Uchwalają, uchwalają i uchwalić nie mogą. Kolejny raz fundusz sołecki poróżnił radnych i sołtysów. Żadna inna sprawa w gminie nie budzi tylu emocji. W piątek radni podejmą ostateczną decyzję
Każdego roku radni Rady Gminy w Tarnówce tej kadencji stają przed zasadniczym pytaniem: uchwalić, czy też nie uchwalać funduszu sołeckiego. Każdego roku sprawa ta budzi podobne emocje. Część radnych i sołtysów jest przekonana, że fundusz sołecki to dobro, którym można obdarzyć mieszkańców, inni uważają, że należy przynajmniej spróbować, żeby przekonać się na własnej skórze, jak to naprawdę jest. Pozostali są zdecydowanymi przeciwnikami funduszu, twierdząc, że fundusz w niczym nie pomoże, a wręcz przeciwnie, może być źródłem dodatkowych problemów. Zdaniem tej części radnych doskonale sprawdza się system obecnej współpracy sołtysów i radnych z wójtem, który nie odmawia wsparcia finansowego dla pojawiających się inicjatyw społecznych.
Siedem podpisów "za"
Pełna emocji dyskusja zwolenników i przeciwników funduszu sołeckiego odbyła się na wspólnym spotkaniu komisji stałych rady na początku tygodnia. Zanim jednak dyskusja rozgorzała na dobre, sołtys Tarnówki I Sylwester Sławski złożył na ręce radnych wniosek z prośbą o uchwalenie funduszu sołeckiego, podpisany przez siedmiu z jedenastu sołtysów. - Niektórzy sołtysi nie byli jeszcze zdecydowani, inni zwracali uwagę na to, że nie mogą takiej decyzji podjąć jednoosobowo - powiedział sołtys Sławski, jeden z największych zwolenników funduszu sołeckiego w gminie. W odpowiedzi na wniosek złożony przez sołtysów wójt gminy wysłał do każdego szefa sołectwa, który podpisał się pod wnioskiem, zapytanie o pomysły na wykorzystanie funduszu sołeckiego. - Taką informację chciałbym mieć przed sesją - mówi wójt. Jakie pomysły będą mieli sołtysi? Plan działania na ulepszanie Tarnówki jak na razie przedstawił tylko sołtys S. Sławski.
Macie suwerenne prawo
Zdecydowaną zwolenniczką uchwalenia funduszu sołeckiego jest radna z Piecewa Sylwia Orłowska, która na wspólnym spotkaniu komisji zaciekle broniła swojego stanowiska. - Nic innego by się tu nie stało niż to, co dzieje się do tej pory - przekonywała radna, dodając, że pieniądze z funduszu będą wykorzystane z pożytkiem dla mieszkańców, jak to tej pory. - Skoro radna tak uważa, to po co wójt jest potrzebny? - ripostował Ireneusz Baran. Radna broniła swojego zdania, przekonując, że dla sołectw nie są to jakieś wielkie środki. - Choćby była to złotówka, to potem w budżecie tej złotówki zabraknie - ucinał dyskusję wójt, przekonując radnych, że nie ma ona najmniejszego sensu. - Macie Państwo suwerenne prawo przyjąć fundusz albo nie. Chcecie, proszę bardzo - mówił. Sylwia Orłowska broniła dalej swojego stanowiska, wskazując, że fundusz sołecki to nie tylko wkład własny gminy, ale i możliwość uzyskania do budżetu do 30% zwrotu wartości danego zadania. - Tylko żeby zainwestować albo wygrać w totolotka, najpierw trzeba mieć pieniądze, żeby ten kupon kupić - obrazował wójt.
Czy nas stać?
Kolejny rok zdania o funduszu sołeckim nie zmienia radny Dariusz Zawadzki. - Trzeba zadać sobie pytanie, czy nas stać na fundusz. Mamy jedenaście sołectw, ale z wcześniejszych wyliczeń wynika, że w budżecie musielibyśmy zamrozić około 130 tys. zł na ten cel - przestrzegał radny. Radna Orłowska o fundusz walczyła do końca, przekonując przeciwników, że pieniądze nie muszą być zamrożone, a tym bardziej zmarnowane. - Wszystkie sołectwa mogą się złożyć np. na organizację dożynek - sugerowała. - A gdzie w strategii jest zapisana libacja pod tytułem dożynki? - pytał radną wójt. - Ustawa bardzo konkretnie mówi, na co powinien być przeznaczony fundusz sołecki. Zdania o funduszu nie zmienił również radny Dariusz Leszczyński. I w tym roku dał jasno do zrozumienia, że w pierwszej kolejności należy zająć się zadaniami, które już zapisane są w budżecie, jak dokończenie zaplecza socjalnego dla piłkarzy w Bartoszkowie czy remont sali wiejskiej w Piecewie, a w perspektywie plany związane z budową małej sali w Sokolnej i remontem sali wiejskiej w Węgiercach. - Do tej pory wystarczyło poprosić o materiały. Na drobne remonty, przy inicjatywie społecznej, zawsze w gminie znalazły się pieniądze. Było zrobione, więcej lub mniej w danej wsi, ale fundusz sołecki nie był do tego potrzebny, dlatego od początku jestem przeciwny, aby te pieniądze zamrozić - jasne stanowisko w tej sprawie wyraził radny Leszczyński, dodając, że jego zdaniem należy skoncentrować się na większych zadaniach, a nie rozdrabniać. Takie argumenty nie docierały do radnego z Płytnicy Jacka Mościckiego, który ripostował, że zadania, o których mówił radny Leszczyński, są już zaplanowane w budżecie i wcale nie trzeba się na nich koncentrować i apelował, aby dać w końcu sołtysom i mieszkańcom szansę na działanie.
Pieniądze nie na libację
Od początku o głos w dyskusji mocno upominał się radny Sylwester Sławski. W końcu przewodniczący komisji radny Zawadzki dopuścił sołtysa do głosu. S. Sławski obiecywał, że pieniądze z funduszu nie będą zmarnowane, że z pewnością nie będą przeznaczone na organizację imprez czy innych libacji. - Te pieniądze nie zginą, one bardziej rygorystycznie muszą być wydatkowane, aby zostały dla społeczności. Nie wyobrażam sobie, żebym wziął fundusz i zorganizował libację. Najpierw trzeba pracować, żeby wydać fundusz, a potem ze swoich pieniędzy robi się imprezę - potrzebę uchwalenia funduszu uzasadniał radny. - Nie wyobrażam sobie też, żebym podjął się realizacji funduszu bez konsultacji z panem wójtem i przewodniczącym rady, oni są szyją i głową gminy. Powinniśmy razem zdecydować i razem zadbać o to, aby te pieniądze nie były zmarnowane. Sołtys Sławski apelował do radnych, aby uchwalili w końcu fundusz i dali szansę wykazania się sołtysom. - Mimo różnicy zdań współpraca z panem wójtem, nawet bez funduszu, była dobra - zakończył swoje wystąpienie sołtys. - Do tematu podchodziłem rzeczowo, merytorycznie i pan wójt niczego mi nie odmówił. A gdybym miał jeszcze fundusz sołecki, to wójt mógłby powiedzieć, że potrafię nim gospodarować i dlatego dziś mogę wójta pochwalić.
Sprawdzian dla sołtysów
Przewodniczący rady Marian Muszyński martwił się jednak, że nie wszyscy sołtysi będą chcieli działać i mimo wszystko nie uda się tych pieniędzy wykorzystać. - Panie Marku, dajmy szansę większości - jeszcze raz apelował sołtys. Pewne obawy co do funkcjonowania funduszu miał, jeszcze do ubiegłego roku zdecydowany zwolennik funduszu, radny Bartłomiej Grzybek. – Owszem, jest grupa sołtysów, która będzie chciała udźwignąć ten ciężar, ale są też tacy, którzy pewnie nawet do tego nie podejdą - mówił wprost. - Jeśli dzisiaj sołtys nie ma chęci, żeby pójść do gminy i poprosić o puszkę farby, to nie wierzę, że potem będzie chciał przerabiać całą tą papierologię. Trzeba rozpisać każdą złotówkę - ostrzegał Bartłomiej Grzybek. Z obawami radnego Grzybka zgodził się radny Palimąka, jednocześnie sołtys Bartoszkowa, który nie chciałby, aby funkcja sołtysa na wsi przeobraziła się w rolę księgowego.
Długą dyskusję, z której właściwie nic nie wynikało, podsumował radny Cybulski. - Co roku tak rozmawiamy i nic z tego nie ma, dlatego byłbym nawet przeciwny funduszowi, ale jestem za. Kiedyś musimy zrobić ten pierwszy krok i zobaczyć, czy nasi sołtysi są odpowiedzialni. Jeśli się wykażą, to chwała im za to, a jak nie, to precz z takim sołtysem - nie przebierał w słowach radny.
O tym, czy fundusz sołecki powstanie, radni zadecydują na piątkowej sesji Rady Gminy w Tarnówce. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują jednak na to, że los funduszu sołeckiego jest już przesądzony i po raz kolejny cała dyskusja okaże się jedynie wielką burzą w szklance wody.
A. Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze