Wdowa opisuje, z jakim zaskoczeniem przyjęła fakt, że po niedawnym, kilkunastodniowym pobycie poza domem okazało się, że zamki w domu są powymieniane, a na budynkach gospodarczych założone są kłódki. Danuta Wilk mówi wprost, że córki męża z jego pierwszego małżeństwa włamały się do domu, wyłamały zamek, założyły swój, a jej rzeczy popakowały w worki i oczekują na to, że ona opuści dom. – Jakim prawem? – pyta kobieta, zdaniem której, jako wdowa po zmarłym, może zamieszkiwać sporny lokal. Sprawa dotyczy nieruchomości w Ługach. Kilkanaście dni temu zrobiło się we wsi, w związku z tą sprawą, duże zamieszanie. Na miejsce zeszła się grupa mieszkańców, przyjechała też policja. Podczas zamieszania padło wiele emocjonalnych słów, a Danuta Wilk do dzisiaj nie może pogodzić się z tym, że jeden z funkcjonariuszy, jako rozwiązanie problemu, miał jej wskazać możliwość udania się do złotowskiej noclegowni. – Powiedziałam, że mam tutaj zameldowanie, że mieszkam w tym domu od kilkunastu lat i chcę do niego wejść – relacjonuje tamte wydarzenia.
Nie weszła, przenocowała u sąsiada, a w następnych dniach odwiedziła złotowski sąd, prokuraturę i policję, żeby poszukać prawnego wsparcia w zaistniałej sytuacji. Po kilku dniach przepychanek doszło do ponownego zamieszania w pobliżu spornego gospodarstwa. Tym razem, po kolejnej interwencji policji, córki zmarłego otworzyły nieruchomość i od kilkunastu dni Danuta Wilk ponownie zamieszkuje lokal. Ponieważ jedna z córek zmarłego męża złożyła do wójta wniosek o wymeldowanie, kobieta także napisała do Henryka Dobrosielskiego pismo, że taka decyzja będzie z jego strony bezpodstawna i żeby się z nią wstrzymał. Kobieta spodziewa się sprawy sądowej, bo tylko sąd jest, jej zdaniem, władny wydać w tej sprawie sprawiedliwą decyzję. Poprosiła o pełnomocnika, bo wie, że mimo istnienia testamentu ma prawo do zachowku i właśnie na drodze sądowej będzie dochodzić swoich roszczeń. Nie pracuje, ma rentę, twierdzi, że poza nieruchomością w Ługach nie ma gdzie mieszkać i póki co nie zamierza się nigdzie stąd wyprowadzać.
Stąd córki zmarłego bezradnie rozkładają ręce. – Złożyłam wniosek o jej wymeldowanie, bo nie było jej tam od jakiegoś czasu – mówi Teresa Kuźbińska-Banaczyk, nawiązując do kilkunastodniowej nieobecności kobiety. W tym właśnie czasie wymienione zostały zamki, żeby uniemożliwić Wilkowej wejście do nieruchomości. – To nie jest jej dom. Ojciec przepisał go testamentem mnie i mojej siostrze – mówi mieszkanka Małego Buczka. – Pojechałam do Ługów do sąsiada, który mieszka obok naszej ojcowizny, po klucze, zostawione przez Wilkową. Nie wydał ich, więc wyłamałam zamki. Miałam prawo, jesteśmy z siostrą właścicielkami po połowie – motywuje działania. – Ona nie jest właścicielką, a ma mieć większe prawo do tej nieruchomości niż ja? Przecież mieszka tam bezprawnie – argumentuje nasza rozmówczyni. Podkreśla, że we wcześniejszych tygodniach odbyły się już w sprawie testamentu dwie rozprawy sądowe. – Na żadnej się nie stawiła – podkreśla Teresa Kuźbińska-Banaczyk. Podczas rozmowy Danuta Wilk miała jej zapowiedzieć, że będzie podważać testament. – Na jakiej podstawie? Tata był świadomy, gdy go spisywał. Po schodach prowadziłam go do notariusza, ja tam wcale nie wchodziłam, tata był sam z panią notariusz – podkreśla córka zmarłego.
Przyznaje, że może i pozwoliłyby z siostrą mieszkać tam Wilkowej na określonych warunkach, jednak, jak przekonuje, kobieta nie dba o nieruchomość. – Siąść i płakać – ocenia. I mówi wprost... – Tata sobie nie życzył, żeby ona tam mieszkała.
