O przebiegu zdarzeń, w wyniku których zginął złotowianin Marcin Kulasek, krąży wiele plotek. Dementuje je Mateusz Machciński, przyjaciel ofiary wypadku
– Zawsze, gdy ubierał się na niebiesko i nakładał niebieską czapkę na głowę nazywaliśmy go Power Ranger. Wtedy zostawił nakrycie głowy przy ognisku, może dlatego stracił swoją moc. Oddalił się od nas, było bardzo ciemno, być może stracił orientację w terenie – mówi nastolatek, który z M. Kulaskiem spędzał piątkowy wieczór. – Wziąłem kurtkę, telefon i pobiegłem przed siebie. Zadzwoniłem w międzyczasie do mamy, aby skontaktowała się z rodzicami Marcina, bo miałem nadzieję, że wrócił do domu – opowiada.
[[reklama]]
O tym, jak dokładnie przebiegał feralny wieczór przeczytaj w najnowszym numerze „Aktualności Lokalnych”.
To tylko fragment artykułu Karoliny Rolbieckiej z AL 15/2014, s. 15
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze