Tak z autobusu wysiadają dzieci w Kujankach...
Adrianna Duńka o nowy przystanek autobusowy w Kujankach pytała wójta Marka Buławę i urzędników już rok temu, na dorocznym zebraniu wiejskim w Kujanie.
– Autobus się zatrzymuje, samochody wyprzedzają, nie dadzą nawet dzieciom spokojnie przejść – mówi mama trójki dzieci.
– Poza tym, jeśli by w tym miejscu był przystanek, to i zapewne powstałaby mini zatoczka i jakiś polbruk, a nie błoto: ziemne jesienią lub pośniegowe zimą. O przystanku ani widu, ani słychu – kończy pani Adrianna – a mija zaraz rok i zima była wyjątkowo śnieżna. Dzieci wysiadają wprost w stertę śniegu.
Mowa o nowym przystanku, który miałby być postawiony naprzeciwko już istniejącego, na wylocie z miejscowości Kujanki w kierunku Zakrzewa.

Adrianna Duńka o nowy przystanek autobusowy w Kujankach pytała wójta Marka Buławę i urzędników już rok temu
Z posiadanych przez nas informacji wynika, że z autobusu szkolnego korzysta tam teraz sześcioro dzieci, bo do szkoły, w związku z pandemią, chodzą tylko klasy I–III (gdy nie było obostrzeń, z trasy tej korzystało około dziesięciu młodych ludzi). Jak na ten problem zapatruje się wójt gminy i jego pracownicy? – Była to słuszna uwaga, dlatego przyjrzeliśmy się temu – mówi włodarz.
– Na tę chwilę nie ma takiej możliwości, gdyż gmina nie dysponuje gruntami w tym miejscu. Te należą do Lasów Państwowych. Poza tym, by zrobić zatoczkę wraz z wiatą na postój autobusu, wymagany jest szereg pozwoleń i zgód, jak choćby zarządcy drogi, którym jest w chwili obecnej powiat złotowski.
– I – dodaje Aneta Buława–Żak, sekretarz gminy – regulują to różne przepisy, w tym przepisy o ruchu drogowym: chociażby odległości od zakrętów.
Pani sekretarz widzi inne rozwiązanie.
– Ponieważ w niedalekiej odległości, po drugiej stronie ulicy, jest przystanek – opisuje – dzieci mogą wysiadać w drodze powrotnej autobusu, gdy ten odwiezie już uczniów do Śmiardowa Złotowskiego. Tak będzie bezpiecznie, zgodnie z prawem i bez dodatkowych inwestycji. Urzędnicy zaznaczają, że autobus w omawianym miejscu zatrzymuje się grzecznościowo.
– Właściwy przystanek jest w innym miejscu miejscowości, koło sali i placu zabaw. Koszt zakupu nowego przystanku to około 6.000 zł.
– To nie jest problem – mówi wójt – większym problemem jest dokumentacja i zezwolenia. Musi to też być sensowne.
Julita Milczyńska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A w Ptuszy dzieciaki idą wzdłuż krajowej 11stki. Tam tiry śmigaja. O chodniku nikt nie dyskutuje.
Niestety, jak to zwykle bywa najpierw musi stać się tragedia , wtedy dopiero myśli się o bezpieczeństwie :-/
Oni nic nie mogą bo właśnie to jest nadleśnictwa a to miasta a to gminy a wszyscy chcą korzystać. Od tego nie mogę, to już się rzygać chce. Oni Władza nie mogą, właścicielom posesji na swoim nie pozwolą i kręcą lody samo rządowe już trzydzieści lat. Niedługo minie okres lat komunizmu i będzie można porównać ile nowych dróg, przystanków powstało za nowej partiokracji. Tak zimą śnieg w inne pory błoto więc nie można tego nazwać jak wielkie barachło w którym władza wójtów, burmistrzów urosła do władzy książęcej. Skoro uważają że nic nie mogą tylko się puszyć i madrować to po co oni są, pewnie w takim razie trzeba powrócić do rządów centralnych kiedy to oni znowu wezmą się do solidnej roboty.
Nasz biedny wójt zawsze odpowiada ze on nic nie może, a jak coś robi to tylko pod publikę.. Normalni obywatele gminy nie mają nic do powiedzenia..on zawsze wie swoje.. Wojt powinien słuchać mieszkańców.. Ale on ma to gdzieś..
No i już wiecie kogo trzeba wybrać.
A w Ptuszy dzieciaki idą wzdłuż krajowej 11stki. Tam tiry śmigaja. O chodniku nikt nie dyskutuje.
Niestety, jak to zwykle bywa najpierw musi stać się tragedia , wtedy dopiero myśli się o bezpieczeństwie :-/
Oni nic nie mogą bo właśnie to jest nadleśnictwa a to miasta a to gminy a wszyscy chcą korzystać. Od tego nie mogę, to już się rzygać chce. Oni Władza nie mogą, właścicielom posesji na swoim nie pozwolą i kręcą lody samo rządowe już trzydzieści lat. Niedługo minie okres lat komunizmu i będzie można porównać ile nowych dróg, przystanków powstało za nowej partiokracji. Tak zimą śnieg w inne pory błoto więc nie można tego nazwać jak wielkie barachło w którym władza wójtów, burmistrzów urosła do władzy książęcej. Skoro uważają że nic nie mogą tylko się puszyć i madrować to po co oni są, pewnie w takim razie trzeba powrócić do rządów centralnych kiedy to oni znowu wezmą się do solidnej roboty.