Do 25 lipca wraz z siostrą dały Danucie Wilk czas na opuszczenie nieruchomości. Ta tego nie uczyniła, stąd dwa dni później Teresa Kuźbińska-Banaczyk złożyła do sądu pozew o eksmisję. – Wiem, że przysługuje jej prawo do zachowku, ale to nie oznacza, że może zamieszkiwać nieruchomość, która nie jest jej własnością. Poza tym, niech weźmie pod uwagę fakt, że ojciec zostawił długi, około 20 tys. zł, plus zaległe rachunki. Więc ona również będzie partycypować w ich spłacie. Nie podarujemy jej tego, skoro tak dopomina się o zachowek – zapowiada pani Teresa.
Co jednak z faktem, że kobieta wciąż zamieszkuje lokal? Czy ma do tego prawo? Ile przysługuje jej zachowku?
– Przez sam fakt zawarcia małżeństwa ta pani nie stała się współwłaścicielem tej nieruchomości. Zmarły mąż nabył ją przed zawarciem z nią związku małżeńskiego, w tym przypadku jego drugiego małżeństwa, więc jest to jego majątek osobisty. Ta pani rzeczywiście ma prawo do zachowku. Ma też prawo do korzystania z mieszkania i urządzeń domowych przez trzy miesiące od daty śmierci męża, ale nie ma prawa do korzystania z tego mieszkania przez okres dłuższy niż trzy miesiące od daty śmierci męża. Miałaby takie prawo, gdyby to był majątek wspólny, ale to był majątek osobisty zmarłego – mówi radca prawny Radosław Kilar. Wyjaśnia, że zachowek jest jedynie roszczeniem o zapłatę pewnej sumy pieniężnej. Kobiecie przysługuje więc 1/2 wartości tego, co przejmowałaby w dziedziczeniu ustawowym, gdyby nie było testamentu. – W spadkobraniu uwzględnia się dzieci i ją. Bierze się pod uwagę 1/2 tego, co ona by dziedziczyła, gdyby nie testament. Mówiąc prościej, chodzi o 1/2 przysługującej jej minimum 1/4 majątku. Ta pani ma pięć lat od śmierci męża na to, żeby wystąpić do sądu z pozwem o wypłatę jej części zachowku. Najpierw trzeba oczywiście wycenić wartość nieruchomości – mówi R. Kilar, podkreślając, że długi odlicza się od podstawy do obliczenia zachowku.
Co z faktem, że wdowa jednak zamieszkuje nieruchomość? Prawnik wyjaśnia, że mogła z niego korzystać przez okres trzech miesięcy od momentu otwarcia spadku, czyli od chwili śmierci małżonka. To stało się w październiku ubiegłego roku, więc ustawowy okres dawno minął. – Ale jednocześnie nie mogą tej pani samodzielnie wygonić, może się to odbyć wyłącznie w drodze sądowej eksmisji. Jeżeli jednak jest osobą bezrobotną, będzie jej przysługiwać prawo do lokalu socjalnego. W takim przypadku sąd nakazuje wstrzymanie eksmisji do czasu znalezienia takiego lokalu. Inaczej nie można jej wyeksmitować, bo sąd jest zobowiązany przyznać osobie bezrobotnej prawo do lokalu socjalnego – mówi Kilar, warunkując to tym, że kobieta nie ma możliwości zamieszkania w innym lokalu, nie ma innych bliskich, np. swoich dzieci. Jeżeli dzieci jednak są... – Oczywiście byłoby to istotne dla sprawy. Byłaby to jednak kwestia ocenna, czy taka osoba może zamieszkać w innym lokalu, np. u swoich dzieci, czy nie. Bo dzieci tej kobiety mogą mieć obowiązek alimentacyjny wobec niej w zakresie przyjęcia do swojego mieszkania. Jeśli tak, w takim przypadku sąd nie przyzna jej prawa do lokalu socjalnego. Jednak trzeba wziąć pod uwagę możliwość, że dzieci nie chcą zamieszkać z matką. Tak jak powiedziałem, decyzja należałaby do sądu – prawnik podaje również taki scenariusz.
To w jego przekonaniu absolutnie nie zmienia faktu, że w chwili obecnej kobieta zajmuje lokal bezprawnie. – Dlatego właściciele nieruchomości mają prawo naliczać opłatę z tytułu odszkodowania za bezprawne zajmowanie nieruchomości lub z tytułu wynagrodzenia za bezprawne korzystanie z nieruchomości – dodaje Radosław Kilar.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze