W tym roku wyjątkowo długo trwało szukanie miejsca do organizacji gminnych dożynek. Dopiero na ostatniej sesji w maju obwieszczono, że tego zadania podejmie się Sławianowo we współpracy z miejscową szkołą podstawową i sąsiedzkim Buntowem. Dlaczego brakuje chętnych do organizacji tradycyjnego święta rolników?
Jeszcze podczas sesji radna i sołtys Sławianowa Alicja Szewczuk mówiła, że propozycja złożona przez wójta spadła na nią jak grom z jasnego nieba. W jej głosie zamiast entuzjazmu więcej było obawy i wątpliwości, choć zapewniła, że podołają wyzwaniu. Nie zgłosiła się zresztą do tego zadania na ochotnika, lecz po konsultacjach z dyrektor szkoły Anną Witecką i sołtys Buntowa Barbarą Lisowską zgodziła się podjąć tego, na co wcześniej nie wyraziły zgody dwie wsie. Propozycję organizacji gminnych dożynek, do których w tym roku podłączyć się chce także powiat, otrzymali bowiem wcześniej mieszkańcy Blękwitu i Krzywej Wsi. Sołtys pierwszej wsi, Piotr Zych, tłumaczy, że główną przeszkodą jest trwający remont dróg wojewódzkich, który prawdopodobnie nie zakończy się do czasu dożynek. Z kolei Maria Szymańska, sołtys Krzywej Wsi, stwierdziła, że nie dysponuje odpowiednim terenem i zapleczem, aby zorganizować tej rangi imprezę. Przyznaje także, że ma za mało ludzi do pomocy i wskazuje, że łatwiej mają miejscowości, w których znajdują się szkoły.
Tym co mogłoby zachęcić do organizacji byłaby na pewno możliwość zarobku, np. poprzez loterię fantową czy sprzedaż ciasta. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe, gdyż trzeba się liczyć z przepisami prawnymi, urzędem celnym (do niego trzeba zgłosić loterię), urzędem skarbowym, sanepidem. Stąd w Sławianowie, po pierwszych spotkaniach organizacyjnych, nie brakowało obaw co do możliwości zarobku przez lokalne organizacje, a w związku z tym ich zaangażowaniem. Przykład? Koło Gospodyń Wiejskich nie posiada formalnie osobowości prawnej i w związku z tym nie może na własną rękę prowadzić sprzedaży ciast, a nie może się też podłączyć pod jednostkę OSP, bo ta, choć ma osobowość prawną, to jednak inny zakres działań określonych w statucie. Na tak oficjalnej imprezie, tej rangi, nikt też nie chce ryzykować i robić czegoś na tzw. „dzikusa”, jak to zdarza się na mniejszych wiejskich festynach w różnych miejscowościach.
Nic na tym nie zarobisz, bo nie ma na czym
Reklama
– potwierdza zresztą były sołtys Radawnicy, w której rok temu odbyło się gminne święto plonów. O zdanie w sprawie organizacji dożynek zapytaliśmy także obecnego sołtysa i radnego z Radawnicy, Tadeusza Brzezińskiego. Wskazał on, że przyczyną braku chętnych do organizacji dożynek może być brak ludzi chcących się angażować w tego typu wydarzenia, bez których trudno jest coś zrobić. Zresztą jeśli chodzi o zeszłoroczną imprezę to nie brakowało wówczas pogłosek o niesnaskach wśród organizatorów. Radny Brzeziński przyznaje, że choć wieś zabiegała o dożynki, to potem pojawiły się pewne problemy, przez co program nie był rzeczywiście zbyt bogaty. Nie minęło zresztą wiele czasu po dożynkach, a do dymisji podał się sołtys Marcin Wiącek, który jednak nie chciał komentować stojących za tym przyczyn.
Sołtys Sławianowa wraz z dyrektor Anną Witecką wpadły na pomysł, że w związku z organizacją na ich terenie dożynek gmina mogłaby wykonać przebudowę zniszczonego wjazdu do szkoły i parkingu, kładąc tam np. polbruk. Wójt jednak bardzo sceptycznie ocenia takie podejście.
Na pewno nie może to być na takiej zasadzie, że ktoś zorganizuje dożynki pod warunkiem, że my wykonamy inwestycję za 100 tys.
– mówi poirytowany. Przyznaje, że rozmawiał na ten temat z dyrektor Witecką, ale uważa, że takie zabiegi nie leżą w gestii dyrektorów szkół i nie zgadza się na takie naciski, gdyż na wprowadzenie inwestycji do budżetu przewidziany jest inny tryb. Zasadności takiego zadania jednak nie kwestionuje. Piotr Lach potwierdza, że w tym roku były problemy ze znalezieniem chętnych do organizacji dożynek i rozumie również, że każdy chciałby przy okazji coś zarobić, ale jednocześnie zwraca uwagę, że niekoniecznie temu ma służyć tradycyjne święto plonów. Podkreśla także, że wiele zależy od zaangażowania mieszkańców, a to wcale nie musi być duże, bo za większość rzeczy odpowiada gmina. Nie tylko bowiem finansuje imprezę, ale m.in. załatwia też scenę i wykonawcę czy chociażby sanitariaty i śmietniki, przygotowuje catering dla gości i pomaga w przygotowaniu terenu. Tegoroczny budżet powiatowo–gminnych dożynek wstępnie wynieść ma ok. 40 tys.
Wsłuchując się w te wszystkie głosy być może warto zastanowić się, komu tak naprawdę zależy na organizacji dożynek gminnych. Jeśli brakuje do tego chętnych, to może gmina powinna pomyśleć o jakiejś zachęcie dla wsi? Może też wójt i radni powinni uznać, że skoro mieszkańcom nie zależy na gminnych obchodach to dać sobie z tym spokój? Tadeusz Brzeziński z Radawnicy zwrócił zresztą uwagę, że rolnicy w poszczególnych wsiach i tak świętują koniec żniw na własną rękę, odprawia się uroczyste msze, organizuje się zabawę lub festyn, czasami we współpracy z parafią.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze