Wielu rolników nie ma wątpliwości - wiejskie czy gminne to względnie jeszcze impreza dla nich. Powiatowe święto plonów to feta dla vipów i ich partnerów. Rolnik jest tam na drugim planie
Zapytaliśmy o tę kwestię kilka osób, ale zdaje się, że nawet gdyby porozmawiać z dziesiątkami czy setkami, wrażenie nie uległoby zmianie. – Wymowa dożynek jako święta rolnika jeszcze bardziej będzie spadać. Tym bardziej, że rolnictwo się zmienia, a gospodarzy będzie coraz mniej. Jak można mówić o święcie rolnika, jeśli dożynki zaczynają się o godzinie 14.00? Każdy szanujący się gospodarz o tej porze jeszcze pracuje. Taka godzina rozpoczęcia imprezy nie ma nic wspólnego z rolnictwem. Dlatego ja jeżdżę na nie dopiero późnym popołudniem – przyznaje Jacek Bieluszko z Bługowa.
W gminie Lipka i tak mają dobrze, bo tutaj dożynkowe imprezy od kilku lat odbywają się na naprawdę wysokim poziomie. W sobotę w Scholastykowie poziom ten również został podtrzymany (sobota czy niedziela – to zresztą też dla wielu dyskusyjna kwestia). W tej gminie na dożynki przyjeżdżają tłumy, ludzie rzeczywiście się bawią.
[[reklama]]
Jakże inaczej wyglądało tegoroczne święto plonów w Tarnówce. Obecne tu od jakiegoś czasu negatywne relacje między wójtem a grupą radnych i sołtysem przeniosły się nawet na dożynki, czego wyrazem był fakt, że sołectwo Tarnówka I nie przygotowało dożynkowego wieńca. – To wynik braku poszanowania nas przez włodarza – tłumaczy Sylwester Sławski. Inna sprawa, że dożynki po prostu nie były atrakcyjną imprezą. – Byłoby atrakcyjniej, gdyby było więcej współpracy i zaangażowania większej liczby osób. Bo jest kim zrobić taką imprezę. Ale kiedy nie ma dialogu... – wskazuje na przyczynę sołtys. To tylko fragment artykułu z AL 36/2013, s. 12
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze