Reklama

Drugie życie Piotra

24/03/2015 08:22
Poważny wypadek zmienił wszystko. Młody mieszkaniec Krajenki nie traci jednak nadziei, że jeszcze wróci do zawodowej służby w straży pożarnej. Marzy też, by znów nawijać kilometry na motocyklowe koła i tę pasję zaszczepić w synu

W poniedziałek 2 marca odbyło się spotkanie, na którym dyplomami i symbolicznymi odznaczeniami dziękowano tym, którzy, na wieść o Twoim wypadku, ruszyli na pomoc. 22 i 23 lipca ubiegłego roku bydgoski szpital, do którego trafiłeś, zalała fala krwiodawców z Krajenki, Złotowa i okolic. Czułeś i czujesz to wsparcie?
Tak jak wspomniałeś był to dość poważny wypadek, dlatego niewiele pamiętam z tego, co się wtedy działo. Przez długi czas byłem nieprzytomny. Już później wszystko opowiadała mi Gosia – moja żona. Sądzę, że to wsparcie miało wówczas największe znaczenie dla niej, dla mojej rodziny. Było bowiem tak, że choć mój stan był ciężki, lekarze przekazywali po pierwszej operacji, że wszystko będzie dobrze. Dwa tygodnie później w domu zadzwonił telefon, że mają przyjeżdżać się ze mną żegnać, bo jest źle. Bardzo źle. Miałem sepsę i obrzęk mózgu, walczyłem o życie. Wtedy dobre słowo, gest, modlitwa były najważniejsze. Gdy już doszedłem do siebie, odzyskałem świadomość, a najgorsze minęło, to nie sposób wyrazić słowami tego co mnie spotkało. Nie sposób podziękować rodzinie, przyjaciołom ze straży czy z Burning Few MC, znajomym, lekarzom, rehabilitantom, pielęgniarkom i zupełnie obcym ludziom za pomoc, dobre słowa, wsparcie, jakiego zaznałem ja i cała moja rodzina. To spotkanie w poniedziałek, zorganizowane przez zarząd i prezesa OSP w Krajence Andrzeja Martina, też było czymś wyjątkowym. Mogłem wreszcie osobiście powiedzieć tym wszystkim, którzy tam byli, że im dziękuję. Może gdyby nie ta mobilizacja dziś byśmy nie rozmawiali.

Jak zmieniło się Twoje życie po wypadku? Straż i motocykle to dla Ciebie coś więcej niż tylko praca i hobby. Wrócisz do jednostki i na siodło?

Jeżeli chodzi o straż, to marzę o tym, by do niej wrócić. Przed wypadkiem miałem za sobą prawie dwa lata służby zawodowej, w tym rok w Nowym Dworze Mazowieckim i prawie rok w jednostce w Złotowie. Przy OSP w Krajence ""kręciłem się"" od kiedy pamiętam. Nadal, gdy słyszę syrenę na naszej remizie, to aż mi się nogi rwą, by wsiąść do wozu i jechać na akcję. Jednak zanim to nastąpi muszę stawić się przed komisją Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Najbliższa jest w Poznaniu. To tam za kilka miesięcy na podstawie badań, wypisu ze szpitala, opinii specjalistów, pod których jestem opieką zapadnie decyzja, co dalej ze mną będzie. Możliwe są trzy warianty. Całkowita zdolność do służby, zdolność częściowa i niezdolność. Po wypadku straciłem wzrok w jednym oku i mam w głowie kilka metalowych płytek, bo kości twarzoczaszki były tak zgruchotane, że nie dało się ich rekonstruować. Ruchowo jestem natomiast sprawny, wyniki badań neurologicznych i opinie lekarzy, rehabilitantów też są bardzo dobre. Liczę więc na to, że przyznana zostanie mi częściowa zdolność. Oznaczałoby to, że nie wrócę do podziału bojowego, czyli pierwszej linii w JRG, ale mam szansę pracować np. gdzieś za biurkiem albo przy pulpicie dyspozytora. Z kolei jeśli chodzi o motocykle to sprawa jest jeszcze bardziej zawiła. Jest możliwe, że zostanie odebrane mi prawo jazdy kategorii A, ale to jeszcze nie potwierdzona sprawa. Wiem natomiast, że nie będę mógł zawodowo prowadzić ciężarówek ani autobusów ale za to nie ma przeszkód do prowadzenia samochodów osobowych. Wracając jednak do jednośladów to nie czuję do nich żadnej awersji po tym, co się stało. Nie boję się ponownie usiąść na motocyklu i ruszyć w trasę. Też więc liczę na to, że będzie to jeszcze możliwe. Póki co sporym plusem tej całej tragicznej sytuacji jest to, że mogę dużo czasu spędzać razem z rodziną. Ponieważ od stycznia Gosia rozpoczęła pracę, ja zajmuję się synem. Mogę więc być przy nim, gdy uczy się nowych rzeczy, rośnie...


- Sporym plusem tej całej tragicznej sytuacji jest to, że mogę dużo czasu spędzać razem z rodziną - mówi Piotr

No właśnie, przecież budujesz wózek boczny do swojej Hondy CB1000, by móc jeździć nie tylko z żoną, ale i synem. Chcesz przekazać mu swoje zainteresowania?
(śmiech) Jak widzisz bawi się właśnie wozem strażackim, ja go do tego nie zmuszam. Co do wózka bocznego... Ten projekt jest jeszcze nieco rozgrzebany. Nie warto go póki co pokazywać, ale będę go dokańczał i jeśli wszystko się uda to ruszymy gdzieś razem w trasę.

A sprawy procesowe po wypadku? Dotychczasowe informacje wskazywały na to, że nie Ty byłeś jego sprawcą, jednak wszystko skończyło się w sądzie. Wyrok w sprawie orzeczenia winy już zapadł?

Jeszcze nie, choć kilka wątków się już wyjaśniło. Jak wynika z opinii biegłych kierowca osobówki, która wyjechała przed mój motocykl z drogi podporządkowanej nie przyznał się do winy. Podobno i nieoficjalnie z tego względu, że wcześniej wchodził już w konflikt z prawem. Natomiast biegli sądowi ds. ruchu drogowego i mechaniki stwierdzili, że ja poruszałem się poprawnie po drodze z pierwszeństwem. Nie było przekroczenia prędkości, a motocykl był w pełni sprawny. Czekamy więc na wyrok.

Jest potrzebna jakaś pomoc? Prawna, materialna, rehabilitacyjna?

Nie. Otrzymaliśmy naprawdę bardzo wiele przez te siedem miesięcy. Uważam, że z mojej strony nie na miejscu byłoby proszenie teraz o pomoc, gdy naprawdę czuję się dobrze, niczego mi, nam nie brakuje. Jest wielu innych, którzy tej pomocy potrzebują bardziej. Jeśli mogę, zaapeluję tylko do kierowców osobówek, ciężarówek, bo za kilka tygodni na dobre ruszy sezon: patrzcie w lusterka i uważajcie na motocyklistów, bo razie wypadku, w starciu z waszymi pojazdami, nasze szanse są niewielkie.

Z Piotrem Żurkiem rozmawiał Sz. Chwaliszewski

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama