Pomimo pożegnania przez załogę, pozostał w fotelu prezesa gminnej spółki przynajmniej na rok. - Praca jest dla mnie jak rehabilitacja po chorobie – mówi K. Wasiak po tym, jak niewiele brakowało, by zabrał go Covid-19
Mamy rok 1991. 37–letni Kazimierz Wasiak przychodzi wówczas z funkcji kierowniczej w wydziale w wyrzyskim POM–ie na dyrektora zakładu komunalnego w Łobżenicy. Jakie realia Pan tutaj zastał?
To był dokładnie lipiec 1991 roku, czyli 30 i pół roku temu. Z oddziału Państwowego Ośrodka Maszynowego w Wyrzysku zwolniłem się wraz kolegami, którzy też byli kierownikami innych działów tej państwowej firmy, gdy nasz pomysł, by przekształcić ją w spółkę pracowniczą, nie został zaakceptowany. Chcieliśmy ją rozwijać, modernizować, mieć na to większy wpływ jako załoga. Wtedy nie było ku temu woli. Jeszcze w czerwcu 1991 r. myślałem, że po tamtej pracy zostanę nauczycielem w szkole rolniczej w Nieżychowie. Miałem uczyć mechanizacji rolnictwa, bo sam jestem wykształcony w tym zakresie. Wszystko było ustalone. Stało się jednak inaczej.
...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 89% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!