Pochodzący z Klukowa Damian Wrzesiński został w lutym zawodowym Mistrzem Polski wagi lekkiej (60 kg). Jego rewanżowy pojedynek z Markiem Laskowskim można było obejrzeć w transmitowanej przez Polsat bokserskiej gali w Zgorzelcu. „Wrzos” wygrał pewnie i sięgnął tym samym po wakujący pas Mistrza Polski. Zapytany o pięściarskie wzorce do naśladowania odpowiada:
Mam kilku ulubionych pięściarzy, których lubię oglądać w akcji. Mistrzem nad mistrzami jest dla mnie Ukrainiec Wasyl Łomaczenko, zdobywca światowego czempionatu w kategorii piórkowej i mistrz świata federacji WBO w kategorii super piórkowej. Jego z całą pewnością można nazwać wzorem. W ogóle bardzo lubię całą szkołę ukraińską, te kombinacje, ataki z luzu i ciosy z niczego. Wiadomo, że warto podglądać najlepszych i nie chodzi mi tylko o naśladowanie. Sam dobrze znam swój potencjał i staram się przede wszystkim doskonalić to, co we mnie najlepsze.
Reklama
Przygodę ze sportami walki rozpoczął w wieku 14 lat, od kickboxingu w złotowskim klubie Spider. W 2006 roku trafił do sekcji bokserskiej MLKS Sparta Złotów, gdzie w pięściarskie arkana wdrażał go trener Jan Bezimienny. Damian Szybko zdobył swój pierwszy tytuł młodzieżowego Mistrza Polski we Włocławku, potem przyszły kolejne sukcesy.
Po skończeniu liceum rozpoczął studia na poznańskim AWF–ie i podjął treningi w najlepszym, w tamtym okresie, klubie pięściarskim w Polsce – PKB Poznań. Tam zdobył swój kolejny tytuł młodzieżowego Mistrza Polski. Na koncie ma też m.in. kilka srebrnych medali MP, brązowy medal Turnieju im. Feliksa Stamma (2011), srebrny medal Międzynarodowego Turnieju Polska – Białoruś – Francja (2011), brązowy medal Międzynarodowego Turnieju Istvana Bocksaia w Debreczynie (2011), jest też zdobywcą wielu pucharów Polski w latach 2006–2013 i drużynowym mistrzem Polski w latach 2008–2012. Stawiali na niego trenerzy kadry narodowej. W udanym 2011 roku „Wrzos” liczył na udział w Mistrzostwach Europy w Mińsku, co mogłoby zaowocować kwalifikacją olimpijską. Niestety po przegranym finale mistrzostw Polski trenerzy nie dali mu szansy wyjazdu.
Byłem tym mocno rozgoryczony, dlatego też w 2013 roku oficjalnie zakończyłem karierę amatorską i postanowiłem przejść do boksu zawodowego
– wspomina ten czas 31–latek. Trzy lata temu wraz z żoną Natalią i nowo narodzoną córką Oliwią pojechali za chlebem do Norwegii. Damian pracował tam na farmie i jako budowlaniec, ale z boksu nie rezygnował. Pomógł medalista Mistrzostw Europy i Świata Ole Klemetsen, który pokierował go do najlepszego norweskiego klubu.
Miałem tam fajnych sparingpartnerów, od czasu do czasu jeździłem też na zgrupowania norweskiej kadry, gdzie mogłem poboksować trochę z Duńczykami, Szwedami i Norwegami. W pracy nabawiłem się niestety przykrej kontuzji
Reklama
– wspomina Damian. Rozcięty przez szybę nerw łokciowy na dłuższą metę nie okazał się jednak większym problemem. Mały palec lewej ręki do dziś nie jest do końca władny, ale nie przeszkadza to w treningu i wygrywaniu kolejnych pojedynków. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Pierwsze zawodowe pojedynki „Wrzos” stoczył jako podopieczny Szkoły Boksu Andrzeja Butowicza, Interkontynentalnego mistrza federacji WBF, pretendenta do tytułu Mistrza Świata, wielokrotnego Mistrza Polski w kategorii superpółśredniej i jednego z prekursorów boksu zawodowego w Polsce.
Po kilku zwycięskich pojedynkach stwierdziłem jednak, że to nie moja droga, szukałem nowego promotora i tak w 2014 roku trafiłem do Tymex Boxing Promotion
Reklama
– wspomina pięściarz rodem z Klukowa, który na co dzień trenuje teraz z Jarosławem Piaseckim i Sebastianem Kacprowiczem.

13 zwycięstw, 1 remis, 1 porażka – to bilans Damiana na zawodowych ringach
Dotychczasowy bilans walk, które „Wrzos” stoczył na zawodowych ringach, mówi sam za siebie: 13 zwycięstw, remis i porażka. Remis z Białorusinem Andriejem Staliarczukiem był raczej nieoczekiwany. Damian też nie ukrywa, że rezultat tej konfrontacji był dla niego przykrym zaskoczeniem.
To był wypadek przy pracy. Zmieniałem wtedy trenera i nie trafiłem z formą, przy dzisiejszej dyspozycji nie miałbym z tym przeciwnikiem żadnego problemu. Szczęście w nieszczęściu, że skończyło się remisem
Reklama
– podkreśla pięściarz, promowany obecnie przez Mariusza Grabowskiego z Tymex Boxing. Jedyną porażkę „Wrzos” zanotował na wyjeździe, z rąk doświadczonego Belga Jeana Pierre’a Bauwensa, jednak obserwatorom pokazał się z naprawdę dobrej strony. Pojedynek był bardzo wyrównany i gdyby odbywał się na neutralnym terenie, to równie dobrze ze zwycięstwa mógłby się cieszyć „Wrzos”. Po dziesięciu zaciętych rundach sędziowie stosunkiem głosów dwa do remisu wskazali jednak na reprezentanta gospodarzy.
Nie udało się zakończyć walki przed czasem, a to była praktycznie moja jedyna szansa. Wiadomo, gospodarzom pomagają nawet ściany
Reklama
– analizuje „Wrzos”, który pozostałe 13 walk na zawodowych ringach kończył jako zwycięzca.
24 lutego w Zgorzelcu walka o wakujący tytuł Mistrza Polski wagi lekkiej była zarazem rewanżem za uznany za nieodbyty pojedynek z listopada 2017 roku, w którym Damian Wrzesiński zmierzył się z Markiem Laskowskim. Faworyzowany „Wrzos” w pierwszej rundzie zaskoczył rywala mocnymi lewymi sierpowymi, a w drugiej części starał się upolować go prawą ręką. Przy jednym z takich ciosów doszło do przypadkowego zderzenia głowami, czego nie wytrzymał łuk brwiowy Laskowskiego. Jako że pojedynek nie wyszedł poza czwartą rundę, nie został ostatecznie dopisany do statystyk obu pięściarzy.
Marek to niewygodny leworęczny zawodnik. W Częstochowie z początku za dużo było emocji, chciałem mu „urwać głowę” i to się zemściło. W rewanżu spokojnie go wypunktowałem, może nawet trochę zbyt zachowawczo boksowałem, ale nie chciałem iść na jego warunki. Wiedziałem, że nie przegram, trzeba było tylko trzymać dystans. Z tego względu walka mogła nie przypaść do gustu kibicom, ale mimo wszystko bardzo cieszę się z tego zwycięstwa
– podkreśla zawodnik Tymex Boxing.
Nie ma dla mnie znaczenia, czy walczę z zawodnikiem praworęcznym, czy z mańkutem, to styl robi walkę. Jeśli uda się narzucić przeciwnikowi swoje warunki, to nie ma znaczenia, którą ręką on lepiej bije.
Reklama

Miłe przywitanie w Szkole Podstawowej nr 50 w Poznaniu
Damian Wrzesiński na co dzień jest nauczycielem wychowania fizycznego – uczy w szkole podstawowej nr 50 w Poznaniu.
To mój drugi rok szkolny, więc sam wciąż wiele się jeszcze uczę. Myślę o tym, żeby kiedyś więcej pracować z dziećmi, może założyć klub bokserski, zobaczymy. Na razie skupiam się na sobie, a ciężko pogodzić profesjonalny trening z innymi obowiązkami
– wyjaśnia Mistrz Polski. – W szkole spędzam 18 godzin tygodniowo, przed walką nie biorę nadgodzin, żeby jak najwięcej czasu poświęcić na odpowiednie przygotowanie. Mam na tyle dobry układ z dyrekcją szkoły, że w razie walki o stawkę nie będzie problemu z wzięciem wolnego – przyznaje Damian, który wie, że walka o stawkę jest tak naprawdę tylko kwestią czasu. Grupa jego obecnego promotora, czyli Tymex Boxing Promotion, jest w tej chwili najmocniejszym ogniwem jeśli chodzi o organizowanie zawodowych walk bokserskich w Polsce, współpracuje m.in. z Andrzejem Gmitrukiem i Mateuszem Borkiem z Polsat Sport, więc szanse, że niebawem znów zobaczymy „Wrzosa” pomiędzy linami ringu są spore.
Staram się patrzeć na to realistycznie. Jeśli tylko będzie okazja na walkę o jakiś ciekawy pas, to z pewnością dam się namówić. Myślę, że mentalnie jestem przygotowany do takiej walki. Nie ukrywam, że fajnie by było pojawić się na Polsat Boxing Night w kwietniu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie
– mówi tajemniczo wychowanek złotowskiej Sparty.
Nowy mistrz wagi lekkiej nie wyklucza także udziału w jakimś ciekawym sportowym przedsięwzięciu w Złotowie, tym bardziej, że tutejsza Sparta obchodzi w tym roku jubileusz 90–lecia.
Bardzo bym chciał tu przyjechać, to by była super promocja boksu. Organizacja jakieś mniejszej gali, a może nawet walki zawodowej czy np. meczu amatorów lub pokazy mieszanych sztuk walki to nie jest jakiś wielki problem. Wiadomo, że wiązałoby się to z dużymi kosztami, potrzebni byli by sponsorzy, także miasto musiałoby się w to zaangażować. Ja i mój promotor jesteśmy otwarci na takie pomysły
– podkreśla „Wrzos”, który póki co poświęca się domowym obowiązkom. A tych przybyło od 6 lutego, kiedy to Państwu Wrzosom urodziła się druga córka Marina.
Miałem kilka dni na ochłonięcie przed walką w Zgorzelcu, ale zadziałało to na mnie bardzo motywująco. Mamy teraz co robić, z trójką dziewczyn w domu na pewno nie będzie mi się nudzić
– cieszy się świeżo upieczony tata.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szkoda że Powiat Złotowski nie doczeka się już następnych takich zawodników. Poziom wsparcia sportu w Zlotowie nie mówiąc już o samym boksie jest na niskim poziomie
Gratulacje.
Szkoda że Powiat Złotowski nie doczeka się już następnych takich zawodników. Poziom wsparcia sportu w Zlotowie nie mówiąc już o samym boksie jest na niskim poziomie
Gratulacje.