W tym roku nie możemy mówić o udanym tarle lipienia w naszych rzekach. Jeśli ryby złożyły ikrę ona obumarła ze względu na wysoką temperaturę  Widać to także po pstrągu. I tam ikra była słabej jakości. Klimat się zmienia, a ryby biją na alarm.

Plan jest. A co na to przyroda?

Zarybianie odbywa się według specjalnych operatów wodno–prawnych, które obejmują dany obwód nawet na 30 lat. Ale w realiach szybkich zmian klimatu, niskich stanów wód i postępującej eutrofizacji – 10 lat to już długo. Czy operaty nadążają za rzeczywistością?

– I tak, i nie – mówi Wojciech Jóźwiak.

– Problemem są koszty. Każdy operat to wydatek kilku tysięcy złotych. W okręgu mamy ponad 30 obwodów.  Gdybyśmy chcieli je aktualizować co parę lat, po prostu nie byłoby na to pieniędzy, wyszłyby z tego gigantyczne jak dla Okręgu Nadnoteckiego kwoty. A do tego dochodzi pytanie: kto miałby je opiniować? W tej chwili robi to tylko jedna instytucja w kraju.

Obok operatu jest jeszcze umowa z Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej – to ona określa, gdzie i czym zarybiać.

– Jeszcze dwa lata temu operaty zawierały sztywne widełki – nie można było zarybiać ani mniej, ani więcej niż określono. Tylko co zrobić, gdy nie ma materiału – jak przy lipieniu? Nie da się wyrównać strat, nawet jeśli później uda się go kupić. Na szczęście ostatnio pojawia się większa elastyczność i zrozumienie – mówi Jóźwiak.

W tym roku planowane jest jeszcze jesienne zarybianie Gwdy – tym razem nie w zalewach, ale na dolnym odcinku rzeki.

– Przy tej intensywności działań, jestem przekonany, że sytuacja z roku na rok powinna się poprawiać – zapowiada Jóźwiak. A już w maju czas na zarybianie pstrągiem i sandaczem.

Przygotowanie materiału zarybieniowego to bardzo precyzyjna praca

 

Wędkarzu, czy naprawdę potrzebujesz aż tylu ryb?

– Zarybianie nic nie da, jeśli wędkarze nie zrozumieją, że ich postawa ma kluczowe znaczenie – mówi Jan Węglowski, prezes Nadnoteckiego Okręgu PZW i mieszkaniec Lędyczka.

– U nas wszystko jest transparentne. Protokóły z posiedzeń zarządu, dokumenty – wszystko dostępne na stronie. Członkowie muszą wiedzieć, na co idą ich składki. Ale to działa w dwie strony. Otwarcie też mówimy, na co się nie zgadzamy.  Bo nawet jeśli my zrobimy wszystko, to ostatecznie liczy się świadomość tych, którzy łowią. Wędkarstwo to nie tylko zawody i łowienie „ile się da”. To też odpowiedzialność za to, co zostawimy przyszłym pokoleniom. I niestety, nie każdy to rozumie – puentuje Jan Węglowski. A problemów jest coraz więcej. Choćby stan rzeki – dziś Gwdę w Lędyczku można przejść w kapciach – tak niski jest poziom wody – mówi prezes.

Podkreśla, że proces zarybiania jest mocno sformalizowany, są restrykcyjne procedury.

– Przy każdym zarybieniu obecny jest przedstawiciel właściciela wód, przedstawiciel PZW oraz osoba z lokalnego koła wędkarskiego. Dokładnie jest wyznaczona data zarybiania, której nie można zmienić na telefon, bo komuś tam nie pasuje.  To nie jest tak, że się kupuje rybę i wrzuca do rzeki – mówi prezes, który przyznaje, że wiele razy słuchał narzekań wędkarzy.

– Najważniejsze to się nie poddawać i robić swoje – mówi krótko.

Mariusz Leszczyński
fot. Okręg Nadnotecki PZW

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/06/2025 11:56

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kandydat - niezalogowany 2025-05-07 09:37:56

    Tak...czasami w Łodzi tak śmierdzi rybami,że nie można wytrzymać!!!Cały czas tęsknię do dawnych.Ale uz to se ne wrati.Nie w tym pokoleniu,bo w markecie go nie kupisz.Święta Prawda.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mirek9 - niezalogowany 2025-05-08 10:21:09

    Wody w polskim cimnogrodzie traktuje się gorzej niż śmieci.Ludzie pozbawieni rozumu decydują o melioracjach ,zrzutach ściekow do naszych rzek zabijając wszystko co tylko można zabić.Te zarybienia to walka z wiatrem.Teraz się zarybia a latem wszystko zdechnie zabite przez zatrucia itp.Nikt za to nie odpowiada chociaż wielu przypisuje sobie walkę w obronie środowiska.Srodowisko wodne to część naszej ziemi w której jest też rużnorodność życia.W ostatnich latach władza zbestwila się w do tego stopnia że na rzece Odrze zabija się ryby na skalę masową licząc w setkach ton zabitych istnień.Ile zostało zabitych sumów po ponad 100 kg każdy ? Setki , a raczej tysiące.Taka rybą musi rosnąć kilkadziesiąt lat żeby mieć takie rozmiary i masę.Dotyczy to wszystkich gatunków.Co zostawiamy przyszłym pokoleniom naszym dzieciom i wnukom oprócz wysychających rowów melioracyjnych i gnijących resztek ryb w ściekach które nazywamy rzekami.Polska to piękny kraj tylko ma pecha do władzy a raczej patologi która udaje że coś robi ale nie robi wiele bo po prostu nie umie.Do władzy dostają się szumowiny dzięki temu że są dobrymi kłamcami.Czss zatacza krąg i za niedługo dostaniemy się jako naród pod Niemiecki lub Ruski but .Sprzeda nas nasza własną władza tak jak zrobił to samo polski król przed zaborami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Zibi - niezalogowany 2025-05-11 07:11:18

    ????

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.