Reklama

Dziecko trzech rodzin

24/06/2013 10:08
Ma niespełna 7 lat i bardzo dorosłe podejście do życia. - Wiem, że nie zawsze można wygrywać ? mówi Adaś Kaczmarek, przyznając jednak, że w karate najbardziej lubi rywalizację

„Nie wytrzyma długo, bo małe dzieci szybko się zrażają” – tuż przed pierwszym treningiem karate usłyszeli rodzice Adama, typowy dla maluchów scenariusz jednak się nie sprawdził. Adaś był w ruchu całe 1,5 godziny, mało tego, jak wspominają jego rodzice, szybki - jego zdaniem - koniec zajęć trochę go rozczarował.
[[reklama]]
Wcześniej maluchowi nie dano szansy w aikido. Sensei z 5-latkiem, właśnie ze względu na wiek, pracować nie chciał, trzeba więc było poszukać alternatywy. Adam, jakby przeczuwając niewiarę w jego zapał i możliwości, zaskoczył jednak wszystkich. Karate trenuje blisko 2 lata.

Żywe srebro

W Wąsoszu wita mnie uśmiechnięty chłopczyk i jego tata. Śmieją się również ciemne oczy malca. Nie bez powodu – już w domu, w salonie, Adaś z dumą pokazuje mi swoje medale – 13 – tyle w sumie naliczyliśmy. Przywiezione z Tarnówki, Lekowa, Barwic, Warszawy... I najważniejszy dla chłopca – z Włoch, gdzie w trakcie Pucharu Europy w Karate Fudokan-Shotokan w swojej kategorii wiekowej, występując z koleżanką Amelką z Jastrowia w enbu, zajęli trzecie miejsce.
[[reklama]]
Co ciekawe – kolebką pasji Adama wcale nie były oglądane z zapartym tchem filmy z Brucem Lee czy pojedynki podpatrywane u kolegów, a przypadek. Jak opowiada pan Waldemar, Adam od zawsze - bo napisać od dziecka, skoro chłopiec ma dopiero 7 lat nie byłoby właściwe - był nad wyraz aktywny. Rodzice uznali, że nadmiar energii najlepiej spożytkuje uprawiając sport. Jako że tata ma w swoim życiorysie epizod z aikido, wybór padł właśnie na tę dyscyplinę. Nie do końca szczęśliwie, wszak sensei uznał, że 5-latek nie dorósł jeszcze do treningów. Za namową kolegi państwo Kaczmarek poszli zatem w kierunku karate. Jastrowskie Stowarzyszenie Satori okazało się być strzałem w dziesiątkę. Rodzice cenią sobie panującą podczas treningów rodzinną atmosferę, pomoc, której bez wahania starsi adepci tego sportu udzielają młodszym kolegom oraz opiekę. Adasia cieszą z kolei spotkania z kolegami i przede wszystkim – nauka, szlifowanie techniki. - Póki co Adam ma zapał, a jak to się skończy? - pan Waldemar nie chce wyrokować. Tak czy inaczej 2 lata spędzone na sali treningowej nie dały chłopcu w kość. Wręcz przeciwnie - pierwsze sportowe sukcesy dodały skrzydeł. Rodzice na razie sportowej kariery wróżyć nie chcą, pasję syna traktują raczej w ramach inwestycji w jego zdrowie i rozwój.
[[nowa_strona]]
Mówi się, że sztuki walki kształtują charakter, uczą porządku. - Karate to nauka dyscypliny – uważa pan Waldemar. Mama Adasia póki co nie zauważyła, by syn stał się bardziej rozważny – jak każdy chłopiec w tym wieku musi się wyszaleć, jak każdy ma też swoje marzenia. - Kim chciałbyś zostać jak dorośniesz? - Strażakiem – odpowiada malec. - Policjantem i weterynarzem – dopowiada po chwili. - Może leśnikiem, jak tata? - pytam. Specjalnego entuzjazmu nie ma, natomiast wyjścia z tatą na polowania – owszem, więc jeszcze wszystko może się zdarzyć. Póki co całą uwagę 7-latek skupia na karate. Myślami jest już w Warszawie – na kolejnych odbywających się w tym mieście zawodach (22 czerwca). Czy uda się przywieźć medal? Jednym z kluczy sukcesu jest wiara, więc chłopczyk wybiega w przyszłość z optymizmem. Co jeśli medalu nie uda się zdobyć? - Będzie trochę smutno... Ale wiem, że nie zawsze można wygrywać – podejście Adasia w tej kwestii jest zaskakująco dorosłe. Nie wyzbyte jednak kolejnego z elementów charakteru zwycięzców – żyłki rywalizacji. - Na początku Adam podchodził do zawodów na zasadzie zabawy, teraz pojawiła się już rywalizacja – opowiada pan Waldemar.
[[reklama]]
Trzeci stopień

Co do tej pory udało się chłopcu wywalczyć? Prócz medali, pucharów i dyplomów również większą pewność siebie, determinację, systematyczność i przyjaźń. Z Martyną, koleżanką z treningów, wspierają się w trakcie każdych zawodów. Kibicują, dają wskazówki, czekają na wynik. Jeśli chodzi o determinację – właśnie ją najbardziej ceni sobie w charakterze chłopca prezes Stowarzyszenia Satori Mariusz Gawlik. Systematyka przekłada się natomiast na regularny udział w treningach, które odbywają się 2 razy w tygodniu. Po 1,5 godziny Adam wciąż nie ma dość – efekty, w postaci m.in. pomarańczowego pasa (3 stopień uczniowski) nie pozwalają mu się zniechęcić.

Oczywiście chwile słabości czasami się zdarzają, zwykle po dłuższej przerwie – wakacjach czy feriach. Adaś szybko jednak wskakuje na właściwy tor. Szybko wchodzi w treningowy rytm, a jego myśli zaczynają się kręcić wokół zawodów, finansowanych zresztą przez rodziców. Czasami – jak w przypadku wyjazdu do Włoch – wspieranych również przez sponsorów. Jak podkreśla W. Kaczmarek, pracownik złotowskiego nadleśnictwa, również i lasy sięgnęły w tym przypadku do kieszeni – nadleśnictwa Złotów, Lipka, Płytnica i Jastrowie – okazało się, że można na nie liczyć. Podobnie jak na gminę Złotów i oczywiście sensei Dawida Chmurę, Krystynę Król i Mariusza Gawlika, którzy, chcąc przygotować swoich zawodników jak najlepiej, w pracę z nimi wkładają nie tylko swoją wiedzę i umiejętności, ale i serce.
[[reklama]]
Rodzina x3

Adam swój czas dzieli między – jak sam powiedział – 3 rodziny. Dom, przedszkole i Satori – tak chłopczyk postrzega swój świat. Zaangażowanie dzieli sprawiedliwie, wrażliwość zostawia jednak w domu.

Patrycja Koplin

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama