Nie zazdrości, nie ocenia, pochyla się nad każdym potrzebującym. Wkurza ją, że mieszkańcy gminy nie biorą spraw w swoje ręce. Ją choroba nauczyła żyć. Rozmowa z Haliną Peczyńską
Ludzie są Pani wdzięczni?
Czy ja wiem... 12 lat działam w Caritasie i spotykam się z sympatią i uznaniem. Wdzięczni są szczególnie ci ludzie starsi, których odwiedzam, przynoszę torby miłosierdzia. Są wdzięczni, gdy uda mi się załatwić podłączenie wody, bo z tym wciąż jest problem w Okonku. Podziękowania od ludzi są balsamem na moje serce.
Pomaganie innym jest dla Pani ważne?
Czuję wewnętrzną potrzebę pomagania. Szczerze mówiąc, gdy zachorowałam na nowotwór i potem musiałam przejść na rentę, to czułam się niespełniona. Bo ja jestem człowiekiem ruchu. Nie wystarczy mi domek, telewizorek i wnuki. Gdy wróciliśmy z mężem do Okonka, to zaczęłam śpiewać w chórze kościelnym i działać w Caritasie.
Kościół, religia są dla Pani ważne?
Pochodzę z domu, w którym religia nie była mocno eksponowana, ale rodzice mieli wielki szacunek do mszy niedzielnej, spowiedzi, świąt i ja też to w sobie mam. Cieszę się, że zostałam wychowana w tradycji chrześcijańskiej. Poza tym duży wpływ na moje życie ma nasz proboszcz – nie tylko duszpasterz, ale też człowiek, który przez swoje poczucie humoru i ogromny dystans do siebie potrafi wcielać się w różne, kabaretowe role i wciąga w to innych. Mnie też.
W Caritasie zajmuje się Pani m.in. wydawaniem darów. Księguje Pani i rozlicza, to duża odpowiedzialność.
Ogromna, bo to są w sumie duże pieniądze. Niedawno przeszłam trwającą kilka dni kontrolę, podczas której pomyślałam: mój Boże, po co mi to? Jest na mnie presja, bo gdyby coś nie grało, to proboszcz zapłaciłby wielką, idącą w tysiące karę. Wszystko grało (jestem z wykształcenia księgową), nawet zostałam pochwalona do księdza proboszcza.
Całe życie z liczbami.
W chórze „Sonata” też jestem księgową. Lubię to robić, siadam, podliczam i jest fajnie. Tylko wzrok mi szwankuje, oko dokucza. A wszystko muszę robić na piechotę, nie mamy w Caritasie komputera.
Piwnica plebanii, w której Caritas ma siedzibę, zbyt okazała nie jest.
Jest skromnie, bo wystrzegam się jakichkolwiek zakupów z pieniędzy złożonych w banku. Mamy tam m.in. pieniądze od sponsorów, których w sumie też jest coraz mniej. Teraz właśnie odważyłyśmy się kupić meble, bo gdzieś musimy tą całą dokumentację przechowywać.
Sytuacja materialna Polaków się poprawia, są rządowe programy wsparcia. Są chętni na pomoc z Caritasu?
Te 500 plus czy wyprawka 300 zł sprawiły, że jest inaczej. Mieliśmy niedawno program „tornister”, w ramach którego kupiliśmy i wyposażyliśmy 20 szkolnych plecaków, ale ciężko było znaleźć rodziny, które by tego potrzebowały.
Z żywnością nie ma tego problemu. Pobiera ją ponad 1000 osób.
Nie ma problemu, bo „ogarniamy” nie tylko naszą parafię, ale całą gminę Okonek. Skierowania do pomocy wydaje ośrodek pomocy społecznej. My tylko tę żywność wydajemy. Bywa, że ktoś przyjeżdża po mąkę i cukier samochodem, o którym mogę tylko pomarzyć, ale nie denerwuje mnie to. Skoro MOPS zweryfikował daną rodzinę i uznał, że taka pomoc jej się należy, to tego nie oceniam. Mają samochody, ubrania, są zadbani? To dobrze. Ja biorę człowieka takim, jakim on jest. Nad każdym bym się pochyliła.
Jak radzą sobie Panie z rozładunkiem darów, przecież one przyjeżdżają ciężarówką, na paletach, a do piwnicy trzeba je wnieść.
Najpierw wsiadam na rower i jadę szukać chętnych do pomocy. Muszę znaleźć z dziesięć osób, bo po tych schodach ciężko się to nosi. Na szczęście mam ekipę zdeklarowanych osób, które chętnie pomagają. W większości są to osoby koło sześćdziesiątki i widzę, jak kręgosłupy im się gną.
To uciążliwe chodzić ciągle po prośbie?
Trochę, ale uśmiech, zadowolenie, podziękowanie, to że mogę liczyć na drugi raz na kogoś wynagradza mi te trudy.
Zmieniając temat, proszę powiedzieć czy nie wstydzi się Pani wychodzić na scenę i śpiewać?
Śpiewam w chórze i partie solowe, i zawsze mam lekką tremę. Choć ona z wiekiem jest coraz większa. Ale lubię wyzwania, muszę pokonać samą siebie. Jeszcze gdy ktoś potem dobre słowo powie, to buduje. Powiem panu, że gdy piosenka gra mi w duszy, to łatwo się ją wykonuje.
„Sonata” jest dla Pani jak rodzina?
Co ja bym robiła bez chóru? Spotkany się, pogadamy, powiemy co kogo boli. Na te starsze lata to wspaniała sprawa. My do siebie tęsknimy, gdy długo się nie widzimy np. kiedy ktoś jest chory.
Panią boli teraz to, że nie została ponownie radną Rady Miejskiej w Okonku?
Ulotkę rozdałam w swoim okręgu. Wielkiej kampanii nie robiłam, bo tu mnie wszyscy znają. Może za mało zdziałałam i dlatego ludzie mnie nie wybrali?
Poza tym nie wiem czy się do polityki nadaję, bo bardziej kieruję się sercem niż rozumem. Udało mi się jednak przez te cztery lata kilka rzeczy zrobić. Dom Senior – Wigor był moim pomysłem. Byliśmy z „Sonatą” w Złotowie i tam taki dom zobaczyłam. Pomyślałam: jaka to świetna sprawa! Osoby samotne mają opiekę, są wśród ludzi. Piękna sprawa. Jestem dumna, że coś takiego w Okonku jest.
Coś po Pani zostanie?
Coś zostanie... Nie udało mi się też kilka rzeczy, jak chodnikowanie ulicy Lipowej. Napisałam do nowego budżetu wniosek na to, ale nie wiem czy przejdzie. Wie pan, że samorząd wciąga? Człowiek chciałby wiele rzeczy zrobić, bo niektóre jednak są ode mnie zależne. Lubię brać sprawy w swoje ręce.
Trudno było się przebić w radzie?
Bardzo trudno, ale może to ja miałam za małą siłę przebicia? Walczyłam o uprzątnięcie terenu rynku, trochę się to poprawiło. Nie udało się nic zrobić z byłą kawiarnią, z rumowiskami. Wciąż słyszałam, że się nie da. To mnie wkurzało, przychodziłam do domu wzburzona. Kiedyś nawet się poryczałam.
Dlaczego?
Bo obiecują pani po 80-tce, że podłączą jej wodę i zrobią łazienkę, a wciąż córka wynosi po niej ekskrementy z drugiego piętra! Tak mi szkoda tych ludzi. Może dlatego, że sama przeszłam piekło na ziemi. Gdy zachorowałam, moje dzieci miały 12, 11 i 6 lat, zamartwiałam się co z nimi będzie. To rysa, która we mnie została i powoduje, że los ludzi chorych jest mi szczególnie bliski.
Urodziła i wychowała się Pani w Brokęcinie kolonii, potem na lata opuściła Okonek, by ponownie tu trafić. Okonek to Pani miejsce na ziemi?
Tu jest mi dobrze. Jestem człowiek lasu, a tu są one dookoła. Tu mam swoich znajomych, przyjaciół, chór. Tu się realizuję.
Dużo mówi się o tym, że młodzi wyjeżdżają z Okonka, ale i Pani córka to zrobiła.
To taka kosmopolitka. Pracowała w Niemczech, we Francji, teraz od 14 lat jest w Anglii. Młodzi uciekają, bo co mają tutaj robić? Kiedyś fabryka trzymała tu ludzi, a dziś? Córka bardzo tęskni za rodziną, ale za Okonkiem nie.
A Pani Okonek się podoba?
Co tu się może podobać? Żeby tu było mniej marazmu, żeby te budy przy DK 11 zlikwidować... Tu można tyle fajnych rzeczy zrobić. W programie miałam zagospodarowanie terenu nad rzeką, jak to widziałam we Francji.
Coś panu powiem: ludzie w gminie mogliby więcej dać od siebie, a nie tylko patrzeć na to, co zrobi gmina. Wiem po sobie, że można. Tak jak każdy może przyjść na sesję i złożyć wniosek, zaproponować coś. Nie będąc radną też będę to robić.
A kiedy Pani odpocznie?
Ale ja nie wyobrażam sobie życia bez chóru, bez Caritasu. Jeśli nie będę nic robić, to umrę. Gdy człowiek jest raz naznaczony nowotworem (ja przeszłam go 33 lata temu), to wciąż boi się jego nawrotu. Dlatego życie pełne obowiązków jest dobre, bo nie daje czasu na myślenie o chorobach. A po drodze można zrobić coś dobrego dla siebie i innych.
Dzięki doświadczeniu choroby ma Pani większy apetyt na życie?
Muszę korzystać z życia, tak to działa.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
W Okonku jest wielu społeczników, ludzi z pasją i pomysłami którzy niejednokrotnie udowodnili że można. Ale dość skutecznie zniechęcono ich do działania, często zadają sobie pytanie z kim i dla kogo to robić, kto pomoże, czy ktoś to zauważy , doceni?
Konopie mogą pomoc naszemu zdrowiu znam przypadki gdzie olej CBD zatrzymał chorobę nowotworowa temu tez spróbowałem walczyć z moja choroba konopia Moi kochani jeszcze miesiąc temu walczyłem z łuszczyca głowy odbytu oraz okolice jąder...Koszmar który trwał ponad 2 lata mimo wielokrotnych wizyt u lekarza leki nie przynosiły efektu. Któregoś dnia przeczytałem na forum o oleju CBD 5% essenz i serum dla chorej skory tez firmy essenz ))) niezwłocznie zakupiłem .... na tej stronce www.konopiafarmacja.pl )) Kochani po 2 tygodniach jak ręką odjął ..)dwa lata swędzenia drapania za mną.. Na tą chwilę smaruję raz na dwa dni i suszę miejsca dokładnie suszarką aby nie wróciło świństwo... i profilaktycznie biorę 6 kropli na dzień oleju CBD Bardzo serdecznie polecam wszystkim powrotu do zdrowia.
Baaaardzo pozytywna postać, z dobrą energią :) Serdecznie pozdrawiam :)
W Okonku jest wielu społeczników, ludzi z pasją i pomysłami którzy niejednokrotnie udowodnili że można. Ale dość skutecznie zniechęcono ich do działania, często zadają sobie pytanie z kim i dla kogo to robić, kto pomoże, czy ktoś to zauważy , doceni?
Konopie mogą pomoc naszemu zdrowiu znam przypadki gdzie olej CBD zatrzymał chorobę nowotworowa temu tez spróbowałem walczyć z moja choroba konopia Moi kochani jeszcze miesiąc temu walczyłem z łuszczyca głowy odbytu oraz okolice jąder...Koszmar który trwał ponad 2 lata mimo wielokrotnych wizyt u lekarza leki nie przynosiły efektu. Któregoś dnia przeczytałem na forum o oleju CBD 5% essenz i serum dla chorej skory tez firmy essenz ))) niezwłocznie zakupiłem .... na tej stronce www.konopiafarmacja.pl )) Kochani po 2 tygodniach jak ręką odjął ..)dwa lata swędzenia drapania za mną.. Na tą chwilę smaruję raz na dwa dni i suszę miejsca dokładnie suszarką aby nie wróciło świństwo... i profilaktycznie biorę 6 kropli na dzień oleju CBD Bardzo serdecznie polecam wszystkim powrotu do zdrowia.
Baaaardzo pozytywna postać, z dobrą energią :) Serdecznie pozdrawiam :)