– Jeśli ktoś nie wierzy w ocieplenie klimatu, niech spojrzy na to, jak dziś wygląda tarło ryb. Brak typowej wiosny i niespotykane w tym okresie upały powodują, że efekty naturalnego tarła wielu gatunków ryby są żadne – mówi ichtiolog Wojciech Jóźwiak, który opiekuje się wodami dzierżawionymi przez PZW w powiecie złotowskim i w Okręgu Nadnoteckim. – Z materiałem do zarybień to nie jest tak, że idzie się do sklepu, w którym wszystko zawsze jest. Czasem pewnego towaru nie ma – i długo nie będzie – podkreśla

– Sto czterdzieści tysięcy szczupaka to ogromna liczba! To była prawdziwa dawka uderzeniowa. Gwda to bardzo długi obwód, a na tej rzece mieliśmy spore zapóźnienia, jeśli chodzi o ten gatunek. Problem był głównie z pozyskaniem materiału zarybieniowego – tłumaczy Wojciech Jóźwiak, odnosząc się do niedawno wpuszczonego narybku szczupaka w okolicach Jastrowia.
Wojciech Jóźwiak pracuje w Nadnoteckim Okręgu PZW od trzech miesięcy. Wspólnie z kolegą zajmuje się zarybianiem wyznaczonych jezior i rzek. Teraz jest idealny czas na wprowadzenie do wód letniego narybku szczupaka. W ubiegłym tygodniu do zalewów na Gwdzie, w rejonie Jastrowia i Ptuszy, trafiło 140 tysięcy czterocentymetrowych szczupaków.
– Jeśli przeżyje 10 procent, będzie idealnie. Jeśli tylko pięć procent – i tak nie będzie tragedii. To wciąż więcej, niż gdybyśmy zarybiali narybkiem jesiennym – szczupakiem ważącym ok 300 gramów. Tłumaczę to wędkarzom, którzy, jak każdy Polak, wiedzą wszystko najlepiej. Często słyszę: „za czasów Państwowych Gospodarstw Rybackich to tej ryby było!”. A ja wtedy pytam – czym zarybiali? Okazuje się, że dokładnie takim samym materiałem co my a nawet mniejszym. Ponieważ często zarybiano wylęgiem szczupaka. – mówi Jóźwiak.
Sama produkcja materiału zarybieniowego w teorii nie jest skomplikowana. Zależy jednak od wielu czynników a przede wszystkim od pogody a w zasadzie od temperatur panujących w okrasie tarła. Problem w tym, że zarówno ikra, jak i młodociane stadia ryby są bardzo wrażliwe między innymi na zmiany klimatu. Straty wśród szczupaków są znacznie wyższe niż w przypadku innych gatunków.
– Z materiałem zarybieniowym to nie supermarket. Czasem tego towaru po prostu nie ma – powtarza obrazowo Wojciech Jóźwiak.
– W tym roku w kwietniu mieliśmy lato. Bez okresu przejściowego, bez wiosny. Temperatura wody była o kilka stopni wyższa niż powinna. Efekt? Niektóre gatunki ryb w naturze nie rozradzały się wcale albo efekty ich tarła były mizerne – mówi Wojciech Jóźwiak i jako przykład podaje lipienia.
– Od trzech lat nie możemy pozyskać wystarczającej ilości narybku tej ryby. W Polsce jest tylko kilka ośrodków, które próbują ją rozmnażać. Lipień to gatunek który daje się udomowić i można go hodować w sztucznych warunkach. Niestety nic nie jest tak proste jak się wydaję. Ryby karmione sztucznie dają ikrę bardzo słabej jakości. Efekty tarła są mizerne. Najpewniej chodzi o dietę – nie jesteśmy w stanie odtworzyć tego, co ryba znajduje w naturze.
Lipień to bardzo atrakcyjny wędkarsko i ważny gatunek dla wodnych ekosystemów rzek górskich, także tych z okręgu Nadnoteckiego. Stada tarłowe buduje się w oparciu o odłowy tarlaków z naturalnego środowiska, Pierwsze dwa lata po odłowie efekty tarła są zadowalające. Później jest już bardzo słabo. A temperatura wody? Dla skutecznego tarła powinna wynosić 8–10°C w kwietniu. Tymczasem w tym roku sięgała nawet 13–14°C. Cała ikra obumiera. W tym roku nie możemy mówić o udanym tarle lipienia w naszych rzekach. Jeśli ryby złożyły ikrę ona obumarła ze względu na wysoką temperaturę Widać to także po pstrągu. I tam ikra była słabej jakości. Klimat się zmienia, a ryby biją na alarm.
Zarybianie odbywa się według specjalnych operatów wodno–prawnych, które obejmują dany obwód nawet na 30 lat. Ale w realiach szybkich zmian klimatu, niskich stanów wód i postępującej eutrofizacji – 10 lat to już długo. Czy operaty nadążają za rzeczywistością?
– I tak, i nie – mówi Wojciech Jóźwiak.
– Problemem są koszty. Każdy operat to wydatek kilku tysięcy złotych. W okręgu mamy ponad 30 obwodów. Gdybyśmy chcieli je aktualizować co parę lat, po prostu nie byłoby na to pieniędzy, wyszłyby z tego gigantyczne jak dla Okręgu Nadnoteckiego kwoty. A do tego dochodzi pytanie: kto miałby je opiniować? W tej chwili robi to tylko jedna instytucja w kraju.
Obok operatu jest jeszcze umowa z Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej – to ona określa, gdzie i czym zarybiać.
– Jeszcze dwa lata temu operaty zawierały sztywne widełki – nie można było zarybiać ani mniej, ani więcej niż określono. Tylko co zrobić, gdy nie ma materiału – jak przy lipieniu? Nie da się wyrównać strat, nawet jeśli później uda się go kupić. Na szczęście ostatnio pojawia się większa elastyczność i zrozumienie – mówi Jóźwiak.
W tym roku planowane jest jeszcze jesienne zarybianie Gwdy – tym razem nie w zalewach, ale na dolnym odcinku rzeki.
– Przy tej intensywności działań, jestem przekonany, że sytuacja z roku na rok powinna się poprawiać – zapowiada Jóźwiak. A już w maju czas na zarybianie pstrągiem i sandaczem.

Przygotowanie materiału zarybieniowego to bardzo precyzyjna praca
– Zarybianie nic nie da, jeśli wędkarze nie zrozumieją, że ich postawa ma kluczowe znaczenie – mówi Jan Węglowski, prezes Nadnoteckiego Okręgu PZW i mieszkaniec Lędyczka.
– U nas wszystko jest transparentne. Protokóły z posiedzeń zarządu, dokumenty – wszystko dostępne na stronie. Członkowie muszą wiedzieć, na co idą ich składki. Ale to działa w dwie strony. Otwarcie też mówimy, na co się nie zgadzamy. Bo nawet jeśli my zrobimy wszystko, to ostatecznie liczy się świadomość tych, którzy łowią. Wędkarstwo to nie tylko zawody i łowienie „ile się da”. To też odpowiedzialność za to, co zostawimy przyszłym pokoleniom. I niestety, nie każdy to rozumie – puentuje Jan Węglowski. A problemów jest coraz więcej. Choćby stan rzeki – dziś Gwdę w Lędyczku można przejść w kapciach – tak niski jest poziom wody – mówi prezes.
Podkreśla, że proces zarybiania jest mocno sformalizowany, są restrykcyjne procedury.
– Przy każdym zarybieniu obecny jest przedstawiciel właściciela wód, przedstawiciel PZW oraz osoba z lokalnego koła wędkarskiego. Dokładnie jest wyznaczona data zarybiania, której nie można zmienić na telefon, bo komuś tam nie pasuje. To nie jest tak, że się kupuje rybę i wrzuca do rzeki – mówi prezes, który przyznaje, że wiele razy słuchał narzekań wędkarzy.
– Najważniejsze to się nie poddawać i robić swoje – mówi krótko.
Mariusz Leszczyński
fot. Okręg Nadnotecki PZW

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak...czasami w Łodzi tak śmierdzi rybami,że nie można wytrzymać!!!Cały czas tęsknię do dawnych.Ale uz to se ne wrati.Nie w tym pokoleniu,bo w markecie go nie kupisz.Święta Prawda.
Wody w polskim cimnogrodzie traktuje się gorzej niż śmieci.Ludzie pozbawieni rozumu decydują o melioracjach ,zrzutach ściekow do naszych rzek zabijając wszystko co tylko można zabić.Te zarybienia to walka z wiatrem.Teraz się zarybia a latem wszystko zdechnie zabite przez zatrucia itp.Nikt za to nie odpowiada chociaż wielu przypisuje sobie walkę w obronie środowiska.Srodowisko wodne to część naszej ziemi w której jest też rużnorodność życia.W ostatnich latach władza zbestwila się w do tego stopnia że na rzece Odrze zabija się ryby na skalę masową licząc w setkach ton zabitych istnień.Ile zostało zabitych sumów po ponad 100 kg każdy ? Setki , a raczej tysiące.Taka rybą musi rosnąć kilkadziesiąt lat żeby mieć takie rozmiary i masę.Dotyczy to wszystkich gatunków.Co zostawiamy przyszłym pokoleniom naszym dzieciom i wnukom oprócz wysychających rowów melioracyjnych i gnijących resztek ryb w ściekach które nazywamy rzekami.Polska to piękny kraj tylko ma pecha do władzy a raczej patologi która udaje że coś robi ale nie robi wiele bo po prostu nie umie.Do władzy dostają się szumowiny dzięki temu że są dobrymi kłamcami.Czss zatacza krąg i za niedługo dostaniemy się jako naród pod Niemiecki lub Ruski but .Sprzeda nas nasza własną władza tak jak zrobił to samo polski król przed zaborami.
????
Na Mazurach jest taki specjalista z Wydmin chwielewski się nazywa dostał kilka obwodów rybackich na 35 lat chodź sam ma już z około 80lat. To co ten legalny kłusownik wyprawia to ludzkie pojęcie przechodzi. Nie będę już wspominał o opłatach wędkarskich jakich sobie życzy drożej niz w Szwecji czy u Niemca gdzie ryba są!! Racjonalna gospodarka rybacka według tego specjalisty brzmi siata siata siata od maja po października na każdym z dzierżawionych przez niego jezior. Moja interwencja w „wody polskie” dawniej rzgw, z prośbą o kontrolę zarybien na jednym z obwodów wędkarskich użytkowanych przez Chmielewskiego kłusownika zakończyła się odpowiedzią że papiery są Ok a prośba o kontrolę zarybien fizycznie nad jeziorem zakończyła się odpowiedzią że nie mają tylu pracowników aby to sprawdzić !! Więc wychodzi na to że można kupić lewą fakturę i przedstawić ją specjalistą z Wody polskie i wszystko jest super !!! Jeziora są dla wędkarzy chcesz kupić rybę idź do rybnego potrzebujesz ryby do rybnego kupnie z hodowli !!!!
Obwody są rybackie a nie wędkarskie. Wędkarze zawsze się pultają bo nie rozumieją prowadzenia gospodarki rybackiej
I dobrze wolę u takiego łowić niż na PZW bo idioto jak myślisz że jak postawisz sieć i wszystkie ryby w nie wpadają to jesteś idiotą nie raz możesz nic nie złowić a sieć stoji całe dnie zobaczyć sobie filmy w internecie jak straż rybacka ściąga sieci na PZW nic w nich nie ma a na jeziorach gdzie są rybacy zawsze jakieś ryby są to jest ciekawe co. Płacimy składki na wędkowanie a pieniądze idą do prezesa,skarbnika, zastępców, itp, itd. taki hejt bo ktoś stawia sieci kto ma do tego prawo to porażka ma jeziora ma do tego prawo zarybia są kontrolę musi łowić żeby miał narybek proste.
U Szwabów ryb multum ????
To wszystko że jest coraz mniej rybaków wody są zabierane ludzią mądrym albo małym przetsiebiorcą którzy dbają i dawane ogromnym gospodarstwą rynackim albo własnie PZW przez to nie ma racjonalnej gospodarki rybackiej powinny być dofinansowania na otwieranie wylęgarni ryb oraz wspieranie małych przedsiębiorców bo zaczyna być problem z narybkiem jest presja wędkarzy żeby nie odławiać ryb na tarle jak nie odławiać a z potem z czego ma być narybek z naturalnego tarła ci powiedzą kto się zna to wie że taki klimat naturalne tarło nic z tego nie ma.
Zgadzam się co do PZW za dużo jezior mają i je niszczą a wody polskie nic z tym nie robią zarybianie sumem, karpiem, amurem ryby inwazyjne potem mamy w jeziorach tylko duże sumy i duże szczupaki bo wszystkie inne jest zjedzone no może jakiś duży Amur albo karp się uchowa bo albo trafi na haczyk wędkarza innej ryby brak sum i kormoran zjada resztę nie ma szkół rybackich jeziora umierają jak nie uprawiane pole rolnika zarastają i tracą tlen.
Mentalność polskiego wędkarza jest bardzo dziwna nałowi ryb zabiera tyle ile złowi , najlepiej jak by nikt inny oprócz niego nie łowił rybak źle nie ma rybaka też źle są wędkarze też źle, powinno być to co złowisz wypuść ile jest takich ? Co do ryb obserwuje coraz więcej kormorana czarnego powinno zacząć masowo odstrzeliwać ten gatunek.
Ktoś napisał że to jest gospodarka .Gospodarka miły Panie to jest wtedy kiedy dbasz o to jak o własne, a na naszych wodach gosporowanie jest podobne jak w lasach państwowych- tniemy wszystko i sprzedajemy co się da i komu się da .Mam staw hektarowy na którym nie ma presji wędkarskiej i wiem ile trzeba zarybiać żeby ta ryba była, więc jeśli się nie nauczymy z tego rozsądnie korzystać, to będzie jak dotychczas
tylko podatki mogą pomóc
Tak...czasami w Łodzi tak śmierdzi rybami,że nie można wytrzymać!!!Cały czas tęsknię do dawnych.Ale uz to se ne wrati.Nie w tym pokoleniu,bo w markecie go nie kupisz.Święta Prawda.
Wody w polskim cimnogrodzie traktuje się gorzej niż śmieci.Ludzie pozbawieni rozumu decydują o melioracjach ,zrzutach ściekow do naszych rzek zabijając wszystko co tylko można zabić.Te zarybienia to walka z wiatrem.Teraz się zarybia a latem wszystko zdechnie zabite przez zatrucia itp.Nikt za to nie odpowiada chociaż wielu przypisuje sobie walkę w obronie środowiska.Srodowisko wodne to część naszej ziemi w której jest też rużnorodność życia.W ostatnich latach władza zbestwila się w do tego stopnia że na rzece Odrze zabija się ryby na skalę masową licząc w setkach ton zabitych istnień.Ile zostało zabitych sumów po ponad 100 kg każdy ? Setki , a raczej tysiące.Taka rybą musi rosnąć kilkadziesiąt lat żeby mieć takie rozmiary i masę.Dotyczy to wszystkich gatunków.Co zostawiamy przyszłym pokoleniom naszym dzieciom i wnukom oprócz wysychających rowów melioracyjnych i gnijących resztek ryb w ściekach które nazywamy rzekami.Polska to piękny kraj tylko ma pecha do władzy a raczej patologi która udaje że coś robi ale nie robi wiele bo po prostu nie umie.Do władzy dostają się szumowiny dzięki temu że są dobrymi kłamcami.Czss zatacza krąg i za niedługo dostaniemy się jako naród pod Niemiecki lub Ruski but .Sprzeda nas nasza własną władza tak jak zrobił to samo polski król przed zaborami.
????