W Złotowie mamy kolejny przykład na to, że podczas zimy, bez względu na mrozy, gołoledź czy śnieg chodniki muszą być uprzątnięte. Przypadek Janiny Tessmer pokazuje, że warto dochodzić sprawiedliwości w sądzie.
Tym razem wszystko skończyło się happy endem, a poszkodowana za doznane krzywdy najprawdopodobniej otrzyma zadośćuczynienie, o którym nawet nie marzyła. Czy będzie to nauczka dla ubezpieczycieli? Powinna. – Jeżeli towarzystwo ubezpieczeniowe podpisuje polisę, oznacza to, że musi ponosić ryzyko, że nie zawsze uda się skutki zimy usunąć na czas – mówią prawnicy.
Nie doszła do kościoła
Przypomnijmy. Była niedziela 11 stycznia 2009 roku. Pani Janina, starsza i skromna kobieta, wraz z córką postanowiła udać się na poranną mszę świętą. Nie uszły zbyt daleko – 200 - 300 metrów od swego mieszkania pani Janina poślizgnęła się na oblodzonym chodniku, nieopodal marketu Piotr i Paweł.
Córka pomogła jej wstać, kobieta odczuwała przeraźliwy ból w dłoniach. O mszy nie było mowy. Niedługo potem przyjechał zięć, który zabrał starszą panią na oddział ratunkowy złotowskiego szpitala. Tam musiała spędzić kilka godzin, gdyż rano zażyła leki, których działanie musiało ustać, aby lekarze mogli cokolwiek zrobić. Okazało się, że stare dłonie nie wytrzymały upadku.
– Wstępna diagnoza była taka, że prawa dłoń jest złamana, lewa poważnie stłuczona – opowiada córka pani Janiny. Dopiero kilka dni później okazało się, że kość lewej dłoni również została złamana. Było już jednak za późno na cokolwiek. – Dłoń musiałaby być na nowo połamana, aby powróciła do pierwotnego stanu. Mama jest już starszą osobą, nie ryzykowaliśmy – wspomina.
Pani Janina miała gips na prawej ręce przez 10 tygodni, lewą rękę usadowiono w szynie na 6 tygodni. Cztery miesiące po wypadku, kiedy po raz pierwszy poruszyliśmy na naszych łamach ten temat, kobieta praktycznie nic nie mogła zrobić samodzielnie. - Jest ciężko – mówiła wówczas córka. Świadkiem całego zdarzenia była Alicja Andrzejewska, złotowska radna.
- Akurat byłam na spacerze z psem. Widziałam, jak do wypadku doszło. Kilka dni po wszystkim skontaktowałam się z córką pani Janiny, proponując jej, że napiszemy pismo do Miejskiego Zakładu Usług Komunalnych w Złotowie, który odpowiada za stan chodników, zwracając się z prośbą o odszkodowanie. To bardzo porządna, skromna rodzina.
Kiedy poprosiłam, by podali kwotę, jaka by ich satysfakcjonowała, powiedzieli mi, że tysiąc złotych, po to, żeby zakupić zbite okulary – wspomina Alicja Andrzejewska.
Nieszczęśliwy wypadek i tyle
Dyrekcja MZUK-u poprosiła, aby dokładnie opisać, w jakich okolicznościach doszło do wypadku. – Wszystko dokładnie podaliśmy – datę, godzinę, pracownica MZUK-u zrobiła nawet szkic sytuacyjny. Wiedziałyśmy, że MZUK zgłosi sprawę do ubezpieczalni i to od towarzystwa ubezpieczeniowego będzie zależało, czy nam odszkodowanie wypłacą, czy też nie – mówi córka pani Janiny.
- Taka jest procedura – mówił w maju ubiegłego roku prezes MZUK Jacek Fertikowski. – Co roku ubezpieczamy się od tego typu zdarzeń, gdyż nie jesteśmy w stanie zapobiec wszystkim nieszczęściom, jakie mogą się wydarzyć na chodnikach czy ulicach, którymi się opiekujemy, szczególnie w okresie zimy. My odszkodowań nie wypłacamy, to leży w gestii ubezpieczalni – dodał.
Na początku kwietnia 2009 roku pani Janina otrzymała pismo z Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń oddział w Poznaniu, któremu sprawę przekazał złotowski inspektorat PZU. Odpowiedź była jednoznaczna: PZU nie wypłaci odszkodowania. W piśmie napisano między innymi, że „…pracownicy MZUK-u dołożyli wszelkich starań, ażeby utrzymać teren ulicy i chodnika w należytym porządku i czystości.
Wyznaczeni pracownicy wywiązali się należycie ze swego obowiązku, odśnieżając chodnik i ulice, posypując je piachem i solą. Jednakże warunki pogodowe, jakie tego dnia panowały, uniemożliwiły zapobieżeniu ich negatywnym skutkom.
W związku z tym należy stwierdzić, że zdarzenie powodujące szkodę należy traktować wyłącznie w kategoriach nieszczęśliwego wypadku.” W piśmie napisano również, że odszkodowanie jest wypłacane, jeśli do wypadku dojdzie z winy ubezpieczającego, czyli w tym przypadku MZUK-u.
[[nowa_strona]]
Oburzenie radnej, pomoc prawnika
Jakie warunki pogodowe panowały 11 stycznia? Była gołoledź. Tak mówiła ekspertyza, którą MZUK otrzymał z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. - Jak jest gołoledź, to ani sól, ani piach, ani żaden inny rodzaj zabezpieczenia nie jest w stanie zagwarantować bezpiecznego poruszania się – mówił prezes Jacek Fertikowski.
– Osobiście ubolewam nad tą sytuacją, gdyż o ile zdarzają nam się przypadki, że niektórzy ludzie próbują wyłudzić od nas pieniądze, o tyle w tym przypadku jestem przekonany, że faktycznie był to splot nieszczęśliwych zdarzeń, które kosztowały panią Janinę zdrowie. Niestety, jak już powiedziałem, to nie my wypłacamy odszkodowanie, lecz PZU – dodał.
Swego zbulwersowania podejściem do sprawy nie kryła Alicja Andrzejewska, która na sesji Rady Miejskiej w Złotowie głośno skrytykowała ubezpieczalnię, przywołując przypadek pani Janiny. – Proszę sobie wyobrazić, że mimo iż byłam świadkiem zdarzenia, byłam wymieniona w piśmie - kompletnie nikt ze mną się nie skontaktował, nie zapytał, co widziałam. Takie traktowanie jest oburzające – mówiła. Pani Janina Tessmer zdecydowała się jednak nie poddawać i za namową mecenasa Stanisława Godlewskiego, który zaoferował swą pomoc po publikacji artykułu, skierowała sprawę na drogę sądową.
Sprawa toczyła się przed złotowskim Sądem Rejonowym blisko rok. Odbyło się kilka rozpraw. Na wniosek PZU panią Janinę przebadał biegły lekarz sądowy, aż z Gostynia, który w szczegółowej opinii potwierdził skomplikowane złamanie obu rąk. W końcu w ubiegłym tygodniu sąd wydał wyrok.
Na jego mocy PZU zostało zobowiązane do wypłacenia odszkodowania w wysokości 20 tysięcy złotych plus ustawowe odsetki. Wyrok jest póki co nieprawomocny i przysługuje od niego odwołanie. - Trudno mi uwierzyć, że tak to się wszystko zakończyło - mówi pani Ilona. – Pieniądze się przydadzą, bo mamie posłuszeństwa odmawiają obie ręce. Rehabilitacja niewiele pomogła – dodaje.
Co z tego, że była gołoledź?!
Dlaczego 20 tysięcy? – Oparłem się na dokładnej analizie wypłacanych odszkodowań z tytułu uszczerbku na zdrowiu – wyjaśnia mecenas Godlewski, dodając, że ten przypadek dotyczył osoby starszej, która obecnie zdana jest praktycznie na rodzinę. – To nie jest tak, że rzecz dotyczy wyłącznie rąk, trzeba brać również pod ocenę psychikę, możliwość funkcjonowania w społeczeństwie, w rodzinie. Jego zdaniem MZUK jest całkowicie bez winy w tej sprawie.
– Jak są trudne warunki atmosferyczne, to często niemożliwością jest uprzątnięcie oblodzenia czy śniegu na czas.
Przepisy jednak są w tej kwestii jednoznaczne i mówią, że chodniki powinny być oczyszczone, bez względu na to, jak wielkich starań dokonuje firma, która dba o utrzymanie porządku.
Ubezpieczyciel też to doskonale wie i podpisując, w tym przypadku z MZUK-iem, polisę ponosi ryzyko, że będą trudne warunki atmosferyczne i nie wszystko uda się zrobić na czas i może dojść do nieszczęśliwego wypadku – mówi Stanisław Godlewski, który jednocześnie przypomina, że 2008 roku w złotowskim sądzie toczyła się rozprawa o odszkodowanie z powodu złamania nogi przed klatką schodową w jednym z bloków należących do spółdzielni mieszkaniowej Piast w Złotowie.
Administrator budynku nie chciał się zgodzić z tezą, że to z powodu nie posypania piachem wejścia doszło do nieszczęścia. Sąd uznał jednak, że racja jest po stronie osoby poszkodowanej, zasądzając 20 tysięcy odszkodowania.
Mariusz Leszczyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze